Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Słuchajcie miłośniczki i miłośnicy zdrowych, niekonwencjonalnych i rewolucyjnych opowiadań (może być: miniopowiadań): Przypadkiem przypadkowo udało mi się nawiązać sukcesywną komunikację z Marcinem Erlinem (autorem już istniejącego konkursu na opowiadanie). Podczas ostrej wymiany zdań wypadł mi spod ogona (uwaga!) wcale nie byle jaki pomysł na zorganizowanie wewnętrznego konkursu, którego tematem, wątkiem przewodnim będzie, jak w tytule, śmierć :) Tak, wiem: przeorane, banalne, naiwne i tede - ejże, ale kto powiedział, że życie nie jest banalne? A jeśli powiedział, to skąd ta pewność? Za tę odpowiedź daję... książkę ze swojej biblioteczki (do wyboru) z autografem :D... Ale wracając do meritum - jednych pomysł być może rozbawi i będą powody do zrywania boków ze śmiechu (czasami też tak trzeba, tylko idioci nie wariują - nie wiem czyje), ale być może garstkę osób zachęci do zmierzenia się z samym sobą oraz wypróbowania pióra, które, a nóż, okaże się sprawne i powali nas na kolana. Dlaczego więc nie próbować? Nic przecież nie tracimy, prawda?

Autorem pomysłu... jestem JA, myślę jednak, że do współpracy przyłączy się Marcin Erlin i jeszcze z kilka ciekawych osobowości (jeśli uważasz, że w szanownej komisji mógłbyś zasiąść i TY, śmiało pisz). Projekt konkursu (w tym obowiązkowy regulamin, na baczność :D) się pisze, i wkrótce (mam taką nadzieję) zapodam więcej informacji.

Jeśli o mnie chodzi, to... stawiam kilkaset złotek i jakąś książeczkę (bo pieniądze szczęścia nie dają, ale zakupy już tak :D).

Na razie to propozycja: opowiadanie i śmierć. Myślę, że Angello pozytywnie rozpatrzy tę ideę.


Zachęcam do wsparcia...

:::)



Mamy regulamin!

Regulamin konkursu: Opowiadanie o śmierci

Ogłoszony 30 kwietnia 2010 roku, wcielony w życie (mam nadzieję) 3 maja 2010.


1. Pomysłodawcą konkursu jest Mariusz Rakoski, użytkownik portalu poezja.org.
2. Udział w konkursie może wziąć każdy zarejestrowany użytkownik portalu poezja.org, bez względu na ilość dodanych komentarzy oraz daty założenia profilu.
3. Temat konkursu: Opowiadanie o śmierci.
4. W konkursie mogą wziąć udział tylko teksty prozatorskie, to znaczy: rażące próby łamania podstawowych wyznaczników gatunku (opowiadanie) zostaną nagrodzone wycofaniem autora z udziału.
5. Objętość: od 3 do 10 stron maszynopisu/wydruku komputerowego (odległość między wersami – 1,0, wielkość czcionki – 12).
6. Każdy Użytkownik może dodać jeden tekst (jeśli będą to dwa, niestety żaden nie zostanie uwzględniony w konkursie).
7. Publikacja tekstu (w dziale konkursowym) jest równoznaczna z wyrażeniem zgody na udział w konkursie: z czym użytkownik może w każdej chwili zrezygnować z udziału (w tym celu należy napisać krótkie oświadczenie na skrzynkę pocztową autora konkursu, albo, jeśli będzie taka możliwość techniczna, usunąć tekst z działu konkursowego).
8. Uczestnik konkursu oświadcza, że zgłoszony tekst został napisany samodzielnie. W przypadku stwierdzenia plagiatu, dodany tekst zostanie usunięty.
9. Zanim dodasz tekst: zastanów się, czy jest to Twoja ostateczna decyzja. Regulamin zabrania edytowania i wnoszenia jakichkolwiek poprawek. W przypadku stwierdzenia próby ominięcia tego zastrzeżenia, osoba zostanie zdyskwalifikowana.
10. Każdy Użytkownik ma prawo wyrażenia własnej opinii – nie ma ona jednak wpływu na decyzje członków jury.
11. Nadesłane prace zostaną ocenione przez jury, w składzie: Mariusz Rakoski, Jimmy Jordan, M. Krzywak, Stefan Rewiński. Głosowanie będzie mieć charakter tajny: każdy z członków komisji nadeśle do autora konkursu oceny tekstów, pod rygorem, że decyzja jest wiążąca. W przypadku wyłonienia (z ocen) dwóch zwycięzców, jury po naradzie wybierze jeden tekst, a tym samym ogłosi ostatecznego laureata konkursu.
12. Uczestnik, jeśli wyrazi taką wolę, będzie mógł zapoznać się z wynikami głosowania. Na ich przedstawienie autor konkursu zastrzega sobie czas nieograniczony.
13. Termin nadsyłania prac: 03.05.2010-03.07.2010 (do godziny 00H00, północ).
14. Ogłoszenie wyników 3 sierpnia 2010.
15. Wyłonieni laureaci zobowiązują się do podania danych osobowych: imię, nazwisko, adres, nr konta, nr telefonu. W przypadku odmowy, nagroda zostanie cofnięta (automatycznie głównym laureatem zostaje osoba, która zajęła drugie miejsce). Osoby nieposiadające konta bankowego (z przyczyn niezależnych od Uczestnika :D, jak np wiek), a które zostaną laureatami, zobowiązane są podać dokładny adres zamieszkania.
16. Nagrody. Za zajęcie pierwszego miejsca – 200/300 złotych (być może więcej :), książka. Miejsce drugie – 50 złotych, książka. Miejsce trzecie – 50 złotych (Uwaga: wartość nagród może znacznie wzrosnąć, a uzależnione jest to od hojności koleżanek i kolegów, czyli Was wszystkich :)
17. Z przyczyn niezależnych od autora konkursu (wydarzenia losowe – katastrofy i in. – wycofanie się dwóch członków jury, nagłej śmierci autora projektu i in.) – konkurs zostanie anulowany.

Konkurs finansowo wspierają: Almare (100 zł), Dorota Jabłońska (100 zł), Pablo Pikaso

(50 zł), Mariusz Rakoski (200 zł)...


Każde wsparcie (finansowe, materialne, pozytywne słowo w ramach motywacji :D) bardzo mile widziane :)

  • Odpowiedzi 226
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Michał ma rację! Pomysł w dechę, ale marcin erlin w jury to jakaś komedia (wyjątkowo słaba). Jest oczywiste, że będzie głosował przeciw tym autorom, z którymi się posprzeczał. Wystarczy poczytać jego wypowiedzi. Na tym portalu znajdziesz wiele lepszych i ciekawszych osób. Pytanie tylko, czy będą chciały zasiadać w komisji.

Pisz regulamin. Postaram się wystartować (jako uczestnik, oczywiście).

Pozdrawiam.

Opublikowano

Zgadzam się z poprzednikami. Marcin Erlin w komisji to totalna porażka i nieporozumienie! Żaden konkurs nie dotrwa do happy endu z błaznem w komisji! ( Przykłady w TV). We krwi to już mam, transfuzja by się przydała, ale tylko od jakiegoś portalowego poety-geniusza, kto chętny?
Mariusz Rakoski - Gratuluję pomysłu, powodzenia życzę, oby admin Cię wysłuchał i przeniósł temat do właściwego działu, wyróżniając. Oczywiście stanę się gorliwym komentatorem publikowanych tekstów, tego nikt mi zabronić nie może!
M. Krzywak - też na Ciebię lecę.
amerrozzo - Skąd wiesz, że miałbyś u mnie przejeb...? Ach ty jasnowidzu jeden!
Magda Tara - Idealny pomysł, ale Ty masz tylko takie! Jak Ty to robisz kobieto? Nauczysz mnie?
me na członka? - wykluczone, bo to pizda jest!
Na członka proponuję Arkę Noego - moją byłą żonę oraz marela, kochanka mojej byłej żony, kiedyś najlepszego przyjaciela, obecnie męża Arki Noego i najprawdopodobniej ojca moich dzieci i szwagra po kądzieli Tadka Barana ( jego nie proponuję, bo to większy cep ode mnie) - ach, jaki ten świat skomplikowany!

Opublikowano

Mariuszu, zbierz jury ( jeśli się tak koniecznie już uparłeś na to jury) wchodzę w to, ale nie będzie Wam ze mną łatwo, więc jesli powiesz mi:" Wiesz co, idź sobie z jury", to pójdę w siną dal, w każdej chwili trwania konkursu. Nie oglądaj się na posty innych, uderz do admina na pw z prośbą " wrzuty" tematu do prozy z działem konkursy.
Mogę być w jury...co mi tam...nie takie rzeczy w życiu robiłem...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pograsz ważniaka za kilka stówek? Gul to tobie śmignął, jak się zdyskwalifikowałeś po to, żeby wrócić. Zero honoru.
A zapraszanie kogoś takiego do jury jak ty świadczy już o poziomie tego konkursu. Żenada.
Opublikowano

Dobra, już, dobra - to nie jest temat do kłótni. Nie psujcie tego wątku, bo pewnie jeszcze większość stałych użytkowników nie widziała tego ogłoszenia. Wejdą za parę godzin, i co? Mają się przedzierać przez setki bzdurnych komentarzy? Autorem pomysłu jest MARIUSZ RAKOSKI, niech on sam zdecyduje, kto będzie w jury. Ja swoją opinię wyraziłem, co z nią zrobi Mariusz - jego sprawa. Tak czy siak na pewno wezmę udział w tym konkursie. Mogę pomóc w pisaniu regulaminu (ale to jutro, gdyby była taka konieczność, proszę na pw).

Tyle ode mnie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pograsz ważniaka za kilka stówek? Gul to tobie śmignął, jak się zdyskwalifikowałeś po to, żeby wrócić. Zero honoru.
A zapraszanie kogoś takiego do jury jak ty świadczy już o poziomie tego konkursu. Żenada.
Nie moje stówki, ty już się dawno zdyskwalifikowałeś, a mimo to, wszędzie ciebie pełno, więc to chyba nie taka żenada i brak honoru, o jakim piszesz, bo dalej chodzisz z podniesioną matrycą? teraz przynajmniej możesz przeglądnąć się w lustrze...( daj zadecydować ludziom, czy wezmą udział, miej odrobinę szacunku do własnego wizerunku)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Zgadzam się i całkowicie popieram, niech Mariusz Rakoski sam zdecyduje, kogo widzi w jury. Potwierdziłem swoją gotowość, do wzięcia udziału, ale jednocześnie lojalnie ostrzegłem o konsekwencjach mojej bytności, co zresztą Mariusz sam może przeczytać w powyższych postach, razem ze zdaniem M. Krzywaka, którego dużo osób wesprze. Nic mi do tego, czekam na decyzję, a każdy wynik przyjmę z głebokim westchnięciem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pograsz ważniaka za kilka stówek? Gul to tobie śmignął, jak się zdyskwalifikowałeś po to, żeby wrócić. Zero honoru.
A zapraszanie kogoś takiego do jury jak ty świadczy już o poziomie tego konkursu. Żenada.
Nie moje stówki, ty już się dawno zdyskwalifikowałeś, a mimo to, wszędzie ciebie pełno, więc to chyba nie taka żenada i brak honoru, o jakim piszesz, bo dalej chodzisz z podniesioną matrycą? teraz przynajmniej możesz przeglądnąć się w lustrze...( daj zadecydować ludziom, czy wezmą udział, miej odrobinę szacunku do własnego wizerunku)

O, to już własnej opinii nie mogę dać? I ja niby decyduje za ludzi? Ten tani populizm jest adekwatny do twojego pojęcia o czymkolwiek :)

I tyle - niech autor wątku decyduje. Ja oczywiście odpadam w przedbiegach, bo tam gdzie erlin, nie ma mowy o uczciwości, rzetelności i takich tam podstaw konkursowych.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...