Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

tylko tyle chciałem powiedzieć
nie ma innych przed Tobą
i nie będzie
nie masz się co biedzić

jedną tylko przy Tobie
głowę składam
dłonie grzecznie oddaję
ręce wokół zaplatam

Ciebie kochać i Ciebie
mieć przy sobie wołam
ale tego nie powiem

bo by to była ostatnia godzina
skarbie w Twoim sercu
głupiego matoła

Opublikowano

Podoba mi się klimat wiersza.
Głowa płonie niezmiennie, jak w Warsztacie.
Pozdrawiam.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sprzeczność: wołam - ale nie powiem. :-)

Czy to zamierzona dwuznaczność? ;-D
W każdym razie pointa wyszła bardzo humorystyczna. Ja bym też nic nie powiedziała, żeby nie przepaść z matołem. ;-)))

Ale faktem jest też, że mężczyźni często boją się wyznać czy okazać swoje uczucia - nie tylko matolicom. :-) Boją się zaryzykować zranieniem, odrzuceniem, wyśmianiem... A nie biorą pod uwagę, że kto nie ryzykuje, ten nie ma. Że w końcu nawet przestaje istnieć...

Pozdrawiam.
Oxy.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sprzeczność: wołam - ale nie powiem. :-)

Czy to zamierzona dwuznaczność? ;-D
W każdym razie pointa wyszła bardzo humorystyczna. Ja bym też nic nie powiedziała, żeby nie przepaść z matołem. ;-)))

Ale faktem jest też, że mężczyźni często boją się wyznać czy okazać swoje uczucia - nie tylko matolicom. :-) Boją się zaryzykować zranieniem, odrzuceniem, wyśmianiem... A nie biorą pod uwagę, że kto nie ryzykuje, ten nie ma. Że w końcu nawet przestaje istnieć...

Pozdrawiam.
Oxy.
Wołam w duchu, wewnętrznie:) Nie serce głupiego matoła, tylko jam - to znaczy peel - tym głupim;) Chodziło o humor, cieszę się że wywołałem tyle uśmiechu:)) Dziękuję Oxyvio. Zdrówka!
Opublikowano

Ja rozumiem, o co chodziło Poecie. ;-))) Ale są tam zwykłe, pospolite błędy, które po prostu śmieszą - dlatego je przytoczyłam. Wiersz nie powinien śmieszyć błędami, tylko świadomymi zabiegami humorystycznymi. :-)
Pozdro.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...