Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wesołych świąt kochani
pora się w dom zanurzyć
na spacer wyjść z teściową
z bratem siąść do stołu

i podzielić się jajem
białko najlepiej zużyć
żółtko oddać teściowej
bo z cholesterolu

nie chrzań jutro za mocno
ja zrobię to za ciebie
chrzan do żuru do szynki
wrzucę i do kawy

zajączek was poszuka
właściwie qrka nie wie
jak tu qrka dokicać
do jakiejś Warszawy

przyniesie, gdy da radę,
uśmiechnięty pyszczek
cały kosz zgody świętej
jak radość pisania

piszmy piszmy kochani
bez jędzy przeklętej
ale zaraz po świętach
pax, pax vobis cum

życzenia od Ani


* jędza niezgody to w/g Krasickiego Eris

Opublikowano

Tarko, Krzysiu, Tereso Krystyno, Aluno, Wanesso, Babo Izbo, HAYQ (serdeczności za qrkę, strasznie fajna, to od Ciebie)) Marcinie B, Mateuszu Kielanie, Bestio B, Panie B, Tomaszu Bielo, Łysy, ... ojej, ilu Was tu znam fajnych ludzi! Nie wymieniłam wszystkich! No i Judyt i Grabiczku od czasu do czasu. Serdeczne życzenia zdrowych i wesołych świąt!

Opublikowano

miło się zrobiło
kiedy Nasza Ania
skończyla pisanki
wzięła do pisania

za życzenia Ani
pięknie dziękujemy
zaraz te kraszanki
Anisiowe zjemy!!!

Aniu, małym wierszykiem, na Twój Wiersz Świąteczny odpowiedziałam,
dziękuję ślicznie, również przekazuję milion serdeczności
- baba

Opublikowano

Jak miło jak bardzo miło ...poczytać takie życzenia!!!
- NIECH ZABIJĄ RANKIEM ŚWIĄTECZNE DZWONY!!!
DLA WSZYSTKICH NA PORTALU POEZJA . ORG!
DZIĘKUJĘ!
SERDECZNIE I CIEPŁO!

Ann

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...