Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

\Beacie P./

w ferworze walki o być
krzątam się w koło
spotykam Ciebie
otwieram szafę o byt
jestem z Tobą
okna zalśniły blaskiem
wyglądam Ciebie
jesteś w każdym zakamarku
mojego życia
życzę spotkania z Tobą
każdej osobie
bez względu na

podziękowań bezmiar

Droga Beatko

Opublikowano

Bardzo znaczący, jak i zresztą zręczny wiersz, i wcale nie jest to wiersz do sztambucha. Już pierwszy wers mnie zauroczył, dlatego, że kończy się słowem „być”, a więc nie słowem „byt”, co byłoby trochę za górnolotne, a tak to z „być” wers jest naturalny. Tak, że nawet zastanawiam się, czy musi być „byt” w czwartym wersie, ale przynajmniej jest kontrastem i przeciwstawieniem do naturalnego otwierania szafy. Mogę, a właściwie muszę jeszcze powiedzieć, że wiele osób może Ci tylko pozazdrościć znajomości takiej osoby. Pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuje Droga WiJo za czytanie i odniesienie się do wiersza!Milo że doceniasz pomoc bardzo znaczną od Beatki!
Nawet nie wiesz Droga poetko jaką jest przemiłą ,empatyczna osobą!!!
Same poznanie jej sprawia przyjemność , nie wspominając o wsparciu rzeczowym!
Samych serdeczności!
Ania
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Dobry wieczór Aniu - Tylko ktoś bardzo wrażliwy wierny i kochający innych może
być taką osobo o jakie mowa w twym wierszu - i mam nadzieje że się nie mylę
miła Aniu .
A wiersz bardzo mi przypadł - bije od niego miłe ciepłe uczucie która zmusza
do głębszego zamyślenia ...
Miło mi że znowu mogłem u ciebie gościć .

pozd. i życzę spokojnej nocy

Dziękuje Waldku , że zechciełeś poczytać!Milo mi!
To ja dziękuje za gościnę!
Wierny czytelnik na wagę złota!
Ciepluśko!
Ania
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuje Droga WiJo za czytanie i odniesienie się do wiersza!Milo że doceniasz pomoc bardzo znaczną od Beatki!
Nawet nie wiesz Droga poetko jaką jest przemiłą ,empatyczna osobą!!!
Same poznanie jej sprawia przyjemność , nie wspominając o wsparciu rzeczowym!
Samych serdeczności!
Ania
Wiem, i nie wiem. Ale cieszę się, że tak jest. Pozdrawiam – Wiesław

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...