Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

tym razem do gardła wleciała mi mucha

i czuję że się nie rusza

i pewnie mógłbym zostać super
muchą

i pewnie będę teraz musiał być
muchą

by zachować we wszechświecie jako taką
równowagę

i sam wpadać ludziom do gardeł

i może coś przy tym sprawdzać

i może zapładniać

lub najzwyczajniej czekać

na może zbawczy
moment wysrania

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


wiersz oparty na autentycznych wydarzeniach ;P, mam zamiar zrobić z tego komiks poetycki ;P
zdrówko, dzięki, że wpadłaś, zajrzyj może też tego drugiego ;) jeśli masz czas,
Jimmy

Masz fajne pomysły i dużo energii, pozostaje mi tylko powiedzieć - powodzenia !:)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


no tak, w jego stylu było zostawić na końcu jakieś k u r w a albo inne w y s r a n i e
dzięki, a moje życie i moje traumy rozciągają się, dłużą i dłużą, więc nie bądź pewna taka ;P
ka bu ka ziak
Jimmy
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sam rozumiesz, wiesz. No. Dzięki za wizytę, masz może pomysł na poprawienie wersyfikacji ostatnich strof, coś w tym zakresie byś zmienił? Pytam bo coś mi chodzi po głowie, zdrówko
Jimmy
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


święte słowa: "Masz rację Jimmy!"

;D
mnie też się w gardle uśmiechał pół nocy ;) dzięki za obecność, przy lekkich rzeczach można posiedzieć;P
zdrówko,
Jimmy

ps
jak mam rację to wracaj na doku ;P każdy miał taki moment, wszyscy wrócili jak dotąd - potrzymaj tradycję ;P
Opublikowano

Bardziej podoba mi się połknięta mucha niż głos i wyplute słowo...
Przywołuje mi na myśl jakże żywe wspomnienie z dzieciństwa. Niemalże żywe dosłownie. Do dziś wyraźnie pamiętam jak wytrwale gilgotała mnie w gardło wielka mucha połknięta wraz ze stołówkowym kompotem. Może to właśnie dzięki niej jestem dziś tym, kim jestem :)
Macham ;)

Opublikowano

mucha
jak kamikaze
wpada nam czasem do gardeł
obrany przez nią kierunek
tylko potwierdza tezę

nie ważne czy cię zatruje
udławi czy też ją zeżresz
ważne by przetrwał gatunek
;)
Pozdrawiam Jimmy, fajny wiersz

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...