Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
jesteś sam nie wiesz
kim jesteś nie rozumiesz świata wokół siebie
ale masz jeszcze szansę
czytaj i nie wierz
że kto inny za ciebie
odpowie na najważniejsze (...)
*

nie istnieją rozwiązania pośrednie
łagodzące mierzalną sprzeczność
repertuar się nie wyczerpie
ustępując ciasnocie
dostępom

słowa dziwią się tylko słowom
zrozumiałe brnie w nieczytelne
świat utracił z tła barw sens jasnego
obiecując głębokie wiersze

zrozumienie rozumieniu zaprzecza
oczywistość odnajduje się
prawie
na błądzenie się godząc
z poezją nie przyjmuje się łatwych wyjaśnień
odpowiedzi po rozmowach z wierszem
w niesamotność słowa

hermeneutom

* cyt. Paul Celan
Opublikowano

Bardzo rzeczowy, bardzo potrzebny, a nawet bardzo konieczny wiersz, żeby coś wiedzieć o tym, czego w gruncie rzeczy nie można inaczej rozumieć niż samemu przez się. Zresztą, to jest oczywiste dla wszystkich, że to, co za głęboko (się znajduje, poniekąd się kryjąc), to, co najmniej nie zdrowo dla samej głębokiej rzeczy. A przynajmniej nie pomaga jej to, a szkodzi, gdyż ludzie na to, czego nie mogą zrozumieć (po prostu), reagują (wcześniej czy później) obojętnością. Tak się rzecz ma, co do twórczości, szczególnie poetyckiej, chociaż są zastępy ludzi – nauczycieli, którzy usiłują wszystkim pozostałym wmówić, co głębokiego w literaturze jest jednak dobre. Rzecz już doszła do absurdu w hermeneutyce (sensu stricte), gdzie już nie zastępy, a armie ludzi (i to filozofów i duchownych) są od tego, żeby tłumaczyć, wyjaśniać (a tym samym stoją na straży tego), co jest poprawne, a co nie – począwszy od interpretacji ksiąg świętych. Czyż to nie jest tak (przynajmniej w pewnym stopniu), jakby komuś był potrzebny pośrednik do kochania kochanej osoby. Wracając do wiersza, można zauważyć, że wiersz, łącznie z mottem, ma jednoznaczną wymowę, i to na szczęście i na jedną prawdę jednoznaczną wymowę. Tzn. nie ma najmniejszych wątpliwości, że wiersz odsłania główną słabości komunikacji międzyludzkiej (w tym wypadku całej literatury) – niedosłowność vel zbyteczną wielosłowność. Chociaż sam tytuł sugeruje, że to są tylko pytania, że tylko niejakie wątpliwości, ale, przynajmniej ja, nie mam najmniejszej wątpliwości, na czym tak naprawdę autorowi zależy, a przynajmniej dlaczego takie stawia pytania. I ten wiersz więc, i cała literatura spełni swoje zadanie, jeżeli każdy będzie tak rozumiał, jak sam rozumie, jeżeli będzie widział to, co widzi, jeśli będzie słyszał to, co słyszy, i jeśli będzie czuł to, co czuje. W końcu każdy sam jest kowalem swojego losu, no i wtedy też ewentualnych pretensji nie ma co mieć do kogoś, ni do całego świata. Innymi słowy – nie ma pretekstu – nie ma sprawy.

Opublikowano
Aleks Kleks - po co więc czytać
skoro i tak nie znajdzie się odpowiedzi

wiersz ciekawy, chociaż może tak
że odpowiada istotnym na nieistotne

świątecznie pozdrawiam.

- istotne składa się często z nieistotnego dlatego niektórzy zakładają np. krawat
i jeszcze się zastanawiają, w jakim kolorze :)
nie czytając, tym bardziej się nie znajdzie. dzięki ;)
jan ko
późno, ale jeszcze wesołych
Opublikowano
WiJaBardzo rzeczowy, bardzo potrzebny, a nawet bardzo konieczny wiersz, żeby coś wiedzieć o tym, czego w gruncie rzeczy nie można inaczej rozumieć niż samemu przez się. Zresztą, to jest oczywiste dla wszystkich, że to, co za głęboko (się znajduje, poniekąd się kryjąc), to, co najmniej nie zdrowo dla samej głębokiej rzeczy. A przynajmniej nie pomaga jej to, a szkodzi, gdyż ludzie na to, czego nie mogą zrozumieć (po prostu), reagują (wcześniej czy później) obojętnością. Tak się rzecz ma, co do twórczości, szczególnie poetyckiej, chociaż są zastępy ludzi – nauczycieli, którzy usiłują wszystkim pozostałym wmówić, co głębokiego w literaturze jest jednak dobre. Rzecz już doszła do absurdu w hermeneutyce (sensu stricte), gdzie już nie zastępy, a armie ludzi (i to filozofów i duchownych) są od tego, żeby tłumaczyć, wyjaśniać (a tym samym stoją na straży tego), co jest poprawne, a co nie – począwszy od interpretacji ksiąg świętych. Czyż to nie jest tak (przynajmniej w pewnym stopniu), jakby komuś był potrzebny pośrednik do kochania kochanej osoby. Wracając do wiersza, można zauważyć, że wiersz, łącznie z mottem, ma jednoznaczną wymowę, i to na szczęście i na jedną prawdę jednoznaczną wymowę. Tzn. nie ma najmniejszych wątpliwości, że wiersz odsłania główną słabości komunikacji międzyludzkiej (w tym wypadku całej literatury) – niedosłowność vel zbyteczną wielosłowność. Chociaż sam tytuł sugeruje, że to są tylko pytania, że tylko niejakie wątpliwości, ale, przynajmniej ja, nie mam najmniejszej wątpliwości, na czym tak naprawdę autorowi zależy, a przynajmniej dlaczego takie stawia pytania. I ten wiersz więc, i cała literatura spełni swoje zadanie, jeżeli każdy będzie tak rozumiał, jak sam rozumie, jeżeli będzie widział to, co widzi, jeśli będzie słyszał to, co słyszy, i jeśli będzie czuł to, co czuje. W końcu każdy sam jest kowalem swojego losu, no i wtedy też ewentualnych pretensji nie ma co mieć do kogoś, ni do całego świata. Innymi słowy – nie ma pretekstu – nie ma sprawy.

- czy potrzebny, nie wiem. czy rzeczowy tym bardziej :|
ale twój komentarz za to obfity, aż mi głupio, że tyle czasu poświęciłeś.
ważne że coś znalazłeś i za to dziękuję.
jan ko
Opublikowano
MARIUSZ RAKOSKITrzy ostatnie wersy na poziomie, reszta, według mnie, niedopracowana, naciągana

absurdalnymi, nielogicznymi, anakolutycznymi konstrukcjami... drażni również

tak bombastyczny, intertekstualny tekst...

Nie jestem przekonany.

Pozdrawiam

Mariusz :::)

- jeśli już, to cztery ostatnie wersy, bo trzy bez czwartego nie mają sensu.
nie wiem co to jest bombastyczny (shaggy?), niech ci będzie ;p
za to anakolutycznymi konstrukcjami bym się nie popisywał
na twoim miejscu. lepiej doczytaj, że dotyczą złej składni a takiej u siebie nie widzę.
to samo z absurdami i brakiem logiki - wykaż zamiast paplać co popadnie :P

z intertekstualnym tekstem się zgadza, bo o to chodziło :)

ktoś (kto, nie pamiętam) napisał coś takiego:
kto twierdzi, że poezja bierze się ze zmyślnego składania słów,
każe nam nie świat podziwiać, lecz jego przedstawienie.
kto z kolei w świecie chciałby się ze swoimi wierszami zadomowić,
jezyka będzie jedynie używał
(niewykluczone, że po mistrzowsku;),
bo nie relacja rzeczownika z przymiotnikiem go zajmuje, lecz powiązanie
myślenia i rzeczy.


zatem np. esteta będzie się zachwycał (albo nie) - że można coś w "taki" sposób powiedzieć, a
metafizyka zastanowi, że można o czymś "tak" mądrze/niemądrze pomyśleć.
tobie coś nie pasuje i ok. ale te twoje argumenty
;)
jan ko
pozdrawiam
Opublikowano

Pisanie o tym wierszu było dla mnie przyjemnością. Acz większą przyjemnością było czytanie wiersza, plus czytanie Twojego (nawet /czy tym bardziej/, że to w sporej części cytat /zresztą bardzo pouczający/) komentarza pod komentarzem M. RAKOSKIEGO, który to komentarz traktuję bez mała, jak drugie motto (do) tego wiersza.

  • 2 lata później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Gortatów – dom wakacji” – 7   Dom, choć był olbrzymi, to łazienki w nim nie było. Na większe kąpanie do łaźni się chodziło. Do łaźni na cegielnię, wieczorową porą, dwa razy w tygodniu, bez słowa, z pokorą.   Babcia się śmiała, zawsze powtarzała: „Jak myć się nie będziecie, to rzepą porośniecie”. I ja już tę rzepę sobie wyobrażałem, żeby na mnie nie urosła, bardzo się bałem.   Wszystko to ugadane z palaczem już było, bo w piecach tej cegielni non stop się paliło. Cały czas na zmiany palacze tam palili i wódkę ze stróżem na okrągło tam pili.   Wujek co jakiś czas flaszkę im stawiał, tak na całe miesiące kąpiele zamawiał. Piechotą do tej łaźni ze sto metrów szliśmy, a mokrzy po kąpieli do domu biegliśmy.   Kabiny takie były, bardziej przemysłowe, pod nogami, z drzazgami, podesty deskowe. To tam przeżyłem pierwsze kobiet dostrzeganie, kiedy kumpela cioci dała mi zadanie.   Żeby plecy jej umyć, grzecznie poprosiła. Niby wszystko OK, no bo w bieliźnie była. Ale gdy chłopakiem nastoletnim już byłem, bardzo mocno tej pani już się wstydziłem.   Ta niewiasta pod trzydziestkę mi się podobała i myślę, że o tym dobrze ona wiedziała. Miałem lat czternaście, młodzieniec wystraszony, plecy ja jej myłem, stojąco–oddalony.     Choć w spodenkach byłem, swoje ona widziała. Na późniejsze czasy mnie wtedy przewidziała. Taka dorastania wakacyjna przygoda: „On był jeszcze za młody, ona już nie młoda”.   Co roku do babci wszyscy zjeżdżali licznie, pięcioro rodzeństwa – w miłości spontanicznie. W dodatku koleżeństwo jeszcze zapraszali. Każdym rokiem wszyscy razem tam balowali.   Można by powiedzieć, że w szerokiej skali moich przyszłych kuzynów wtedy „fabrykowali”. Bo ja z siostrą byliśmy najstarszymi wnukami, dlatego wakacje tam spędzaliśmy sami.   Jako nastolatek i kawaler już bardziej, do życia i niewiast podchodziłem już hardziej. Ale to opiszę już w innej opowieści, bo w tej o dzieciństwie – jakoś mi się nie mieści. ;)   – cdn   Leszek Piotr Laskowski
    • Nie dla mnie pasy, co najwyżej zebra na sawannie, gdzie rzadko uciekam, bo sam założyłem sobie supły na konto, więc płaszczę się w rytm krzyży, rocznic, mogił wśród surowych twarzy polskich łgarzy, co poklepią mnie, gdy trawa skoszona, mięso zjedzone   Niech ten Kościół już upadnie i zostaną w nim rzeczywiście dobrzy ludzie Niech te maski pozostałych handlarzy przestaną języki ich a moje uszy brudzić Wśród złośliwości tych kreatur wyczekuję na nowy świat, gdzie nie będę musiał słyszeć – „Trawa skoszona? Mięso zjedzone?” Poklepane, przyklepane   W nowym świecie nikt nie będzie prześladował trawy oraz ludzi, którzy na kolanach za karę muszą wyskrobywać ją z polbruku, po którym dumnie kroczy najpierw lakierek, brzuch a potem reszta polskiego wieprza „a trawa skoszona? Mięsko zjedzone? Musisz być jak chłop, a nie jak… no wiesz, jak tęcza. Hahahaa”   A ja pragnę leżeć wśród tęczy na sawannie, przekraczając piasek w miejscu, w którym chcę, bo zebra mi tego nie zabroni, nie przeszkodzi rosnąć trawie, nie będzie zajmować się hodowlą podludzi, by chodzić w nich potem po ulicy lub znosić w nich dokumenty do piwnicy, by zatrzeć ślad swych szalbierstw   I nigdy nie powtórzy za szlachetną polnische schweine tych najgłupszych słów – Że trawa i zwierzę są po to, by nimi rządzić, a nie cieszyć się jak rozkwitają, jak chce ich Bóg
    • Kawałek szarego papieru w ciasnym korytarzu, z napisem:   Pierwszy wrzesień, rok tysiąc dziewięćset trzydzieści dziewięć, imieniny Bronisławy.   Ręką ściskam miękką sierść, ciepłego zwiniętego w kulę ciała, oczy ojca wpatrzone w okno z łopatą przy nogach, słychać jego przyspieszony oddech, dźwięk trzęsących się szyb w huku silników.   Jęki za ścianą. W pralni, gdzie lepki pot przez buty wmieszany w ciemnoczerwoną ciecz, z przesiąkniętego szpitalnego ubrania chłopca, leżącego na podłodze.   Huk bliższy od poprzednich. Szyby wpadają do korytarza, naprzeciw zostaje stos czerwonych cegieł. Pisk w uszach i krzyk wraz ze strzałami.   Celownik skierowany w biały, mały becik.   Wytrącony z przestrzelonej, bezwładnej ręki. Leży na asfalcie, nasiąkając krwią.   Dwaj chłopcy czołgają się po becik.   Wrócili zieloni.   – nie ma już dziecka.       ------------------------------------- Na podstawie relacji Wandy Traczyk-Stawskiej z Archiwum Historii Mówionej Muzeum Powstania Warszawskiego:

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Białoczarność. Wszędzie widzę białoczarność.   Tylko pionowa ściana intensywnie szara. Na pierwszym planie siedzi projektor. Przypomina kształtem kobietę. Nie. Na pierwszym planie podłoga. Coś tam przycupnęło. Chyba jest tu zimno. Ogrzewane nauszniki. Na siedzącym projektorze. Wyświetla ruchome obrazki. Dwa ekrany. Ten większy mniejszy od drugiego. Wystają im wąsy. Możliwe że to mutanty kotów. Coś tam widać że coś tam łazi. I jeździ na małym, Za daleko. Nie dostrzegam dokładnie. To coś na podłodze nieruchome. Pewnie nie żyje lub zasnęło. No tak. Łatwo tu zasnąć. Cisza spokój. Nie wiem co jest poza kadrem. Może jakiś obserwator. O w mordę. Podobny do mnie. Czyżbym umarł i widzę własną reinkarnację. Żyję jako projektor. Mody? Jakiej tam mody. O kształcie kobiety która odrzuciła misia. Jakiego misia? Niczego nie odrzuciłam? Jestem zajęta. Z moich oczu promieniuję. Co ty chrzanisz. Nie widzę tego. Bo stoisz z tyłu. Ja siedzę z przodu przodem. No nie. Słyszę głosy. Nawet konwersuję. Ściana zmienia kolor. Na bardziej żółtawy ze słowami. Czytam. Spoko. To tylko zabawa obrazkowa. Oddycham z ulgą. Jednak całkiem nie zwariowałem. Misiu z wąsami też. Tulę go do siebie. Razem z żebrami kaloryfera. Taki jakiś niespokojny. Nic dziwnego.   Białoczarność. Wszędzie widzi białoczarność.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...