Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Marny, mały robociku,
nędzny zbiorze schemacików.
Po kawałku składasz siebie.
Od każdego po troszeczce
tego, co IM się podoba.

Gdybyś jeszcze miał swą wolę...

Dawno już straciłeś siebie.
Jesteś tylko zbiorem oszustw,
zbiorem pragnień, zbiorem uczuć.

Twój skafander mechaniczny-
zimny, ciężki jak cholera.
Pewnie bardzo Cię uwiera...
Zrzuć go wreszcie, i w negliżu
zacznij życie swe od nowa.

Nonkonformizm wcale nie jest
braniem tego, co nam się podoba.

Opublikowano

"Pewnie bardzo Cię uwiera...
Zrzuć go wreszcie, i w negliżu
zacznij życie swe od nowa." - super.
Refleksje wierszowane bardzo bliskie moim refleksjom. A myślałam, że są tylko moje ;)
Zgadzam się z podmiotem lirycznym, którzy zwraca się "marny" do tego, kto jest taki, jakim chcą go widzieć inni...
Pozdrawiam. Powodzenia.

Opublikowano

No niby tak, ale poza wygodą nie każdy czuje się dobrze w negliżu; niektórym wręcz nie wypada. czasem myślę, że dobrze, że mamy rozum; niektórzy szczątkowy, ale zawsze powstają różnice, które na końcu i tak dla nikogo nie mają znaczenia.:P Mar.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @viola arvensis To wiersz bardzo wyciszony, niemal medytacyjny. Porządkuje świat od środka. Najmocniej wybrzmiewa tu motyw granicy, ale nie jako muru wobec ludzi, raczej jako wewnętrznego azylu, miejsca, gdzie można: oswajać potwory, wygaszać burze, odkładać winę, podlewać nadzieję łzami. Bardzo kobiece samoukojenie :)
    • @Gosława to też danse macabre. Pozdrawiam!
    • Światło wbijało setki igieł w źrenice   Miłości świadkiem nie chcę być nigdy  Bo miłość sama się pcha na szafot Tuląc do siebie znamiona krzywdy  Da swe kończyny ucinać katom    Wtedy słońce wydało się bielsze   Gdy zwiędną pąki motylich skrzydeł  Co trwają może oddechów trzy I strzeli para z dusznych kadzideł  Ujrzysz jak nić przeznaczenia drży    Kropla potu na skroni była gęsta jak lawa   Krzyczymy ku niebu ściskając nadzieję  Że chmury będą nam pośredniczyć  Bo między nami wicher wciąż wieje Co nasze uszy przyszedł pożyczyć    Popękana ziemia wrzeszczy z pragnienia   Zwisając z płotu przebici w pół  Lgniemy do siebie nie wiedząc nic I czując w uszach płonący ból  W splecionych dłoniach będziemy żyć    Spadła kropla niebiańskiej krwi
    • Słowa   nie znikamy, jesteśmy rozpuszczane  przez nasze TO czym jesteśmy niezmiernie przybywamy wodą przypływu  do nowych świeżych jeszcze dusz to nic że to koncepty, struktury  dobry schowek na znaczenie  take stado maleńkich dusz     Pozdrawiam
    • @Piotr Samborski    Podoba mi się. Zdecydowanie.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

         Ale mam dwie uwagi. Jedną techniczną, pytającą o konieczność długiego odstępu przed "W domu". Drugą zawierającą propozycję. W ostatnim zdaniu zmień dwa ostatnie przecinki na kropki. Z pewnością będzie dla Ciebie jasnym, w jakim celu.     Pozdrawiam serdecznie. Miłej Niedzieli. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...