Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

przydrożne kapliczki jak supermarket
w neonach kuszą tanią nadzieją
wejdź we mnie i bądź aż się nasycisz
jak drwal w lesie

Magdalena i Rafał jak noc po dniu
na trasie Warszawa – Berlin
pociąg jak wąż wije się do Dworca Zoo
słowiańska krew jak karbid
grzeją się żyły do czerwoności ust

dziewczyny o oczach smutnych
jak wigilijny karp
życie za kratami pragnień
gorsze jest od niewiadomej czyśćca
dlatego czas szuka innych
a policja złodzieja
który ukradł ulotkę reklamową Jezusowi
Chrystusowi znów pomoże tatuś
a dzieci schowają się pod stół
i dokończymy się w schronie

Opublikowano

już od pierwszych wersów miałam chęć poprawić wiersz
ale widocznie taka wola Autora. Mnie się nie podoba,
chyba, że ten wiersz ma promować proces sekularyzacji.
Neony i kapliczki to chyba nie to. Zestawienie bije po oczach
- chyba że tak miało być.Jednego jestem pewna po przeczytaniu
będzie wywoływał myśli sprzeczne.Poczytałam Rafale, J. serdecznie

Opublikowano

oddaję komentarz, postaram się streścić.

przydrożne kapliczki...kuszą tanią nadzieją na miłosierdzie i zmartwychwstanie

trasa Wwa Berlin - idiotycznie bezsensowna
kończy się na Dworcu Śmierć
tam również kończy się pociąg

można uciec, uratować się,
każdy w swoim schronie

życie za kratami pragnień
gorsze jest od niewiadomej czyśćca

tym się zadławiłam.

p.s. zabieram komentarz, jeśli jest ignorowany przez autora = pozostaje bez odpowiedzi.
robię to zawsze i u wszystkich. robię wyjątek (protest na P), mając nadzieję, że tym razem doczekam się odpowiedzi.
MT

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


słuchaj ja nie zawsze mam czas, a to nie jest ignorancja, poezja.org to nie moje życie, kiedy mam czas i chcę odpowiedzieć sensownie to robię to
i to nie był żaden protest, nikogo za uszy do siebie nie ciągnę, nie przesadzaj
dzięki za komentarz
pozdrwawiam
r
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


słuchaj ja nie zawsze mam czas, a to nie jest ignorancja, poezja.org to nie moje życie, kiedy mam czas i chcę odpowiedzieć sensownie to robię to
i to nie był żaden protest, nikogo za uszy do siebie nie ciągnę, nie przesadzaj
dzięki za komentarz
pozdrwawiam
r

dziękuję za odpowiedź. doczekałam się.
istotnie - dziękuję, że chciałeś - czuję się wyróżniona!
pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...