Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Istnienie wszystkich skomplikowanych struktur, jakie widzimy we Wszechświecie, łącznie z ludźmi, może być wyjaśnione przez warunek „braku brzegów”, zasadę nieoznaczoności mechaniki kwantowej Heisenberga.
Jeśli Wszechświat istnieje bez żadnych granic (czasowych i przestrzennych) ani brzegów, to nie ma też początku ani końca. Po prostu istnieje podobny kuli w czasie urojonym.

zwyczajna kula ten Wszechświat tłumaczy,
porody, śmierci czy bezsensy trwania.
poddać się można już tylko rozpaczy,
chyba, żeby uciec przed przyciąganiem.



Najbardziej skomplikowanej strukturze bez granic - Joli - wierszyk ten wysyłam.

Opublikowano

To się uśmiałam Eluś. Ale i wzruszenie za gardło troszkę chwyciło i zamyśliłam się głęboko. Dziękuję i za wierszyk i za tę strukturę skomplikowaną i bez granic. Zachwyciło mnie wszystko!
Cmok

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




A jakby tak się wyrwać temu przyciąganiu? ooo, to dopiero byłoby... Polecieć sobie aż na krańce czasu. Oby tylko nie wrócić w to samo miejsce! Wrzucam Ci jeszcze jeden a propos.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




A jakby tak się wyrwać temu przyciąganiu? ooo, to dopiero byłoby... Polecieć sobie aż na krańce czasu. Oby tylko nie wrócić w to samo miejsce! Wrzucam Ci jeszcze jeden a propos.
Oj, bywa, że lecę a czas wtedy się zatrzymuje Eluś. Bez podtekstów oczywiście ;-) (może uwierzysz hihi)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • wydzielanie się płynnego budulca, jakkolwiek zabawnie by to nie brzmiało. przepływ   prosto w głąb świata niedostępnego dla mnie, bo z innych czasów. mówię i tętnię, a to wszystko, by zajrzeć, przeżreć się przez ściankę komórkową, przedostać za granicę, jaką stanowi przezroczysta błona, wskoczyć do krainy filmów z de Funesem, Pierrem Richardem, do zapomnianego multiwersum gazet z lat osiemdziesiątych (sterta sięgająca mi do pasa jeszcze do około dwa tysiące drugiego roku drzemała na strychu; niemal wszystkie były mojej mamy, Kobieta i życie, Przekrój, Panorama, nieliczne egzemplarze Przyjaciółki i kilka Motorów, oczywiście taty). albo na przykład... wkraść się w fabuły dzieł Barei. za dobrze mi i zbyt nudno, czy ki czort, czemu jedyna wycieczka zagraniczna, na jaką naprawdę chciałbym pojechać, to taka na drugą stronę zegara, do miejsc niedostępnych, epoki, gdy jeszcze nie istniałem? a nie, chwila, jeszcze chciałbym poznać treść dosłownie wszystkich książek, spotkać się z tekstami, które niegdyś były, ale przepadły, są teraz (jeszcze!) i tymi, co wykwitną setki lat po mnie. przywitać się z każdym, jakby był to najprawdziwszy człowiek. a potem wzlecieć wraz z ukochaną. gdzie? do biblioteki, rzecz jasna. poczytać dzieła tworzone na innych planetach. nawet, jeśli nie ma takich tekstów, bo tylko przedstawiciele rodzaju ludzkiego (choć, biorąc pod uwagę ogrom Kosmosu, to mało prawdopodobne) są pisarzami. poetami. poeźlakami. chcę kupować w księgarniach antygrawitacyjnych! tak: pobyć trochę bardziej. czytaj: czytać. całym sobą i o sobie, w niepowstałych jeszcze albo/i niestworzonych językach! ...lub choć przeskoczyć do peerelu. oby z nią, popisać bajkę dla dwojga o zupełnie obcych czasach.   chcę trudnego narzecza, w jakim kląłbym po rozbiciu Syreny 101 lub międzyplanetarnej Wołgi, pragnę być bibliotafem więżącym w sobie hektary tomów, morza tuszu. i aby wszystko było w zasadzie po nic, dla samej idei chłonięcia, posiadania, statycznego przeżycia przygód. aby było spalanie się na półkach. śmiech zamiast przemijania. śmiech z przemijania.
    • Wieczorem przyszła fala mrozu, skuła lodem most łączący nasze brzegi. Między deskami biel jak blizny.   Teraz z trudem usiłuję roztopić  twardą zmarzlinę. Ogrzewam cierpliwie - oddech za oddechem. Czas i cisza upływają tak powoli,  z każdym centymetrem.   Wezmę cię znów w ramiona, powiem, że wszystko jest i będzie  dobrze.   Czekam na twoje jestem.   Oddech za oddechem, centymetr po centymetrze...  
    • @Berenika97   Czyta się z przyjemnością. Oszczędny wiersz o miłości rozumianej nie jako deklaracja.   Pozdrawiam
    • @bazyl_prost to są bzdety:)
    • @beny7777zawsze jest trochę za daleko, ale jest! Powodzenia :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...