Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

złożeni z opiłków głęboko upośledzeni
w okazywaniu dobra zawinięci w rulon z waty szklanej

ciepło dotkliwie paruje osiedla się
w nowych i starych miejscach
pleśnią na mózgu

ciepło jest zmysłowe w kimś kto odszedł
w kimś na kogo się jeszcze czeka lub w tym
który pamięta to co złe w nas samych
to szok termiczny i szok po utracie dorobku
to powódź gnijących łez
wolontariat w hospicjach burdelach i w domu
czuły szept bitej przez ojca matki
aby utulić dziecko do snu
żeby jak najdłużej śniło bezpiecznie
bezwiedne

Opublikowano
ciepło jest zmysłowe w kimś kto odszedł
ale nie dla tego, kto został. ciepło staje się odczuciem termicznym ;D

to szok termiczny i szok po utracie dorobku
zawsze trzeba zaczynać od nowa, również w sferze uczuć

wiersz pisany Tobą, nie do podrobienia
serdeczności
:*
Opublikowano

"Ocieplanie".. dałeś dobry tytuł do tematu całości. Jeżeli...
"złożeni z opiłków głęboko i puszyście upośledzeni
w okazywaniu dobra zawinięci w rulon waty szklanej
"
... czyli zimni i obojętni... przejdziemy przez to wszytko, o czym piszesz
w dalszej części wiersza... siłą rzeczy, musi nas coś "porazić",
by zmienić własny pogląd na przyziemne i jakże ważne, życiowe "drobiazgi"...
Wiersz dobrze napisany, ale... chciałabym wtrącić moje dwa grosiki...

złożeni z opiłków głęboko i puszyście upośledzeni . . . .puszyście.. wywal.! nie pasuje tu
w okazywaniu dobra zawinięci w rulon waty szklanej . . nie lepiej.. w rulon ze szklanej waty

ciepło dotkliwie paruje osiedla się . . nie lepiej.. osiada
w nowych i starych miejscach
pleśnią na mózgu osiedla się . . . . zbyteczna wg mnie powtórka
fermentując serce dotyk i zmysł . . . wolałabym.. zakaża serce dotyk i zmysły

Trzecia część bez zarzutu dla mnie.
Sorry za sugestie, ale to tylko sugestie... :)
Popatrz, jeśli uznasz je za słuszne.. zrobisz jak zechcesz.
Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...