Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


I nie płakałbyś, że już nigdy ich nie dotkniesz? Że już nigdy nie będziesz czuł żadnego doznania związanego z ciałem: dotyku, zapachu, smaku, ciepła, zimna?... I że nikt Cię nie tu postrzega?
Ja bym się zapłakiwała przez całą wieczność rozdzierającej tęsknoty. Zdecydowanie wolę nie pamiętać, czym tu byłam i w jaki sposób, i niczego nie postrzegać podobnie jak istota ludzka. Ale być może po prostu jestem zbyt bardzo przywiązana do życia - może mi to przejdzie po śmierci i będę mogła spokojnie patrzeć na ból najbliższej mi osoby oraz na wszystko, czego dotykałam, przytulałam, kochałam, słuchałam, co było istotą mojego jestestwa...
Nie, na pewno tak nie będzie. Nie chcę żadnego półludzkiego życia po życiu, żadnego bycia niewidzialną. Albo z ciałem i w tym samym świecie, i z tymi samymi bliskimi, albo wcale. Zdecydowanie i stanowczo.

Pozdrawiam Cię serdecznie.

Patrzysz na sprawę bardzo praktycznie, żeby nie powiedzieć organoleptycznie. Nie mniej koncepcja życia po życiu ma wyjątkowa zaletę - możemy się tam spotkać i już zawsze ( tym razem, słowo "zawsze" ma sens) być razem. Choć, przyznam, mogłoby to być trochę uciążliwe. :)))

Pozdrawiam
  • Odpowiedzi 40
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

wiersz bardzo dobry
może i dobrze, że wywaliłeś kawę na ławę i jakoś tak uciąłeś moje inne skojarzenia
podchodziłem do tego komentarza kilka razy uznając za fajne jak mi się wydawało różnorakie skojarzenia np.

zmieniłeś ciszę w nagrobny kamień
którego kontur wiecznością krzyczy
próżne tęsknoty próżne czekanie
do świata zmarłych nowicjusz przyszedł

i dalej chłodna biel to całun

dzisiaj nie całun lecz skrzynia cieni
lub szczelna urna z popiołów garścią
każe pamiętać cichym promieniem
czym jest za życia najwyższa wartość

ale to moje równoległe dywagacje
tłumacząc obdzierasz wiersz z domysłów

serdecznie pozdrawiam Jacek

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Zajmijmy się więc wyboldowanymi fragmentami. Jak wiesz, możliwe jest uzyskanie z naszych popiołów przy pomocy technicznych sztuczek ( wys. temperatury i bardzo wys. ciśnienia ) - diamentu. Kamień jest maleńki, ułamek karata ale przyznasz, że jest wyjątkowy.
A zatem możemy być biżuterią, ozdobą i iskrzyć niepokojąco. W pewnym sensie stajemy się światłem. :)))

Założę się, że nie pomyślałaś o tym czytając pierwszą zwrotkę. Prościej i zwyczajniej tego powiedzieć nie umiem.

"Promień" w drugiej zwrotce to prosta kontynuacja z pierwszej - drobina światła i dzieci śpiące w białej pościeli. Przyznaję, zbudowana metafora jest nie do odczytania, ale pisałem tę zwrotkę bardziej dla siebie niż dla czytelnika, któremu podałem obraz ośnieżonych drzew.

Trzecia zwrotka to prosta wyliczanka, z odrobiną poezji w wersach pierwszych, ale jak już pisałem Panu Białemu, miała być do zanucenia i zatoczyć koło - odnieś się do osoby z wersu pierwszego. Te "punkty odniesienia" każdy może mieć inne, swoje własne - bez wysiłku włożonego w zrozumienie autora, wstaw to, co dla Ciebie ma znaczenie, o ile temat dzieła przemawia do Ciebie i identyfikujesz się z nim. :))
Aby przekaz był autentyczny w tak niezwykłej sytuacji w jakiej znalazł się peel, posługiwać się należy najprostszymi odniesieniami bez skomplikowanych metafor, które budziły by nieufność czytelnika. Sama bowiem okoliczność, w którą wplątał autor bohatera, jest dostatecznie niepojęta... a dobre artystycznie napięcia budujemy na kontraście.:)))




Pozdrawiamserdecznieszystkiegodobregownowymroku!

Obrona wiersza podoba mi się bardziej niż sam wiersz ;)
już tworzę inspirowana niepoprawnie i wrzucam na warsztat - zajrzysz?
Pozdrowienia :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


;-)))
No właśnie, bycie razem na zawsze bywa uciążliwe już tutaj, w krótkim życiu na ziemi, a cóż dopiero by było, gdyby ludzie mieli świadomość, że są na siebie skazani przez całą wieczność???

Poza tym, tutaj znamy ludzi w różnym wieku, ich wiek się zmienia, nasz też, a my się zmieniamy wraz z wiekiem. Jacy bylibyśmy tam, po drugiej stronie? W jakim wieku? Znane nam są również relacje między ludźmi w konkretnych różnicach wieku. A jak byłoby tam? Kim dla mnie byłoby moje dziecko? A ja - kim byłabym dla niej? W jakim "wieku" znałybyśmy się tam? (Bo w każdym wieku ludzie są nieco innymi ludźmi, oczywiście, to nie o liczbę lat chodzi). Nie chciałabym, żeby moja córeczka nagle stała się kimś innym dla mnie...

A co z ludźmi, którzy zrobili nam jakąś krzywdę? Najbliższa rodzina, która nas nie kocha? Ale inni spośród naszych bliskich, kochają tamtych? Dla przykładu: moi rodzice byli rozwiedzeni i od lat żyli w stanie permanentnej wojny, właściwie od zawsze - po prostu mieli wyjątkowo niezgodne charaktery. Nie mogą żyć blisko siebie. A ja chciałabym być blisko nich obojga. Jak to załatwić na wieczność? :-) Z kolei nie chciałabym być ciągle skazana na obcowanie z jedną z moich ciotek, ale ona była bardzo bliską osobą mojej ukochanej babci. Jak te sprawy rozwiązać na wieczną niezmienność?

No, dość na dzisiaj.
Pozdrówki.
Joa.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Najcenniejsze przy czytaniu poezji to znalezienie własnych odniesień i emocji - co nam w duszy gra. To najcenniejsza forma dialogu pomiędzy autorem a odbiorcą. Twój odczyt jest tożsamy z moim przekazem - piszemy obaj o śmierci i miłości, czyż nie?
Metafora procesu fizyko - chemicznego w zwrotce pierwszej jest nie do odczytania, wiem. Chodziło o ukazanie emocji pomiędzy peelem a jego ukochaną - on nie chce się z nią rozstać i fraza:
"zamień moją ciszę w kamień" dobrze to oddaje.


Dziękuję za pozytywną opinię. Pozdrawiam serdecznie
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


;-)))
No właśnie, bycie razem na zawsze bywa uciążliwe już tutaj, w krótkim życiu na ziemi, a cóż dopiero by było, gdyby ludzie mieli świadomość, że są na siebie skazani przez całą wieczność???

Poza tym, tutaj znamy ludzi w różnym wieku, ich wiek się zmienia, nasz też, a my się zmieniamy wraz z wiekiem. Jacy bylibyśmy tam, po drugiej stronie? W jakim wieku? Znane nam są również relacje między ludźmi w konkretnych różnicach wieku. A jak byłoby tam? Kim dla mnie byłoby moje dziecko? A ja - kim byłabym dla niej? W jakim "wieku" znałybyśmy się tam? (Bo w każdym wieku ludzie są nieco innymi ludźmi, oczywiście, to nie o liczbę lat chodzi). Nie chciałabym, żeby moja córeczka nagle stała się kimś innym dla mnie...

A co z ludźmi, którzy zrobili nam jakąś krzywdę? Najbliższa rodzina, która nas nie kocha? Ale inni spośród naszych bliskich, kochają tamtych? Dla przykładu: moi rodzice byli rozwiedzeni i od lat żyli w stanie permanentnej wojny, właściwie od zawsze - po prostu mieli wyjątkowo niezgodne charaktery. Nie mogą żyć blisko siebie. A ja chciałabym być blisko nich obojga. Jak to załatwić na wieczność? :-) Z kolei nie chciałabym być ciągle skazana na obcowanie z jedną z moich ciotek, ale ona była bardzo bliską osobą mojej ukochanej babci. Jak te sprawy rozwiązać na wieczną niezmienność?

No, dość na dzisiaj.
Pozdrówki.
Joa.

:)))))))) nie mniej jednak sam temat - życie poza życiem - jest fascynujący, nawet jeśli potraktujemy go spekulacyjnie.

Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Zajmijmy się więc wyboldowanymi fragmentami. Jak wiesz, możliwe jest uzyskanie z naszych popiołów przy pomocy technicznych sztuczek ( wys. temperatury i bardzo wys. ciśnienia ) - diamentu. Kamień jest maleńki, ułamek karata ale przyznasz, że jest wyjątkowy.
A zatem możemy być biżuterią, ozdobą i iskrzyć niepokojąco. W pewnym sensie stajemy się światłem. :)))

Założę się, że nie pomyślałaś o tym czytając pierwszą zwrotkę. Prościej i zwyczajniej tego powiedzieć nie umiem.

"Promień" w drugiej zwrotce to prosta kontynuacja z pierwszej - drobina światła i dzieci śpiące w białej pościeli. Przyznaję, zbudowana metafora jest nie do odczytania, ale pisałem tę zwrotkę bardziej dla siebie niż dla czytelnika, któremu podałem obraz ośnieżonych drzew.

Trzecia zwrotka to prosta wyliczanka, z odrobiną poezji w wersach pierwszych, ale jak już pisałem Panu Białemu, miała być do zanucenia i zatoczyć koło - odnieś się do osoby z wersu pierwszego. Te "punkty odniesienia" każdy może mieć inne, swoje własne - bez wysiłku włożonego w zrozumienie autora, wstaw to, co dla Ciebie ma znaczenie, o ile temat dzieła przemawia do Ciebie i identyfikujesz się z nim. :))
Aby przekaz był autentyczny w tak niezwykłej sytuacji w jakiej znalazł się peel, posługiwać się należy najprostszymi odniesieniami bez skomplikowanych metafor, które budziły by nieufność czytelnika. Sama bowiem okoliczność, w którą wplątał autor bohatera, jest dostatecznie niepojęta... a dobre artystycznie napięcia budujemy na kontraście.:)))




Pozdrawiamserdecznieszystkiegodobregownowymroku!

Obrona wiersza podoba mi się bardziej niż sam wiersz ;)
już tworzę inspirowana niepoprawnie i wrzucam na warsztat - zajrzysz?
Pozdrowienia :)

lecę :)))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A tak, z tym się zgadzam w pełni. :-)
Natomiast twierdzę, że człowiek po śmierci absolutnie i w każdym calu przestaje być człowiekiem, traci nie tylko ludzkie ciało, ale i ludzką świadomość. Bo gdybyśmy pozostawali "ludźmi niematerialnymi" na wieczność - byłoby nonsensem życie w świecie materialnym, rodzenie się i umieranie tutaj. Zaś życie po śmierci byłoby tak samo małostkowe i pełne problemów jak to cielesne. Sam widzisz, jakie to byłoby śmieszne. :-P
Opublikowano

Wiersze o relacjach międzyludzkich, damsko-męskich znudziły mnie jakiś czas temu. Poza różnicą stylu wszyscy piszą o tym samym, o tych samych uczuciach, myślach. Bardzo to powtarzalne, uciekłem więc ze swoimi wierszami.

Natomiast Twój utwór (choć przyjęcie, że dotyczy on relacji damsko-męskich jest pewnym naturalnym założeniem, uproszczeniem niekoniecznie prostej rzeczywistości) kompletnie mnie zaskoczył. Dawno nie czytałem nic tak świetnego. Szkoda, że nie można stawiać plusów.

Arek

Opublikowano

sprawiłeś tym wierszem, że zamyśliłam się...czy czasami pewne prawie nieuchwytne znaki nie są kartkami do mnie "stamtąd"... miłość i śmierć są wielką tajemnicą, chyba tylko w świetle wiary co nieco rozjaśnia...maleńki promyk, który umacnia...niektórzy mówią o miłości siegającej poza grób...

piękny wiersz Almare

wszystkiego, co dobre w NR :)))
Krysia

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



myślę podobnie; relacje damsko-męskie są trudne do opisania, bo można popełnić banał, albo coś znacznie gorszego - kicz.

aby wyjść zwycięsko z opisywania miłosnych perypetii, musimy użyć niebanalnej perspektywy; podobnie jak operator filmowy dobrać: obiektyw, oświetlenie, kąt patrzenia kamery i uchwycić emocjonalne koincydencje zachodzące w kadrze, by pokazać je na wielkim ekranie ku zdziwieniu i zaskoczeniu widzów: kurcze, banał! ale jak on to uchwycił. :))))))

dziękuję za przychylną ocenę

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




×
×
  • Dodaj nową pozycję...