Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jestem Tajnym Współpracownikiem Anioła. Chyba nikt z was nie sądzi, że jakiekolwiek spotkanie Środowiska może odbyć się bez permanentnej inwigilacji. Warszawa, podziemia kawiarni, nieopodal Uniwerku. Przypominacie sobie parę obściskującą się na kanapie? Nawet ta stara (za przeproszeniem) wyga, Magda Tara, niczego nie podejrzewając, zerkała tęsknie na nas. A tymczasem...
Spotkanie zaczęło się punktualnie. Około osiemnastej wkroczyła trójka organizacyjna: Marzena Obserwejszyn – dziewczyna cicha, śliczna, o radosnym spojrzeniu, ale o zupełnie nieadekwatnym nicku - cóż to za obsewejszyn, skoro nie zauważyła agentów w miłosnym uścisku?!. Tuż za nią – Krzysztof Kamil (ba! wbrew pozorom) Kurc. Młody człowiek, pragnący udowodnić przodkom właściwy wybór dwojga imion. Krzysztof Kamil (ba! wbrew pozorom) Kurc pisze od przedszkola. Jak pisze – wszyscy wiedzą. Jak wygląda – nieliczni.
Jest chłopcem o niezwykłej urodzie. Niewiele starszy od swojego sławnego imiennika KK (ba!.....)Kurc ma w sobie jasność, a w oczach- łagodność. Usiądzie przy Żubrze, żeby chłonąć tę niewiarygodnie szorstką męskość.
Tara – największe zaskoczenie wieczoru. Postać w wirtualu - o ogromnym potencjale pozytywnej energii i sposobie bycia młodej dziewczyny (ostatecznie kobiety) okazała się być osiemdziesięcioletnią, zasuszoną staruszką z burzą ciemnych loków, czarnym, farbowanym lisem wokół szyi i maleńkim moherowym berecikiem wpiętym w klapę męskiej (po mężu nieboszczyku) marynarki z lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Watowane ramiona burzyły, i tak już zachwiane, proporcje, albowiem kobieta opierała się na lasce z rączką w kształcie penisa.
Cała trójka zajęła miejsca na kanapach i wymieniała fascynujące uwagi o pogodzie. A ta, trzeba przyznać, nie była przyjazna. Padało. Rozmowę przerwało przyjście kolejnej osoby.
Dziewczyna, jak lalka, bynajmniej, nie papierowa! Po prostu Lalka z krzywą grzywką, niesfornie zaglądającą do jej niebieskiego oka. Dłonią o długich, krwistoczerwonych paznokciach wygrzebywała powyższą grzywkę erotycznym ruchem, co powodowało widoczny niepokój zebranych mężczyzn. Lalka przyniosła ze sobą rubaszny humor i Wielką Pustkę w postaci nieobecnego Znanego PoetyB, zwanego Zetpebem, który postanowił się alienować. Jest to swego rodzaju tradycja rodzinna – głęboka alienacja w dniu Świętego Mikołaja. Rodzaj ascetycznej manifestacji – performens socjopatyczny. Efekt ascezy Zetpeba przyniesie tragiczne w skutkach wydarzenie, ale wróćmy do gości.
Oxyvia, z radosnym śmiechem przywitała wszystkich, wołając od drzwi:
- Drogie dzieci, witam wszystkich, których nie znam i których znam, a że znam już wszystkich, witam całą ósemkę!
Spłoszyła ją nieco postać siedząca na schodkach, prowadzących na nieistniejącą scenę. Ale Tara, z radosnym uśmiechem otworzyła ramiona, najszerzej, jak umiała i wzruszona wyszeptała:
- Oxyvio, dziecko drogie, jesteś najbliższa memu sercu, albowiem przyszłość narodu w twoich rękach!
Zapowiedziało się jeszcze siedem osób, dotarły cztery.
A tak a' propos! Jedynie alienacja usprawiedliwia nieobecność, pozostali będą się tłumaczyć Aniołowi na priwie. A' propos Olesi Apropos – w końcu i ona dołączyła do grona. Maleńka, filigranowa Calineczka o dużych stopach w za małych pantofelkach. Calineczkę Olesię wniósł w dłoniach vacker flickan, zwany Wafelkiem, w krecikowym futerku, którego nie zdjął do końca, ukrywając pod nim pas z dwoma rewolwerami. Rewolwery to znakomita imitacja, mająca odstraszać ewentualnych zalotników.
Ewentualnym zalotnikiem, był, rzecz jasna, Żubr. Mężczyzna około czterdziestki, postawny, z bródką, niebywale adekwatną do sytuacji. Ciało pokrywało sfilcowane futerko, jak to u żubra, które najbardziej skołtuniło się w okolicach głowy, tworząc malownicze dredy. Żubr emanował męską szorstkością, co przyciągało kobiety i jedną staruszkę. Tara powtarzała, jak mantrę.
- Żubrze, zróbże minę uprzejmą, Żubrze!
- Ku....ile razy można!? - uśmiechnął się szorstko, acz po męsku.
Ostatnia dobiegła zdyszana Ania Ostrowska (kto ją tak naprawdę wie, czy Ostrowska). Dziewczyna o niezwykłej urodzie, skupieniu i powadze w jasnych oczach. Brązowe, krótkie włosy podkreślały szczupłość twarzy. Sweter w kolorach jesieni wzbudził zachwyt seniorki Tary.
- Robiłam takie w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku, ściegiem przemiennym, wypukłym!
Szły, jak woda, na Uniwerku. Pół Warszawy w nich chodziło. Dobry masz gust, córeczko - stwierdziła.
Ania nie jest poetką, pisze prozę i jest dociekliwą komentatorką. Interesuje ją proces twórczy i warsztat pisarski, jako taki. Usiłowała od dłuższego czasu przekrzyczeć rozdyskutowaną gromadę poetów.
- Powiedzcie, proszę, w którym momencie kończy się poezja, a zaczyna grafomania? I spojrzała wymownie na Tarę.
Po krótkiej chwili pytanie trafiło w Żubra, poety skromnego, płodnego, błądzącego po manowcach.
- Pisałem niedawno, Anno, pracę: "Różnice między grafomanią a grafologią w postępie geometrycznym". W wyniku wydziałowej dyskusji, wyodrębnione i określone zostało nowe pojęcie, a mianowicie: grafomagia, którą ku...ku...ku...blueee!
- Kultywuje Magda Tara - Tara wyręczyła chłopca i strzeliła go w plecy, gdyż jednoczesne picie piwa i gadanie kończy się często zachłyśnięciem.
- Dziękuję - zrobił minę uprzejmą Żubr.
I w tym momencie Olesia Apropos Calineczka pisnęła:
- Poszłabym do kibelka, mam mokre pantofelki...

Olesia zamoczyła pantofelki, wracając z bufetu. Woda, wydostająca się spod drzwi damskiej toalety, sięgała olesinych stóp. Wafel w tym czasie zażarcie dyskutował z KKK o wyższości krótkiej formy nad prozą poetycką. Nie doszli do porozumienia. Damska toaleta została zamknięta. Ogólnodostępne gumofilce, używane w trudnych dla lokalu przypadkach, stały nieużyteczne, gdyż woda w damskiej toalecie sięgała kolan.
Tara wpadła na świetny pomysł.
- Olesiu, dziecko, idź skorzystaj z męskiej toalety. Postawimy Żubra i KKK do pilnowania drzwi, a Wafelek cię przeniesie.
Olesia pokryła się rumieńcem na samą myśl o męskiej toalecie. Rumieniła się, rumieniła, aż w końcowej fazie rumienienia huknęła głosem, którego nikt się nie spodziewał:
- Wafel, nastaw dłonie! Skaczę! Żubrze, KK, czy jak ci tam...biegiem!
Dopadli drzwi męskiej. Olesia zeskoczyła ze złożonych w łódeczkę dłoni Wafla, chłopcy zaparli się, tworząc łańcuch pomocy w przypadkach nagłych.
Gdy wrócili, Olesia długo milczała. Nikt nie mógł z niej wydobyć, co się wydarzyło w męskiej toalecie. W końcu spojrzała z rozpaczą na Oxyvię i cichutko szepnęła:
- Wiesz, tam biegają gołe kobiety. Jak mnie zobaczyły zamarły na ścianach w pozycjach erotycznych.
- Bardzo erotycznych? - Oxy nie była nigdy w męskim wc z gołymi kobietami.
- Bardzo...dosyć...bardzo - szeptała Olesia ze łzami w oczach.
Tara pogłaskała ją po głowie i powiedziała:
- Wiesz, pracowałam swego czasu w banku. Tam to dopiero kobiety zalegały ściany. To był
bank nasienia.
- A może ktoś opowie jakiś dowcip? - Ania Ostrowska próbowała odwrócić uwagę dziewczyny od drażliwego tematu.
- Niech Żubr opowie o bułeczce i pączku - Olesia poczuła się wyraźnie bezpieczniej na znajomym terenie.
- No dobra. Jedzie tramwaj... - zaczął Żubr.
Wszyscy ryknęli śmiechem, a Tara nagle przypomniała sobie, że miała być dzisiaj w pobliskim kościele, albowiem zamówiła mszę w intencji Środowiska.
- Żubr, opowiadaj baardzo wolno. Sprawdzę, jak tam msza i zaraz wracam - złapała laskę i nad wyraz lekko (zważywszy, że nie była najmłodsza) wybiegła z sali.
Tymczasem Żubr rozciągał dowcip w nieskończoność. Olesia kiwała głową, jakby nadawała rytm jego opowiadaniu. Słuchacze gubili wątek i zaczynali się ślinić, patrząc, jak dziewczyna gryzie zapamiętale cytrynę, wyciągniętą z piwa i oblizuje majestatycznie drobne paluszki umazane kwaśnym sokiem. Tara zdążyła wrócić na finał dowcipu, ale nie rozśmieszył jej, gdyż nie śledziła rozwoju akcji i pogubiła się w fabule. Żubr obiecał, że przy najbliższej okazji opowie tę historię raz jeszcze. Olesia zobligowała się, że mu przypomni.
Nagle, uwagę wszystkich odwróciło wydarzenie z pogranicza magii, czarów, czy czegoś w tym rodzaju. Pod sufitem, w kłębach dymu z papierosów, niczym na wygodnym posłaniu, leżała tajemnicza postać. Jakież było zdumienie Lalki, gdy rozpoznała wyalienowanego Zetpeba.
- Zetpeb! - wrzasnęła. Co ty tam robisz, do cholery! Ty nas monitorujesz! To ma być alienacja?! To się nazywa perfidne szpiegostwo! Wylecisz ze Środowiska, zobaczysz!
Tara, z zachwytu niezwykłością sytuacji, przestała machać wachlarzem - pamiątką z Hiszpanii, co spowodowało nagły odpływ dymu spod wyalienowanego ZnanegoPoetyB i jego duch runął na dół, wprost na głowę staruszki, zrywając jej piękne loki. Okazało się bowiem, że był to misternie wydziergany berecik - na tyle misternie, że nikt nie zauważył różnicy.
Tara, zakłopotana w granicach normy, wycelowała laskę, zakończoną rączką w kształcie penisa w winowajcę i teatralnym szeptem wysyczała:
- Zetpeb, przeklinam cię! Won ze Środowiska! Chyba, że przestaniesz się alienować?!
I w tym momencie zadzwonił telefon, a Poeta zniknął.
- To mój dzwoni! - krzyknęła Lalka. Zetpeb, to ty? Gdzie cię nosi, do diabła! Siedź na tyłku i weź się za pisanie wierszy. Dostałeś warunek, nie masz wyjścia, bo cię wyalienują definitywnie i nieodwołalnie!
Telefon Lalki rozładował atmosferę. Wszyscy odetchnęli.
Gdy spotkanie dobiegało końca, w drzwiach stanął funkcjonariusz, uginając się pod ciężarem wielkiego pakunku.
- A co babcia tu robi? - zwrócił się do Tary ze źle zamaskowanym zgorszeniem.
- Integruję się, dziecko. A co ty tu przyniosłeś? Gitarę?
- Znaleźliśmy to na peronie, na Centralnym, ktoś wywalił pudło przez okno, z tym adresem i nazwiskiem babci. Więc przyniosłem. Otworzyć? Ale nie mam czym. Może ktoś ma wytrych?
- Ja mam ostrogi przy kowbojkach - pochwalił się KKK i zadzwonił ostrogami. Po czym zgrabnie wykręcił stopę i otworzył pudło.
Ze środka wysunęło się ciało długowłosego, na oko - piętnastoletniego chłopaka.
- Mam żonę - rozwiał wątpliwości i znieruchomiał.
- Znieruchomiał - zauważył Żubr z twarzą wolną od wszelkiego grymasu...

to jeszcze nie koniec

- Oddycha? - strach siał spustoszenie w spojrzeniu Wafla - coś mi to ciało przypomina. Czekajcie, spionizuję je wizualnie.
- Mi też - szepnęła zawstydzona Olesia, patrząc na tylne partie chłopaka, te w spodniach.
Oxyvia podeszła zdecydowanym krokiem, pochyliła się nad ciałem i powiedziała:
- Mam wieloletnie doświadczenie z młodzieżą. Chłopcze, proszę natychmiast wstać! Wstań! Dzienniczek i do kąta!
- On jest, poniekąd, w kącie. Płaszczyzna ściany tworzy z płaszczyzną sceny kąt rozwarty - zauważył analitycznie Żubr.
- Chłopcze, wstań, bo zawołam pana Kazia od wuefu, a wiesz, że z nim nie ma żartów - rozpędziła się Oxyvia, chociaż jej mina wyrażała nieoczekiwaną bezradność wobec uporu leżącego nieznajomego.
- Może sprawdźmy, czy oddycha - przytomnie zaproponowała Ania Ostrowska, podeszła do ciała i przyłożyła do ust lusterczko powiedz przecie - może on, po prostu, śpi?
- Zrobię mu usta-usta - Tara ruszyła do chłopaka, postukując laską.
Głowa uchyliła powiekę, sprawdzając, która z pięknych kobiet spełni marzenie właściciela głowy.
Gdy chłopak zobaczył nad sobą rączkę laski staruszki, zerwał się na równe nogi.
- Ukradli mi gitarę! - wrzasnął i zaczął szlochać - w Warszawie! w pociągu z Krakowa!
- Nesskafe Miseczka! - zgodnym chórem zawołali zebrani.
- Opowiedz, chłopcze, jak to było - zachęcała Oxyvia zawodowo słodkim, pełnym współczucia głosem. Ale najpierw wytrzyj nos.
- Nie ma chustek. Nieprofesjonalny kretyn! Poeta musi mieć chustki - Żubr zrobił minę, bynajmniej, nie uprzejmą.
- To jakaś zasada? Imperatyw? - kontynuowała swoją pasję poznawczą warsztatu poetyckiego Ania Ostrowska.
- Jak poeta czyta swój wiersz, a na sali są laski, a laski zawsze są na sali, to zaczynają ryczeć i nieestetycznie leci im z nosa - Żubr zrobił minę pt. wiem coś o tym.
- Wiesz coś o tym? - Ania patrzyła z uwielbieniem na mówiącego.
- Przestańcie z tymi chustkami! Czy ktoś mnie w końcu wysłucha? U k r a d l i mi gitarę! w Warszawie! - zaczął tupać zaryczany młodzieniec.
- Ty, Nesskafe! uspokój się! Dobrze, że żona cię nie widzi! Weź się ogarnij! - z niesmakiem zauważył KKK.
- Dajcie mu piwa! - Tara wiedziała, jak wyciszyć mężczyznę i podała mu kufel żubra.
- No, opowiadaj! - Marzena Obserwejszyn wystawiła głowę zza oparcia kanapy i wszyscy nagle przypomnieli sobie o jej istnieniu.
- Marzena! A co ty tu robisz? Kiedy przyszłaś? - pytały dziewczyny.
- Jestem od jakichś pięciu godzin.
- Taak? To miłe - uprzejmie zauważyła Ania Ostrowska, gdyż uprzejmość była wiodącą cechą jej charakteru.
- No, dawaj, chłopaku, co z tą gitarą? - Tara kochała muzykę, a jeszcze bardziej muzyków. Kilku przewinęło się przez jej życie erotyczne. Gitarzystów również.
- No więc... - zaczął Nesskafe.
- Nie zaczyna się zdania od "no więc"! - obruszyła się Oxyvia zawodowo.
- Właśnie! - Olesia zawtórowała cienko, acz stanowczo - uczyli mnie tego na Uniwerku!
- Jeszcze raz, chłopcze! Proszę, zaczynaj! - Oxyvia przysunęła do siebie serwetkę, wyjęła słomkę ze szklanki po piwie i zrobiła gest oczekiwania, jak przed wystawieniem oceny z odpowiedzi.
- Wracałem z Krakowa. A żona mi ciągle powtarzała: "nigdy nie bierz cukierków w pociągu od obcych, Nessa!".
- To po to pojechałeś do Krakowa? Żeby żreć cukierki w pociągu?! - brak logiki wybił Żubra z zadumy.
- Pojechałem do M. Krzywaka, pomyliły mi się daty, nikogo nie zastałem i postanowiłem zdążyć na spotkanie do Warszawy.
- I zdążyłeś, witaj, chłopcze! - dym i atmosfera upajały Tarę coraz intensywniej.
- Siedziałem sam w przedziale, grałem sobie Nie przenoście nam stolicy do Krakowa, nucąc cichutko. Nagle weszło dwóch i spytało: "te, koleś, coś ci nie pasi? co masz do stolicy? chcesz cukerka? ". Chciałem, bo mi zaschło w gardle od tego śpiewania. To mi dali.
- Pomyśleli pewnie, że jesteś głodny, wyglądasz na głodnego. Ja zawsze tak wyglądam - ze znawstwem wtrąciła Olesia.
Zapadła cisza.
- No, dalej, póki co, odpowiedź na trzy z dwoma - zawołał wieloletni profesjonalizm Oxyvii.
- Nie ma "dalej". Ocknąłem się i zobaczyłem nad sobą twarz staruszki, a resztę już znacie - o kurwa! Jak ja się pokażę w domu bez gitary! - rozszlochał się od nowa.
To już zaczynało być nudne.
- To już zaczyna być nudne - wykrztusił Żubr i ... wszyscy się rozeszli.

koniec





www.poezja.org/debiuty/viewtopic.php?id=102925

Opublikowano

I milczeć źle i odezwać się głupio :) Nie będę się narażać więc na razie tylko o sobie. Tamaro Te! Strach pomyśleć co jeszcze agentom wpadło w oko i w ucho; nawet już po tym jak nas opuścili, pewnie zostawili pluskiewki, co?
A'propos "kto ją tak naprawdę wie". NIKT! Nikt nie wie - i niech tak zostanie! Słyszysz? Za niezwykłą urodę dziękuję, szkoda, że pewien szczególny mężczyzna tego nie słyszy. Spodobać się kobiecie - ho! Ho! Wcale nie szkodzi, że osiemdziesięcioletniej. Sweter okresowo mogę wymieniać na lisa. Z grafomanią wszystko Ci się pokręciło, na przyszłość, Aniele, bardziej uważaj na tyskie przy żubrze - pozdrawiam i do następnego razu - Ania Ostrowska

Opublikowano

Oświadczenie.
W związku z zaistniałą sytuacją zmuszony jestem już na wstępie zaznaczyć, że wszystkie opisane przez Agenta wydarzenia i osoby są prawdziwe a mój brak świadomość przebiegu spotkania spowodowany jest pomrocznością jasną ewentualnie niejasnością (zasłona dymna) panującą w pomieszczeniu.
Wszystkim żywotnie zainteresowanym swoją obecnością w raporcie sugeruję niezwłoczne udanie się do najbliższej nocnej kancelarii prawnej w celu pozyskania Adwokata ( może być bez jajek).
Krzysztof Konrad Kurc
P.S.
Żadne stworzenie żywe nie ucierpiało podczas spotkania.

Opublikowano

Gdyby wydano mnie w ręce Ynkwizycji, chciałabym, żebyś to Ty spisywała paragrafy - łamana kołem wykrzyczałabym kapturom;
Tak!
Tak!
A jak!
Kocham czarownicę!
Kocham Tarę!
I nie mogę przestać myśleć... o Jej lasce!
;D!

pisz, Magda, nie przestawaj, cholero :)))
kaśka.

Opublikowano

cholera, ze tak powiem, jako ta nieosiemdziesięcioletnia ale zawsze... czytalam z otwartymi ustami, czyli z rozdizawioną gembom, bo tak lepiej wchodzą
słowa
zafascynowałam się w tym, w tej..
no, atmosferze spotkania, i baaardzo żałuję, że nie mogłam zrobić usta-usta Messalinowi, hihi
Tamaro, jesteś pełna niespodzianek, kocham cie ;)))
nie pomyśl sobie ze cośtam, a fe:P

a zdjęcia bedom?
cmook

Opublikowano
dr Jekyll i pani Hyde wyszła na jaw
zza stołowej nogi, spod dywanu wysunęła oczko
zabranym na przywitanie udzieliła reanimacji uśmiechem

papieros cygarem nie trąci sąsiada z lewa
z prawa piją mocne trunki przegryzając rozmową
o tym i tamtej poezji

wiersze się piszą same na sali balowej
na kartce papieru notuje ktoś akty i fakty
z życia Warszawy


taki tam ode mnie:)

TT jak Audi:)) solidne, charakterystyczne, o świetnej linii dialogu
dialog sprawozdawczy w najwyższym wydaniu
pozdrawiam
r
Opublikowano

Magda! Faktycznie jesteś czarownicą!
Tamaro Te! jesteś moją kokainą!
Bo jak wytłumaczyć fakt, że za każdym razem, kiedy przechodzę obok kompa to nie mogę się powstrzymać, tylko MUSZĘ! Kurtka! MUSZĘ, przeczytać Twoje sprawozdanko?
Od śmiechu całkiem już ochrypłam i porobiły mi się zajady.
Smutno mi się robi dopiero, kiedy czytam KONIEC.
Pocieszam się, że po tym końcu nastąpi SZYBKO początek.
Nie mogę się doczekać!

Buziaki, takie soczyste, prosto z krzaka!
:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

Opublikowano

Normalnie "Madzia w Krainie Czarów"! ;-D
Czuję się, jakbym była śniona przez czarowną Czarowniczkę! Razem z kilkoma innymi osobami z cyganerii poetyckiej, które też nie są w tym śnie sobą, ale za to jaki mają urok baśniowy! W dodatku pojawili się nawet Nieobecni!
A nowy komentator MARZKOB doskonale parodiuje podwójne osobowości niektórych sklonowanych poetów Orga, zwłaszcza Zetki. ;-)))))
Buziaki, Magdo z Tamaryszku! :-*** :-)

Opublikowano

No to pora na odpowiedzi!

Aniu Ostrowska - z tego zaskoczenia zwiędł był Twój znany krytycyzm, który, skądinąd, kocham i
nie poprawiłaś błędów, których było bez liku i pewnie są, również po korekcie. :) Ale czuję pod skórą, że nie jesteś nieusatysfakcjonowana. Dziękuję.


Oxyvio - wiesz doskonale, że wiedźma wiedźmie - siostrą - ;D dziękuję za użyczenie nicku i
Osobowości.

Magdo Taro - hmmm...

KrzychuK(ba! wbrew pozorom)Kurc - wypijemy tego Adwokata niebawem! obiecuję :D z jajem!

Kaśka - haha! trafiłam w twoje klimaciki :* mniam! oj, poobracałabym ja cię na rożnie! Dzięki!

Stasieńko - a co tam! że coś tam! miłość jest wszechogarniająca! i spada szałem jak, duch wyalienowanego, za przeproszeniem, bubaka - niespodziewanie i w najmniej oczekiwanym momencie! kochaj mnie, a co! dzięki :*

PanieB. - kocham cię za ten wiersz miłością zwierzęcą (gatunek do wyboru), wiersz godny adresatki(tek) i jej opowiadania. dziękuję najpiękniej, jak umiem......nie wiem co lepsze, cholerka! dobra! przybij piątkę! buziak!

MARZKOB - jesteś moją kokainą śpiewa Soyka - trafiłaś! rozpłakałam się tym soyką...
dziękuję MARZcilos! i czekam na ciebie, kochana :* teraz Ty!!!!!


No a teraz najtrudniejsze! podpis :(((((((((
TaMara Te, albo
Tara MaTe, albo
TaMara Te, albo po prostu
Magda Tara

za dwunickowość przepraszam, ale konwencja...jest konwencja!

Opublikowano

Tamaro, skąd Ty przybywasz?! Piszesz z niezwykłym polotem a ja Cię tu widzę po raz pierwszy.
Dziewczyno, jesteś niezła, zaprawdę powiadam Ci. Ten Twój styl osłabia moje śluby i przyrzeczenia. Wprowadza mnie w uliczkę zachwytu wybrukowaną pięknymi słowami i wartkim prześmiewczym stylem, który bardzo lubiem. Bądź pozdrowiona i pisz, pisz więcej... Jezusie Nazareński a skąd ONA się wzięła?!

Opublikowano

Magda, to Ty... teraz doczytałem do końca... ale metamorfoza... jestem pod wielkim wrażeniem.
Siedzi w Tobie Janioł i gra w karty z Lucyperem. Ło matko i córko... dobraś Ty, oj dobraś...
Miękkim w pęcinach, jak siny nos pod spożyw- Chuck'iem. Bądźże pochwalona.

Opublikowano

Dobrze, że przeczytałammm! Tamaro! Brawo! Wprawdzie się nie śmieję, bo mi smutno tak "po całości", ale druga część, zwłaszcza z duchem Bubaka i przystojną przesyłką w futerale....cudko! Taro, ożeń się ze mną! Kocham Cię, Para dla Tary! Mniam, mniam! Kiedy umrę, zamawiam u Ciebie biografię! Co tam, niech rodzina buli:)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



:D
jak się z Tobą ożenię to ja będę Twoją rodziną, dostaniesz biografię za darmo! już Ci mówiłam, że
masz mnie...tak? :D i to jak! poczytaj to parę razy, uśmiechniesz się - obiecuję, ja też tu przychodzę, jak po terapię śmiechem (też mam dzień bez uśmiechu)
dzięki, Paruniu i uszy do góry, a drzewa są po to, żeby je kochać i wtulać się w nie!
pamiętaj
:*

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszek Piotr Laskowski Napisz coś w formie wiersza, może będzie łatwiej. Dzięki za wpis. Pozdrawiam. @Waldemar_Talar_Talar Zobaczymy, albo nie, jak piszesz. Pozdrawiam. 
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Aleksandria (Akurat w Bizancji) Nagle noc stała się zimniejsza. Bóg miłości do odejścia gotuje się; Aleksandry dusza na ich ramionach lżejsza, Gdy prześlizgują się między strażnikami serc. Karmiąc się jedynie prostotą czaru, Wychodzą w światło, w bezkształt się splatają w śnie mym I, promienni ponad najhojniejszą ludzką miarę, Wstępują w tłum głosów i win. To nie żaden trik, to zmysły cię zawodzą, Przelotny sen to, poranek położy kres, gdzie jego szlak – Pożegnaj się, bo Aleksandra odchodzi, Zażegnaj ból, że Aleksandry brak. Chociaż śpi w twej pościeli świątyniach, Choć co dzień pocałunkiem budzi cię, Nie mów, że chwilę tę sobie wyobraziła, Nie uciekaj się do wymówki tej. Przecież tak długo gotowałeś się na tę okazję, Podejdź prosto do okna. Światłem obmyj twarz. Gra muzyka. Aleksandra śmieje się łez spazmem, Twe zobowiązania znów w zasięgu ręki masz. A ty, który miałeś honor spędzić z nią wieczór, I dzięki temu odzyskałeś honor swój – Pożegnaj się, Aleksandra już odchodzi w wieczność, Zażegnaj łzy, bo Aleksandrę woła Bóg. Chociaż spała na twej pościeli ruinach, Choć co dzień pocałunkiem budziła cię, Nie mów, że tę chwilę sobie uroiła, Nie zniżaj się do wymówki złej. Tak długo szykowałeś się na tę okoliczność, Podejdź do okna. Światło? W twarz spójrz mu. Muzyka jak sen. Aleksandra się śmieje prześlicznie, Twe pierwsze śluby znów namacalne, tu. Od dawna wiesz, że tak się właśnie stanie – Zawsze byłeś kapitanem planów, co rozbiły się w pył – Więc nie uciekaj w tanie „tak, ale”, Co „dlaczego” i „więc” zakłóca rytm. Od dawna wiedziałeś, że tak się właśnie stanie; Zawsze byłeś kapitanem planów, co się rozsypały w proch – Więc nie bądź jak ci z liniowca Titanic Zbiegowie, co kryli się na samą myśl o „jak” i „bo”. A ty, któremu szyki plątał nonsensowny sens, któremu kod złamano, przekreślono krzyż – Zażegnać już teraz nie możesz nic, więc – Przeżegnaj się, bo Aleksandra martwa jest. Noc staje się coraz zimniejsza. Bóg miłości odszedł do pieleszy swych, Lecz Aleksandry dusza pod ich ciężarem stała się lżejsza: Już prześlizgnęła się pomiędzy strażników rzeki – Στυξ ------------------------------ ## Ich atme Gesang Sprawiasz, że śpiewam By zapomnieć świata pleśń Sprawiasz, że śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Pozwalasz śpiewać, śpiewać Mu Odkąd rzeka odpłynęła do swych spraw Dajesz mi śpiewać, śpiewać wciąż tu Z mego marnego kopczyka sław Wciąż śpiewam, śpiewam ci Nawet jeśli przeminął świat Sprawiasz, że śpiewam – Śpiewam tę samą pieśń od stu lat Sprawiasz, że śpiewam - Alleluja, mój jedyny hymn Sprawiasz, że śpiewam Jak więzień swój ostatni Rym To dzięki tobie śpiewam – Nawet gdy wieści złe, I ciągle śpiewam Jedyną, jaką miałem, pieśń Sprawiasz, że śpiewam Odkąd rzeka umarła mi... Sprawiasz, że śpiewam, By zapomnieć na parę chwil Śpiewam, śpiewam, śpiewam ci! Ty sprawiasz, że śpiewam, o Signore, Alleluja, mój jedyny hymn Fac me hymnum tuum canere W tej Wieży Pieśni, tym więzieniu mym... Dajesz mi śpiew, więc śpiewam, Choć się skończył świat – Życie to śpiew, i śpiewam wam; Przenoszę swój głos jak wojnę wśród lat Wciąż śpiewam, śpiewam ci Choć pełen dziur ten świat Noszę dumnie głos swój pełen łat Wciąż śpiewam, śpiewam ci, Choć mi prawie wiek pękł – Wnoszę dumnie swój głos pełen łat Na jedno z niższych Wieży piętr A ty – dajesz mi śpiewać, śpiewać mi Śpiewać ci... Ich atme Gesang – Für Dich. ------------------------------ ## Canto I (Alleluja) Słyszałem, że był taki sekretny akord, co go Dawid grał, I cieszył się Pan, i w głos się śmiał Ale dla ciebie muzyka to jak nic. Tylko zgaduję... To idzie tak: kwarta, kwinta [chór], Zapaść w mol, uniesienie w dur Zagubiony król komponuje swoje „Alleluja”... [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 2] Może miałaś wiary moc, lecz tylko Tomasz mógł przekonać cię, Zobaczyłaś, jak w słońcu kąpie członki wszystkie swe Jego piękno i księżyca blask w trans się sublimują... Przywiązał cię do krzesła tam, gdzie stoisz ty, Połamał ci tron, kłaki wyrwał ci A z Twoich ust wyrwał umęczone Alleluja [Refren] Alleluja, Halleluja Alleluja, Halleluja [Zwrotka 3] Mówisz, że splugawiłem imię Twe, Ja nawet przecież nie wiem, z czym je się je, A nawet jeśli wiem, to co cię tak denerwuje? W każdym Słowie jest Światła blask, Nawet jeśli śpiewano w ten czarny czas Nie Przeczyste, ale pokalane Alleluja... [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Zwrotka 4] Robiłem, co mogłem, lecz nie ukończyła mi się żadna rzecz Nie czułem nic, więc chciałem dotknąć jądra treść Prawdę mówię, nic nie konfabuluję... I chociaż wszystko na opak wyszło mi, Stanę z czołem otwartym przed Panem pieśni, i Język mój będzie śpiewać tylko: Alleluja! [Refren] Alleluja, Alleluja Alleluja, Alleluja [Outro] Alleluja, Alleluja Kochanie moje, ja już byłam tu, Ten pokój znam. Tu kładłam się do snu. Kiedyś byłam sama, jak trzeba, znów spróbuję... Widziałam Twój sztandar tam, gdzie Zwycięstwa Łuk Miłość to nie marsz chwały, lecz walka z wiatrakami złud, To zimne, zesztywniałe, strzaskane Alleluja Był czas, kiedy dawałaś mi znać Co tak naprawdę dzieje się w ciemnym gąszczu spraw, Lecz teraz mi już nic nie pokazujesz... Czy pamiętasz – kiedy jak klacz dosiadłem cię, Świętej Gołębicy też dał się słyszeć śpiew, A każdy nasz oddech był jak Alleluja! Może jest Bóg, tam na górze gdzieś, Ale miłość tylko jednej rzeczy nauczyła mnie – Strzelać do każdego, kto cię dubluje... I to, co słyszysz co noc, to nie miłosny spazm, Nie ktoś, kto nagle ujrzał światła blask – To skalane, sponiewierane, unicestwione Alleluja... ירומם, יתקדש שמך יישלל מכבודו, יעונה לצורה אנושית זו למרות שמיliion נרות dólują אין נחמה בשעת הרעה האם אתה רוצה שהיא תהיה חשוכה יותר? השטן אומר... אני מברך אותך! ------------------------------ ## Niegrzeczny żołnierzyk Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, wisi już na włosku cienkim jak drut „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl nieco staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego ócz (ucz się, ucz...) „Nigdy nie zobaczę twarzy jak twój nos, przez świetlne lata gości, co tu nie zagościli wciąż. I nigdy więcej, jak, o taki, gnat w zapasy siłuje się albo w miłość zieloną gra”. I wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi jednym haustem wypił czas. Teraz, Pan tego krajobrazu, stał tak, żeby widok mieć Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał pieć (bez względu na wróbla płeć). Skinęła na strażnika, co na straży stał jego pobożnej inklinacji. I Powiedziała: „Zrobię ci rozkrok tam, gdzie akurat mam krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować jej orgię w holu, gdzie lustra ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc Zorientowała się na jego orientalizujący umysłu stan I alibi, co ma kształt jądr orgiastycznych pomroków, co kryją jego styl ponad stan (choć on nie ma tajemnic dlań) Przeprojektowała plan na jego Madonnę (brudny blond) i zbiory vintage'owo niewinnych win (nie dla pań!) „Ten monumentalnie mentalny Neverland jest zajmowany i przeze mnie cum mnie i mój klan”. Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie przystanek kończy bieg, Powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nigdy nie wróci”. Nie Zabrała jego tawerniany parlament, czapkę, zarozumiały taniec (nie zrozumiesz mnie) Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk (bierze głodem mój sen). Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się (twardego gościa) grać twardo o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Podaje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wcielenie (Ino po kolana). No! Więc wielka sprawa (na lewo) doczłapała (ledwo) do (niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że pozostawi nas wszystkich tak pustymi i pustynnie niewzruszonymi, i lecz To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę (mlecz na miecz). Chyba jedziesz za pół darmo, jeśli naprawdę chcesz tak daleko (tak uprzejmie) posunąć się. To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo na innej z gwiazd byle gdzie, Chyba, że lecisz za darmochę, jeżeli chociaż trochę tak daleko mnie odsunąć chcesz, Jak bez wizy wizyta na którymś z Księżyców Księżyca, albo na jakiejś innej z rozgwiazd gwiazd, Chyba, że idziesz za darmo, lecz wtedy idziesz na marno, Trochę, a daleko (tylko dzięki lekom) Mnie posunąć, wsunąć chcesz w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi sunąć w deszcz. Jak z Księżyców, Albo Rozgwiazd, Chyba, lecz, Daleko, Deszcz. ------------------------------ Dobry piesek Cóż, mężczyzna, którego całe życie chciała mieć, Wisiał już na włosku cienkim jak drut... „Nawet nie wiedziałam, jak bardzo cię pragnęłam” – powiedziała mu Jego mięśnie policzone są, a styl staromodny już „O, kochany, przyszłam za późno znów”. I znów klękła w cieniu jego stóp. „Nigdy nie zobaczę twarzy takiej, jak wizerunek twój, Przez świetlne lata gości, co nie zagościli tu wciąż. I nigdy więcej, jak robi w zapasy albo w miłość gra”. Lecz wszystkie jego cnoty połknął dymiący odbyt - Holokaust... Wzięła na siebie (prawie) wszystko, co jej kochankowi wypił czas. A, Pan tego krajobrazu stał tak, żeby widok mieć... Z wróblem Franciszkowym na ramieniu (jak strach), któremu kazania chciał piać, a ty Skinęłaś na strażnika, co na straży stał jego inklinacji. I Powiedziałaś: „Zrobię ci rozkrok w krok, Ja już pokażę samotność ci”. Chciał zorganizować orgię w holu, gdzie lustr ogrom on, Obiecał jej ochronę w kwestii gestii łon... Oparła ciało o metalową szpatułkę ostrą jak dzwon, Powstrzymywała rytuał krwawiący, jak wejścia na orbitę słońc, Zorientowała się na jego orientalny umysłu stan, I alibi, co ma kształt jądr mroku, co kryją jego styl ponad stan... Przeprojektowała plan na jego Madonnę koloru blond I vintage'owe wins (nie dla pań!) „Ten mentalny Neverland jest zajmowany przeze mnie i mój klan”... Próbował stawić opór po raz ostatni, przystając, gdzie życie kończy bieg, A ona powiedziała: „Lekcja tęsknoty się skończyła i nie wróci”. O, nie... Zabrała jego z tawerny parlament, czapkę, zarozumiały taniec (Nie pytaj mnie), Wyśmiewała jego kobiecą modę, niezrozumianą urodę i robolski wdzięk... Ostatnim razem, gdy go widziałem, usilnie starał się twardo grać o Wykształcenie kobiece, jakby jeszcze nie był dość kobiecy, bo O, ostatnim razem, gdy ją widziałem, mieszkała z jakimś facetem, co Wynajmuje jej pustej duszy pokój pusty, a jej ciału - wniebowstąpienie. No! Więc cała wielka sprawa doczłapała do (Niewielkiego) finału, ale kto by się spodziewał, że Zostawi w nas tak pustkę i niewzruszenie, lecz... To jak wyjazd na Księżyc albo na inną Drogę, chyba, że Lecisz za darmo, jeśli naprawdę chcesz Tak daleko posunąć się.... To jak odwiedziny u rodziny na Księżycu albo w innym byle gdzie, Trochę, a daleko (a Kosmos wiernie czeka) Tak sunąć, wsunąć w deszcz. Jak na którymś z Księżyców, Akcji na innej z Rozgwiazd, Chyba za darmo, lecz, Daleko mi tak sunąć w deszcz. Zajść (W: tak daleko) W hotelu tym ściany cienkie są jak drut, Wczoraj w nocy słyszałam, jak mu dyszysz jak z nut, Walka z usta do ust, członek w członków wpust Jęk wcielenia ciał, gdy doszedł do nieba wrót... Stoję tam, w ścianę ucho wlepione mam Zazdrość opuściła mnie, jestem sam, Wręcz przeciwnie, ciężar mi z duszy zsiadł, Karawana jedzie sama tam, Gdzie miłość spod kontroli się wymknęła nam... Brzemię spędziłem z mej duszy, brzemiennej w ból, Miłość w tym filmie klasy X nie gra żadnej z ról, Słucham waszych pocałunków, biorę je na hol, Nigdy wcześniej świat nie zostawił tylu pustych pól.. Odkręcasz kran i wpadasz w śpiew jak w dym, Czuję się tak dobrze, że nie czuję nic I słucham tak z uchem przy wartkim przepierzeniu... To nasz hymn .. I tak ci chcę powiedzieć, rym nie rym... Ciągle czekam, aż zagrasz rolę, którą pisze Sartre, Jesteś Nagim Aniołem mych tarota kart Uda twe rozpostarte, jak z Mozarta Requiem żart A na ścianach tej rudery napisano tak: Do nieba pójdziesz, gdy przemierzysz piekła szlak Ciężarny głaz z serca z hukiem spadł Mówią, że miłości sterowności brak W hotelu tym ściany cienkie są jak dym... W hotelu tym ściany wątłe są jak rytm w sercu twym... W burdelu tym ściany są wąskie jak dziura w sercu mym... W burdelu tym ściany są przepastne jak pustka w sercu twym. Jak tango massacre [Wstęp] [Zwrotka 1] Widziałem ludzi, których trawił głód, Wdycham mordy, gwałty, i śmierć Ich wioski wieczny ogień zmógł, Chcieli uciekać, lecz uciekać nie było gdzie. Nie mogłem nawet spojrzeć im w twarz W ziemię słoną tylko wlepiłem wzrok To było jakby solny kwas prosto w twarz ci rzucił ktoś, Prawie jak słodki bluesa takt, Jak gorzki chandry smak. [Zwrotka 2] Muszę wsypać śmierci krztę, Tam, gdzie kluje się mordercza myśl, A kiedy myśleć nie będę chciał chcieć, Będę umierać w myśli rytm, ten siódmy zmysł Widzę tortury, dotykam porwań, słyszę śmierć, Czytam recenzje - wszystkie złe Bomby, zaginionych dzieci drobna dłoń, Boże, to prawie jak bluesa cień Prawie jak smutków woń. [Zwrotka 3] Więc zimie pozwalam serca ściąć mróz By lejce tej gangrenie spiąć, Mój ojciec mówi, żem wybrany lud, A matka, że ależ skąd, Słuchałem opowieści ich, o tym, jak dobry Bóg..., Był hojny Cygan i skąpy Żyd, Były całkiem dobre, nie umierałem z nud, Był prawie jak dymny blues, Prawie jak chandry chłód. [Zwrotka 4] W niebie nie istnieje dobry Bóg, I piekła pod nami nie ma też, Tako rzecze Profesor, wzór wszystkich cnót, Co dosiadł jądra wszystkich tez. Ale oficjalnie zaproszono mnie, A grzesznik nie może mu zadać kłam, To prawie jak zbawienie wcielone we śnie, Prawie jak bluesa ciemny sen, Jak smutków biedny kram Prawie blues... (Jak Toulouse). [Outro] Obława (W Wietnamie)  [Zwrotka 1] Wojna bogatych z biednymi w najlepsze trwa, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót jest Wojna między tymi, co mówią, że dobrze się ma, A tymi, którzy piszą, że wcale nie... [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w nią... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Zwrotka 2] No cóż, mam kobietę i dziecko mam, Nieco mnie denerwuje ten gest Wyrywam się z jej ramion, a ona do mnie tak: „Choćbyś tę różę miłością zwał, To po prostu służba ideałom jest” [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Nie bądź pasażerem na gapę, Czemu nie idziesz na wojnę? To nie spacer, Czemu nie na wojnę? W domu dziecko płacze... [Zwrotka 3] Nie możesz znieść tego, kim uczynił mnie los, Wolisz dżentelmena, który odszedł bez słów, Bo łatwo było go wziąć na smycz, zadać mu cios, Nawet nie wiedziałem, że jest wojna znów... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? To żaden wstyd, Czemu nie na wojnę? Wciąż możesz dać obrączkę mi... [Zwrotka 4] Wojna bogatych z biednymi jest jak nachalny wtręt, Mężczyzny z kobietą, lub na odwrót, sam nie wiem, kto z kim... Trwa wojna: w lewo, czy w prawo skręt? Wojna w czarno-biały film, W: nierówno pod sufitem i do równości (wstęp..) [Refren] Czemu nie wracasz prowadzić jej? Z butami prosto wejdź w to... Czemu nie wrócisz na wojnę? To dopiero początek, nie zasypia zło... [Refren] Czemu nie wrócisz na wojnę? Weź swoje lekkie jarzmo, Czemu nie wracasz na wojnę? Hart ducha tu wykażmy, Czemu nie na wojnę? Przecież mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na wojnę? Nieś swoje jarzmo, Czemu nie na wojnie? Hart wykażmy, Czemu nie? Mówię. Wyraźnie. [Refren] Czemu nie na? Nieś, Czemu nie? Hart, Czemu? Wyraźnie. Wojna bogatych - nachalny wtręt, Mężczyzny, nie wiem, kto z kim... Trwa wojna, w prawo skręt Wojna w czarny film, W: nierówno pod sufitem (wstęp..) Wojna - wtręt, Mężczyzny, kto z kim... Trwa skręt Wojna w film, W: nierówność (wstęp..) (wstęp..) film wkręt mężczyzny... Wstręt.  
    • czemu się smucisz zapytał poeta malarza którego spotkał przekraczając próg bardzo  późnej jesieni spójrz na Łąki i pola i lasy - widzisz szarość zamazała ich wielobarwność więc jak mam namalować miły obraz skoro zniknęły motyle kwiaty i zieleń poeta uśmiechnął się i rzekł do niego nie martw się - ja taki obraz namalowałem słowami więc wystarczy byś go przeczytał a potem przeniósł pędzlem na swe płótno po jakimś czasie - na wystawie zwiedzających zachwycił piękny obraz pod którym jego autor dziękował poecie za wiersz który ożywił szare barwy późnej jesieni
    • @Berenika97 Dziekuję, dopisałaś piękne rozwiązanie. Niech tak się stanie! @LessLove To jest marzenie o... wolnej woli, która boli. Twoja pierwsza wersja bardzo mi się podoba. Dziekuję. A dlaczego męski sposób wyrażania? Ktoś pisał podobnie? @Nata_Kruk Dziekuję. 
    • Witaj -  Twój czuły pomruk, bliski szept, którym wypełniasz moją ciszę - pięknie to brzmi - czule i słodko -                                                                                                                     Pzdr.serdecznie.  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...