Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Panie Marcinie:
Po raz kolejny z przykrością stwierdzam, że ma Pan problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Pisze Pan:

„Anafora? Herbert? Miłosz? Litości... po co się tak wygłupiać?
Nadymał się się Pan, wywyższył, a wyszło, że nie ma Pan wielkiego pojęcia o tym, co pisze.”

Co do Anafory to tylko wyjaśniłem, że coś takiego istnieje i to nie Panu. Choć jak zauważyłem Pan także nie ma o tym pojęcia. Jeżeli chodzi zaś o wymienienie Herberta i innych. To, jeśli Pan umie czytać powinien Pan wiedzieć, że nie porównywałem się z nimi, a tylko pokazywałem m.in. Panu, że nawet tak wybitni twórcy używają Anafory. Co więcej wiedząc, że Pan (nie tylko) będzie od razu wypisywał bzdury - na wszelki wypadek dodałem:

„Żeby było jasne, nie śmiem porównywać się do wyżej wymienionych.”

Więc jakie napinanie, wywyższanie?
Jestem na tym forum już jakiś czas i nigdy się nie wywyższałem, nie atakowałem. Wręcz przeciwnie, jeżeli ktoś czytał moje komentarze to wie, że nawet coś sugerując robię to delikatnie. W przeciwieństwie do m. in. Pana.

Napisał Pan także:
„Bez obrazy oczywiście, może lepiej by było rzeczywiście nie odpisywać na nasze wypociny.”

I tu mnie Pan zaskoczył.
Po pierwsze, jakie nasze. Przecież na dwa wcześniejsze Pańskie wpisy nie zareagowałem.
Z resztą nie pierwszy raz.
Po drugie słowa wypociny użyłem tylko w stosunku do jednej osoby (nie do Pana). No chyba, że to ta sama osoba o dwóch nickach.
Nawet, gdy nie odpowiadam na Pańskie komentarze, Pan pisze kolejne i kolejne, tak długo aż się odezwę, więc skąd ta nagła chęć abym nie odpisywał.

Jeszcze jedna kwestia.
1 lutego pod moim wierszem „Jesteś moim aniołem” wykazałem Panu brak czytania ze zrozumieniem. Poza tym wtrącił się Pan w rozmowę, którą prowadziła za mną Fly Elika i dodatkowo próbował Pan stworzyć konflikt między mną a osobą o nicku a. mrozinski. Było to delikatnie mówiąc mało eleganckie. Gdy to Panu wytknąłem, wówczas dąsał się Pan jak małe dziecko pisząc, że na przyszłość wstrzyma się od komentowania moich wierszy. (nie prosiłem o to i nie proszę).
I co? Charakteru i godności starczyło na 12 dni? :)
Więc kto się napina, kto powinien się wstydzić?
Z mojej strony wątek zakończony.
W przeciwieństwie do Pana ja jestem słowny.
Opublikowano

"Jak Pan zauważył, staram się nie odpisywać na Pańskie wypociny, bo przyznam, że w moim odczuciu jest Pan frustratem. Ale skoro prosi Pan Anię Para o wyjaśnienia, dlaczego pozytywnie oceniła mój wiersz, drwiąc przy okazji. Postanowiłem sam Pana dokształcić."

DOKSZTAŁCIĆ? No jeśli to nie jest wywyższanie się, to ja już nie wiem, zwłaszcza, że to Pana dokształcanie to tak, jakbym ja broniąc się przed zarzutem o kiepski epitet odpisał, że epitetów używali przede mną wybitni (tu kilka wielkich nazwisk dla wywarcia wrażenia). Nie sztuka po prostu użyć jakiegoś środka, trzeba robić to sprawnie, to właśnie nieudolne tłumaczenie się Panu wytknąłem.

I nie, nie próbowałem między nikim tworzyć konfliktu, pod Pana wierszem było kilka negatywnych komentarzy, po czym Pan uczynił aluzję do "chamskich wpisów" (cytuję z pamięci, sens z pewnością zachowany). Wywnioskowałem więc (i jestem pewien, że słusznie), że tego komentarza Pana uwaga również dotyczyła.

Oczywiście, że ja teraz wypadam w złym świetle, bo miałem sobie darować komentowanie, ale jestem uczulony na przerost ego, nic nie poradzę, zatem "dokształcaniem" z dziedziny środków stylistycznych wywołał mnie Pan do tablicy. Następnym razem spróbuję się powstrzymać. Pozdrawiam.

Opublikowano

Szanowni koledzy poeci, czyż nie powinniśmy, przez szacunek dla Poezji,
dla jej piękna, nieco inaczej podchodzić do słowa pisanego.
Czemu atakujecie Duksa? To już nie wolno swobodnie wyrażać swoich myśli,
po co skupiacie się na formie, czy on Was czymś uraził? Czy pisał obraźliwe słowa?
Ja nigdy nie oceniam formy, zawsze staram się skupić na uczuciach, na przekazie.
Nie myśleliście czasem, że depcząć styl, depczecie też i jego uczucia?
Czy w tej trudnej rzeczywistości nie powinniśmy się trzymać razem?
Pisząc taki, czy inny utwór staramy się oderwać od tego co nas gnębi,
zapisujemy myśli by przynieść ulgę zbolałej duszy.
Wybaczcie moją długą wypowiedź, ale uważam że powinienem się odezwać
w obronie przyjaciela.
Na koniec przypomnę tylko, że to jest forum dla początkujących.
Powinniśmy sobie pomagać i wzajemnie wspierać.
Gryf

Opublikowano

Znów się włączę za Gryfem, ponieważ tak moim wzrokiem :) to nie ma się co irytować
Panowie Duks i Marcinie B. :):). Polemika bezpośrednio pod wierszami nieraz jest słuszna, a uszy od tego nie boląi dzięki temu przybiera formę pozytywu.
Ja namówiłabym oczywiście łącznie z sugestią za Gryfem o wspieraniu do częstszych wymian pogłądów na temat pisania lub samej formy.
Najlepiej na przykładzie sobie coś do głowy wbić, co może poskutkować w czasie do większego rozmachu myślowego w ograniczonych formami :)).
Każdy sposób na piśmie się do pomysłu i skoncentrowania myśli również się przyczynia.
Natomiast autor decyduje i tak o swoim pomyślę i pomyśle.

Pozdrawiam serdecznie autora i komentujących.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Witaj Janku.
Gdy przeczytałem Twój wpis, uśmiechnąłem się.
Zgadzam się z Tobą, wiesz o tym.
Bardzo dziękuję za wszystko.
Jak to mawiają:
Prawdziwych przyjaciół….
Z wyrazami szacunku,
Andrzej
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witaj.
Nie dawno na podobny temat „rozmawialiśmy”.
Tak więc oboje znamy swoje zdanie. :)
Bardzo dziękuję za wpis i pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...