Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


veto!;)
punkt pierwszy i drugi zbyteczny, trzeci wątpliwy. Najważniejsza niech będzie poezja i zdanie jury. Ewentualnym kryterium mogłaby być liczba umieszczonych wierszy.
Pozdrawiam. Leszek
Ilość zazwyczaj nie przekłada się na jakość :)
  • Odpowiedzi 220
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


No wreszcie konkretna kobieta. I jeszcze jedno - 3 wiersze w zestawie, czyli oceniamy całość, a nie pojedyncze wiersze, żeby nie było takiej sytuacji, że jeden autor będzie miał dwa wiersze w tomiku, drugi trzy itd.? Bo się zrobi miszmasz. Pytam dla pewności, i osobiście uważam, że lepiej całościowo oceniać.
Opublikowano

Chciałabym sie odnieść do kilku wypowiedzi wcześniej.


( do joaxi) Nie rozumiem motywacji publikacji w formie papierowej pod nickiem.
Książka zawiera teksty objęte prawami autorskimi, wymaga więc podania swoich danym osobowych, zawarcia umowy z wydawcą.

Po drugie - Po to wybieraliśmy solidne jury, osób znanych na tym portalu, które potrafią oddzielić człowieka od tekstu, aby nie miało dla nich znaczenia czy znają dane autora, czy widzą tylko sam tekst.

Co do stażu na forum, propozycja roku jest OK. Jeżeli ktoś miał uprzednio inny Nick, a na obecnym profilu nie jest wystarczająco długo, może np. wysłać do angello maila z prośbą o weryfikację chociażby adresu mail, który podał przy zakładaniu poprzedniego konta. To rozwiąże problem.

Opublikowano

Ja tak widzę regulamin, po małych uściśleniach.

W konkursie mogą wziąć udział osoby, które:

1. zarejestrowały się na portalu www.poezja.org przed 05.11.2008r
2. posiadają minimum 400 komentarzy
3. zgłoszą do konkursu zestaw trzech wierszy, opatrzony imieniem i nazwiskiem.
4. wiersze mogą być publikowane wcześniej



Myślę też żeby ustalić jakiś termin do którego można będzie wklejać wiersze, a później dokonać wyboru.

Proszę o wypowiedzenie się w tej kwestii reszty jurorów, bo coś ciężko to idzie.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dlaczego pod nickiem?? Przecież w propozycji było wyraźnie napisane - podawać imiona i nazwiska, a do tego data dzisiejsza, co oznacza, że trzeba tylko zapisać się na orga i już można startować do druku pod własnym nazwiskiem.
Wiem, na czym polega prawo autorskie - chodziło mi raczej o zasady takie, jak w konkursach, żeby oceniano teksty nie znając autorów. Stara dobra zasada z godłem byłaby OK. Po wybraniu tekstów otwiera się koperty z rozwiązaniem godeł i po sprawie. Ponieważ internetowo jest trudniej - wystarczy po wybraniu tekstów poprosić angella, żeby skontaktował się z osobami, które wygrały celem ustalenia ich prawdziwych tożsamości. Albo poprosić same osoby wybrane na forum pod wątkiem o kontakt mailowy. Wszystko na ten temat.
Nie ma szansy na odzielenie autora od tekstu, jeśli się zna autora. Bez względu na solidność czy cokolwiek innego osoby oceniającej. Jeśli są na tym portalu osoby aż tak cudownie, wręcz nieludzko uzdolnione w tej kwestii, że potrafią - po co utrudniać im pracę? Nie znając nazwiska przecież będą miały łatwiej.
Pzdr., j.
Opublikowano

joaxii - tyle że to nie jest typowy konkurs, to ma być tomik - wizytówka tego portalu, więc każdemu z wybierających powinno zależeć na tym by znalazły się w nim najlepsze wiersze. Mnie nie interesuje, że pana A znam, a pani B nie, jak nie podoba mi się coś, to nie wybieram tego.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli wizytówka - to może po prostu rzeczywiście wziąć to, czego jest najwięcej?.. ;)
A jeśli nieważne, czy się zna czy nie - to po co znajomość nazwiska?
Kiedyś był tu przerabiany system wyboru tekstów do Zetki przez jury. Czyżby szykowała się powtórka z rozrywki, tylko w formie drukowanej?.. Tym, którzy nie pamiętają, przypomnę, ze był to raczej niewypał...
Pzdr., j.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Jeśli wizytówka - to może po prostu rzeczywiście wziąć to, czego jest najwięcej?.. ;)
A jeśli nieważne, czy się zna czy nie - to po co znajomość nazwiska?
Kiedyś był tu przerabiany system wyboru tekstów do Zetki przez jury. Czyżby szykowała się powtórka z rozrywki, tylko w formie drukowanej?.. Tym, którzy nie pamiętają, przypomnę, ze był to raczej niewypał...
Pzdr., j.
A czego jest najwięcej? Chyba różnorodności i języków.
Mnie to obojętne czy będą nazwiska, nicki, czy nie będzie. Tyle że przeprowadzenie czegoś takiego anonimowo jest bardziej skomplikowane. Każdy z autorów musiałby przesłać wiersze na jakiś wyznaczony adres email, musiałaby być do tego wyznaczona osoba spoza jury, która by ponumerowała zestawy, rozesłała do wszystkich jurorów i po wyniku 'odkodowała' je.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A mnie, żeby było dobrze. Mam sentyment do tego portalu, jestem na nim już chyba z 6 lat, nawet jeśli nie tak często jak inni, to regularnie i od dawna. Robienie czegoś byle jak, byle było nie przekonuje mnie jakoś.
Różnorodność języków poetyckich to jedno, różnorodność poziomów - to drugie. Może właśnie warto się zastanowić, czego się szuka, jak to zrobić, żeby było dobrze i żeby tomik naprawdę spełnił swoje zadanie i zaprezentował portal z jak najlepszej strony.
Pzdr., j.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A mnie, żeby było dobrze. Mam sentyment do tego portalu, jestem na nim już chyba z 6 lat, nawet jeśli nie tak często jak inni, to regularnie i od dawna. Robienie czegoś byle jak, byle było nie przekonuje mnie jakoś.
Różnorodność języków poetyckich to jedno, różnorodność poziomów - to drugie. Może właśnie warto się zastanowić, czego się szuka, jak to zrobić, żeby było dobrze i żeby tomik naprawdę spełnił swoje zadanie i zaprezentował portal z jak najlepszej strony.
Pzdr., j.
Mnie też żeby było dobrze, o czym już pisałem. Kto mówi o robieniu czegoś byle jak? To że ktoś chce się dogadać możliwie jak najsprawniej, ustalić jakieś warunki, jest robieniem czegoś byle jak? Z doświadczenia wyniesionego z tego forum wiem, że tak można sobie dyskutować w nieskończoność i nic z tego nie wyniknie, bo zawsze przyjdzie mądrzejszy i będzie wiedział swoje. Każdy z jurorów wie czego chce od wierszy, proszę się nie martwić zostaną wybrane najlepsze spośród nadesłanych. Będzie wybierało pięć osób, a nie jedna.
Jeśli do tego dojdzie. A mam nadzieję.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nadal się z tym nie zgadzam

anonimowość doszła na www.poezja.org do absurdu, więc może chociaż tym razem zachowujmy się jak dorośli ludzie
Opublikowano

Po pierwsze, ludzie z roku na rok odchodzą, zatem tutaj kwestia jest żadna. A co do nicków - jury zna i nicki i nazwiska, i chyba logiczne jest, że na pewno nie tym bardziej nie będą wiedzieć, kto jest kto. A zresztą już teraz podejrzewanie jury o stronniczość jest absurdem i szukania dziury w całym.
Ja jestem tutaj za Tomaszem - trzeba ruszać i koniec. Bo już te walki o poziomy i nadpoziomy przybierają wykrzywioną twarz hydry, chyba, że ktoś ma już wytypowane osoby do tomiku, który spełniałby warunki genialności i nie daj losie ktoś obcy by się tam wepchał - i chciałby to w jakiś sposób zatrzymać.
A co do nicków, to ja jak najbardziej jestem (i byłem) przeciwko, przynajmniej dla mnie - są mniej poważne w poważnej dyskusji.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a mi sie marzy poezja.org jako forum Jasiów Kowalskich i Stasiów Nowaków
z redagowanymi działami namacalnych ludzi, którzy za każde swoje słowo odpowiadają twarzą i nazwiskiem ... nawet kosztem zamkniętej społeczności

tak funkcjonuje wiele małych for i jakoś nikt się nie boi i problemów nie ma
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



a mi sie marzy poezja.org jako forum Jasiów Kowalskich i Stasiów Nowaków
z redagowanymi działami namacalnych ludzi, którzy za każde swoje słowo odpowiadają twarzą i nazwiskiem ... nawet kosztem zamkniętej społeczności

tak funkcjonuje wiele małych for i jakoś nikt się nie boi i problemów nie ma

Problem jest taki, że tutaj jest otwarte pola do działania dla wielonikowców - załóżmy zrobię sobie teraz 5 kont i będę sobie wpisywał recenzje, a wrogów niszczył z 5 stron naraz - to jako "Predator", to jako "Krwawy Zdzisio". Ideałem jest oczywiście stworzyć forum, gdzie każdy by miał albo jeden nick, albo imię i nazwisko, ale to jest raczej ideał nieosiągalny, bo bez nicka już gorzej wypowiedzieć swoje zdanie bez konsekwencji. Oczywiście są też kwestie osób, które z tych czy innych powodów jako artyści przybierają pseudonimy, ale tutaj powinno działać to w ten sposób, że taka osoba przesyła nazwisko administracji.
A czy ta społeczność będzie zamknięta? Raczej wolna od paranoi (patrz zdanie pierwsze).
Opublikowano

Michał, o tym pewnie jeszcze kiedyś pogadamy.

A teraz, zapytam:

- czy jury już ustalone?
- jak brzmi regulamin w ostatecznej wersji?
- gdzie należy publikować wiersze? ( jakis wątek, dział?)
- kiedy zaczynamy?

Opublikowano

nadal obstaję przy tym, aby skład jury uzupełnić o
- f. isię
- Ewę K
a dobrze by było zapytać H. Lectera, czy i on nie zaszczyci...
większa grupa jurorów, więcej opinii, więcej wyboru...
ustalcie Szacowni Jurorzy, gdzie wklejać te wiersze, ile, bo że pod nickiem z wyjaśnieniem na końcu kto zacz to dla mnie oczywiste;
no i autorzy muszą pod jeden z adresów meilowych wyrazić zgodę na druk wierszy (prawa autorskie!) no i może dołoży przy tym swój krótki biogram...
- propozycja otwarta
J.S

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Wędrował sobie pewnego razu po świecie pewien człowiek. Kim był? Nie wiadomo. Sam o sobie mówił, że jest po prostu włóczęgą, poszukującym nieodkrytej jeszcze przez nikogo ziemi. Ludzie, gdy to słyszeli, patrzyli na niego z politowaniem i pukali się palcami w głowę, no bo jakże to? Przecież każdy skrawek naszego globu został już dawno zbadany, opisany i umieszczony na tysiącu map oraz atlasów. Skąd więc pomysł, aby odnaleźć jakąś ziemię, nieznaną i niczyją? Ten człowiek był również poetą. Pisał wiersze i twierdził, że to właśnie za ich pomocą on tę ziemię w końcu odszuka, zobaczy i przemierzy. Któregoś dnia wędrowiec, zmęczony długą marszrutą, zatrzymał się w niewielkim miasteczku, na rynku. Rozmawiał tam z jego mieszkańcami o poezji, czytał im swoje wiersze i opowiadał, że gdzieś daleko, za ogromnym górskim masywem, za niezgłębionym oceanem, za tysiącem burz i za tysiącem wschodów słońca, istnieje ziemia, której piękno nie może się z niczym równać, ale nikt nie wie dokładnie, jak do niej trafić. Ludzie z miasteczka, jak zwykle, nie chcieli mu wierzyć. Nawet go nie słuchali, zajęci swoją codzienną krzątaniną. Przekupki zachwalały dorodne owoce i warzywa, kuglarze dawali pokazy żonglowania pochodniami, dzieci tłoczyły się wokół stoisk z cukrową watą i balonikami. Tylko jeden mały chłopiec podszedł do poety i zaczepił go: - Proszę pana... Proszę pana, czy może mi pan opowiedzieć coś o tej ziemi, której pan szuka? Jak tam jest? - Tam jest jak w raju - odparł człowiek, a w jego oczach rozbłysł skrywany głęboko zachwyt. - Drzewa nigdy nie są nagie. Ptaki wiecznie śpiewają o wiośnie i lecie. Wszędzie kwitną kwiaty w rozlicznych barwach, roztaczając zapachy, których nawet sobie nie potrafimy wyobrazić. Na niebie pojawiają się codziennie zorze i tęcze, a przez doliny, rozgrzane łagodnością słonecznego blasku, płyną niebieskie roziskrzone rzeki niby jedwabne wstążki. Zwierzęta nie polują na siebie, tylko pod koniec dnia spotykają się u wodopojów i rozmawiają ze sobą pogodnie w nieznanych, tajemnych językach. Żyją tam jedynie sami szczęśliwi ludzie, którzy się gorąco kochają... - Eeee... - stwierdził chłopiec, marszcząc czoło. - Nie ma takiego miejsca. Kłamiesz albo zmyślasz! - dorzucił i pobiegł ku zakurzonym miejskim uliczkom, pogrążonym w popołudniowej sjeście. Włóczęga postanowił również odpocząć przy niewielkim klombie, na gorącym od słońca skwerze. Żar lał się z nieba, mącił myśli, zasnuwał źrenice ciężką, kleistą powłoką. Człowiek pogrążył się w końcu w mętnym półśnie i nagle poczuł, że coś delikatnie trąciło jego dłoń. Uniósł powieki i zobaczył, jak na jego ręce usadowił się mały ptaszek. Był to rudzik, szary z pomarańczowym brzuszkiem, który przechylał łebek raz w lewą, raz w prawą stronę, i obserwował człowieka bystrymi, ciekawskimi koralikami oczu, Raz po raz podfruwał do góry, a potem znowu przysiadał na jego dłoni. - Co ty mi chcesz powiedzieć, ptaszku? - zagadał wędrowiec. Ostrożnym ruchem sięgnął do kieszeni, gdzie znalazł trochę okruchów bułki. Wysypał je na dłoń i poczekał, aż rudzik odważy się skorzystać z tego skromnego poczęstunku. Ptak skubnął kilka okruszków, a następnie znów zaczął na przemian wzbijać się w powietrze i powracać ku rękom człowieka, cały czas słodko poćwierkując. - Mam za tobą iść? - spytał wędrowny poeta. Rudzik oddalił się nieco, lecz przysiadł na gałęzi pobliskiego drzewka, jakby czekał na zaskoczonego tym zdarzeniem włóczęgę. Ów wreszcie wstał i ruszył za ptaszkiem. Opuścił senne miasteczko, po czym skręcił w polną drogę, która prowadziła na zachód. Minął parę opuszczonych domostw oraz wielką łąkę, hojnie usianą miriadami polnych kwiatów - rumianków w białych spódniczkach, wrotyczy jak błędne ogniki, dzikich ślazów zalotnie uśmiechniętych do przysiadających na ich płatkach modraszków. Wtem ptaszek zatrzymał się przy jednej z rozsypujących się ruder. Człowiek minął, zaciekawiony, drewnianą szopę, stare, skrzypiące pomieszczenia gospodarcze, aż dotarł do drewnianego płotu, pokrytego ciemnym, zielonym nalotem. W płocie znajdowała się furtka, zamknięta na haczyk. Rudzik usiadł nieopodal i radośnie zaświergotał. Wędrowiec otworzył furtkę i znalazł się, ku swemu zaskoczeniu, w starym ogrodzie. Był to bardzo dziwny ogród. Mogło się wydawać, że ktoś go opuścił w pośpiechu, nagle i bez jednego słowa pożegnania. Kiedyś ogrodowe alejki, kwietniki i krzewy musiały być pielęgnowane z zapałem i wielkim wyczuciem smaku. Gdzieniegdzie stały stylowe, ozdobne ławki, które czas obdarł nie wiadomo kiedy z eleganckiej bieli. Na środku ogrodu wznosiła się nieczynna fontanna, która zapewne niegdyś cieszyła oczy widokiem srebrzystych strug wody tańczących nad marmurowym basenikiem. Niedaleko fontanny znajdowała się huśtawka, przygnieciona i złamana przez gruby konar drzewa, na którym została zawieszona. W ogrodzie pełno było różanych krzewów. Poeta nigdy nie widział takiej obfitości i tylu odmian róż. Pnące, dzikie, miniaturki - wszystkie zdawały się pamiętać czas, gdy jakaś troskliwa ręka opiekowała się nimi dbając, aby rozwijały się, rozrastały i kwitły. Teraz jednak krzewy zdziczały, zmarniały, jakby zmęczone samotnością i ciszą. To właśnie ta cisza uderzyła najbardziej człowieka; w ogrodzie nie śpiewał ani jeden ptak, ani jeden liść nie szumiał pod muśnięciami wiatru. Obecna tu przyroda sprawiała wrażenie zastygłej w niewyobrażalnie bolesnym milczeniu. Nawet rudzik, który przycupnął lękliwie na chudziutkim, różanym pędzie, przestał ćwierkać, tylko wpatrywał się w człowieka uważnie i pytająco. - Co to za ogród...? I co ja mam z tym wspólnego? - pokiwał głową wędrowny poeta. - Tu nikogo nie było od lat, najwyżej duchy jakichś wspomnień zlatują się nocą do tej fontanny i do porozbijanych latarni, jak stare nietoperze. Te ścieżki dawniej żyły, z pewnością... Odpowiadały zapachem kwiatów niebu na jego zaczepki, tętniły beztroską młodością, a teraz...? Może kiedyś w owym miejscu ktoś kogoś kochał, ktoś się śmiał, ktoś tańczył wśród milionów róż, podczas gdy dziś jest tu tak cicho, że moje własne myśli lękają się głośniej odetchnąć... Zachodzące słońce zostawiało na zastygłych bez ani jednego drgnienia liściach czerwonawą poświatę. Znużony człowiek usiadł na jednej z niszczejących ławek i westchnął. - Żeby to wszystko przywrócić znów do życia, potrzeba wiele wysiłku. Ale może warto? Co, ptaszku? Czy o to ci właśnie chodziło?- zapytał, szukając wzrokiem swojego skrzydlatego towarzysza. Rudzik podfrunął do niego i poeta przysiągłby, że ptak skinął twierdząco swoją szarą główką.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następne dni i tygodnie upłynęły poecie na ciężkiej pracy. Od brzasku do późnej nocy sprzątał alejki, wyrywał chwasty, kosił trawniki, naprawiał połamane ławki, reperował latarnie. W starej szopie, która stała przy ogrodzie i w której teraz zamieszkał, znalazł wszystkie potrzebne narzędzia, zupełnie jakby ktoś je zostawił specjalnie dla niego. Ponieważ dotychczas tylko pisał wiersze, zupełnie nie znał się na ogrodnictwie, ale czuł, że intuicja podpowiada mu, co należy robić. Po prostu, gdy czegoś nie wiedział, siadał sobie przy fontannie, pogrążony w zadumie, aż wcześniej czy później znajdował odpowiedź na swoje pytanie. A może ktoś mu coś szeptał do ucha? Ogród z wolna otrząsał się z przygnębiającego nastroju i prezentował się całkiem przyjemnie. Zaczęły do niego przylatywać ptaki, z początku nieśmiało, lecz później zadomowiły się na dobre. Nocami słowiki uwijały się wśród gęstych krzewów róż, a z rana nowy dzień witały zięby swoimi przeciągłymi, melodyjnymi trelami. Latarnie oświetlały zadbane trawniki i oplatały ławki miękkimi cieniami. Zieleń rozrosła się bujna, soczysta, już nie dzika i trwożliwa. Człowiek cieszył się, widząc, jak jego starania przynosiły owoce, lecz martwiło go, że choć zdecydowanie ogród powracał do życia, nie zrodził się w nim dotychczas ani jeden kwiat. - No przecież po to jest ogród,żeby w nim coś kwitło! - martwił się wędrowiec. Podlewał troskliwie różane krzaczki, przycinał martwe pędy, raniąc sobie palce cierniami, pojechał też do miasteczka po specjalny nawóz - i nic! Ani jeden pąk nie chciał pojawić się wśród błyszczących liści. - A jednak te róże kogoś cieszyły kolorami i słodyczą - westchnął poeta. - Co ja mam teraz zrobić? Nic z tego nie rozumiem. Przecież już za parę dni zaczyna się lato... - Co ja mogę uczynić dla tego ogrodu, co więcej? Starał się jeszcze bardziej. Wstawał przed słońcem i pracował niemal do samej północy. Znał już w tym miejscu każdy zakątek i tak bardzo wyczekiwał chwili, w której choć jedna róża zaczerwieni się się w kolczastym gąszczu. Któregoś upalnego popołudnia, smutny i zmęczony, usiadł na jednej z ławeczek, wbiwszy zniechęcony wzrok w martwą fontannę. Chciało mu się płakać. Tyle wysiłku na nic! Bezradnie wyciągnął z jednej ze swoich kieszeni ołówek i nieduży, pognieciony zeszyt, w którym kiedyś zapisywał swoje wiersze. Od dawna niczego nie stworzy, zajęty nawożeniem, okopywaniem, pieleniem, koszeniem i podlewaniem. Teraz jednak poczuł, że musi ułożyć wiersz. Wiersz o tym, jak bardzo zależy mu na tym ogrodzie. Jak bardzo się spracował bez żadnego efektu. Jak bardzo boli go, że nie potrafi wypełnić tych ścieżek radością, którą ktoś musiał zabrać ze sobą na zawsze, bezlitośnie odchodząc. Pisał, że mimo wszystko przeszłość nie musi przecież ciążyć nad tym, co przecież żyje i pragnie życia. Że chociaż ktoś porzucił przed laty ten świat i zabrał ze sobą nadzieję oraz wolę kwitnienia - teraz przecież jest on, poeta, który uczy się dbać o dotkliwie niegdyś zranione rosarium. Dotkliwie - lecz przecież nie śmiertelnie. Na końcu chciał jeszcze napisać jeszcze jedno słowo, ale jego pióro zatrzymało się, jakby jeszcze nie ufało własnej śmiałości. A potem człowiek przeczytał swój wiersz na głos. Przeczytał go dla tego dziwnego ogrodu. I wtedy pierwszy raz poczuł, jak wszystkie gałązki różanych krzewów gną się od ciepłego podmuchu wiatru, który łagodnie nadszedł nie wiadomo skąd. Poeta wstał i postanowił przejść się po alejkach. Nie uszedł nawet kilkunastu kroków, gdy nieoczekiwanie u swoich stóp dostrzegł kilkanaście drobniutkich roślinek, wychylających się niepewnie z ziemi Nigdy wcześniej nie widział tutaj podobnego gatunku. Ukląkł przy nich i poczuł, jak fala wrzących łez zalewa mu policzki. Maleńkie wschodzące krzewinki pokryte były pąkami kwiatów. Tak, niewątpliwie za kilka dni te pąki rozwiną się, a delikatne łodyżki będą dźwigać najpiękniejszy ciężar na świecie - ciężar życia. Człowiek pragnął całować i pieścić skromne listki młodziutkich siewek, ale nie chciał ich uszkodzić przedwczesną radością i swoim niezręcznym dotykiem. Od tego momentu, przed udaniem się na spoczynek, gdy już uporał się ze swoimi zwykłymi obowiązkami, siadał przy malutkich, rodzących się kwiatkach i czytał im swoje kolejne wiersze, pisane z czułością i pokorą. Pewnego wieczoru poeta dostrzegł, że od północy nadciągają nad ogród ciemne, burzowe chmury. "No tak, przecież to już lato...", westchnął. To miała być pierwsza burza w tym roku. "Trzeba koniecznie zadbać o moje kwiatki, ochronić je, przecież jeszcze nie zdążyły się rozwinąć, i teraz miałaby je zniszczyć ulewa albo wichura? Będę czuwał, nie pozwolę na to!" Nocą przez ogród przetoczyła się istotnie wściekła nawałnica. Strugi ulewnego deszczu gięły do ziemi gałęzie różanych krzaków, a wichura chłostała alejki, trawniki, ławki i latarnie niewidzialnymi kańczugami. Człowiek pozostał w bezruchu przy swojej gromadce kwiatków, którą osłaniał własnym ciałem, mówiąc do nich niemal jak do dzieci: - To tylko burza. Ja też się boję, ale przecież jesteśmy razem. Obolały i przemoknięty pilnował, aby huragan nie uszkodził żadnego listka ani żadnej łodyżki. Nad ranem burzowe chmury ustąpiły na niebie miejsca drżącym promieniom świtu. I w tym złoto-różowym świetle, na jednej z pokrytych jeszcze kroplami wody kępek, pojawił się pierwszy kwiatek. Była to niezapominajka. Poeta oszalał wprost ze szczęścia, Zaczął biegać radośnie po ścieżkach w ogrodzie, tańczyć, śpiewać, krzyczeć, na zmianę płakać i śmiać się. Potem wrócił znów do swoich niezapominajek i z radosnym zdumieniem zobaczył kolejne błękitne kwiatki, pozdrawiające go zalotnymi mrugnięciami z objęć jasnej czystej zieleni. - Kocham was - napisał tego dnia poeta w swoim najnowszym wierszu, który przeczytał im na dobranoc. W myślach tulił je i pieścił. Kwiaty zdawały się wszystko rozumieć i jakby zalśniły w ciemności ukrytym, gorącym światłem.   - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Następnego dnia człowiek stwierdził, że musi pójść do miasteczka, kupić nowy szpadel, bo stary już do niczego się nie nadawał. Ponieważ burza wyrządziła w ogrodzie wiele szkód, potrzebował również jeszcze paru innych rzeczy, aby wszystko ponaprawiać. Pogładził lekko dłonią krzewinki niezapominajek. - Niedługo wrócę - obiecał. Z głębi ogrodu przyleciał rudzik, i usiadł mu śmiało na ramieniu. Chwilę poćwierkał, a potem zniknął w kolczastej różanej gęstwinie. Na rynku jak zawsze było głośno i tłoczno. Straganiarze przekrzykiwali się nawzajem nad stertami towarów, w powietrzu pachniało grillowaną kiełbasą, gołębie tłoczyły się przy przepełnionych śmietnikach. Poeta, zaopatrzywszy się w niezbędne narzędzia, zatrzymał się jeszcze na chwilę przy stoisku z lemoniadą, gdyż zachciało mu się pić. - O, to pan?- usłyszał nagle chłopięcy głos, który skądś znał. - Tak - odparł. Przypomniał sobie swoją dawną rozmowę z owym dzieciakiem, który tamtego dnia nie uwierzył w jego najskrytsze marzenia. - I co, znalazł pan tę swoją wspaniałą krainę? - spytał chłopiec, obrzuciwszy go łobuzerskim spojrzeniem. - Tę, gdzie podobno wszystko jest takie cudowne i panuje wieczne szczęście? - Znalazłem - odpowiedział z uśmiechem poeta, myśląc o swoich niezapominajkach.  
    • spadł puch swym ramieniem przytulił rozżalonych rozjarzone brylanty na ziemi tliły się w oczach białe morze wzburzyło się po raz pierwszy od dawien dawna chcąc byśmy przypomnieli sobie, jak to jest płynąć po nim saniami   potajemnie zmówił się nieboskłon z chmurami urwiska stanął się przystankami drogi porwą pojazdy chwalić będziemy się i ogrzewać śmiejąc z gniewu, niekiedy i radości   przytulnie będzie aniołem zostać bo w końcu biel nas zewsząd otacza byle dłoni nie zajechać po całości, czymś musimy postawić posągi z węgli i marchewek   wieczór dziś jest specjalny inny niźli zawsze tańczymy nieświadomie pod jednym płaszczem bawimy się jak niegdyś i tylko to się liczy wszystko to, gdy palą się lampy pomimo tego, że marzniemy   uwieczniona kamera taśma przygotowana na niby nijak wszystko dlatego że dnia dzisiejszego, zwykłego jak inne, spadł puch    
    • @Radosław   a Ty jak Kogut…  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @KOBIETA Bądź  jak Supernova. 
    • @Radosław   wiem Radosław …niestety to takie silne oddziaływanie jest …międzygalaktyczne ;)))) nie wiem jak mogę Tobie pomóc…? ;) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...