Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tego dnia miałem spotkać się z Marysią w jej domu. Było wcześnie, około 10.30, gdy wysiadłem z autobusu. Ranek był rześki, a ja byłem śpiący. Pod powiekami niewyraźnie przelatywały jeszcze napisy końcowe mojego fabularnego snu. W roli głównej - oczywiście ja.
Świat zewnętrzny jeszcze nie w pełni do mnie przemawiał, bo tego lata postanowiłem ograniczyć kofeinę i nie wypiłem kawy. Słodka, rozmamłana nieświadomość powoli jednak ustępowała miejsca mojemu życiu.
Musiałem iść wąską ulicą, na której odbywały się roboty drogowe. Nie było jednak widać robotników. Widziałem tylko wielką dziurę w rozkopanej ulicy, którą obficie okraszał piasek, jakby doszło tutaj do piaskowej erupcji z wnętrza tej dziury. Tuż obok stał walec, ciężarówka i jakby pośpiesznie porzucona, wielka, pięciometrowa koparka. Wszystko razem wyglądało tak, jakby bawiło się tutaj gigantyczne dziecko, które mama nagle zawołała na obiad i musiało porzucić zabawki. Ten nieład powodował, że nie odczuwałem zwykłej aury niebezpieczeństwa robót drogowych. Gdy mijałem powoli linkę umocowaną tuż nad ziemią przez robotników (wyglądała jak pułapka na przechodniów), usłyszałem przenikliwe szczekanie psa…
Nie było to jakieś szczególne szczekanie, ale cóż, pies jest psem, zwłaszcza gdy masz bujną wyobraźnie, która z małego pikusia czyni bestię. W dzieciństwie stawałem na baczność w obecności szczekającego psa. Kamieniałem pośród śmiechów moich kolegów, którzy chyba traktowali kąsanie psa jako dobrą zabawę. Teraz nie poczułem strachu. Poczułem, że tego ranka szczekanie będzie dla mnie tym, czym smak magdalenki był dla Prousta ( jakby to pretensjonalnie nie brzmiało)..
Pomyślałem wtedy, że psy są na pewno lepsze i więcej warte od ludzi. Psy rozpoznają złych ludzi, no nie? Ci dobrzy, wrażliwi, potrafią przygarnąć przybłąkanego psa, znajdę. A ja? Czy kiedyś pomyślałem, żeby zaadoptować menela, który pęta się po moim osiedlu?...
Albo zdycha pies, więc bierzemy kolejnego. Nie robimy tego przez jakiś brak wrażliwości i z powodu, że psa można zastąpić innym. Chcemy kolejnego psa, bo dlaczego niby kolejny pies nie miałby dostać od nas dachu nad głową , pełnej michy, ciepła i miłości nawet? Czy postąpiłby ktoś tak samo z człowiekiem?
Wróciłem myślami do poranka i nacisnąłem guzik domofonu. Ktoś otworzył pośród grobowej ciszy. Gdy wdrapywałem się po szarych schodach na drugie piętro, otwarły się drzwi. Otwarły się do środka i nagle, dynamicznie wysunął się z nich mały, czarny kot, zwisający, jak susząca się skarpeta ze sznurka, ze szczupłej dłoni Marysi:
- Przywitaj się ładnie ! – zawołała.
- Cześć, mruczku – odparłem.
Za drzwiami zastałem moją małą , uśmiechniętą zawadiacko, dwudziestoletnią dziewczynkę, która właśnie cisnęła kotem w kierunku kuchni. Marysia przywitała mnie uśmiechem. Dzień zaczął się na dobre.
Niedługo potem zasnąłem jednak, słuchając muzyki. Pamiętam, że przed samym zapadnięciem sen, facet z zachrypniętym głosem śpiewał:

Can’t you ??
Can’t you ??
Trip like I do ??!


Obudził mnie słodki i intensywny zapach kadzidełka , sterczącego z czegoś, co przypominało miniaturową nartę. Gdy powoli, narkotycznie starałem się wdychać słodki dym, poczułem się cudownie w tym małym, zielonym pokoiku – poczułem jakbym odkrył nową religię. Byłem mesjaszem gotowym do przerobienia całej Kamasutry. Zdarzają się takie momenty, gdy ktoś dostaje to, za czym długo tęsknił.

Po kilku godzinach nie byliśmy już sami w domu. Do naszych spokojnych uszu dotarł nagle okrzyk:
- Pani Olu! Idziemy zakurzyć?! – to był Maciek, kolega Jarka ( brata Marysi ), który właśnie proponował matce Marysi konsumpcje papierosów na balkonie. Pani Ola zaraz po wypaleniu papierosa wyszła do swojej popołudniowej, katorżniczej pracy.
Maciek rozsiadł się w salonie i oglądał telewizję. Zawsze wydawało mi się, że jemu się cholernie nudzi. Akurat gdy skończyliśmy się ubierać, zawołał:
- Chodźcie, dzieciaki! – nadawał swojemu głosowi bardzo protekcjonalny, ciepły ton.
Był młodszy od nas, ale jestem pewien, że więcej przeżył. My na przykład nie wiedzieliśmy, co znaczy „nie zdać matury”, ale nie tylko o takie doświadczenia chodziło.

- Nie chce mi się tu siedzieć samemu – powiedział, a ja dostrzegłem w jego głosie przedmiejskiego macho nutkę desperacji.
Siedzieliśmy w milczeniu. Lubiłem go, mimo że wiedziałem, jak cholernie źle kiedyś skończy. Było coś szczerego w jego brutalności i w rysie charakteru, którego nie nazwałby hedonizmem, z powodu braku znajomości takich naukowych terminów.
- Coś wam opowiem – mówił z połowicznie sztuczną satysfakcją w głosie – Niewiele brakowało, żeby jakieś dziecko płakało, za mną latało i „Tato!” wołało.
- Co ty gadasz? – odparłem prześmiewczo.
- Nie do wiary!..- dodała Marysia, chyba cytatem z „Misia”.

- Bzyknąłem jedną taką….. cześć jej pamięci – powiedział i machnął ręką na znak, że ma już swoją byłą partnerkę głęboko w dupie.
Okazało się, że po jakiejś dyskotece, nawalony jak stodoła, wylądował z jakąś laską na pobliskich torach. Było to kilka minut namiętności bez prezerwatywy. Po tej nocy, krótkotrwała wybranka, o której pamięć miała przeminąć wcześniej niż kac, zapałała uczuciem i wymyśliła, że wrobi Maciusia w ojcostwo.

- I desperacja jak ch…- mówił Maciek – Ale w ten poniedziałek rano pomyślałem, że kupię „Gazetę”.
Znalazł ogłoszenie „Ginekologia – pełny wachlarz usług” i zadzwonił.

Maciek miał te 700zł i nie miał najmniejszej chęci zostać ojcem. Wydawało mi się, że to aż zbyt rozsądne na niego, ale on właśnie tak się momentami zachowywał – jak wcielenie zimnego rozsądku. 700zł i listek tabletek do kupienia zapewniły mu spokojny sen. Gorzej było z jego „partnerką” , do której dotarło, że z takim zawodnikiem jak Maciek się nie zadziera. Nie było widma skrobanki, nie było niczego, czym mogła siebie i jego straszyć.
Pokrzepieni tą historią z morałem wyszliśmy z pokoju, a zaraz potem, tuląc się czule, zaczęliśmy przygotowywać się do wyjścia z domu.

Autobus powrotny do domu stał się już dawno dla mnie świątynią dumania. Gdy nie wracałem z Marysią, zawsze brałem ze sobą książkę. Czego bym nie czytał, zawsze było to bezpieczniejsze niż nawiązywanie rozmowy z nieznajomymi.
Tym razem wracaliśmy razem. Staliśmy na środku autobusu i rozmawialiśmy, gdy raptem para podejrzanych typów z końca autobusu, zaczęła nam się dziwnie przyglądać. Nagle ze zdumieniem stwierdziłem, że jeden z nich kiwa do mnie porozumiewawczo głową. Miał wygląd bezrobotnego w pełni sił, takiego przed którym jest jeszcze całe życie picia. Jego odblaskowo czerwona kurtka widoczna była w promieniu 30-stu metrów. I ten oto świecący skubaniec wmówił sobie, że mnie dobrze zna i próbował nawiązać ze mną kontakt wzrokowy, uśmiechając się życzliwie.
- Cześć ! – jęknął głośnym barytonem.
Zmarszczyłem brwi.
- Nie pogada z nami. „Z dupą jest” – dodał mój nowo poznany przyjaciel, robiąc przy tym prześmiewczą minę i wyraźnie akcentując cudzysłów.
Dobrze, że powiedział to ostatnie zdanie w miarę cicho, bo gdybym musiał się przez niego tłumaczyć z domniemanego używania przeze mnie określenia „dupa” na kobiety, to byłby to dla mnie ostatni szczęśliwy dzień w życiu..



C. D. N.

Opublikowano

Witam! Zapraszam do zabawy w recenzenta i krytyka literackiego!

Abstrahując jednak od mojego tekstu - mam prośbę.
Jeśli możecie, pomóżcie mi w odpowiedzi na pytanie.

Co ważniejsze jest dla osoby, która chce pisać :
znalezienie odpowiedniego tematu
czy też znalezienie optymalnego języka do komunikowania się z czytelniekiem?

Wasze opinie nie zostaną wykorzystane w żadnej pracy naukowej - jestem ich po prostu ciekaw.

pozdr.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Mam mało czasu, więc jeszcze dzisiaj nie skomentuję całego tekstu. Spróbuję jutro. Chciałbym tylko odpowiedzieć na pytanie. Wydaje mi się, że zasadnicza kwestia to temat. Widzę dużo utworów napisanych sprawnie, ale nie niosą one nic ważnego. Zresztą nawet nie chodzi to u jakąś "ważność". Mogą być teksty "lekkie", o nieskomplikowanej tematyce, a mimo to dobre. Trzeba zainteresować czytelnika, a tego dobrym warsztatem się nie zrobi. Dobry warsztat pisarski, umiejętność składania liter w wyrazy, a słów w zdania tylko ułatwia percepcję utworu i nic więcej.

A więc przede wszystkim temat, aczkolwiek jeśli warsztat jest słaby, to najlepszy temat nie pomoże.

Pozdrawiam
MZ
Opublikowano

Ja też myśle, że trza formę do treści, nie odwrotnie, bo inaczej jakieś miazmaty i zawiłe durnoty dla "zboczeńców intelektu" wychodzą. W największym zagęszczeniu i zawirowaniu musi być sprecyzowana myśl, choćby niedotrzegalna na pierwszy rzut oka. Tekst - jak rozumiem - rwany celowo, choć mi to jakoś przeszkadza, bo na tak małej przestrzeni przeprawia o braki w rozumieniu całości. Początek zdecydowanie dobry, reszta jakoś mniej. Jesteś zdecydowanie na dobrej drodze. Pisać o rzeczach codziennych i nie nudzić to mimo wszystko duża sprawa.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Miotła”   Zamiatam i co? Zgarniam i co? Zbieram i co? Co cię to obchodzi? Mnie zwą panna Miotła.   Mieszkam w bloku A pod numerem siódemka. Dobrze mi tu. Nie chce zmian. Po co mi one? Jak mi dobrze, co?   Wybacz, ale idę sprzątać.   „Widelec”   Nabijam i wbijam. Lubię zaszaleć. Nie ważne czy łyżka czy widelec. Lubię bo ochotę mam.   Nic ci do tego, kochanie. Weź przestań o mnie gadać. Irytację wprowadza tylko. Zaburzenie powoduje.   Wybacz, ale mam randkę z panią Łyżką spód szóstki.   „Łyżka”   Spożywałam zupę, gdy oni znowu. Męczące dla mnie. Przynajmniej niedługo spotkam specjalnego. Zaprosił mnie na niezwykle ważną randkę.   Bo pierwsza. Jestem pewna, że czujesz ekscytację, co? Od dawna marzyłam o miłości. Wreszcie mi się to przydarzyło.   Wybacz, ale muszę wesprzeć moją przyjaciółkę Miotłę.   „Radio”   Ja podobno co? O co mnie oskarżasz? Ja niby zagłuszam spokój?! Dobre gadanie.   Ja z moją panną nic takiego nie robię. Zwykłe partnerskie przyjemności. To nie grzech przecież. Spójrz głębiej. Tu każdego sekretnie nienawidzi.   Wybacz, ale moja ukochana woła.   „Nóż”   Tak, jestem z Radiem. Wydaję mi się że od zeszłego roku. Oficjalnie. Jestem taka szczęśliwa.   Nie rozumiem jednego. Często się denerwuje. A potem sąsiadki mi mówią, że zazdroszczą. Nie rozumiem czego.   Wybacz, ale muszę zawołać męża na obiad.   „Talerz”   Toczę się cały czas. Nie wiem gdzie. Nie wiem po co. Nie interesuje mnie to zbytnio.   Ulegam chwili. To jasne. Lubię taki stan rzeczy. Toczę się cały czas.   Wybacz, ale mnie nie interesują sąsiedzkie sprawunki.   „Telefon”   Co ty ode mnie znów chcesz? Daj mi się wyspać? Gdzie ty chcesz dzwonisz? Na policję, powiadasz?   Na tego męża? A po jaką cholerę? To dobry pan. Zawsze mi się kłania.   Wybacz, ale nie będę donosił na przyjaciela.   „Książka”   Żyje tu od wielu lat. Lecz nigdy o czymś podobnym nie słyszałam. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami.   A taki dobry pan z niego był. Żałuję, że umknęło mi to mojej uwadze. Boże, zmiłuj się nad nami. Boże, zmiłuj się nad nami.   Wybacz, ale wybierz się do telefonu. On będzie wiedział co robić.   „Powietrze w bloku”   Ja to wiem wszystko o wszystkich. Chcesz posłuchać? Nie? A szkoda, panie.   Mógłbym w nieskończoność. Młodość pani Miotełki. Jak Radio trafił do więzienia. No, dokładnie. Sam się dziwiłem. Bo taki dobry pan z niego jest.   Wybacz, ale wracam do obowiązków.   „Blok A”   Mówiłem. Ostrzegałem. A skończyło się jak zapowiadałem. Co się stało? Pozwól, że wyjaśnię.   Tragedia się stała. Mieszkanie Radia i Noża. Puste, lecz czerwone. Sama tragedia.   Wybacz, ale mnie zburzą. Nikt tu nie chce mieszkać.   „Stół”   Oglądałam z boku. Przykro mi było. Mieszkała tam moja siostra. Ale co poradzić? Idę dalej.   Moja codzienność. Oglądam telewizję. Robię dania. Witam męża.   Dziękuję, że jesteś.   „Krzesło”   Wróciłem się do domu po pracy. Całuje mnie czule żona. Kochamy się ponad życie. Nie opuszczę jej.   Siadam na kanapie. Biorę obiad ze sobą. Moja żona obok mnie. Zjadła już.   Dziękuję, że jesteś.   „Poduszka”   Pogodna. Radosna. Lekka. Na wietrze jestem.   Tęsknię za talerzem. Przez całą sytuację przestał się ze mną spotykać. Tęsknię za nim. Pogodziłam się.   Dziękuję, że byłeś ze mną przez ten cały czas.   „Blok B”   Brak najdroższego przyjaciela. Zburzyli go miesiąc temu. Był dla mnie jak brat. Przepraszam, że ci nic nie powiedziałem.   Stoję. Moi mieszkańcy są pogodzeni. Są szczęśliwi. Może ja też powinienem.   Dziękuję ci Bloku A.   „Blok D”   A czy ktoś pamięta Blok C? Widzę jak przez mgłę. Dobre rzeczy tam mieszkały. Szkoda, że nikt o nich nie pamięta.   Bieda panowała u nich. Ale i tak lepiej im się żyło. Byli po prostu szczęśliwi. Może to wynikało, że nie przejmowali się niczym niż tylko przetrwaniem.   Dziękuję, że ja miałem lepszy start. Żałuję, że nie miałem takich rzeczy.   Wybacz, ale muszę sobie to wszystko przemyśleć. Ty idź na grób Bloku A. Pozdrów go ode mnie.   „Stare mieszkanie i kotek”   Pozostawili. Czy czuję gorycz? Nie. Został ze mną ten biały kotek.   Dawał mi ciepło, dopóki nie zburzyli całego bloku. Udało mi się znaleźć inne. Ciepłe ognisko. Rodzinna miłość.   Dziękujemy za siebie.   „Kosz na śmieci”   Nóż do mnie chodziła. Miotła do mnie chodziła. Łyżka do mnie chod ziła. Karmili mnie ich zmartwieniami.   Ale czy ktoś mnie słuchał? Ze smutkiem przyznaje, że nie. Ale nie mam nic im za złe. Byli jedynymi, którzy do mnie przychodzili.   Dziękuję wam za to że sprawiliście że poczułem się czymś.                
    • Zamierzona dominacja formy nad treścią wypowiedzi. Forma jest ważnym i samoistnym celem u ciebie - w tym wierszu.   1. Każda z 7 pierwszych linijek jest złożona z dwóch samodzielnych elementów.  2.W lewej kolumnie wiersza "połówki wierszy" wchodzą ze sobą w rymy i rytmy. 3. Dwie ostatnie linijki tworzą puentę, osobną całość, refleksję podmiotu lirycznego. Pzdr  
    • i nadchodzi ta wiosna w której słychać ptaków liryczny śpiew wiosna ta kolorem drzwi odmłodzi co otwiera na oścież wiesz niebem ona taka kobaltowo pycha taka schludnie całkiem miła a na powitanie ciebie mocno znowu radość w wiosny łyk w blask polubiła ta wiosna to zimy jak co roczne zapomnienie to czarodziejskie nowo to miłosne odmłodzenie wszystko kwitnie no i łąki też w końcu swą piersią zaśpiewają bo serduszkiem promienie słońca tudzież nas witają będzie piękny kwiecień no i rodny złoty maj dorodny w las kotek mi tu ładnie teraz proszę aby graj lecie głodny będzie dużo kwiatów naj tych nośnych ulic drzewach i ptaszyny co mi raj doraźnie dłoń podgrzewa a w marcu jak w garncu coś się jakby poruszy rzucimy marzannę no i sen o wiośnie się nam wzruszy to ten który nosiliśmy tej zimy ochłodzeni a on rodnym okiem bladym świtem świat nasz w końcu zmieni jeszcze kaczeńce się podniosą w tych młodych miłosnych glebach jeszcze wierzby zapłaczą w letnich podniebnych siewach jeszcze Krokusy i fiołki olśniewają swym dorodnym plonem wiosennie woń dobywają jeszcze Tatry pokażą swą złotą wiosny naturę co zboże blaknie miłości w lecie które zwierzyna odrodzi się z zimowego zapomnienia wszystko rozchodzi się bez trosk do życia i zwątpienia bo te liście które brodzą potem będą sobie ssać to co było deszczem co im można było latem grać na fortepianie i na mandolinie i akordeonie ta wiosna tak szybko nie minie ona płonie
    • @Charismafilos mam wierszyk ale się w jęzor ugryzę

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Idę spać bo mnie tu bałamucisz  Dobranoc Dawid i nie siedź za długo bo Cię oczy będą bolały
    • @Gosława i w te słowa ją nieśmiało klecić mowę swą wspaniałą Skoro już mnie panienka tak bez gaci zobaczyła I tak miła dla mnie raczyć była Przyjmę i zapaskę i pantalony ale tylko od mej przyszłej żony ;)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...