Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

odkryłam nowy sport
poezja.org
mało znana dyscyplina
tylko o co biega w niej?
choć się tutaj wielu spina
nic nie szkodzi wchodzę w grę
obejrzałam parę rozdań
i spojrzałam trochę z góry
podrapałam głowę biedną
nie do końca znam reguły
wyszło mi - wygrywa ten
który tak zagmatwa tekst
żeby można było wszak
czytać wprzód oraz wspak
i na głowie stanąć też
żeby inny znaleźć sens

spory lęk mnie tu ogarnia
czy potrafię kręcić słowem
aby zbytnio i za bardzo
dało się nie upokorzyć
więc wytężam wszystkie siły
zlepiam słowa w swej postaci
biorę oddech no i błyskam…
złotym zębem desperacji

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


;)
uśmiałem - ciekawy punkt widzenia. a tak na poważnie: można dyskutować ale ja jednak osobiście nie traktowałbym tego portalu wyłącznie jako areny do rywalizacji. oczywiście że każdy pojmuje inaczej, ten wiersz to dobry przyczynek do przemyśleń w tym zakresie :)
fajny jest ten złoty ząb w zakończeniu.
pozdrawiam.
Opublikowano

Ostatnie wersy pierwszej strofki - jakże mi bliskie. Kiedy "wchodziłam" tu, miałam podobne rozterki. Mam je chyba do dziś. Lokomotywo miła, nie przejmuj się. Nie gmatwaj celowo słów, by "mądrzej" wypadły. Znajdziesz tu zwolenników oddanych poezji troszkę bardziej niby-tradycyjnej. Ale to też nieprawda. Współcześni poeci także parają się taką, która nie musi oznaczać "wszystko i nic" . Ja - pierwsza. Czasem coś mi się pogmatwa, ale na ogół jestem prosta w słowach jak drut. Wtedy NIEKTÓRZY (żarcik! -uprzedzam!) piszą, że za mało to ambitne. Ale jedziemy dalej i ciągniemy wagoniki, prawda? Nie zostań na jakiejś stacji! Pozdrawiam serdecznie. E.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


;)
uśmiałem - ciekawy punkt widzenia. a tak na poważnie: można dyskutować ale ja jednak osobiście nie traktowałbym tego portalu wyłącznie jako areny do rywalizacji. oczywiście że każdy pojmuje inaczej, ten wiersz to dobry przyczynek do przemyśleń w tym zakresie :)
fajny jest ten złoty ząb w zakończeniu.
pozdrawiam.
Tak, tak – przerysowane, jednak każda, nawet najmniejsza twórczość, to wygrana z samym sobą. Jestem lepszy od siebie z wczoraj – to prawdziwa idea sportu. Dziękuję za komentarz z błyskiem zęba:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Ciągniemy, ciągniemy wagoniki, że hej:) Gmatwając słowa można wpaść w pułapkę, odbiorca nie skapuje, a my albo tłumaczymy, biorąc go za mało rozgarniętego, albo zostajemy z gniotącą nas tajemnicą:) Tak naprawdę nie rzucę się z mostu przez "mało ambitne". Dziękuję i pozdrawiam:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach

  • Popularne aktualnie



×
×
  • Dodaj nową pozycję...