Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

3 część raportu będzie składać się z 2 części, pierwszej - teoretycznej i nadmuchanej i drugiej, bardziej praktycznej. Poniżej przedstawiam pierwszą, która tylko w pewnym sensie jest raportem.. Praktyczna dopiero za kilka dni..

Zastanawiałem się, co umieścić w 3 części raportu. Mógłbym rozwijać dywagacje estetyczne,
ale doszedłem do wniosku, że byłby to rodzaj meta - sztuki dla sztuki (na życzenie mogę to jeszcze kiedyś zrobić, i to dokładnie). Bardzo chętnie jednak w tym temacie popolemizuję..

Zastanawiałem się, czy nie przybliżyć tutaj tzw. „piramidy duchowej” Kandinskiego, która jest dość celną analizą odbioru sztuki w perspektywie społecznej, ale kto zainteresowany, dotrze
i się zapozna (może jest nawet jakiś PDF w sieci).

Mógłbym dalej drążyć typologię odbiorców i nadawców. Ale wydaje się to zbędne.

Wybrałem materię głównie etyczną (wiem, jak to fatalnie brzmi).

Głównym pojęciem estetyki jest piękno (jednak nadal).

Głównym pojęciem epistemologii (a szerzej poznania świata, czy też nauki) jest prawda.

Głównym pojęciem etyki zaś jest dobro.

Zatem piękno, prawda i dobro.
Dlaczego jednak mamy za nimi podążać? Kto nam każe (ewolucja, geny, społeczeństwo, moralność, religia?). Oczywiście, po części też – różnie to bywa. Ale wydaje się, że wartości te bronią się uniwersalnie w tym sensie, że prowadzą do rozwoju – człowieka – kultury – cywilizacji. Znowu - oczywiście można krytykować wartość rozwoju (który to bardzo często ma drugi zły koniec kija i kultura ogólnie psieje, nie ujmując nic pieskom), ale należałby zaproponować coś w zamian. Jeśli jedyną alternatywą ma być samobójstwo, dekadencja czy barbarzyńskie uwstecznienie, to nie jest to super zachęcająca alternatywa. Choć nutka dekadencji nigdy nie zaszkodzi..:)


Przewrotny trochę (nazywany Salvadorem Dalim nauki) filozof i fizyk Paul K. Feyerabend stwierdził kiedyś prosto:
„Celem nauki, jak i wszelkiej poznawczej refleksji nad światem jest rozszerzanie ludzkiej wolności, wspomaganie godnego życia i odkrywanie tajemnic natury”.

Zaś Dobry polski aktor, Zdzisław Maklakiewicz, znany oczywiście głównie jako inż. Mamoń, (zapił się na śmierć), mówił kiedyś tak:
- Wchodzisz na scenę i musisz coś zrobić, żeby ludziom, choć przez chwilę było lepiej. No wejdź..zrób, żeby choć przez chwilę było im lepiej (cytat z pamięci).


W kontekście pisania (tutaj, na forum) i komentowania, myślę, że warto poruszyć temat prawdy, w kontekście też wolności (swobody wypowiedzi, wolności człowieka w ogóle).
Sztuka, mimo pewnych rygorów, jest jednak przede wszystkim domeną wolności.

Co do prawdy, każdy ma jakąś prawdę.

Soren Kierkegaard napisał ładnie: „Chcę znaleźć prawdę, która jest prawdą dla mnie. I do czegóż przydałaby mi się tzw. prawda obiektywna, gdyby dla mnie i mojego życia nie miała głębokiego znaczenia”.

Choć sztuka bywa często przedstawiana jako kłamstwo (fantazja – to jednak nie to samo) – jak to powiedział chyba Picasso: sztuka to kłamstwo, które pomaga uwierzyć (czy też zobaczyć) prawdę.

Prawda jest ważniejsza od estetyki. Choć z drugiej strony Prawda przez duże P ma często blask (a więc walor estetyczny).

Oczywiście, trzeba wystrzegać się prawd banalnych.
Ale tak naprawdę krąg tematów od wieków jest ten sam: miłość, śmierć, samotność.
Sztuka jawi się wtedy, najprościej mówiąc, gdy ktoś dotyka tych odwiecznych spraw w jakiś nowy sposób. Zyskuje to wymiar uniwersalności – gdy indywidualny utwór odbija się w czytelniku.
Można by ten wątek rozwijać, ale jest to przedmiotem wielu analiz przeżycia estetycznego, pomińmy to.
Czasami zresztą czytelnik czuje, że to przed chwilą przeczytał miał, gdzieś, kiedyś – na końcu języka. Ale ktoś inny to za niego wyraził. To jeden z triumfów sztuki. Budzi się wtedy w czytelniku wdzięczność, ale niekiedy też budzi się zawiść (na zasadzie: szkoda, że ja tego pierwszy nie napisałem). Zawiści nie warto chować, bo mało ma nam do zaoferowania, patrząc z czysto egoistycznego punktu widzenia. Raczej wtrąca w neurozę albo skazuje na syndrom nieuznanego geniusza.

Inne zwycięstwa sztuki mają wymiar trochę nazbyt idealistyczny – kiedyś chciano by sztuka (poezja..) zbawiała: ludzi i narody.

Teraz głównie ma zabawiać. I też dobrze, śmiech, dobry śmiech, nigdy nikomu nie zaszkodził.

Pamiętając o tym, że każdy ma jakąś swoją prawdę, warto pamiętać o łagodności.

Prześledźmy tę łagodność na takim oto przykładzie dyskusji na temat wolności, kłamstwa i prawdy.

(Zob. zestawienie opinii na temat encykliki: R. Graczyk, Papież - wolność – dialog, Gazeta Wyborcza z 21.11.2003)

O koncepcji „wolności prawdziwej” pisze Leszek Kołakowski: „Zgodnie ze zwykłym użyciem słowa »wolność « jestem wolny przez samą możliwość wyboru, czyli jestem wolny, zarówno gdy dobro, jak i gdy zło wybieram. W tym ostatnim wypadku staję się zły, lecz jestem nadal wolny i z tego tytułu odpowiedzialny. Natomiast pozytywne, augustyńskie wyobrażenie o wolności utożsamia wolność z wyzwoleniem od grzechu, narzuca zatem mniemanie, że im mniej okazji do grzechu świat mi dostarcza, tym bardziej kwitnie wolność moja, stąd łatwy wniosek, że wszelka forma przymusu, która ogranicza moje możliwości grzeszenia, nie tylko mi na korzyść wychodzi, ale moją wolność pomnaża, dlatego augustyńska doktryna w tym punkcie jest dobrym uzasadnieniem reżimuopresywnego”.

J. Tischner odpowiada: „Rację ma Kołakowski, gdy pisze: »Jestem wolny, zarówno gdy dobro, jak i gdy zło wybieram «. Ale rację ma C H Y B A również św. Augustyn, gdy pisze, że im częściej wybieram zło, tym bardziej popadam w zależność od zła (...) O tych, którym kłamstwo »weszło w krew «, mówimy: »są zniewoleni « przez nawyk, przez strach. Gdy nas przekonują, że mimo to czują się wolni, odpowiadamy: »pozorna wolność «. Nie można jednak powiedzieć, że ci, którzy »nawyknęli « do prawdomówności, utracili wolność. Takie jest bowiem »prawo wartości «, że »im wyższa wartość, tym większa wolność «”

Tischner konkluduje, że człowiek posiada rozum i wolę, rozum kieruje ku prawdzie, wola ku dobru, a przecinając więź pomiędzy prawdą a wolnością, otrzymujemy bezwolny rozum albo oślepioną wolę. Dostrzega jednak podwójne niebezpieczeństwo niezharmonizowanej prawdy i wolności: nacisk na prawdę usuwa relatywizm, ale grozi totalizmem idei, nacisk na wolność usuwa totalizm, przynosi jednak chwiejny subiektywizm. Zdaniem Tischnera, wolność nie jest najwyższą wartością człowieka, ale jest wartością podstawową. Bez wolności nie może być mowy o odbudowie osobowej tożsamości.


W tym „chyba” Tischnera kryje się, moim zdaniem, rzecz niesłychanie istotna. Punkt balansu i harmonia pomiędzy wolnością a prawdą, pewna łagodność prawdy.

Odnosi się to w szczególności do forum.

Wydaje się, że aby człowiek dostrzegł konieczności w harmonii prawdy i wolności, musi najpierw dowiedzieć się, kim jest, a wtedy konieczność działania będzie wypływać z jego świadomej istoty. Proces taki można nazwać procesem wykształcania cnót, procesem samodoskonalenia, procesem stawania się osobą (tak np. u Tischnera, personalizmie chrześcijańskim), dążeniem ku Oświeceniu (w tradycji Wschodu), czy też w terminach psychologicznych: indywiduacją (u Carla Gustava Junga), dezintegracją pozytywną (u Kazimierza Dąbrowskiego) lub czymś w rodzaju integracji świadomego „ja” (np Georgija Gurdżijewa).

Przepraszam za to moralizowanie, co do którego, zapewne, mam najmniejsze prawo.

Pytano kiedyś Senekę, dlaczego nie żyje dokładnie wg pięknych poglądów które głosi. Odpowiadał: piszę o cnocie, nie o sobie. Gdy zdołam, będę żył jak należy.

Nie usprawiedliwiam się już jednak zbyt często powiedzeniem Owidiusza: „Widzę i pochwalam, to, co dobre, ale podążam za gorszym”.

Smrodek moralizatorski się zwiększa, więc w ewentualnych komentarzach postaram się trochę rozładować atmosferę.

Na koniec zaś, coś o prawdzie sztuki na przykładzie muzyki.
Ale spokojnie można zastosować to do prób poetyckich. Podstawy zatem pod słowo muzyka: poezja. A prozaicy podstawią: proza.

Otóż Roman Berger, teoretyk muzyki i kompozytor, pisze:

"(...) Muzyka jest ważną sprawą. To znaczy, że nie jest jakimś wymysłem, produktem chorej myśli, chimerą. Ani płodem samowoli. Pod jednym warunkiem: że chodzi o twórczość. O autentyczną twórczość. Problemem natomiast – i poważnym problemem – jest detekcja twórczości. Tu pozwolę sobie zacytować ze słynnej antologii Wolfganga Laadego kilka fragmentów tekstów narodów przyrodzonych (ludów naturalnych):


Cóż się dzieje? Lutnia nie śpiewa! Jest to tylko drzewo.
Nie może śpiewać, jeśli nie ma serca. Musisz mu dać serce!
Drzewo musi iść z tobą, na twoich plecach, do walki,
musi przesiąknąć krwią – krwią z twojej krwi, tchnieniem twego tchnienia.
Twój ból musi stać się jego bólem, twoja sława – jego sławą.
I uderzył w bęben, i śpiewał całą noc, i próbował wskrzesić dziewczynę
z martwych.

(…) A tu jeszcze usłyszałem, jak Słońce wschodząc – śpiewało."


Na koniec proponuję dla oczyszczenia atmosfery tango, które jest bardzo estetyczne, zdjęcia filmowe, które są wyjątkowo wysmakowane i sytuację, która wymaga działania w stronę..no właśnie.. wolność można różnie wykorzystać. Ale ta nutka dekadencji…
Korci ..:)

www.youtube.com/watch?v=6FOUTWbu5WM

Opublikowano

Interlokutorka /hrabina von S/ ziewa dyskretnie, potakując przy tym kształtną główką. Twarzyczce nadaje wyraz skupienia byle nie urazić adwersarza, byle nie urazić...

służąca pod nosem

I na co komu te facecje? Z andronów ni ślubu, ni dzieci nie będzie!

:))))))))))))))

Pozdrawiam.

Opublikowano

Nie dało się inaczej zrobić z tą prozą, bo inaczej tytułu nie można poprawić. Chociaż, w źródle, gdzie był i jest esej, jest tak podpisany, jak ja powtórzyłem. Bo np. już, co do eseju Kim jest człowiek estetyczny? , który teraz czytam z komentarzami, to ten jest podpisany Marat Dakunin, i tak ewentualnie bym przytaczał (nic nie zmieniając, jak i nic nie zmieniłem w O doskonałych w źle i niewydajności zła , ale proszę, jak sobie tylko Maracie życzysz, i po części rozumem Cię, ale tylko po części (niestety dla mnie), nawet jeżeli wyjątki potwierdzają regułę. Ale teraz z kolei nie wiem, czy mi samowolnie wypada zmienić to, co jest w źródle (nawet jeżeli nie podałem źródła), no i nawet jeżeli autor sam się tego domaga. Pozdrawiam, i przepraszam, za zbytnią dosłowność (w końcu brania faktów).

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To co piszesz (przepraszam - jeśli uważasz, że powinniśmy zaPANować :-) nad sobą - po prostu napisz)
jest fantastyczne! Aż strach pomyśleć, że nie wrócisz z tej Azji, jak gdzieś napisałeś o rychłej podróży.
Zrób jakąś stronę z tymi rozważaniami o sztuce, żeby wszyscy mogli zaglądać, albo najlepiej wydaj czarno na białym.

Dziękuję za lekturę i czekam na dalsze.
Opublikowano

WiJA:

Co Ty piszesz? Tu jest źródło, tak?

www.maratdakunin.salon24.pl/72477,o-doskonalych-w-zle-i-niewydajnosci-zla

Gdzie tam jest to podpisane? Jest na moim blogu. Jest to podpisane A. Jadczyk?

W czym mnie nie rozumiesz? Że nie chcę żeby tekst mojego autorstwa był przypisany A. J?
To chyba normalne? Nawet i dlatego, że Arkadiusz nie pisze tak jak ja, mógłby się czuć On dziwne!!

W tekscie powołuję Kierkegaarda, Niemczuka i Jadczyka też (ich idee), ale opisuję je swoim językiem albo zaznaczam "cytat" - w takim razie mógłbyś przypisać tekst odpowiednio im 3 :)

Mam wrażenie, że albo inaczej coś widzimy tam na stronie, albo jakieś przekłamania na falach :)

pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Panie Marat wiesz Pan jak jest - dla jednych nudne, dla innych interesujące i cały urok na tym się opiera.
Faktem jest, że na forum zrobiło się poważniej (powiem dla mnie), za oknem od rana deszcz, czas na jakiś żart, trzeba wyluzować umysł :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Całe szczęście! Dla nas wszystkich. Także nieświadomych (jeszcze) co by stracili :-)
[quote]
A Dorota sugerowała, że nudnawa ta część 3
Kobiety są przekorne. Po prostu, więc nie wnikajmy w to ;-)

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Całe szczęście! Dla nas wszystkich. Także nieświadomych (jeszcze) co by stracili :-)
[quote]
A Dorota sugerowała, że nudnawa ta część 3
Kobiety są przekorne. Po prostu, więc nie wnikajmy w to ;-)

Pozdrawiam.

1) Nie umiem się ustosunkować do tak ciepłych słów, chyba otworzę okno..(popaduje..)
Obawiam się jednak, że jestem na wypaleniu, melancholia aktywna zmieni się w pasywną,
durerowskie dłuto omsknie się z ręki i przewierci mózg. Mam straszne wahania nastrojów (przepraszam, to nie forum terapeutyczne :)


2) Absolutnie nie wnikam. żebyś wiedział jaki ja jestem przekora
Opublikowano

Boskie Kalosze,

Nawiązałeś do "Pi"

www.maratdakunin.salon24.pl/122603,wieczne-powroty

Zjedź na dół i będzie obrazek, ja pan w końcu odkrywa to, że wszystko w głowie (tam - teoria Boga/wszystkiego)
i zaczyna się do niej dobierać...:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Przepraszam, przepraszam, przepraszam, to moja wielka pomyłka, czyli mojej kurzej ślepoty, i mojego chciejstwa – najłagodniej mówiąc, a/bo mówiąc do rzeczy (normalnie) – mojej indolencji (oczywiście umysłowej) w rozpoznawaniu rzeczy do rzeczy. Jeszcze raz przepraszam i pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna będzie zabrana, a druga pozostawiona.
(Łk 17,34-35)

Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.
(Mt 24, 40 – 42)

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Powiadam wam: Tej nocy dwaj będą na jednym łożu, jeden będzie zabrany, a drugi pozostawiony. Dwie mleć będą na jednym miejscu, jedna będzie zabrana, a druga pozostawiona.
(Łk 17,34-35)

Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.
(Mt 24, 40 – 42)

pozdrawiam
amen
:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...