Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jarek, wyluzuj. Każdy z nas przechodził przez początkową krytykę! I niech ta - jakakolwiek - krytyka nie będzie ci obca, jeśli wziąłeś się za poezję, bo w rzeczywistości, z którą się stykasz jeszcze bardziej by bolała.
Internet traktujmy internetowo. Internet magister vitae!

  • Odpowiedzi 66
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Popularne dni

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Początkowa krytyka? Monika, A jak ona wygląda? Wyrażenia: "kosz", "bełkot", "grafomania"?

Włączanie luzu prowadzi do takowych sytuacji, milczenie nie jest najlepszym wyjściem,

trzeba walczyć o siebie i własne zdanie, rzecz jasna krytykę szanować, ale tylko KRYTYKĘ :)

Takie jest Moje zdanie, i go nie zmienię :)

Pozdrawiam!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie do końca się z Tobą zgadzam Mariusz.
Prawie każda osoba pisząca ma go w pobliżu (nie bez powodu;)
Nie wstydźmy się tego słowa "kosz".
Wydaje mi się, że za duże emocje są często w stanie zepsuć dobry wiersz...
Wtedy "kosz" jak najbardziej wskazany.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie do końca się z Tobą zgadzam Mariusz.
Prawie każda osoba pisząca ma go w pobliżu (nie bez powodu;)
Nie wstydźmy się tego słowa "kosz".
Wydaje mi się, że za duże emocje są często w stanie zepsuć dobry wiersz...
Wtedy "kosz" jak najbardziej wskazany.

Fajnie, że się nie zgadzasz, nie wymagam tego od Ciebie, Agato:

Pustosłowie "kosz" jest dla mnie megakoszem, a jeśli jest jeszcze coś więcej od tego

określenia, to byłbym zadowolony :) Dla mnie to lenistwo, po prostu: a wystarczą

konkretne argumenty, ale po co? Bo albo się nie wie o czym się pisze, albo się nie chce -

i tak wychodzą nam grafomańskie koszyczki :D

Takie jest moje zdanie, Twoje szanuję, ale kompletnie się z nim nie zgadzam :)

Pozdrawiam!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie do końca się z Tobą zgadzam Mariusz.
Prawie każda osoba pisząca ma go w pobliżu (nie bez powodu;)
Nie wstydźmy się tego słowa "kosz".
Wydaje mi się, że za duże emocje są często w stanie zepsuć dobry wiersz...
Wtedy "kosz" jak najbardziej wskazany.

Fajnie, że się nie zgadzasz, nie wymagam tego od Ciebie, Agato:

Pustosłowie "kosz" jest dla mnie megakoszem, a jeśli jest jeszcze coś więcej od tego

określenia, to byłbym zadowolony :) Dla mnie to lenistwo, po prostu: a wystarczą

konkretne argumenty, ale po co? Bo albo się nie wie o czym się pisze, albo się nie chce -

i tak wychodzą nam grafomańskie koszyczki :D

Takie jest moje zdanie, Twoje szanuję, ale kompletnie się z nim nie zgadzam :)

Pozdrawiam!
Lenistwo autora jest nagradzane lenistwem czytelnika ;)
To wydaje mi się uczciwy układ...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Niestety, większość wątków została skasowana przez niejakich: Arniego, Emila grabicza, ledwo głupiego, Marcina Erlina, Me, be, Arke Noego,marela, ale to, na co admin im tutaj pozwalał przechodzi ludzkie wyobrażenie, łącznie z pozwoleniem na organizację oknkursu na opowiadanie o życiu, gdzie o ile pamiętam marcin erlin, me,be i marel byli pomysłodawcami, nie mając zielonego pojęcia o literaturze. Więc ja się pytam, jak można pozwalać na konkurs, gdzie osoby go organizujące są debilami, analfabetami i wtórnym idiotami? Admin nie zweryfikował niczego i nikogo, a czym skończył się konkurs na opowiadanie o życiu, wszyscy chyba pamiętamy. Doszło do absurdu, gdzie Pan Rakoski został z urzędu odrzucony przez admina, chcąc zorganizować konkurs na opowiadanie o śmierci, bo uważany był...za marcina erlina ( cholera go zresztą wie). Uważam, że przez takie nieodpowiedzialne działanie, admin sam sobie szkodzi najbardziej, bo zwykli orogowicze słusznie, zresztą uważają, że takim marelom, me,be, arkom noego, ledwo głupim, emilom grabiczom, wolno więcej niż im.

Niestety, ale sporo w tym racji - tylko niepotrzebnie operujesz troszkę wulgarnym

słownictwem, bo to do niczego nie prowadzi, przynajmniej dobrego :)

Gwoli wyjaśnienia: faktem jest, że Marcin mnie zachęcił do inicjatywy zorganizowania

konkursu, ale pomysł jest mój, jeżeli chodzi o tematykę i regulamin. Sprawa ta została

już wcześniej wyjaśniona, i jest OK.

Fakt następny: Admin nie ogarnia tego portalu, niestety, stąd taki cyrk :)

Pozdrawiam.
Marcin Pana zachęcił? Proszę nie robić sobie żartów! zgadzam się w jednym: Admin nie ogarnia tego portalu, stąd taki cyrk! Może w końcu admin zabierze głos? Gdzie jest admin się grzecznie pytam?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Niestety, ale sporo w tym racji - tylko niepotrzebnie operujesz troszkę wulgarnym

słownictwem, bo to do niczego nie prowadzi, przynajmniej dobrego :)

Gwoli wyjaśnienia: faktem jest, że Marcin mnie zachęcił do inicjatywy zorganizowania

konkursu, ale pomysł jest mój, jeżeli chodzi o tematykę i regulamin. Sprawa ta została

już wcześniej wyjaśniona, i jest OK.

Fakt następny: Admin nie ogarnia tego portalu, niestety, stąd taki cyrk :)

Pozdrawiam.
Marcin Pana zachęcił? Proszę nie robić sobie żartów! zgadzam się w jednym: Admin nie ogarnia tego portalu, stąd taki cyrk! Może w końcu admin zabierze głos? Gdzie jest admin się grzecznie pytam?


Kolego, no zachęcił, po prostu, i tyle. Może wyjechał na coś takiego, jak wakacje :) Też się

należy :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Fajnie, że się nie zgadzasz, nie wymagam tego od Ciebie, Agato:

Pustosłowie "kosz" jest dla mnie megakoszem, a jeśli jest jeszcze coś więcej od tego

określenia, to byłbym zadowolony :) Dla mnie to lenistwo, po prostu: a wystarczą

konkretne argumenty, ale po co? Bo albo się nie wie o czym się pisze, albo się nie chce -

i tak wychodzą nam grafomańskie koszyczki :D

Takie jest moje zdanie, Twoje szanuję, ale kompletnie się z nim nie zgadzam :)

Pozdrawiam!
Lenistwo autora jest nagradzane lenistwem czytelnika ;)
To wydaje mi się uczciwy układ...

Ah! Agato, niekoniecznie:

1. poecie może się zdawać, że wykonał kawał dobrej roboty, a...

2. ... zarzucane lenistwo, to już megasubiektywne odczytanie, poza tym...

3. to już kwestia gustu estetycznego, ewentualnie szkoły :)

Niestety, ale na ten układ nie idę :)

Serdecznie :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Miło, że chociaż Pan ogarnia.


Dziękuję, cała przyjemność po Mojej stronie, ktoś musi :D
Tak, faktycznie, mieliśmy okazję się przekonać. Mało nas Pan - jak słusznie tutaj zauważył analfabeta Arni przed popełnieniem orogwej eutanazji, z torbami nie puściłeś!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Niestety, większość wątków została skasowana przez niejakich: Arniego, Emila grabicza, ledwo głupiego, Marcina Erlina, Me, be, Arke Noego,marela, ale to, na co admin im tutaj pozwalał przechodzi ludzkie wyobrażenie, łącznie z pozwoleniem na organizację oknkursu na opowiadanie o życiu, gdzie o ile pamiętam marcin erlin, me,be i marel byli pomysłodawcami, nie mając zielonego pojęcia o literaturze. Więc ja się pytam, jak można pozwalać na konkurs, gdzie osoby go organizujące są debilami, analfabetami i wtórnym idiotami? Admin nie zweryfikował niczego i nikogo, a czym skończył się konkurs na opowiadanie o życiu, wszyscy chyba pamiętamy. Doszło do absurdu, gdzie Pan Rakoski został z urzędu odrzucony przez admina, chcąc zorganizować konkurs na opowiadanie o śmierci, bo uważany był...za marcina erlina ( cholera go zresztą wie). Uważam, że przez takie nieodpowiedzialne działanie, admin sam sobie szkodzi najbardziej, bo zwykli orogowicze słusznie, zresztą uważają, że takim marelom, me,be, arkom noego, ledwo głupim, emilom grabiczom, wolno więcej niż im.
Na szczęście nie wszyscy tak myslą.
Konkurs był bardzo udany, opowiadania sprawiedliwie ocenione, nagroda trafiła tam gdzie trafić miała, a jak komuś żal to już jego problem.
Osobiście ja nie mam nic przeciwko Tomkowi i Marcinowi.
Szanowna Pani nie zna widocznie organizatorów tego konkursu ( na opowiadanie o życiu)i chyba nigdy nie śledziła jego przebiegu i nie miała jakiejkolwiek ( internetowej czy tym bardziej w realu) styczności z tymi, z tymi...imbecylami! tutaj przyznaję rację M. Krzywakowi; który skutecznie, na szczęście eliminuje takie przypadki z portalu jak marel, erlin, me,be, arka noego, arni...itp.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Marcin Pana zachęcił? Proszę nie robić sobie żartów! zgadzam się w jednym: Admin nie ogarnia tego portalu, stąd taki cyrk! Może w końcu admin zabierze głos? Gdzie jest admin się grzecznie pytam?


Kolego, no zachęcił, po prostu, i tyle. Może wyjechał na coś takiego, jak wakacje :) Też się

należy :)
Bosz, ja już o nic więcej nie pytam, skoro Pan się publicznie przyznaje, że Marcin miał wpływ na pańskie decyzje. Oby admin po powrocie szybciutko wprowadził tutaj porządek.
Opublikowano

Panie Rakoski, tyle Pan piszesz o przestrzeganiu regulaminu na poezji.org, a tymczasem sam, jako organizator konkursu na opowiadanie o śmierci, ani nie panujesz nad porządkiem wśród tekstów zgłoszeniowych a, zgłaszasz do usunięcia tylko wybrane, jest kilka, od wielu tygodni wiszących, niespełniających warunków konkursu, ale nie zwracasz Pan na to uwagi. Dlaczego? Czyżby znajomi?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Na szczęście nie wszyscy tak myslą.
Konkurs był bardzo udany, opowiadania sprawiedliwie ocenione, nagroda trafiła tam gdzie trafić miała, a jak komuś żal to już jego problem.
Osobiście ja nie mam nic przeciwko Tomkowi i Marcinowi.
Szanowna Pani nie zna widocznie organizatorów tego konkursu ( na opowiadanie o życiu)i chyba nigdy nie śledziła jego przebiegu i nie miała jakiejkolwiek ( internetowej czy tym bardziej w realu) styczności z tymi, z tymi...imbecylami! tutaj przyznaję rację M. Krzywakowi; który skutecznie, na szczęście eliminuje takie przypadki z portalu jak marel, erlin, me,be, arka noego, arni...itp.
Proszę nie mieszać nicków.
Byłam współorganizatorem konkursu i znam pomysłodawcę osobiście i proszę mi wierzyć że to poważny człowiek i bardzo słowny. A nicki które powstały żeby skompromitować Jego osobę to już inna kwestia. Z tym nie będę dyskutować.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Szanowna Pani nie zna widocznie organizatorów tego konkursu ( na opowiadanie o życiu)i chyba nigdy nie śledziła jego przebiegu i nie miała jakiejkolwiek ( internetowej czy tym bardziej w realu) styczności z tymi, z tymi...imbecylami! tutaj przyznaję rację M. Krzywakowi; który skutecznie, na szczęście eliminuje takie przypadki z portalu jak marel, erlin, me,be, arka noego, arni...itp.
Proszę nie mieszać nicków.
Byłam współorganizatorem konkursu i znam pomysłodawcę osobiście i proszę mi wierzyć że to poważny człowiek i bardzo słowny. A nicki które powstały żeby skompromitować Jego osobę to już inna kwestia. Z tym nie będę dyskutować.
Pani Agato! Nie wiem, czy Pani sobie żartuje czy też jest w jakimś stopniu uwikłana w pewne sprawy na orgu, ale nigdy nie uwierzę, że pomysłodawca konkursu to poważny i słowny człowiek! po tym, co wypisywał, jak się zachowywał i traktował ludzi na orgu, prędzej mi kaktus na ręku urośnie,niż Pani prawdę napisała. Nie wierzę też, że ktokolwiek mógłby tworzyć nicki w celu jego kompromitacji, bo sam czynił to najlepiej w sposób niedościgniony! mnie generalnie chodzi o to, że zadaniem admina było sprawdzenie kwalifikacji tego człowieka, przed zezwoleniem na organizację konkursu, a nie odcinanie się od wszystkiego, kiedy Erlin pokazał prawdziwą twarz.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Proszę Panów, przecież niejednokrotnie spotykalismy się tutaj z opiniami, że admin nie jest doskonały kilka osób ma u niego " fory" No ja bardzo proszę nie robić groteski z poważnej dyspóty.

Proszę przytoczyc te opinie. Kiedy się pan spotkłał z taką opinią i przy jakiej okazji? Narusza pan dobra osobiste administratora portalu w tym momencie. Nieładnie.
Proszę, o to przykład pańskiego znajomka, z którym się tak głaszczecie:
Prezesie,

takie normy surowe?
zakazy i nakazy?
nie przejmuję się nimi zupełnie


--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Dzisiaj 19:44:41, napisał(a): 6 kilo
Komentarzy: 847
Opublikowano

i kolejny przykład, co wolno jednym, a co nie:
co mówi nam regulamin?
1. Na www.poezja.org oceniamy utwór, nie autora:

cześć Jacuś, niezmiernie się cieszę, że Cię tu widzę :))
przesyłam nienachalne, taktowne, cichutkie pozdrowienia :)




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Wczoraj 20:41:01, napisał(a): Dorota Jabłońska
Komentarzy: 931

www.youtube.com/watch?v=4oBj4ZI1DXM





Zgłoś złamanie regulaminu serwisu | Cytuj







cześć Dziecinko,
a ja Ciebie muskam mruczeniem gardłowym
niskim, basowym od którego ciarki rozkoszy
przechodzą od duszy do sfer rozkosznych,
Dorota, Dorrota, Dorrrota,
jacek.




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Wczoraj 20:51:53, napisał(a): 6 kilo
Komentarzy: 851



Zgłoś złamanie regulaminu serwisu | Cytuj







Ah, czuję Jacuś te mruczące, łobuzerskie prądy :) Zgadzam się na wszystko!!!

Fly, umykam spod wiersza, nim przegonisz jak marcujące koty :))))))




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Wczoraj 21:05:07, napisał(a): Dorota Jabłońska
Komentarzy: 931

www.youtube.com/watch?v=4oBj4ZI1DXM





Zgłoś złamanie regulaminu serwisu | Cytuj







a ja jako stary kocur
ale taki blondynek młodziutki,
w sumie bardzo fajny,
j.




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Wczoraj 21:13:02, napisał(a): 6 kilo
Komentarzy: 851

Poezja org to portal literacki czy internetowa agencja towarzyska?

Opublikowano

i kolejny przykład:
O! Cześć Jacuś :)




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Dzisiaj 09:05:50, napisał(a): Dorota Jabłońska
Komentarzy: 931

www.youtube.com/watch?v=4oBj4ZI1DXM





Zgłoś złamanie regulaminu serwisu | Cytuj







cześć Brzuszku,
jacek.




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Dzisiaj 09:24:11, napisał(a): 6 kilo
Komentarzy: 851



Zgłoś złamanie regulaminu serwisu | Cytuj








6 kilo napisał:

cześć Brzuszku,
jacek.


Powysysam szpik z kości! Rozniosę na kopytach!!!

:))))))))))))))))))




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Dzisiaj 09:28:38, napisał(a): Dorota Jabłońska
Komentarzy: 931

www.youtube.com/watch?v=4oBj4ZI1DXM





Zgłoś złamanie regulaminu serwisu | Cytuj







i to dopiero będzie przeżycie!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
chcę, chcę, chcę,
o tak,
j.




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Dzisiaj 09:34:43, napisał(a): 6 kilo
Komentarzy: 851



Zgłoś złamanie regulaminu serwisu | Cytuj







Eliko,
a Ty się na nas nie gniewaj,
my się tak akurat u Ciebie bawimy
bo Ty jesteś super dziewczyna,
jacek.

Ostatnio edytowany przez 6 kilo (Dzisiaj 09:38:17)




--------------------------------------------------------------------------------

Dnia: Dzisiaj 09:37:52, napisał(a): 6 kilo
Komentarzy: 851

Ale ja sobie nie życzę takich igraszek brzydala z marnymi poetkami, na literackim portalu! zrozumiano? iskajcie się w krzakch, stogach siana czy chlewie, po wiejsku, a nie na oczach orgowych gości, mnie na przykład.

Opublikowano

większość ludzi tu piszących i komentujących nie ma pojęcia o poezji i tzw. krytyce, nie zna się nawet na zasadach pisowni, interpunkcji, ortografii itd... ja pewnie po części też jestem taką osobą, ale funkcjonuję tu i ówdzie od jakiegoś czasu i nabyłem tzw. "oczytania" i tak na prawdę, to jest jedyny klucz jaki może używać komentator-amator. klucz który jest, powiedzmy, najbardziej sprawiedliwy i obiektywny dla autora. wpisy typu: podoba się lub nie itd... wyrażają tylko i wyłącznie zadowolenie z odbycia podróży z tekstem.
tak więc, jedyna rada jaką mogę Ci dać, to szukanie, czytanie, czytanie... i praca z tekstami. za 2-3 miechy, jeśli będziesz cierpliwy, dojdziesz do wprawy, uwierz;) pozdry




Dnia: Dzisiaj 11:10:24, napisał(a): były premier
Komentarzy: 994

doczekać czegoś nie z tej ziemi,(...)ziarnko poezji,
które tkwi w każdym ćwierćanalfabecie.


Były premierze, niestety jesteś taką osobą, która nie zna się na zasadach pisowni, pomimo oczytania o jakim piszesz.
Jedyna rada jaką mogę Ci dać, to szukanie, czytanie, szukanie i jeszcze raz czytanie. I oczywiście praca z tekstami pod względem prawidłowej pisowni...
za 2-3 miechy, jak będziesz cierpliwy, dojdziesz do wprawy, uwierz mi... zaczniesz wreszcie pisać słowo "naprawdę"- razem. Aby udzielać rad, trzeba być samemu wystarczająco dobrym. Ziarnko poezji niestety nie wystarczy. :(

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Bożena Tatara - Paszko Poglądy sumienia chowają, idiotyzmy wprowadzają, idioci im klaskają, bo koryta pełne mają .   Pozdrawiam serdecznie 5 Miłego dnia 
    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...