Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

zanim przestałam się mieścić na kartce
wystawałam tylko w kolejce za rozdeptaniem
w domu obcych ludzi byłam jedną z nich

kawa zamiast nocy sen zamiast ciebie
i tak już nie odbijam się w szybach
nocnych autobusów

wciśnij mnie na miejsce
takie wiesz... tylko dla mnie
byle blisko płomienia
ćma

Dla Ciebie, Jordanie;)

Opublikowano

no napewno trzeba się przyjrzeć by zauważyć
też te domy- które pod.lir. odwiedzał napawały go
doświadczeniami innych, sam może je kompensował
w sobie przez to co widział, uszy słyszały, tak poczytałam
J. serdecznie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Judyto, mogła byś zerknąć teraz, warsztatu poprzedniej wersji się już wstydzę, :)
dzięki i zdrówko,
Jimmy
no właśnie teraz zerkałam Jimm(:
mm.. a czemuż to? może warto i starą ukazać?(nie wiem)
J. wzajemnie duużo
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


organiczne? rozwiń proszę i wskaż jakieś luki i skoki :)
zrobię coś z tą puentą jeszcze,
zdrówko,
Jimmy


obawiam się, że nie mam mocy precyzyjnego wskazywania luk, bo to nie moja działka, ale chodziło mi o to, że pointa jest organiczna jako i pluskwiak jest, wystarczyłby mi raz w tym wierszu, ale to kwestia nadwrażliwości na narzucający się obraz pluskwiaka brrr...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



ŻAŁUJJJJJJJJJJ! Była mowa również o Tobie! Dżidżej! W kuluarach, ale zawszeć! swędziało Cię coś, tudzież piekło? :) :P
misz masz to masz! na pw.! sie nie znam! tyle. Lubię tego pluskwiaka w Tobie
:*

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • w rodzinie była ostatnią na którą spojrzeli święci pojawiła się w 1999 roku jako chora psychicznie dwunastolatka pisząca pamiętnik kiedy miała szesnaście lat filmowałem jak wyciąga gumę z majtek i zbiera sobie przed lustrem włosy w długi emocjonalny kitek w hotelu miracle wyciąga ze ściany suszarkę i uruchamia ekspres do kawy potem wychodzi do lekarza wyciąga ołówek i pisze na drzwiach closed wyraźnie mówi do portiera że nie wróci już na noc bo lekarz ma edytor tekstu na tym kończy się scena w budynku karolina przechodzi przed napisem don't walk uśmiecha się macha ręką w kadrze widać też psa i smutnego mężczyznę który patrzy na bose łapy psa karolina powoli przechodzi coś mówi do mężczyzny który wyciąga rękę próbując złapać ją za śmieszny kitek wtedy powietrze pęka jak grafit w źle zatemperowanym ołówku
    • ulewa   o deszczu z  użyciem  szumiących Staff pisał    miarowy i równy tak szemrał kroplami    Twój - chlusty i cięcia z ukosa tak obmył   dał życie
    • Koniec zwiedzania na dziś on orang hutan i ja istota dua kaki spojrzeliśmy sobie w twarz   Almayer's Folly biały człowiek i opium jego dom w dżungli   Dwóch procent w genomie brak by w łóżku leżeć na wznak  
    • I choćbyśmy grały te same akordy, zawsze będzie pół tonu różnicy. Może moje pianino jest rozstrojone, a może Ty nie grasz dla mnie, kiedy ja komponuję jedynie dla ciebie.
    • Być albo nie być – kwestia najważniejsza: Czy szlachetniejszym jest cierpliwie znosić Strzały i pociski straszliwego losu, Czy też za broń chwycić przeciw smutków morzu I, stając w szranki, im kres położyć? Umrzeć – śnić; Nic więcej: snem światu ogłosić, że kładziemy koniec Serca rozterkom albo życia ciosom, Które ciało niesie: oto jest spełnienie, Którego wszech winien żądać. Umrzeć – spać; Śnić nawet może... – Lecz niepewność drąży: W tym śnie zatraty, jakie sny nadejdą, Gdy zrzucimy z siebie powłokę śmiertelną? Czasu na namysł nam trzeba – oto ów szacunek, Co czyni z bytu długiego – nieszczęście: Bo czemu cierpieć nam czasu bicze i obelgi, Ciemiężcy razy, ludzi dumnych wzgardę, Ból niespełnionej miłości, z praw kpinę, Urzędów bezwstydne, zuchwałe szyderstwa, Które cierpliwi od niegodnych znoszą, Jeślibyśmy wreszcie spokój mogli znaleźć W ostrzu sztyletu? Kto znosiłby trudy, Znoił się i pocił pod życia ciężarem, Gdyby nie lęk przed tym, co ze śmiercią przyjdzie – Niezbadanym krajem, z którego porządków Żaden człek nie wraca – ono mrozi zamysł, Sprawia, że dorzeczniej nam znieść takie ciosy, Niż zbiec ku innym, których wciąż nie znamy? To ta świadomość nas czyni tchórzami, To tak radosny rumieniec zamiarów Skrywa chorobliwy, blady nalot myśli, A przedsięwzięcia wiekopomnej miary Zmieniają nurtu bieg pod tym naporem I zrzekają się prawa do miana - działania. Km
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...