Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kiedyś, pod czarnymi skrzydłami
z orłem ... chciałem podzielić się snami
lecz wszystko to mi uciekło
zamknąłem trumny wieko

a ktoś się śmiał, śmiał się popaprany
z tego, że pod skrzydłami
modliłem się o jeszcze
pisałem durne wiersze

ale nie wiedział, że miałem potrzebę
że chciałem krzyknąć pod niebem
słońcu prosto w twarz
że Kocham, że nie ma nas

i nie potrafił zrozumieć
że ległem złożony w trumnie
że chcąc być zawsze pierwszy
sens jest tworzenia tych wierszy

że... Kocham, że pragnę jak leszcz
ale o tym już wiesz
co mam Ci jeszcze powiedzieć
że nie potrafię usiedzieć

że nosi mnie ta zawiłość
której przyczyną jest miłość
więc nie osądzaj strwożony
byś potem nie był ...
sądzony

Opublikowano

Twój wiersz wywołał znowu to moje zadziwienie - nie sam wiersz lecz refleksje z nim związane.
Używając słowa często pojawiającego się na tym forum powiem: ten świat jest popaprany Rif a ludzie jeszcze bardziej. Od dziecka zdumiewało mnie jak to jest: siedzi sobie grupka dzieci w piaskownicy, albo gdziekolwiek indziej, bawią się ładnie, jest wesoło i fajnie, jak sobie któreś obije kolano pozostali pocieszają i raptem pojawia się Ono - jednego walnie łopatką, innemu da kuksańca w bok, nagada komuś na kogoś i fermencik gotowy.
Zadaję sobie pytanie: po co?

Opublikowano

Libro ... ludzie są jak piasek w klepsydrze... przesypują się z góry na dół ... odmierzając swój czas, ale tak wcale być nie musi, wystarczy, że ... odnajdą swoją klepsydrę...:)))
pozdr, Rif

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...