Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Adwokat, mimo iż serce ma czyste,
to całe się życie włóczy po sądach.
Chwalić prawych, karcić kryminalistów.
Na cóż zamykać. Ziemia jest okrągła.

Jemu już niczym kur grzędy jest widok
aż po brzegi pełnej sądowej ławy.
Autosugestię tłumu karmi krzywo
wydmuchując życie z niedobrej kawy.

Pośród niebieskich maszynistek marzeń,
na stenogramie widać plamkę słoną.
Przez którą pękną kraty i ołtarze,
prześwit na kartce ekshumuje wolność.

Otworzą się klasztory i więzienia,
psychiatryczne szpitale, wyschną morza.
Ich nikt nie słucha, choć do powiedzenia
mają jedno. Diabeł zmienia poroże.

Opublikowano

Ja czytam wiele utworów poetyckich publikowanych w internecie ,dużo tekstów robi na mnie dobre wrażenie i bardzo się podoba-jednak myślę, że Twoje teksty są przykładem prawdziwego talentu , to już poziom pisania, który osiągnie niewielu. Ten tekst jest dla mnie po prostu genialny- od treści



Pośród niebieskich maszynistek marzeń,
na stenogramie widać plamkę słoną.
Przez którą pękną kraty i ołtarze,
prześwit na kartce ekshumuje wolność.

Otworzą się klasztory i więzienia,
psychiatryczne szpitale, wyschną morza.
Ich nikt nie słucha, choć do powiedzenia
mają jedno. Diabeł zmienia poroże.


poprzez formę-zdyscyplinowaną, a bardzo naturalną .Pozostaję pod wrażeniem i cieszę się, że mogę to napisać szczerze.
Pozdrawiam .

Opublikowano

Dopisuję się do głosu Pani Izabelli, choć tylko jedną ręką (nie mruczmy nawet o genialności :)))

Bardzo dobra jest nutka ironii obecna w całym tekście. Pierwsze dwie strofki są zapisane bardziej w konkrety (włóczy po sądach, brzegi pełnej sądowej ławy), stąd zacieśnianie znaczeń. Ale od "autosugestii" zaczyna się "odjazd" - "maszynistki marzeń" pociągają w szaloną wyprawę wyobraźni.
"Diabeł zmienia poroże" jest piękne. Niech się uczą wszyscy, którzy próbują straszyć nas "Powrotem Czarnego P." :)

Pozdrawiam - Jan P.
ps. w drugim wersie "się" mogłoby wrócić na miejsce - za czasownik.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Księżyc zawsze  ma nieswoją twarz. Czasem stara się odzyskać rysy, zgubić ten profil.   Spogląda na mnie z uśmiechem, mruży któreś oko, ale brak mu życzliwości.   Targany zazdrością żałuje,  że nie skrył się za wzgórzami i patrzył, gdy oddychaliśmy głośniej.          
    • W  Weronie...   stoi dom który  nie jest twoim domem  balkon który nie jest  twoim balkonem nie czeka na  letnie śpiewy w poświacie miesiąca   byłaś Julią teraz nie jesteś  byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne  a w kawie nie było Norwida  stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był    ani gościniec  ani droga do Werony jesteś Julią  w negatywie  bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz  serce - piosnka Norwida  
    • Przeczytałem, na filmie się pośmiałem, przy wierszyku zamyśliłem. Serdeczności. 
    • Żyjemy by kochać  I być kochanym    A potem umieramy Odchodząc z niczym    Nadzy jak nas  Pan Bóg stworzył    I nie odradzamy się    Może tylko w myślach  Najbliższych nam osób    A zabawa dalej  Gdzieś tam trwa...
    • Słoik z miodem stoi tam, gdzie go postawiłaś. Zaschnięta żółta kropla na gwincie – twój ostatni odcisk palca, którego nie mam śmiałości zetrzeć. To teraz mój relikwiarz. W sypialni zapach jest najgorszy: mieszanka twoich perfum i tej dusznej, słodkawej woni, którą przyniosłem na swetrze z oddziału. Nie wietrzę. Boję się, że jak otworzę okno, to wywieje stąd resztki twojego imienia. Próbuję czytać, ale litery są jak martwe owady. W łazience dwie szczoteczki do zębów – jedna wciąż mokra, druga sucha od tygodnia, sztywna, jakby skamieniała z przerażenia. Patrzę na nią i czuję, jak drętwieje mi szczęka. Nie ma żadnego „ja” ani „to”. Jest tylko numer autobusu, który zawsze spóźnia się o 18:12, i fakt, że kupiłem dwa chleby, choć nie mam kogo karmić. Stoję nad zlewem i kruszę ten nadmiar do kosza, bo nawet ptaki na parapecie wydają się zbyt głośne, zbyt żywe, zbyt pewne jutrzejszego ziarna. Kiedy kładę się spać, przesuwam się na samą krawędź. Zostawiam ci miejsce. Zimna połowa materaca jest teraz jedynym dowodem na to, że kiedykolwiek istniał jakiś porządek świata. Słucham, jak stygną kaloryfery – to jedyny dialog, na jaki mnie jeszcze stać.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...