Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W wysłużonym przedziale drugiej klasy pociągu osobowego relacji Mińsk – Terespol powietrze było ciężkie od woni przemoczonych butów, oparów naftaliny sączących się z mokrych palt i odoru tapicerki, przesiąkniętej tytoniowym dymem i usianej brunatnymi plamami niewiadomego pochodzenia. Siatkowe półki powyżej głów ośmiorga pasażerów, ciasno upakowanych na niewielkiej powierzchni, złowieszczo wybrzuszały się pod ciężarem sfatygowanej, staroświeckiej walizy, spiętej szerokim rzemiennym pasem z mosiężną sprzączką, pękatego kosza, obwiązanego wyblakłą, drelichową płachtą i trzech sporych pakunków – największy z nich był kanciasty, gęsto opleciony węzłami grubego sznura, dwa mniejsze - obłe i podłużne, owinięte czarnym plastikiem. W mdłym świetle lampy, chimerycznie mrugającej znad rozklekotanych drzwi, ledwo można było dostrzec twarze podróżnych.

Na prawo od wejścia, miejsce pod oknem zajmował tęgi mężczyzna w wyszarzałej, wojskowej kurtce, bryczesach, uwydatniających potężne uda i wysokich butach o wyglansowanych cholewach, za to prawie do kostek oblepionych grudkami zaschłego błota. Obwisłe policzki i podbródek, wylewający się nad kołnierzem kurtki, pokrywał rzadki, siwawy zarost. Postrzępione pasma nieokreślonego koloru włosów, zakrywały wysoko sklepione czoło. Z zaciśniętymi w wąską kreskę ustami, wpatrywał się w czerń nocy, przesłoniętą kurtyną deszczu. Duże dłonie oparte na kolanach, raz po raz, mimowolnie zaciskały się w pięści.

Wtulony w kąt naprzeciwko sześcioletni malec nie odrywał od niego zalęknionych oczu. Choć bliskość matki, pogrążonej w bezgłośnej modlitwie, paciorki różańca wysuwające się jeden po drugim spod jej splecionych dłoni, napawały go otuchą, to jednak, gdy mężczyzna drgnął gwałtownie i nieoczekiwanie zaśmiał się chrapliwie, dziecko, przerażone, krzyknęło głośno. Trzeba było kojącej pieszczoty matczynych rąk i słodkiego karmelka, dobytego z kieszeni, ukrytej wśród fałd jej obszernej, samodziałowej spódnicy, aby bezpieczny świat wrócił na swoje miejsce. Ukołysany melodią uspakajającego szeptu chłopiec posłusznie zamknął oczy. Po niedługim czasie, odmierzanym rytmicznym stukaniem kół, jego ciało się rozluźniło. Zasnął. Śnił o ojcu, który odszedł dawno temu, tak dawno, że w dziecięcej pamięci zostały ledwie okruchy obrazów, wspomnienie zarumienionej ze szczęścia matki, kiedy ojciec wracał z wyrębu, podnosił go wysoko w górę i mówił z dumą:

- Mój syn! Zobacz tylko, jak on urósł przez ten czas!

To musiał być piękny sen, bo bladziutka buzia malca rozjaśniła się uśmiechem, od którego nawet szaruga na zewnątrz jakby trochę osłabła.

Pozostałe miejsca w przedziale były zajęte przez jeszcze trzech mężczyzn i dwie kobiety. Najstarszy osobnik mógł liczyć około osiemdziesiątki. W szczupłej, pobrużdżonej zmarszczkami twarzy, zwracały uwagę bystre oczy, o niespotykanej w tym wieku, intensywnie niebieskiej barwie, a także proste, zupełnie białe włosy. Rozdzielone równo przedziałkiem, spadały aż na gruby, zrobiony na drutach szary sweter. Siedział pośrodku po prawej stronie, sztywno wyprostowany, ze wzrokiem utkwionym gdzieś w górze.

Pomiędzy nim a grubasem przy oknie ulokował się jegomość o wyglądzie dobrodusznego wuja, z sumiastymi wąsami i bujną, rudą czupryną. Drzemał pochrapując cicho, nie zważając, ani na zachowanie dziecka, ani na to, że jego pozbawiona oparcia głowa, co raz lądowała na ramieniu jednego z sąsiadów – ci zresztą nie zwracali na to najmniejszej uwagi.

Na ostatnie miejsce w tym samym rzędzie wcisnął się ostrzyżony na jeża, młody, najwyżej dwudziestokilkuletni chłopak z łobuzerską miną, ubrany w schludny, choć nie pierwszej nowości, garnitur przystrojony jaskrawozielonym krawatem. Wytrwale próbował ściągnąć na siebie spojrzenie także młodej, ale nad wiek poważnie wyglądającej, dziewczyny, która, tak, jak on, siedziała przy drzwiach - po drugiej stronie. Nie odrywał oczu od jej twarzy o zachwycająco klasycznie regularnych rysach, harmonizujących z lśniącymi, ciemnymi włosami, upiętymi w misterny kok. Ta jednak ignorowała milczącego adoratora, w skupieniu kontemplując urodę koronkowej chusteczki, którą delikatnie gładziła długimi, szczupłymi palcami, jakby stworzonymi do fortepianu. Nieskazitelna biel koronki ostro kontrastowała z czarną, długą suknią o workowatym kroju, niepozwalającym odgadnąć, czy figura dziewczyny jest równie idealnie piękna, jak jej anielskie oblicze.

Ostatnią pasażerką była kobiecina w średnim wieku, bez żadnych cech, wyróżniających ją z miliona innych, niepozornych kobiet w średnim wieku - poza dziwnego kształtu medalionem, który kurczowo przyciskała do piersi. Z przymkniętymi oczami układała wargi w jedno niewypowiedziane słowo, ciągle to samo.

Jedynym odgłosem, który zakłócał napiętą ciszę w przedziale, było nieregularne pochrapywanie „wuja”- do czasu, kiedy przez szarość mglistego poranka przebił się pierwszy promień wschodzącego słońca. Mężczyzna w wojskowej kurtce bezceremonialnie szturchnął śpiącego. Matka położyła dłoń na czole dziecka. Długowłosy starzec wstał, nieśpiesznie powiódł łagodnym wzrokiem po zastygłych w oczekiwaniu postaciach i powiedział:

- Już czas. Czy jesteście gotowi?

- Już czas – powtórzyli zgodnym chórem. – Tak, Mistrzu, jesteśmy gotowi.


KONIEC

Opublikowano

no, żartujesz chyba???????
zaczytałam się z tak przepięknie prowadzonym opisie. obrazujesz szczegółami, barwami, zapachem, drgnieniem powietrza niemal. przecież to nie może być KONIEC
tak nie może wyglądać koniec!
Anka, jakbym Cię nie znała z gadulstwa, to bym nie uwierzyła, że tak potrafisz opowiadać, ale znam i nie wierzę! a właściwie nie znam i wierzę! w każde Twoje słowo!

cudnie: epicko, klasycznie, szeroko, opisowo (przymiotnikowo)m jakbym przeniosła się w lata dwudzieste, literackie lata dwudzieste.
nie uśmiercaj ich, pociągnij! proszę.
ogromnie się podoba.
buziak!

Opublikowano

Aniu: Motyw danse macabre w innym ujęciu? Jakie to dziwne. W związku z zawodowymi obowiązkami dziś analizowałam motyw podróży, peronów, pociągów, jako metafory... w najprzeróżniejszych ujęciach - a tu: proszę!

Symboliczne, smutne opowiadanie. Bardzo mi się podoba.
Zaproponowałam Ci drobne poprawki. Już idą na pw. Mam nadzieję, że się nie pogniewasz.

Cieplutko, Para:)

Opublikowano

Czy się nie pogniewam? Nawet nie żartuj ze mną w ten sposób :) Już wkleiłam poprawki. Przy tak długich zdaniach, w wielu miejscach czułam się na bakier z interpunkcją, ale nie byłam w stanie sama rozstrzygnąć swoich wątpliwości. Jestem ogromnie wdzięczna za Twoją pomoc, aż trudno mi znaleźć odpowiednie słowa. Pozdrawiam serdecznie - Ania

Opublikowano

Każdy porządny Autor nie potrafi być obiektywnym wobec swojej twórczości...
Znam Cię dobrze, więc śpieszę Ci zakomunikować, że Cię rozumiem... ( Nie bierz sobie tego wszystkiego do serca, jeżeli nie chcesz )
Mógłbym napisać, że tekst jest za bardzo opisowy, za mało się dzieje, jak dla mnie... Może i miałbym słuszność, a może nie, ale przyznać Ci trzeba, że malujesz słowem coraz lepiej i barwy do obrazu dobierasz coraz właściwsze :)
Pozdrówka :)
M.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Może i miałbyś słuszność, a może nie :) z tym, że nie o słuszność wcale tu chodzi, tylko o to, że ja wciąż szukam, od dawna próbuję różnych form i stylów, testuję, co z tego wszystkiego najbardziej będzie „moje”. Raczej nikt nie lubi wypowiadać się w kwestii „co autor miał na myśli”, jednak po starej znajomości :) powiem - w tym konkretnym przypadku chciałam poeksperymentować na ile uda mi się samym tylko opisem zainteresować/skłonić/zainspirować Czytelnika do snucia domysłów/własnych wyobrażeń/interpretacji na temat tego, co mogło/mogłoby się wydarzyć „przed” i „po” scenie w pociągu. Przecież nie zawsze wszystko musi być podane gotowe, tak, by tylko zachłannie podążać za akcją, prawda? Czy mi się to choć trochę udało? Z Twojego komentarza wynika, że nie za bardzo :( Faktem jest, że już wcześniej spotkałam się z zarzutem, że moje teksty są za mało dynamiczne. Teksty dużo mówią o autorze, więc pewnie to ja za bardzo „przeżywam” zamiast „działać”. Trudno. Wyciągnęłam wnioski ale nie obiecuję poprawy :) Ania
Opublikowano

Wielowymiarowość i wieloznaczeniowość, jest marzeniem chyba każdego Autora :)
Proste to nie jest do osiągnięcia, na pewno.

Wiem, że chciałaś poeksperymentować. Napisałem Ci przecież, że Cię rozumiem. Obydwoje jesteśmy na etapie poszukiwań, znalezienia najwłaściwszej i najszczerszej drogi.

Naprawdę, nie jest źle, ani nawet dobrze - jest lepiej, tylko ja jestem taki prędki w czytaniu :D

''Teksty dużo mówią o autorze, więc pewnie to ja za bardzo „przeżywam” zamiast „działać”.
No, to prawda. Mam wrażenie nieodparte, że zdecydowanie więcej emocji, po napisaniu jakiegoś tekstu, zostaje w Tobie, niż w utworze.
A znaleźć sposób, żeby proces odwrócić, to dopiero byłoby coś!!! :)

M:)

  • 4 tygodnie później...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Cóż ja mogę odpowiedzieć na taki komentarz? Moje możliwości słowotwócze też nie staną na wysokości zadania:) Pozdrawiam Cię i serdecznie witam na Prozie - trochę mało się tu dzieje ostatnio, wiec wnosisz fajny powiew świeżości. Pisz i wklejaj - będę czytać - Ania
  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Nie gniewaj się Aniu czy raczej Mariolu, ale ten tekst mnie nie zachwycił. Wprawdzie jest tu sporo dobrych obrazowych opisów, poukładanych zdań, kilka niezłych epitetów, jednak brakuje jednej podstawowej rzeczy dla mnie Sanestisa Hombre Czytelnika. Fabuły! Tak naprawdę można to uprościć do dwóch zdań i zostawić. Nic więcej. Jestem fanem opowieści, opowiadania, dziania się (nie chodzi tu o kategorię sensacyjną, chodzi o wydarzenia na osi czasu).

Jakieś tam sensy ukryte jakieś drugie dno. Może dla innych, nie dla mnie. Myślę że jeśli to rozwiniesz, to będę mógł powiedzieć coś bardziej pochlebnego. Na obecnym z wielką przykrością i pomimo "dobrych momentów" przechodzą obok tego tekstu.

Widzisz, tak to jest zapraszać mnie do komentowania ;)

Opublikowano

Ależ Hombre, wciąż zapraszam Cię nieustannie! Po Twoich tekstach, które ostatnio nam pokazałeś, nietrudno zgadnąć, że mamy całkowicie rozbieżne upodobania: Ty jesteś z "fabularzy", ja wręcz przeciwnie :) Nie czuję się więc Twoja oceną rozczarowana, a już na pewno nie zagniewana :)) Coś Ty!
Oczywiście, że cały ten tekst można uprościć do dwóch zdań albo do jednego obrazka narysowanego paroma kreskami. Można, ale ile przy tym się straci przyjemności! Mówisz tak skrajnie, jakbyś np. na zawsze rezygnował z wykwintnie podanego, wyszukanego dania na rzecz pożywnego hamburgera. Lubię hamburgery, ale sądzę, że niekiedy warto też posmakować czegoś nowego :))
Mimo wszystko dzięki, że zajrzałeś - Ania

Opublikowano

Widzisz, dla mnie proza to przede wszystkim historia. Jak jej nie ma, to się nudzę i idę. A dzięki dobrej fabule można poutykać swoje przemyślenia, świetne metafory, epitety, hiperbole, sensy ukryte, drugie i trzecie dno, kolejne wymiary/płaszczyzny bla bla bla.

Kulinarna metafora dobra, acz niekoniecznie obrazuje moje podejście. Negacja tego typu tekstów wynika z tego, że cały ten długi opis pokazuje jedynie - tak, ona umie pisać, dobierać słowa, obrazować, tworzyć długie złożone zdania. No ale czy po to się tworzy literaturę? Mnie się zdaje że nie. Masz duży opis i trzy wypowiedzi. Gdyby chociaż puenta była jakaś intrygująca.

Próbowałem uszczknąć dla siebie coś. Nie znalazłem. A szkoda. No ale próbuj dalej. Takich "zgredów maruderów" jak ja nie jest aż tak wielu.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...