Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

bawmy się – jutro będzie wojna
już jutro stać nas będzie na gest
jutro będziemy mogli uciekać
wygodnie przeskakiwać rowy

jest powód do radości – świętujmy
czas wykreuje nas na bohaterów
będziemy mogli denuncjować przyjaciół
wreszcie będziemy mogli się bać

tak spokojnie – jak nigdy dotąd

Opublikowano

wiersz ma głębokie przesłanie niby jest prosty ale jednak zagmatwany, gdyż już 2 raz czytam. Mam jedno ale nie pasuje mi ten donos na przyjaciół moze tajne oskarżenie, gdyż to zaprzecza wiary w przyjaźń i jej sens , ale to tylko moja sugestia

wiersz podoba się

serdecznie

be

Opublikowano

Szyderczo - groteskowa treść, nie śmiech to
raczej gorzki chichot, historia lubi się powtarzać
- rechocząc.
Myślę, że tekst wiersza wymaga czegoś, co nada
mu więcej płynności. Nie wiem - jak.
Serdecznie pozdrawiam
- baba

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Świetny Michale. Jakby czas pokoju nie dawał możliwości do ujawnienia prawdy o nas. Jakby potrzebna była wojna by ochrzcić się mianem bohatera. Bo o czym może mówić pokolenie 30. Nasz strach jakby nieuzasadniony, bezpodstawny, banalny. Trzeba nam przeżyć by móc wyrazić życie. Michale jak dla mnie jeden z twoich lepszych. Dzięki za możliwość czytania. Pozdrawiam.
Opublikowano

czuję dużo sarkazmu w tej "radości", nawet może "złośliwej" ironii...wskazanie, że radość z tego, co opisane w wierszu (powody), jest pozbawione sensu...to raczej podłość (np. denuncjowanie przyjaciół) /może przekoloryzowałam, ale tak misie
:)
serdecznie pozdrawiam -
Krysia

Opublikowano

Z igły widły ...człowiek potrafi :), zadenuncjować, oskarżać za plecami a w twarz
się uśmiechać i udawać przyjaciela lub życzliwego bardzo zainteresowanego typu co słychać...:)))
Wiersz poprowadzony z ironią o strachu zakodowanym gdzieś nadal w naturze człowieka bez względu na komfort czy poczucie bezpieczeństwa...
Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Ostry wiersz. Niestety wojny to ludzka natura. Nikt świadomie ich nie pragnie (nikt przy zdrowych zmysłach), ale jednak nieświadomie ludzie wiecznie dążą do wojen i wywołują je. Warto o tym pamiętać w każdej chwili i uczyć się odchodzenia od wojen. Są na to sposoby.
Bardzo dobry wiersz.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @iwonaroma No i tak to czasem bywa z czasem. A niech tam sobie zostanie w wierszach.  Iwono, bardzo gustownie spięłaś słowem jak broszką, winszuję :) A huśtawka wytrzyma?
    • @Arsis    piękno, smutek, symbol,   forma graficzna - która mi się podoba    i tak zwane lśnienie (promyk - idąc za L.M.Montgomery)  
    • @Gra-Budzi-ka Oj,

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      jakie fajne! 
    • @Poezja to życie   oby perfekcyjnie zabijał ! I bezboleśnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pozdrawiam !
    • Przechodzą cicho, mając przeszklone spojrzenia. W przedpokoju. W pokoju. W noc ciemną i tkliwą. W noc majową. W pełną szumiących liści, pełną drzew, gałęzi, podziemnych korzeni.   I w tę noc podążają moje złudy, widma… Te moje odwieczne i wciąż milczące od lat pięćdziesięciu chore iluminacje.   Przepoczwarzają się. To znów nieruchomieją. Ale są. I płyną naprzeciw obłokom bez-szepnie. Albo szepczą jak wiatr na przekór milczenia. Albo stwarzają się od początku. I znowu. I wiecznie…   Dręczy mnie ta struna. Zaciska się coraz ciaśniej.   W bolesnym skowycie powolnego rozpadu.   W progu uchylonych drzwi leży zakurzone truchło jakiegoś ptaka. Szkielet obsypany piórami. I ten szkielet podobny raczej do szkieletu człowieka, lecz z białą podłużną czaszką i z otwartym w jakimś zastygłym grymasie dziobem.   I z czarnymi oczodołami niewidzącej śmierci. Tej samej, która naznaczyła spojrzenia mojej matki i ojca, kiedy ich oczy wyrastały z czarnej, błotnistej, mokrej od deszczu ziemi. Wyrastały jak kiełkujące pąki jakiejś melancholii spomiędzy kwiatów białych chryzantem.   A więc rozbił się przed wiekami ten ptak, nie-ptak.   Roztrzaskał w koszącym locie. W gazetach pisano wtedy: to było samobójstwo.   (Włodzimierz Zastawniak, 2026-05-05)      
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...