Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie czynię z tego zarzutu. ale sorry, jeśli coś nie tak.
bezintencjonalnie. po prostu spostrzeżenie: znów o tym samym (o kobietach) w kontekście kasy - tym razem - tylko to miałam na myśli. a dalej...powiedziałam wyżej.
:)
kobiety są i będą w moim pisaniu, to taki alkohol, bez którego nic by mi nie wychodziło, nawet jeśli to monotematyczność
to ja powinienem przeprosić, że przynudzam, ale tego nie zrobię;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no właśnie coś o mnie zapomniałaś Dolores (jeśli tak mogę)
właśnie ja wiem wciąż za mało dlatego tyle o was piszę;)
a nabieranie się to element tej gry:)
to wy też łykacie ten haczyk?;))), czyli jesteśmy kwita :))
dziękuję za czas i czytanie oraz komentarz
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Emil Zola w powieści „Wszystko dla pań” opisuje zjawisko powstawania wielkich domów towarowych w XIX-wiecznym Paryżu. Klientkami są głównie kobiety, które w owym czasie nie mogły pracować i były utrzymywane przez ojców i mężów. Zmęczonym i zniechęconym mimo dużej ilości wolnego czasu przypadła do gustu możliwość zrobienia wspaniałych zakupów, kontaktu, łowów. Kupowały więc i kupowały... stroje, ozdóbki, tiule, koronki, a wszystko po to, by stać się towarem atrakcyjnym dla mężczyzn, dobrze wyjść za mąż i co ważniejsze utrzymać potem acana przy sobie. Wniosek z tego taki, że tak naprawdę adresatami większości kobiecych zabiegów byli czuli na piękno mężczyźni, czego ewidentnym potwierdzeniem jest tytuł powieści - ironiczny!
To mężczyzna był Słońcem, wokół którego kobieta krążyła 365 dni w roku. Taka podróż mili panowie musiała słono kosztować :)))
Zalety owej konstelacji były nieocenione, niestety współcześnie ulega przemianom ;)
Opublikowano

pośladki tych kobiet są
tak perfekcyjnie za młode

To jest kluczowy, najbardziej niebezpieczny dla faceta moment :)
Kiedy pośladki są w sam raz (w zasięgu), ośmiornica jest niegroźna i nawet w twarz można spojrzeć ;)
Nie wiem czy wiersze Białego są dobre, wiem, że lubię je czytać.
:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


namiętność - owszem, piękne kobiety - niekoniecznie piękne, pieniądze - niezbędne, samokontrola - problem, czyli szaleństwo bez zakochiwania, a konsekwencje są nieuniknione;))
dziękuję za komentarz i podobanie
za czas i czytanie przede wszystkim
pozdrawiam
r
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Emil Zola w powieści „Wszystko dla pań” opisuje zjawisko powstawania wielkich domów towarowych w XIX-wiecznym Paryżu. Klientkami są głównie kobiety, które w owym czasie nie mogły pracować i były utrzymywane przez ojców i mężów. Zmęczonym i zniechęconym mimo dużej ilości wolnego czasu przypadła do gustu możliwość zrobienia wspaniałych zakupów, kontaktu, łowów. Kupowały więc i kupowały... stroje, ozdóbki, tiule, koronki, a wszystko po to, by stać się towarem atrakcyjnym dla mężczyzn, dobrze wyjść za mąż i co ważniejsze utrzymać potem acana przy sobie. Wniosek z tego taki, że tak naprawdę adresatami większości kobiecych zabiegów byli czuli na piękno mężczyźni, czego ewidentnym potwierdzeniem jest tytuł powieści - ironiczny!
To mężczyzna był Słońcem, wokół którego kobieta krążyła 365 dni w roku. Taka podróż mili panowie musiała słono kosztować :)))
Zalety owej konstelacji były nieocenione, niestety współcześnie ulega przemianom ;)
"niestety" to odpowiednie słowo;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


dziękuję za udany a tytuł to tylko tytuł, gdyby wiersz nosił nazwę np. k, myślę że byłby bardziej elektryzujący, a tak to się ciągnie a ja nie mogłem przestać go pisać;)
za czas i czytanie również dziękuję
r
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


łobuziak z ciebie Marku;)) - sprytnie to rozstrzygnąłeś;)))
ja mam fioła na punkcie ramion, a panie tak często je zakrywają zupełnie nie wiem dlaczego, i niech ta zima się kończy;))
dobrze, że czytasz, dla mnie ta zabawa właśnie od czytania się zaczyna, za co dziękuję
r

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...