Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Kto decyduje o doborze jury?

Każdy może sobie zostać jurorem? Dzisiaj ten, jutro tamten? Trochę niepoważnie się to odbywa. Skromnym zdaniem mym, jurorów powinno być dwóch, trzech, największych fachowców tutaj, których wybiera angello i tyle. Bo robi się stadko w jury, w przypadku paru nazwisk - samozwańcze.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pancuś, Ty się czegoś obawiasz, czy tylko siejesz zamęt?

Pozdrawiam
/b

Kulturalnie wyrażam swoje zastrzeżenia, do których mam prawo.
Zależało mi na uczestnictwie - uczestniczę,
ale na 'pobycie' w ów tomiku - już znacznie mniej, zresztą nie mam szans, bo jednak przynajmniej z 10 zajebistych osób się zdecydowało na udział. Toteż niczego się nie boję.

Zamęt tworzę, bo nie rozumiem kryterium doboru sędziów
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Pancuś, Ty się czegoś obawiasz, czy tylko siejesz zamęt?

Pozdrawiam
/b

Kulturalnie wyrażam swoje zastrzeżenia, do których mam prawo.
Zależało mi na uczestnictwie - uczestniczę,
ale na 'pobycie' w ów tomiku - już znacznie mniej, zresztą nie mam szans, bo jednak przynajmniej z 10 zajebistych osób się zdecydowało na udział. Toteż niczego się nie boję.

Zamęt tworzę, bo nie rozumiem kryterium doboru sędziów

no widzisz, a ma być co najmniej 20-tu :)
wyluzuj.

/b
Opublikowano

Miałem solenny zamiar wyjść z konkursu po angielsku aby nie psuć zabawy uczestnikom, ale nie bardzo jest jak, kiedy rzeczywistość skrzeczy. Znamienną rzeczą jest to, że samozwańczym głosem konkursu, jego twarzą, stała się niejaka Bea.2u - człowiek z zerowym dorobkiem twórczym, grafoman, krytyczny dyletant, czołowy orgowy zadymiarz i manipulator. W myśl zasady, że gorszy pieniądz wypiera lepszy, orgowy Dyzma rządzi, dzieli, wypowiada się w imieniu i ( to było ostatecznym powodem rezygnacji ) bierze sprawy w swoje ręce - dostęp do wyników prac jurorów. Nie mam cienia zaufania do tej pani. Kiedy za namową osoby, którą cenię i szanuję, zgodziłem się na udział w jury, miałem złudzenie, że będzie ono wielobarwnym wielogłosem poetyckim, sumą oryginalnych, jednostkowych wyborów. Jednobrzmiący, jedynie słuszny głos obecnej w jury towarzysko - alkoholowej spółdzielni, działającej wg zasady " kto nie z Mieciem, tego zmieciem " - tych złudzeń mnie pozbawił.
Szkoda konkursu, szkoda pięknych nazwisk w jury, szkoda poetów, szkoda poezji...

P.S.
Pomysł Pancolka,jest genialnie prosty ale spóźniony.
Mleko się już wylało...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tzn. do Bey nic nie mam, ale między Bogiem i prawdą są osoby, które są bardziej kompetentne niż Ona. Czy to znaczy, że jest niekompetentna? No nie. Mój postulat brzmi: skoro najbardziej poważani i doświadczeni są chętni do bycia w jury, to po co je rozszerzać sztucznie o jednostki, które nie mają takiego autorytetu tutaj. I czemu prawdopodobnie o doborze jurorów decyduje tylko Bea, a reszta się przygląda? Jakieś to dziwne wszystko. Nieprofesjonalne i niezbyt konsekwentne.

2/3 osoby by starczyły, miałyby łatwość komunikowania się i dyskusji. A tak to: jakieś kocie ruchy są wykonywane w czasie trwania konkursu, dopychanie jakichś osób do jury, po co?
ps: Lecter zrezygnował, więc jego nazwisko powinno zniknąć ze strony tytułowej i tyle. Bo ta informacja że został wycofany, czy co tam jest napisane, jest zbędna. Jakaś taka ostentacyjna
Opublikowano

Poza tym: ktoś musiał być na czele. Skoro nikt się nie zgłaszał, a Bea jest w jury, to chwała jej za to, że się za to wzięła. Inni członkowie mieli szansę wziąć sprawy w swoje ręce.
Krytykuję JEDNĄ decyzję, a formy jury nie chcę zmieniać, żeby było jasne - demokratycznie wszyscy się zgodzili na taką, a nie inną liczbę członków ławy sędziowskiej, więc zmienianie tego, byłoby kolejnym bezsensem i pretensjami innego Pancolka.

Nie napadam na Beę, zwracam uwagę na niezrozumiały dla mnie ruch "na górze" i pytam o jego kulisy wewnątrz szacownego składu oceniających.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




a myślałam, że odszedł pan z honorem. unosząc się co prawda własnymi animozjami, ale z honorem. więcej nie mam złudzeń. alkoholowe spółdzielnie ? proszę nie mierzyć innych swoją miarką.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie ja decydowałam o formie konkursu ani o składzie jurorów.
ktoś inny wykonał tę pracę.

życzę wszystkim bardziej pozytywnego podejścia do inicjatywy.

Pozdrawiam
/b
Opublikowano

Ale to nie koniec niespodzianek zapewne :)

Ja osobiście już rąk w ten konkurs nie mieszam (ani jury, ani wydawanie), bo z założenia miał to być prosty i spokojny konkurs, jakich w Polsce jest teraz około dwóch milionów. Niestety zamiast ruszać z konkursem od razu (i tutaj mam osobiście żal że to nie poszło ) zaczęto dobierać jury, potem jury do jury i wreszcie nad jury - a to tylko dlatego, że komuś bardzo, ale to bardzo zależało, żeby konkursu nie było. To że jest, mnie osobiście cieszy (nawet wkleiłem tam wiersze, chociaż i tego miałem nie robić), bo przynajmniej wygrał rozsądek - za rok już może być tylko lepiej.
Ale żeby jury się wydawało - to jest jakiś ewenement :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie ja decydowałam o formie konkursu ani o składzie jurorów.
ktoś inny wykonał tę pracę.

życzę wszystkim bardziej pozytywnego podejścia do inicjatywy.

Pozdrawiam
/b

Nie odwracaj kota ogonem jak p. Chlebowski ;)
Kto zaaprobował nowego jurora poza Tobą?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Tzn. konkurs jest zajebisty i rozwinął się lepiej, niż sądziliśmy. Wielu jest chętnych i to dobrze. Ale to nie znaczy, że mamy być bezkrytyczni po każdych dziwnych ruchach :]
Opublikowano

Pancolek - właśnie na początku miało być max 5 osób w jury, ale zaczęły się dyskusje, że za mało itd. Więc się powiększyło;) No, ja też uważam, że to zbyt dużo, ale cóż...
Beacie należy się dobre słowo, że się wzięła za sprawy organizacyjno-informacyjne.

Trochę szkoda, że osoby z jury, które biorą udział w konkursie (o ile są takie) nie wklejają wierszy do działu utworzonego specjalnie na tę potrzebę, żeby było jasne kto i co prezentuje, tylko gdzieś tam prywatnie do angella, który wraz z kimś tam będzie wybierał spośród jury, nie wiem, chyba dwóch autorów. Z tym jest trochę zawalona sprawa, moim zdaniem.

Ja osobiście nie biorę udziału w konkursie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie ja decydowałam o formie konkursu ani o składzie jurorów.
ktoś inny wykonał tę pracę.

życzę wszystkim bardziej pozytywnego podejścia do inicjatywy.

Pozdrawiam
/b

Nie odwracaj kota ogonem jak p. Chlebowski ;)
Kto zaaprobował nowego jurora poza Tobą?


Więc nie o skład tu chodzi ale o jednego jurora. Co masz przeciw Wiktorowi Bukowskiemu?
tak, zaproponowałam go, Angello zaaprobował. w czym problem?
Spoko, jak ktoś jeszcze zrezygnuje będzie jedno miejsce wolne. osobiście uważam, że im szersze jury, tym bardziej obiektywna ocena. Co do oceny naszych wierszy, to co ma być, to będzie. nie zamierzam tu robić problemów.

czy już wszystko jasne ?
takie dyskusje powinny mieć miejsce dwa miesiące temu, a nie teraz, bo teraz to mają wyłącznie znamiona dywersji.

czy ja już mogę spokojnie wyjechać?

pozdrawiam :)
/b
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Nie odwracaj kota ogonem jak p. Chlebowski ;)
Kto zaaprobował nowego jurora poza Tobą?


Więc nie o skład tu chodzi ale o jednego jurora. Co masz przeciw Wiktorowi Bukowskiemu?
tak, zaproponowałam go, Angello zaaprobował. w czym problem?
Spoko, jak ktoś jeszcze zrezygnuje będzie jedno miejsce wolne. osobiście uważam, że im szersze jury, tym bardziej obiektywna ocena. Co do oceny naszych wierszy, to co ma być, to będzie. nie zamierzam tu robić problemów.

czy już wszystko jasne ?
takie dyskusje powinny mieć miejsce dwa miesiące temu, a nie teraz, bo teraz to mają wyłącznie znamiona dywersji.

czy ja już mogę spokojnie wyjechać?

pozdrawiam :)
/b

Angello jest w jury? Dwa miesiące temu to był czas przed konkursem, teraz konkurs trwa. Takie zmiany są absurdalne i kompromitują jego wartość, po prostu. Śledziłaś kiedyś jak odbywają się konkursy ogólnopolskie?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



U Angello nic nie zginie: On tu jest chyba najbardziej bezstronną jednostką. Wysyłaj, bez problemu ;)
Nie chodzi o to czy zginie czy nie. Jako juror od samego początku nie miałem zamiaru brać udziału w konkursie. Chodzi o przejrzystość. Wiersze jurorów też powinny być "na widoku" dla ogółu, żeby każdy mógł sobie skonfrontować czy dobre zostały wybrane czy nie, tak jak każdy użytkownik będzie mógł ocenić nasz/jurorów wybór.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



U Angello nic nie zginie: On tu jest chyba najbardziej bezstronną jednostką. Wysyłaj, bez problemu ;)
Nie chodzi o to czy zginie czy nie. Jako juror od samego początku nie miałem zamiaru brać udziału w konkursie. Chodzi o przejrzystość. Wiersze jurorów też powinny być "na widoku" dla ogółu, żeby każdy mógł sobie skonfrontować czy dobre zostały wybrane czy nie, tak jak każdy użytkownik będzie mógł ocenić nasz/jurorów wybór.

Chyba Angello ma podobną koncepcję co Ty, Tomek. Jest wątek w okolicach konkursowych. Zerknij

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=104561#dol
Opublikowano

przepraszam bardzo ale widzę że o mnie tu mowa
ja się do nigdzie na siłę nie pchałem, tak jakoś wyszło, jeżeli ktoś się nie zgadza, w bezsensowny sposób przekręcając co_kolwiek to kij mu w przysłowiowe oko,
niniejszym oświadczam swoją bezstronność co do kąśliwych komentarzy samego pucolka

amen.

i przyżekam na święty krzyż że w ocenie swojej będę jak Salomon sprawiedliwy

chociaż nie o to tutaj chodzi

pozdrawiam serdecznie zainteresowane strony

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nie chodzi o to czy zginie czy nie. Jako juror od samego początku nie miałem zamiaru brać udziału w konkursie. Chodzi o przejrzystość. Wiersze jurorów też powinny być "na widoku" dla ogółu, żeby każdy mógł sobie skonfrontować czy dobre zostały wybrane czy nie, tak jak każdy użytkownik będzie mógł ocenić nasz/jurorów wybór.

Chyba Angello ma podobną koncepcję co Ty, Tomek. Jest wątek w okolicach konkursowych. Zerknij

www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=104561#dol
O widzisz pojawiły się wczoraj.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Wiechu J. K. taka na odległość rzęs

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Wiechu J. K. Każdy z nas ma jakieś "gdzieś gdzie jeszcze nie był a bardzo chce" Pozdrawiam serdecznie 
    • @Wiechu J. K. zielsko anielsko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @aff dziękuję Agatko  Twoje słowa są niezwykle budujące

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...