Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

OD AUTORA
Nigdy wcześniej nie miałem psa. Przypadek zdecydował o konieczności zaopiekowania się już dorosłym, ukształtowanym pudelkiem – Tiną. Nie zdawałem sobie sprawy, że pies tak bardzo może przeżywać zmianę właściciela. Stratę tę trzeba było zrekompensować troskliwą opieką i uczuciem.
Widywałem Tinkę dwa, trzy razy do roku. Miła psinka, której według mnie pozwalano na zbyt wiele. Nie byłem przeciwnikiem psów, opowiadałem się jednak za dyscypliną bez zbytniego pobłażania. Nie rozumiałem roli psa jako członka rodziny, domownika.
Spojrzenie moje całkowicie się zmieniło z chwilą przyjęcia na współmieszkańca, a właściwie na członka rodziny Tinki — niezwykle wrażliwej suczki, wiernej i uczuciowej.

Tinka wypatruje coś
W miarę upływu czasu poznawałem problemy związane z posiadaniem psa, jego potrzeby, zwyczaje, język komunikowania się. Coraz bardziej doceniałem to, co otrzymywałem od Tiny: przywiązanie, bezinteresowną przyjaźń, radość.
Odejście Tinki było bolesne. Spontanicznie chwyciłem pióro i zacząłem pisać. Nie musiałem się zastanawiać o czym. Myśl biegła znacznie szybciej niż mogłem zapisać. Tylko smutek stawał się coraz większy. Dopiero później pojawiła się chęć podzielenia wspomnieniami, obserwacjami, spostrzeżeniami, refleksjami z innymi. Opowieścią o Tince chcę zaprotestować przeciw przedmiotowemu i brutalnemu traktowaniu stworzeń, szczególnie psów, oddanych przyjaciół ludzi. Pragnę pokazać, że żywy koń, to nie jest "z drzewa koń na biegunach", a żywy piesek nie jest maskotką z pluszu. One cierpią, radują się, smucą. Trzeba tylko chcieć to dostrzec, samemu odczuwać i być wrażliwym.
Opowiadania Tinki stanowią jedynie garść spostrzeżeń o życiu, o współistnieniu pod jednym dachem z oddanym i ulubionym stworzeniem. Mają też bawić, wzruszać, uczyć i uwrażliwiać.
Historie z życia Tinki, moje doświadczenia, moja „nauka psa” nie jest adresowana do jakiegoś konkretnego czytelnika, dziecka czy dorosłego. Każdy pies, nawet podwórzowy, jest związany z rodziną, z którą mieszka. Oprócz głównego opiekuna, żywiciela zwierzęcia, często psem w mniejszym lub większym stopniu zajmują się inni członkowie rodziny. Bywa, że wszyscy po trochu, bawią się z nim, wyprowadzają na spacery. Są to i dorośli i młodsze lub starsze dzieci. Książka ta jest dedykowana rodzinom, które mają psa lub zamierzają mieć psa, a nawet tym, które z wielu różnych względów nie mogą mieć tego przyjaciela przy sobie, lecz lubią o nim słuchać lub czytać.
Pokazane relacje pies – człowiek zostały zpersonifikowane. Zamiast psa, Tinki, mógłby wystąpić człowiek. Podobne relacje zachodzą przecież między ludźmi w rodzinie, wśród bliższych i dalszych znajomych, a nawet w stosunku do obcych, ale przecież bliźnich. Pies „ucieka”, a dziecko się oddala i ileż razy zamiast skarcenia „niegrzeczny synek (córeczka)” i wytłumaczenia, dlaczego nie można odchodzić, pociecha dostaje w skórę. Inna sytuacja. Pies zawsze powita swego pana czy innego domownika po powrocie do domu. A własny syn czy córka?
W opowiadaniach Tinki różnych sytuacji jest co niemiara. Coś się dzieje, coś się staje i trzeba podjąć decyzję i działanie. Pielęgnacja, wychowanie, opieka, nauka, zdrowie, zabawa, przepraszanie i wybaczanie aż po wsparcie w ostatniej drodze starego, niedołężnego, schorowanego stworzenia. Czyż nie dotyczy to także ludzi?
Nasz, człowieka stosunek do zwierząt jest odbiciem relacji między ludźmi. Jeżeli relacje między ludźmi są prawidłowe, to zazwyczaj i stosunek do zwierząt jest właściwy.
Warto o tym pamiętać.
Pies jest członkiem rodziny od czasu jego udomowienia . Mieszka i bytuje z rodziną, a książka „Tinka – najmniejszy przyjaciel” jest przeznaczona właśnie dla całej rodziny. Mało tego. Warto, by czytać tę książeczkę wspólnie z dziećmi, nawet z dziećmi już czytającymi. Mamo, tato przeczytaj dziecku „Tinkę” i potem porozmawiaj o tym ze swoją pociechą. Każdy rozdział tej ksiązki to temat do rozmowy z dzieckiem, tylko trzeba chcieć. Trochę czasu, naprawdę kilkanaście minut dziennie, powinien znaleźć każdy rodzic dla swej pociechy, by przeczytać choćby jeden rozdzialik. Potem może być interesująca rozmowa dająca same korzyści: pogłębienie więzi z dzieckiem, aspekty wychowawcze, nauka.
Jeżeli w wyniku myśli zawartych w tej skromnej książeczce, skierowanej nie tylko do miłośników psów, ktoś zmieni swoje podejście do zwierząt czy również ludzi, świadomie zaopiekuje się jednym z tysięcy czekających na opiekuna lub zrezygnuje z podjęcia pochopnej decyzji posiadania stworzenia, niekoniecznie tylko psa, to uznam, że warto było przedstawić najmniejszego przyjaciela — Tinkę.



PRZEDSTAWIAM SIĘ

Urodziłam się? Och! Strasznie dawno to było. Agnieszka – moja Mała Pani, otrzymała mnie w prezencie, kiedy była siedmioletnim dzieckiem, rezolutnym, jasnowłosym trzpiotem.
Mam na imię TINA, pieszczotliwie mówią TINKA, a nawet TINUSIA czy TINECZKA, ale nie podobają mi się takie przesadne zdrobnienia. Ktoś chce podkreślić, że mnie lubi. To przyjemne, ale dla psa krótkie imię jest lepsze.
Jestem czarnym pudelkiem, to znaczy pudliczką. Nie brzmi to ładnie: pudliczka – puderniczka. Wolę już pudelek.
Nie należę do najmniejszych. Według rozmiarów może numer dwa, powiedzmy mniejszy średni – numer trzy, ale jeszcze nie średni pudelek. Niektórzy określają tę wielkość jako „karłowaty”. Niefortunne określenie. Wcale nie jestem karłem. Jestem nieduża, to prawda, i mam w sam raz krótkie nóżki. Wyglądam dzięki temu nad wyraz zgrabnie i ciągle młodo. Wszyscy myślą o mnie jak o psiej dziecinie i mówią, jaki ze mnie fajny, mały (młody) piesek – a ja mam już ponad siedemnaście lat. Przecież to odpowiada chyba ze stu pięćdziesięciu latom człowieka. Toż to ze mnie niemal długowieczny psi Matuzalem. Mimo sędziwego wieku do niedawna czułam się wspaniale i byłam niezwykle sprawna.
Czy mogę się pochwalić swą urodą? Całe życie budziłam u wszystkich sympatię i wszyscy się mną zachwycali. I zaczepiali. Mnie i każdego, kto był ze mną na spacerze:
– Jaki ładny piesek!
– A jaki młody!
– Ile ma lat? – a potem jeszcze chcąc okazać swoje uczucie hamowane niepewnością mojego zachowania się, pytali:
– Czy wolno pogłaskać?
– A nie gryzie? – i wyciągali ręce, a tego właśnie się obawiałam.
Czy wyobrażasz sobie Czytelniku, by każdy, któremu się akurat spodobasz na ulicy, głaskał Cię po głowie, plecach lub klepał po pupie!? Co innego, jak robi to ktoś z domowników, których lubię, a ich pieszczoty sprawiają mi przyjemność. Ale na ulicy? Ów pan pewnie by się wściekł, gdyby co raz ktoś gładził jego żonę po głowie lub, co gorsza, gdzie indziej. A nie daj Bóg, gdyby jakaś pani pogłaskała jej męża. Toż przecież najpierw mężulek dostałby po głowie od swojej pani, a następnie ta ślicznotka, co go gładziła i mówiła, jaki jest przystojny.
Dla mnie takie czułości kilkakrotnie były niebezpieczne, o czym opowiem później. Przykro mi, ale to ludzie byli winni. Niestety niewiele się z tych doświadczeń nauczyłam i nadal jestem pełna przyjacielskich uczuć i ufności, a sympatia ludzi też jest miła.
Swoją drogą aż dziw, że żaden z moich Panów – miałam ich dwóch – nie wykorzystał mnie do podrywania. Przecież spacer z ładnym pieskiem jest świetną okazją. A może nie chcieli?
Wyjątkowo pobłażliwie traktowałam dzieci, choć nigdy nie wiadomo, co maluchom może strzelić do głowy. One dopiero poznają świat. Muszą się wiele nauczyć, również kochać zwierzęta. Kiedyś taki skrzat, chybocąc się z boku na bok, nieporadnie zbliżał się do mnie z rozłożonymi dla utrzymania równowagi – niczym samolot skrzydła – rączkami, z pucułowatą, roześmianą od ucha do ucha buzią i wołał:
– Mamusiu, jaka mała, carna owiecka!
Dobre sobie, ja i owieczka. Stałam jednak cierpliwie. Niech malec wie, że my, psy, jesteśmy tolerancyjni dla ludzi. Ale jak szkrab uderzył mnie zabawką, którą miał akurat w rączce, musiałam go zganić, a on się rozpłakał. Na dodatek Pan mnie zrugał, że nie należy warczeć na dzieci ani kłapać zębami. Mam przeto stać niczym ofiara i czekać aż jakiś, nawet miły malec, ogon mi czy ucho wyrwie lub palec wsadzi do oka? Jakżeż to tak? Nie mogę się bronić przed napaścią, bo mnie na domiar złego osądzą i skarcą? Najgorsze było to, że szanowna mamuśka uważała, iż to moja wina. A ja tylko zwróciłam uwagę, że coś niedobrego się dzieje. Czy to w porządku, że dzieci nie uczy się od najmłodszych lat właściwych zachowań, a winą obarcza takiego sympatycznego, z niewielkim psim rozumkiem pudelka? Prawda, mnie się nic nie stało. Przecież to maleństwo nie chciało mi zrobić krzywdy. Ba! Nawet nie rozumiało swojego niestosownego zachowania. Widać było, że nikt nigdy nic mu nie powiedział na ten temat. Wypowiedziało swe uczucia w taki sposób, jak umiało, a może zaobserwowało i nauczyło się w swoim domu.
Dlatego też na oburzenie mamy tego dziecka, sama się oburzyłam. Czyż nie najważniejszym jest, by opiekunowie od najmłodszych lat zechcieli swoje dziecko nauczyć szacunku i miłości do zwierząt?
I do ludzi... I do ludzi również.
A ja, mały piesek, co miałam czynić? Kiedy widziałam, że ktoś był zbyt nachalny robiłam unik lub odchodziłam i sprawa była rozwiązana.
Miałam, jak każdy, w swoim życiu okresy przykre, bolesne. Pomimo to byłam bardzo wesoła. Przepadałam za zabawami. Pieszczochą też byłam i nadal jestem. Jakże lubiłam karesy – głaskania, drapania, czochrania – a to za uszkiem, a to pod szyją, a to po brzuszku. Ogromnym też byłam łasuchem. Nie tylko mi język uciekał na brodę, ale aż cała głowa mi się trzęsła z łakomstwa.
Najważniejszą moją cechą była wierność. Byłam wierna – właśnie jak pies. Gdyby mi groziło niebezpieczeństwo i wiedziałabym, że nie dam rady, poddałabym się lub uciekłabym. Przyznaję, nie byłam zbyt odważna, jednak w obronie moich najbliższych oddałabym życie. Rzuciłabym się do walki, nawet nierównej, nie bacząc na skutki. Miłość jest uczuciem bezwzględnym, bezwarunkowym. Kocham moich bliskich i dla nich zrobiłabym wszystko. Mój znajomy, nierasowy pies ma swego pana. Nie jest on dla niego dobry. A to go uderzy, a to kopnie aż biedak ucieknie popiskując. Czeka potem ten pies gdzieś nieopodal, spogląda zza jakiegoś krzaczka lub drzewka, by z radością powrócić na jakiś, choć trochę przyjazny, gest. Żal mi go, ale nie ma on innego pana, tylko takiego prymitywnego. Swoją drogą, że jego pan też nie ma się dobrze, jest biedny, a pewnie i bezdomny, często nie dojada, a jednak jakiś kawałek pożywienia znajdzie dla swego psa. Oni są dla siebie jedynymi bliskimi i choć to jest trudna miłość, jak ich życie, to pozostają razem. Ubogim nie jest łatwo, ale biedni mają strasznie trudne życie. Psy z nimi przebywające też.
Nie wszystko się układa tak, jakbyśmy chcieli. Szkoda.

SEGREGACJA RASOWA


Muszę opowiedzieć o jednej niezwykle ważnej sprawie, która dotyczyła moich urodzin.
Jestem pudelkiem, psem rasowym. Na ulicy nikt nie powiedziałby, że jest inaczej. A jednak byłam tym kolejnym, już nienadającym się do hodowli szczeniaczkiem. Wtedy, gdy się rodziłam, nie rejestrowano więcej potomstwa niż określono jakimiś przepisami (teraz podobno jest inaczej). Wówczas za dużo nas przyszło na świat. To co? Uśpić, utopić, przetrącić kark, bo zamiast czterech czy iluś tam, pojawiło się pięć, sześć czy więcej szczeniąt! Cała przewrotność ludzka w tym się ukazuje. Dla dobra rasy – zabić, bo a nuż rasa by się osłabiła. Czyż nie można wspomóc matki bardziej licznego miotu pokarmem? Czy mało jest różnych odżywek?
Na szczęście ktoś nie chciał się zastosować do tych barbarzyńskich zasad i widać żal mu się zrobiło tej milutkiej kuleczki, którą byłam. Pozostałam przy życiu. Swoją drogą zawsze było sporo ludzi, którzy chętnie nabywali trochę taniej te ponadlimitowe, nierodowodowe, zdrowe i nie zarejestrowane pieski.
Z jednej strony roni się łzy nad wyrzucanymi na bruk, do lasu, gdzieś daleko od ich domu zwierzętami, a z drugiej ktoś stanowił, aby likwidować nadliczbowe, najbardziej bezbronne maleństwa – te rasowe, bo kundli to nie dotyczyło, choć często ich los też nie był do pozazdroszczenia. Noblesse oblige! – mawiali w kraju mego pochodzenia – Szlachectwo zobowiązuje! – Co za ironia? Dziś cywilizacyjne kręgi niby elity chcą, by w imię pokrętnej moralności zmienić prawa, aby można było zabijać ludzi. Zgodnie z prawem oczywiście, bo wtedy można będzie powiedzieć, że tak stanowi prawo i umyć ręce w spokoju sumienia. Aby tylko metoda zabijania była wytworną, by łatwiej było ich opiekunom czyli, by nie mieli już kłopotliwej opieki nad chorym, zniedołężniałym. Relatywizm etyczny w praktyce „przodujących” kręgów społecznych. Cóż się dziwić, że ideologia miłości jest im solą w oku. Co dopiero mówić o psach! Przecież psie matki często szczenią się w domach, w których mieszkają nie tylko dorośli, ale i ich dzieci!!! I co wtedy? Dzieci dostrzegają więcej, niż się dorosłym wydaje. I czują. One nie utraciły jeszcze wrodzonej, naturalnej wrażliwości i widzą, co się dzieje, a pokrętne tłumaczenia dorosłych nie zawsze są dla nich wiarygodne. Czego się z takiej lekcji nauczą?
A wszystko dla ładniejszej grzywki, lepszego ogonka, doskonalszych kształtów – w końcu czysto umownych, często nienaturalnych. Wszystko dla jeszcze jednego metalowego krążka na wystawie psów rasowych w przyszłości. Pudel á la lew, jamnik á la szczotka i co tam jeszcze. Przecież nie o zwierzęta chodzi, tylko o próżność ich właścicieli. I nie ma znaczenia, że nie wszystkich to dotyczy, że może akurat ci właściciele „medalowych” lepiej się troszczą o swych pupili niż wielu innych brutalnych, nieludzkich posiadaczy zwierząt. Jeden przypadek złego traktowania zwierząt, to już o jeden za dużo. A przecież takich sytuacji jest mnóstwo. Tym gorzej dla człowieka. Gdzieś tam kiedyś się to na nim skrupi.
Muszę jeszcze raz powiedzieć: żyję dzięki temu, że ktoś nie chciał unicestwić szczeniątka z powodu urodzenia się zbyt licznego potomstwa w jednym miocie. Czy z tej przyczyny jestem gorsza? Mój organizm jest silny i niedługo skończę osiemnaście lat. Nie mam tyle energii, co w młodości, kilka zębów też już straciłam, ale to normalne, zgodne z odwiecznym prawem natury, prawem starzenia się.
Żyjmy i dajmy żyć innym, a cierpiącym pomagajmy.

Opublikowano

Bardzo poprawny i z pozytywym przesłaniem tekst. Popieram, bo sam jestem miłosnikiem psów. Nie takie rzeczy dzieją się w pseudohodowlach. Spróbuj opisać z punktu widzenia psa taką historię:


psy.olpw.com/viewtopic.php?t=3200

Wiem, że dasz radę. Po to, aby takich sytuacji juz nigdy nie było.

Opublikowano

Może literacko nie za mocne, ale dobrze się czytało. Daje do myślenia, choć ja akurat jako miłośnik zwierząt, co po utłuczeniu mola mam wyrzuty sumienia akurat nie potrzebuje takich refleksji.

Nie jestem pewien, ale chyba w kwestii rejestrowania określonej liczby szczeniąt nic się nie zmieniło. Może tylko w przypadku zamierających ras. Ale wystarczy dodać fakt, o procedurze usypiania psów wyścigowych, kiedy nie są już w stanie zarabiać na właściciela. Na szczęscie na wsiach już nie jest normą zabijanie chorych i starych psów. Jednak wystarczy porozmawiać o tym z ludźmi starszymi, nawet tymi o dobrym i łagodny usposobieniu, żeby przekonać się, że dla nich to nic niezwykłego utopienie ponad liczbowego szczeniaka, uśpienie psa wyścigowego czy "danie po łbie" takiemu co już nie ma pożytku z niego.

Tak jeszcze z 70-80 lat temu naprawdę mało kto się przejmował zwierzętami i niestety ta niechlubna część tradycji została wpleciona pomiędzy te milsze obyczaje i przesącza się do dzisiejszych czasów przybierając najróżniejszą formę. Tak więc należy przede wszystkim uświadamiać ludzi. Jest to bardzo trudne, jeśli ktoś już jest w jakimś miejscu ukształtowany. Jednak jest to konieczne, ponieważ nie ma sensu karania kogoś, skoro on nie zrozumie i tak, będzie przekonany, że potraktowano go niesprawiedliwie, winnym za swoją krzywdę uzna psa, czy kota czy inne zwierze "przez które" trafił choćby do więzienia i po wyjściu co zrobi? Ano odegra się na najbliższym napotkanym zwierzęciu, a nawet jeśli nie dojdzie do tak drastycznego rozwiązania, to na pewno niczego dobrego, nie tylko o odpowiednim podejściu do zwierząt, nie nauczy się obcując na co dzień z przestępcami. Trzeba oddziaływać na świadomość ludzi zmieniać niewłaściwe wzory kulturowe i wykorzeniać stereotypy w myśleniu. Jest to trudne i pracochłonne, ale tylko to może przynieść pozytywne i trwałe rezultaty.


Ale starczy tych refleksji, bo to jest miejsce dla popisu autora .;)

pozdrawiam miłośnika psów :)

Opublikowano

Jeżeli jest to debiut - a wszystko na to wskazuje ( choć oczywiście, mogę się mylić ) - to jest on bardzo udany.
Podoba mi się próba wejścia Autora w '' skórę psa '' i przekazanie pewnych wartości, od których, wciąż za wielu ludzi, tak bardzo odeszło.

Ostatnie zadnie powinno być mottem życiowym każdego z nas.

Pozdrówka -
M.

Opublikowano

Za kilka dni zamieszczę kilka kolejnych rozdziałów. Całość to 160 stron. z ilustracjami, zdjęciami pomników psów i ich historią. Poddaję zatem mój tekst publicznemu osądowi przed próba wydania tej historii. Jest to mój debiut i chciałbym usłyszeć trochę prawdy od postronnych osób. Pytanie: Czy warto się w to bawić? Czy ma sens pisanie przeze mnie czegokolwiek? /W zamyśle mam historię pt. "Moja walka" o wiele trudniejszą do interesującego przekazania. Zanudzić zawsze można/. Przecież pisanie do szuflady to zniechęcenie. Wydanie, uznanie to dodaje wiatru w skrzydła, o ile się je ma. Inaczej to czas lepiej poświęcić czemuś innemu. Tak przynajmniej sądzę.

  • 2 miesiące temu...
Opublikowano

Jestem ciekawa dalszej części po przeczytaniu tej. Myślę, że masz łatwość pisania o sprawach ważnych - tylko zazdrościć i tylko czytać.
Niektóre fragmenty są trochę mało zrozumiałe, na przykład ten:
"Ów pan pewnie by się wściekł, gdyby co raz ktoś gładził jego żonę po głowie lub, co gorsza, gdzie indziej. A nie daj Bóg, gdyby jakaś pani pogłaskała jej męża." Jak dla mnie, trudniej jest poprawiać niż pisać od nowa, ale chyba każda powieść tego wymaga - nie wiem.
W każdym razie powodzenia!

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wróć  Wiedz że przepraszam nie padnie To za małe słowo na ostatnią zgaszoną zapałkę w pudełku podpisanym zaufanie i wiara w drugiego człowieka  Czynami też nie przeproszę  ale marzyłby mi się wers, który odbudowałby podpalony most płomieniem o czarnej barwie z piekła wzięty za odpowiedni drogowskaz by nie widzieć nie słyszeć nic ale krzyczeć skrzeczàcymi dźwiękami słowa wojennych nabo i  i jeszcze wiemy (ja to split być może więc powiem o sobie w trzeciej osobie) że ból fizyczny jest za zasługi chaosu na synaptycznych drogach zasłużony  pięć lep liści wypłaconych jak byś sam chciał moc ich zarobić błagam prosić  Wiem że błaganie po tym bałaganie jest równie bezczelne poza wyobrażenie  ale wiesz jak mam być szczelny  cały pokluty i podziurawiony blizny które omija słońce  blizny nieopalone już nigdy to zrobiłem wam to zrobiłem sobie to chore  a spowiedź  czekamy z moimi grzechami na samotności czas gdy stalker powieczas opuścić was ale bestia 24/7 w obserwacji myśli  po operacji skalpelem świata który nie  istnieje z teczki o kryptonimie  Anioły i demony gdzie jednym z rozdziałów był zabieg wszepienie sumienia  mk ultra nie ma słuchawki w lewej ucha przestrzeni takiej małej ale techniki technologi jak w serialu z De Nirem są realne i tak się robi z tymi co na zawsze bezimmienie umrą pochowani z dala miejsc które na mapach świata jako białe plamy odznaczają się  przysypani piachem o ciężarze własnych klamstw czyli żwir i kamienie jak te które tworzą cud świata w Gizie i nikt się nie dowie bo to nieistotne ważne jest to co jest cud przypadku gdzie Duch Święty przejął demoniczne myśli i wiatr poniósł w Niebo na skrzydłach które nie palą w słońcu się  Nie Ikar  Dedal Latają ptaki nie uznając granic Niosą melodię i śpiewając trelami Odnajdują mistykow za Pań brat z natury wibracjami którzy czytając nuty tych które ponad chmurami kontynety pokonują prowadzone gwiazdami i Ziemskim (tym no na co reaguje kompas zapomniałem słowa a niby myślę w tym języku jako Polak ale to chaos który przejął mnie i przekonał jako droga ku dobremu może nie dla mnie może nie dla bliskich ale dla cyfr które pokonują nazwane setkami milionów z definicji pojedyncze głowy słowem kmwtw omerta ale chyba i tak za dużo gadam jako że...) Skrzydła dał Bóg Bóg Bóg Bóg Bóg (taka tam rewolucja mała ale jeśli nie ma stalkera a jest schizofrenia nigdy nie wyjdzie na jaw jak prawda mojego życia za mojego życia jako to moja łaska i nagroda by bezimiennie zniknąć i wybuchając nad grobem zbudować parkiet śliski od plwocin (pisząc wiersz gdzie wieczny deszcz nie wiedziałem że Niebo pluje we mnie jeszcze ale co to tam za nieistotne to dziś się ma ja to mam albo mieć powinienem ale życie jest takie że myśli są subiektywne)) Armi Aniołów  połamany głos hałas i skrzek to objaw jednej z chorob dzieci wychowanych bezstresowo w tłumie bezimiennych mas wielkich miast sąsiadów których znasz ledwo twarz spowiedzi czas i bólu którego bym nie chciał uczulony na ciosy który boi się bić a ruszył do wojny ze słowem jak z przysłowiowym mieczem i nie przepraszam bo tu się wali mocniej tylko wydaje mi się że definicja slowa przepraszam nie sklei szkła ekranu przez który pukają ale to jeszcze nie to do takich jak my (trzecia osoba bo skalpela pociągnięcia po półkuli jednej drugiej mózgu (o ja glupcu ze mnie głupiec nie używałem mózgu jako ego było mym rozumem a słuchaćc ego to jak zamknąćoczy i zatkaćuszy zasnąć na jawie i w drogę ruszyć somnabulizm) przez który widzą jak monster idzie jak po nitce  art monster grzechy coraz gorsze by przeżyć cokolwiek  czuje ból  czy czuje ból?  czuje żal po operacji na sumieniu dziś do siebie choć nad ranem w snach poleciały nie tak dawno temu wersy że też mogliście być więcej i bardziej niż wymyslaczem góry k2 białych kłamstw wiem że ta metoda nie mówienia prawdy jest ku dobru tego co w niewiedzę ubieramy ale jak można nie wiedzieć o sobie tak bardzo nic myślęc że sumienie czyste jest i wykrzyczeć to zaklocajac nocny czas cisz i spkkojnego snu tym którzy nocą nie oddają się demonom lecz poscielili sobie dobrze by się dobrze wyspać  sen jako bezpieczna przystań gdzie umysł odpoczywa na oceanie wymiarów równoległych morzu pływa by poznać drogi wcieleń swojej osoby by poznać choć trochę losy na gałęziach drzewa możliwości którego tutejsze istnienie nie wybrało jako kroki (mi się często śni że to dorośli chodzą do szkoły ale nie wiem co z dziećmi chciałbym by rozwijały umiejętności słuchania psychiki i czytania uczyć swoich innych ku ogromowi empatii dla uwaznosci by innych w życiu nie ranić tylko miłością traktować siebie i innych ku nie nienawiści i ku ogólnego wspólnego umysłu cywilizacji spokoju niczym w Raju (ale co ja tam wiem jedynie że to nieistotne jest) więc przepraszam nie padnie bo jest za małe z definicji i nie padnie ubrane w czyny  marzy mi się jeden wers który cofnie czas i znów będzie musiało paść pierwsze słowo ale z zachowaną świadomością tu dotrę i nie popełnię sekundy gdzie ego zgubi mnie w chaosie  niejeden raz krzyk wyzwiska spokój będę umiał dać zamiast bólu i ran zamiast być krzyżem im i golgotą  faryzeuszem który przerażony wizją że ktoś może być lepszą wyższą mocą istotą wyda rozkaz słowami  zabije cię  i za cudze czyli moje grzechy nie będzie nikt cierpiał i nie złamię serc i wypiekajac chleb którego od razu nie pokryje pleśń który będzie sycił głodnych i nie poleje się krew na pustyni piach tworząc czerwone bagno ruchomych piasków nievdam się wciągnąć do miejsca znanego jako dno drugiego dna  że ponowny Big Bang stopi lody arktycznej pustyni mojego serca by spragnionych napoić wodą która nie zna zanieczyszczeń w jakich plywa dziś siedem morz i oceany  jesteśmy jak lalki barbie wypełnieni plastikiem  i jak dinozaury z których powstała ropa by ten plastik powstał  cudowna zwrotka która przekona że wojna też była kłamstwem bo kłamcą jest ten który do kłamstwa przyznaje się  bo kłamcą jest ten który sam siebie nie zna marzy mi się metafora która rozpali zapałkę po raz drugi (a może kolejny w nieskończoność oczekiwany z ufnoscia ale pozostało z wzruszeń w końcu jedynie ramieniami wzruszanie bo ile razy można dać drugą szansę jeden raz i jeden jeszcze to definicja liczby dwa (liczby mają definicje czemu nie czytamy za slownikiem ile to jedynek jest w tej liczbie bo to pewnie nieistotne jest) a nie że wydłuża się ciąg szans)  zapalić zapałkę która da ogień by na nowo złożyć lustro zbite poprzez stopienie i wykonanie jak w hucie szkła jego czystej tafli by nie było tam rys jak ran na sercu i duszy ale to na koniec i potem przyjdzje mi skończyć z biciem serca i po tych słowach jeszcze przed kropką lub zamknięciem ostatniego nawiasu ostatni oddech opuści płuca i w końcu dla wielu czekających nie będę już marnował tlenu na marny żywot ku utrapieniu niewinnych  Zbudować parkiet na mojm grobie bardzo proszę  tańczyć jak w tej sentencji o tańczeniu nad wroga grobem byłem  jestem wrogiem Z nienawiści wziąłem banicję i wygnanie jak na życzenie  Zapomnienie o mnie to by było dobre Wielkie Pierwsze Słowo niech nie doda mnie może gdy po wersie który przekona czas by zaczął wszystko dla nas żyjących na zasadzie jego (czasu) do przodu zawsze uplywania by ma osoba nie była cyfrą jeden w równaniach Stwórcy i jego planach wyliczenia granic nieskończenie długiego ciągu jedynek kolejno ustawianych na poziomej linii aż ta ostatnia nazwana jakimś krótkim słowem dla definicji i ułatwienia myślenia o niej rozpocznie Rajską epokę po sądzie który skończyć się może miłością i szczęściem wszystkich pojednaniem początku z końcem  czerni z bielą  gdzie zaczniemy być po środku każdej przeciwności jak w ziarnie z którego wszystko powstało  pogodzeni z historią docenimy dobro znając moc zła i strachu  nie będzie mowy tam w tym drugim Raju na którym się skończy koło historii zatoczy obrót i jak od Raju się zaczęło tak Rajem się skończy  ale z.madroscia historii która sprawi że zakazany smak owocu drzewa poznania będzie w genach dusz dzieci Boga które wydała Gaja ku skonczonosci materialnych dni by przekonać każdy byt jak to jest żyć z grzechem pierworodnym  i zostanie w nas miejsce gdzie pacierz to tylko krótkie Amen jak pozdrowienie obecnych które wszystko tłumaczy i czyni zrozumiałym  miejsce maleńkie które pomieści wszechświat cały by czuł się jednym i doskonałym  który w skromności swej wspólnej cząstki nie upoi się zachwytem własnej istoty jako doskonałości i zapragnie stworzyć na podobieństwo swoje Pierwsze Słowo by rozpoczęło nieskończoność Bożych istnień  ku towarzystwu i ku możliwości poznania zachwytu nad cudem  życia śmierci świata w obrazkach i kolorach i dusz rzędu z których każda dokona kolejnego obrotu osi koła czasu   na przepraszam nie mam czasu leżę na kanapie odwrócony plecami do świata z którym chciałem się pogodzić wojnami który chciałem przekonać ranami gasząc i tłukąc ogień i szkła okien i luster źrenice moje puste a podobno to miejsce gdzie widać duszę      za długie ale op dzięki za inspirację do niepotrzebnie nieistotnego komentarza tu który się ku jutrzejszym chęciom by się nievwydarzllyl uswiadomi mnie że nie jestem jak czas tylko jak sekundbik na zegarze pędzący tylko w jedną stronę  koniec
    • Ara, Ic - raf oto farciara.    
    • @KOBIETA   Dominika...      
    • Ada na łodzi: zdoła - nada.   Ja po statek, a jak etat - stop, aj.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...