Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jacqueline Bernett była od pięciu godzin martwa.Powoli zaczynało to do niej docierać.Początkowo myślała,że to przez nadmiar koki wydaje jej się, że nie może poruszać rękam i nogami.Potem nagle zaczęła widzieć siebie z boku leżącą na dywanie,nadal uważała że to tylko urojenia."Rzeczywiście mam niezły tyłek,sama bym się przeleciała" powiedziała z zadowoleniem.Zaniepokoił ją tylko czerwony ślad na szyi.
Boby Miller, jeden z najbardziej znanych playboyów świata urządził tego dnia ogromne przyjęcie na cześć Jacqueline,które jak każde przyjęcie organizowane przez Boby'ego zakończyło się ostrym ćpaniem i radosną orgią.Tym razem nastroje były dość brutalne.W ruch poszły pejcze,kajdanki i linki do podduszania.Jacqueline, konkretnie nastukana nie dała się prosić dwa razy i poszła do sypialni Boby'ego by pieprzyć się z Emirem Kataną.Słyszała, że jest on w środowisku artystycznym kimś na wzór Markiza de Sade,co sprawiło, że jeszcze chętniej przyjęła jego propozycję.I przez pierwsze 15 minut nie żałowała tego.Emir wchodził w nią tak mocno,gwałtownie,dogłębnie.Istna ekstaza! Przy tym potrafił w cudowny sposób uderzać i gryźć.Czuła się z nim cudownie.W końcu zaproponował sek analny z podduszaniem. Bez wahania zgodziła sie.Nie była to zresztą dla niej nowość. Przed stosunkiem wciągnęli jeszcze po ścieżce.Potem zaczęła sie zabawa i było jej tak przyjemnie,aż nagle zaczęło zupełnie brakować powietrza."Emir już,wystarczy,puść"zawołała.Ale on nie puszczał.Zaczęła się szamotać więc chwycił ją jeszcze mocniej tak by nie mogła się wyrwać i nadal robił swoje."Emir Skurwysynu,zostaw!"zawołała.I zemdlała.Tak jej się przynajmniej wydawało...
Teraz jechała w bagażniku luksusowego samochodu Emira,leżąc zaraz obok swoich zwłok i darła się najgłośniej jak mogła:"Zajebię Cię palancie!Jak mogłeś?Jak?Jaja Ci utnę i każę Ci je zjeść! Kołek Ci w dupę wsadzę! Zobaczysz,nie wiesz skurwielu z kim zadarłeś!
Dojechali na pustynię.Emir wysiadł z samochodu i otworzył bagażnik.Jacqueline rzuciła się na niego i zaczęła okładać go pięściami ale nie dało to żadnego efektu.
Emir wziął jej ciało na ręce i niósł je dopuki nie stracił drogi którą tu przyjechał z pola widzenia.-Moja piękna,- przemówił do niej- nikt Cię tu nie znajdzie.Muszę się z Tobą pożegnać.-Schylił się i pocałował ją. -Zostaw mnie Ty pojebie!-zawołała Jacueline! -Piękna z Ciebie kobieta,ale cholerna dziwka, i kiepsko robisz laskę- powiedział odchodząc.
-Zabije tego huja!Bóg mi świadkiem!Zabiję go!!!!
-A od kiedy Ty we mnie wierzysz, że wzywasz mnie na świadka?-zapytał Bóg.
-Właściwie od nigdy.-burknęła.Dopiero po chwili do niej doszło,że to wcale nie przesłyszenie,lecz prawdziwy głos.-Kim jesteś i dlaczego sobie ze mnie jaja robisz debilu?Nie widzisz,że nie jestem w nastroju do tego.Katana zniszczył tą przeogromną inwestycję jaką było moje ciało!Za jeden pośladek zapłaciłam 80 tys dolarów!Rozumiesz?Idealnie wymodelowany,tłuszcz zredukowany do minimum,a ta skóra,jędrna jak u szesnastolatki a tu 30 na karku.Cycki 50 tysięcy brzuch 20. Botoks do twarzy co rok 10 tysięcy! Kurwa! Jak można było zabić ciało które 2 tygodnie temu było na okładce Vouge'a!
-To prawda ciało jest imponujące i wyjątkowe.A ty jesteś imponująco i wyjątkowo bezczelna,nie wykazujesz skruch za całe Twoje rozwiązłe życie i jeszcze nazywasz mnie debilem.Całkiem niezły wynik. Potrzebna Ci porządna kara...Przywiążemy Cię do skały a sęp będzie wyjadał Ci odrastającą wątrobę!
-Sorry,nie jesteś zbyt orginalny z tymi pokutami,to już było.Prometeusz,pamiętasz?
-Eh...zuchwała...Wiem....mam karę która będzie odpowiednia. -powiedział Bóg i zmienił ją w sępa.-Czy widzisz swoje dawne ciało?-kontynuował-Od dziś codziennie będziesz zżerać swoje pośladki za 80 tysięcy i botoks i biust! Będziesz patrzeć,jak twoje piękne ciało każdego dnia staje się szpetne,i Ty sama będziesz przyczyną tej szpetności.Następnego ranka ciało znowu będzie całe a Ty znowu będziesz je rozrywać!Aż do momentu w którym zrozumiesz, że coś w Twoim życiu było nie tak!-Powiedział Bóg.
-Skąd wiesz,że się temu podporządkuje?Przecież mam wolną wolę,mogę robić co mi się podoba!-odszczeknęła.
-Owszem możesz robić co Ci sie podoba,ale każdego dnia musisz zjawić się tu i wykonać swoją pokutę.Jeśli zjesz ciało w 2 godziny,reszta czasu należy do Ciebie.Ale pamiętaj,nie dobrze jest jeść szybko,robią się od tego wrzody.-Powiedział Bóg i zniknął.
Jacqueline spojrzała na siebie. Teraz na prawdę była sępem. rozłożyła skrzydła by choć dowiedzieć się jak to jest latać,ale umiała wzbić się ponad ziemię,poruszała skrzydłami zbyt szybko i chaotycznie.Po 20 minutach była tak zmęczona, że położyła łeb na ziemi i zasnęła, co jak na ptaka było dziwne. Kiedy obudziła się był już mrok.Głód nie dawał jej spokoju.Podreptała w lewo,później wróciła i poszła w prawo.I tak wciąż krążyła szukając pożywienia,ale nie było tam niczego.W końcu więc postanowiła uszczknąć swojego ciała."Ugryzę udo od tyłu,to nie będzie widać"-pomyślała. Skosztowała swojego własnego ciała.I ku swojemu zdziwieniu odkryła, że jego smak był smakiem doskonałym.Nie była w stanie przestać jeść,bo cały czas chciała go czuć.Więc jadła i jadła,aż w pewnym momencie zatrzymała sie na chwilę.Spojżała na swoje jak dotąd piękne a teraz tak kompletnie zniszczone ciało i zaczęła płakać..Żałowała utraconej urody.Była ona dla niej drugą,zaraz po dobrej zabawie najcenniejszą rzeczą w życiu. Czuła sie tak jak normalna kobieta po stracie wszystkich swoich dzieci.Płakała do później nocy. Z wyczerpania zasnęła.
Gdy obudziła się,z początku myślała,że miała idiotyczny sen.Lecz gdy rozejrzała się dookoła spostrzegła że nadal jet na pustyni.Obok niej leżało ciało.Zupełnie nie tknięte.
Kiedy w końcu zdołała zjeść swoją codzienną porcję pokuty zaczęła marzyć o zemście na Emirze.Mogłaby mu na przykład wydziobać oczy albo odgryźć przyrodzenie.Najpierw jednak musiałaby dotrzec do miasta a aby dotrzeć do miasta obowiązkowo trzeba było nauczyć sie latać.
Początki jak zawsze były ciężkie. Przez kilka tygodni zaraz po odbyciu swojej codziennej pokuty próbowała wzbić się ponad ziemię. Każdorazowo z tym samym fatalnym skutkiem. Jej myśli zaprzątało obsesyjne pragnienie zemsty oraz wspomnienia utraconej urody. Jacqueline stawała się coraz bardziej sfrustrowana. Gotowa zrobić wszystko by choć na 10 minut znowu znaleźć się w mieście. W końcu któregoś pięknego i jak zawsze na pustyni słonecznego (+50 C w cieniu) dnia Jacqueline gotując sie wśród sterty swoich własnych ciemnych piór zawołała ze złością:"Ej, Ty Bóg!Zejdź tu na ziemię, chcę chwilę z Tobą pogadać!" Ale nikt się nie odezwał.Niezwykle ją to rozgniewało-przez całe swoje życie przywykła do tego,że wszyscy latali w koło niej nieraz aż do tego stopnia że nie mogła spokojnie pierdnąć. A teraz od tak długiego czasu była sama."Ej,Ty ważny idioto złaź tu w tej chwili i weź ze sobą butelkę whisky bo chce mi się napić alkoholu!" zawołała roszczeniowym tonem. W tym samym momencie z nieba zaczęła spadać butelka Johnniego Walkera, która nim Jacqueline zdażyła spojrzeć ku górze,rozbiła się na jej głowie.
Gdy się ocknęła był ranek. Wszystkie jej pióra cuchnęły wódką. W głowie szumiało od wczorajszego uderzenia. Już chciała nawyzywać Bogu za tą spadającą butelkę, ale w ostatniej chwili wyobrażenie spadającej na nią z nieba cysterny kiepskiej whisky sprawiło, że powściągnęła swe emocje. Zaczęła nawet być trochę jakby mniej hamska."Bóg,proszę Cię,zejdź do mnie"zawołała.
"Po co?"odpowiedział od niechcenia Bóg.
"Bo nie wiem jak latać i mnie to strasznie wkurwia!"krzyknęła prosząco.
"Cóż, jesteś człowiekiem, nie możesz latać, nie masz ptasiej cierpliwości i harmonii potrzebnej do wykonywania odpowiedniaego ruchu skrzydeł."powiedzał spokojnie Bóg.
"To do usranej śmierci będę dreptać na tych ptasich łapkach?"zapytała z irytacją.
"Chciałem zauważyć,że ta,jak to ją określiłaś "usrana śmierć" już raz nadeszła dlatego więcej się tu nie zjawi.To jest Twoja wieczność. Możesz próbować nauczyć się latać,może za jakieś sto lat Ci się uda.W końcu to nie jest tak dużo w odniesieniu do wieczności".powiedział.
"Większy z Ciebie sadysta niż z markiza de Sade!"
"Nie powiedziałbym, cóż, pobłażliwy nie jestem,ale nie cieszy mnie sadyzm,po prostu wymierzam sprawiedliwe kary.Zastanów się kto był Twoim sępem i komu Ty nie chciałaś pomóc?A tymczasem idę.Mam dużo pracy,witamy dziś w niebie wraz z aniołami orszak zbawionych." Odszedł.
"Pewnie,mam tu jeszcze pewnie spędzić wieczność dziobiąc to ścierwo!Nie,nie ścierwo,zapomniałam,że to moje ciało.Tak mnie cwaniaczku nie zagniesz,zobaczysz,że niedługo będę latać."Wycedziła przez zęby Jacqueline.
Po kolejnych dwóch tygodniach trudów udało jej się wzbić nad ziemię i przelecieć kilkaset metrów.W tydzień później po raz pierwszy wybrała się do domu.Ku swojemu zdziwieniu spostrzegła,że mieszkają już w nim nowi lokatorzy,a jej ukochana komoda stała na dworze,pod garażem."Barbażyńcy!"pomyślała"Nie są w stanie uszanować nawet dzieła sztuki! XVIII zabytek!Pod garażem!Sodoma i gomora".Postanowiła zatem, że poleci do Emira by dokonać na nim krwawej zemsty. Jednak latanie działało na nią tak uspakajająco,że im dłużej leciała,tym bardziej czuła,że nie warto go zabijać,że trzeba po prostu go skompromitować i pokazać światu,że to właśnie ten psychopata pozbawił życia jedną z pięciu najpiękniejszych kobiet na świecie.Niech go rozszrpią!Zlinczują!Niech go katują współwięźniowie!Niech poczuje to co ona czuje na pustyni! Nagle poczuła jakby dostała obuchem przez łeb."Może...może Emir nie jest wcale psychopatą?Tzn.może jest ale nie aż do tego stopnia,może wykonywał czyjeś polecenie."pomyślała. Teraz czuła się jak porócznik Colombo. Prowadziła sparwę swojego własnego morderstwa.Nie wystarczy jednak zdemaskować zabójców.Najbardziej chciała poznać motywy tej zbrodnii.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Jeśli czytelnikowi odechciewa się czytac po dwóch zdaniach plus tutuł to jest to:
a) czarna magia
b) biała wrona
c) internetowe wydanie chaty wuja boba w języku ma...
mnie się odechciało i nie wiem dlaczego, autora proszę o podpowiedź, że głupi jestem i nie rozumiem - wykluczam.

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Drogi Ninjo!
Przeczytałam Twoje komentarze pod utworami innych autorów. Czy masz jakieś problemy ze sobą, z potencją czy erekcją? Po Twoich wypowiedziach wnoszę że pozom frustracji sięgnął znitu. Cóż więc jest tego przyczyną? Może warto byłoby zacząć wypowiadać się jak kulturalny człowiek? Zachęcam do przemyśleń i pracy nad sobą.
Naisir

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Miło, że się troszczysz o moje genitalia, ale internet wie, jaką rucham pannę, no bo teraz rucham nową.
Sądziłem, że potencja i erekcja to to samo, ale te zagadnienia nie spędzają mi snu z powiek, więc mogłem żyć w nieświadomości, pozdrawiam.
GRAFOMANI NA KSIĘŻYC. POLSKA DLA POLAKÓW.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • „Największym luksusem śmiertelności jest tworzyć coś, co również umrze.”   Czas płynie nieubłaganie. Przypominacie mi o tym ciągle, niczym natrętne mechaniczne zegary, prędkie stopery  czy piaskowe, szklane klepsydry. Macie obsesję na jego punkcie, ponieważ jesteście ostatnim pokoleniem. Cywilizacją końca. Za dnia wyrzymacie każdą sekundę, z mokrych od niewolniczego potu koszul. Nocami patrzycie bezsennie  na cienie sufitowe w sypialni. I wracacie utrudzonymi myślami  do czasów błogiego dzieciństwa, nie przynosi Wam to ulgi a strach. Obłęd nieuniknionego widma śmierci, która w każdej chwili może wyjść z szafy  i zabrać Was do siebie. Znacie dobrze smak,  depresyjnej niemocy. Porażki planów i zawodu otoczenia. Kto chciałby brać udział w walce o byt, gdyby wiedział, że zawsze kolejka jest równa długości ludzkiego istnienia. A jedynym wolnym miejscem  jest to w ogonie stawki. Na samym jej końcu.   Czas odliczam w gonitwie gwiazd. W koniunkcjach i przesileniach. W miesiącach winy. W latach kary. W wiekach przekleństwa. W erach prędkich i jasnych jak błysk świetlny. W galaktykach zimnych i martwych  jak bezdenne oczy czarnych dziur. Jestem poza horyzontem czasu i zdarzeń. Nie podlegam prawom natury. Jestem wolną cząstką. Rzucaną na linię zdarzeń. Czasami wydaję mi się,  że pędzę naprzód a potem okazuję się, że nigdy nie ruszyłem się z punktu zero. Lub przytomnieje w dalekiej przeszłości, otoczony gotyckimi aniołami, wiktoriańskimi balami i przepychem śmietanki salonu.   Mówicie, że straciłem już wszystko. Nie zyskałem nic. Bo w życiu nie można nic zyskać. Mam swoją samotną planetę  i różę o którą pieczołowicie dbam. Ona nawet nie kwitnie. Rośnie z każdym rokiem mocniej. Nie rozmawiam z nią bo ona nie potrzebuję  moich słów by mnie zrozumieć.  Wie wszystko. Jest najcenniejsza. Choć dla każdego innego  nie ma żadnej wartości. Tylko ja widzę jej piękno i powab. Inni gorszą się jej osobliwym wyglądem. Jej ciernie ranią duszę do głębi, korzenie nie pozwalają zapomnieć, łodygi zniewalają przeguby  i więżą w okowach szaleństwa. Gnilny swąd otępia zmysły. Blizny krwawią trucizną nektaru. Liście opadają zanim się w pełni rozwiną. Ta róża będzie strażnikiem mojego grobu. Ostatnimi słowami poety. Króla ulicy i nędzy. Wyklętego karalucha, literackiego ścieku.   Planeta leżała daleko  poza najodlejszymi rubieżami. Tam naprawdę kończył się świat. A zaczynały zaświaty. Już z wysoka widział wszystko jak na dłoni. Poeta leżał bez życia na wznak. Rażony gromem nagłego zgonu. Oczy miał czarne i duże, lico spokojne, przypominało maskę. Na planecie nie miał kompletnie niczego. Schronienia, jedzenia czy wody. Była na niej jedynie usypana rękoma mogiła. A na jej kopczyku krzak dzikiej róży. Kruk wylądował zaraz obok niej. Wiedział, że była ona jedyną miłością poety. Jego całym skarbem i dorobkiem. Lecz nikt nigdy  nie uważał ją za piękna ani nawet właściwą. Przeżyła twórcę i to było jego celem. Lecz teraz jej los był przesądzony. Nie mogła liczyć na innego opiekuna. Kruk wyrwał krzak z mogiły i uniósł się z nim w przestwór kosmosu. Leciał tak przez świetlne eony. Bez odpoczynku i przystanku. Wleciał wreszcie do jednej z czarnych dziur, Jej tunel zaprowadził go do innego wymiaru. Wypuścił z dzioba krzak róży  z ukrytą w nim duszą poety. Poza horyzont czasu, przestrzeni i wszelkich, przeszłych i przyszłych zdarzeń  
    • @Rafael Marius Tak dlatego się ich nieco znieufuje żeby poszli w skrzyknięcie się...
    • @Jacek_Suchowicz szara piechota
    • @Berenika97 Dobra, dobra, tyle teoria, piękna i poetycka w istocie, ale realia trzeba na ogół zaplanować, ba, wyrachować nawet bo inaczej nie wychodzi :))
    • Dziękuję @Łukasz Wiesław Jasiński Pozdrawiam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...