Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Bajka dla niegrzecznego społeczeństwa
o pracy, profitach z bezrobocia płynących i poezji ogólnie
wierszem

Było kiedyś, dawno temu
w kraju zwanym ciemnogrodem
że płacono tu każdemu
za robotę - wódką, miodem.

Kraj miał małe bezrobocie
wszyscy się do pracy rwali
tylko jeden, co przy płocie
ciągle stał, nie miał rywali.

Tak samotnie żywot pędził
stroniąc od wszelakiej pracy
wokół wszystkim ciągle zrzędził
że pijaki, że prostacy.

Wiersze pisał, z psami gadał
włóczył się po lesie nocą
sosnom z grzechów się spowiadał
nie miał kumpli - bo i po co?

Napominał, że ta wódka
zapowiedzią rychłej zguby
oni mu coś: gęba, kłódka,
i gotowi do rozróby.

*

Tak minęły lata całe
nasz poeta już jest starym
lecz w przestrodze przestarzałe
słowa wciąż powtarza: "Larum!

larum wielkie, mój narodzie!
Nie widzicie co się dzieje?
Wy w upiornym korowodzie
póki wódka, nic, że dnieje!

Dziś śmiejecie się, pajace
że jest dobrze, że zabawa
że dopóki trunkiem płacą
luster nie ma, a plugawa

twarz, co przy goleniu straszy
nie jest zła, można przywyknąć!
Wy łudzicie się, że nasza
ojcowizna trwa wciąż. Łyknąć

sobie - nic w tym złego!
A tu kraj w ruinę idzie!"
Nie słuchają go, dawnego
chcą porządku, nawet w bidzie.

*

Zmarł poeta zapomniany
Kraj się stoczył jeszcze niżej
teraz już (tak dla odmiany)
denaturę piją. W wirze

orgii, imprez i popijaw
nikt nie zauważył braku
- tylko się dyskusja wije
o miłości wśród rodaków.

*

Ja tu nie chcę nic wytykać
ani krytykować wady!
Szukam, gdzie nam coś umyka
Piszę też - lecz do szulfady

Wszak sam jestem niepijący
więc umyka mi tu chyba
pół zabawy; nawet brzdące
wiedzą, w czym ma pływać ryba...

Bajka ta jest bez morału
bo gdy widzę, że na tacy
chcą mieć wszystko - bez zapału,
bez najmniejszej chęci pracy,

to nie widzę dla mnie drogi
robić? za co? za pół litra?
bezrobotnym być? Nie mogę!
Trzeba spytać więc arbitra

Lustereczko powiedz przecie
Co mi robić? Lustro: "Veto!
Nic nie powiem - twoje życie,
cierp - sam chciałeś być poetą!"



Pozdrawiam wiedząc, iż narażam się bardzo
Wuren

Opublikowano

Z przerażeniem stwierdzam, że przynajmniej w niektórych fragmentach, Twoje utwory robią się mniej kiczowate ;)
Ale kilka mocno obciachowych zwrotów wciąż się pojawia, więc wszystko jest ok,
tak 3maj :)

Pozdrawiam serdecznie
rozbawiony Coolt

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...