Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

to nie jest już tylko tymczasowe leczenie
Monia krząta się po kuchni w fartuchu na lewą stronę
w pokoju obok dzieci bawią się w rodzinę
ich małe serca nie pojmują gorączki życia

chciałam tylko powiedzieć że uwielbiam
siadać na nasz szorstki parapet
i czy wiesz Sebastianie ze ustawiłam twój ulubiony
kanał w telewizji abyś tylko uśmiechnął się do mnie

to jak sen który istniał
gdzieś w strugach kołysanek
za mało jednak słyszalny
aby mu się przyjrzeć

a tuż za oknem szare statyczne ptaki
zbliżają się coraz szybciej do naszej czasoprzestrzeni
zawsze bałam się otworzyć w strachu
że to wszystko zniknie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Tobie też szpila w zadek ;)
pierwsza strofa (z małymi zastrzeżeniami - pierwszy wers) zapowiadała ciekawszą resztę,
leczenie z gorączki życia w fartuchu na lewą stronę - fajne, nawet bardzo :)

na ps.a
wg mojego rozeznania siada się na parapecie a nie na parapet,
w klasyce co prawda stoi "na koń, mości panowie", ale to zawołanie ponaglające ;) (drugi wariant onego brzmi " w konie!"), zatem jeśli w tekście miałoby się rozchodzić o "pośpieszność", to oczywista, że "na parapet (ew. w parapet!) - moja pani"
;)
Opublikowano

Co do uwag, zgadzam się z fisią...i jeszcze jedno masełko się zrobiło : "zawsze bałam się otworzyć w strachu". Bać się w strach...niedobrze... Ale mi się przeczytało :bałam się otworzyć strych...i by było fajnie... Sama treść interesująca...tylko forma nieco kuleje...
Pozdrawiam...:)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • W izbie ciemnej, gdzie dym pod strzechą się snuje, Gdzie piec od dawna już ciepła nie daje, Siedziało dziecko — tak ciche, że ledwie się czuje, Jakby i ono w cień domu wsiąkało po trochu.   Nie płakało już — łzy wyschły prędzej niż siły, Nie wołało — bo któż by je słyszeć tu miał? Tylko patrzyło, jak myszy po kątach chodziły, I liczyło dni głodem, co wracał jak żal.   Matkę wynieśli — pamiętała ludzi i ciszę, I ziemię, co spadła na wieko z głuchym odgłosem, Ojciec odszedł — czy wróci, czy zginął gdzieś w świecie — Nie pytała. Zbyt wcześnie pojęła już los ten.   Chodziła potem po progu, po błocie, po śniegu, Do drzwi obcych — z rękami zbyt lekkimi, pustymi: „Dajcie chleba…” — szept cichy, jakby ze wstydu, z lęku, Lecz drzwi się zamykały. I milczano nad nimi.   A gdy przyszła noc jedna — jak wszystkie, a cięższa — Bo mróz szczypał ostrzej, a wiatr był jak nóż, Usiadła przy murze, gdzie ściana od wiatru ją strzegła, I skuliła się cicho, nie doczekała zórz.   Nazajutrz ktoś rzekł tylko: „Zmarzło biedactwo…” Ktoś inny przeżegnał się szybko i odszedł do pracy. Ktoś trzeci przykrył ją płótnem — bez słów, bez świadectwa — Bo takich jak ona nie liczy się w świecie.   I tylko ślad drobnych stóp w śniegu jeszcze został, Lecz i ten wiatr zawiał — i nie ma już nic. Tak kończą dzieci nie przez wolę Boga — Lecz przez ludzi, co patrzą — i mijają jak nic.
    • @KOBIETA no ja nie mam:) @KOBIETA mam sezamki :)
    • jesteście niepoprawni :-)(
    • @FaLcorN  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Nata_Kruk   Bardzo poruszający wiersz. Trafnie oddaje ten słodko-gorzki ciężar naszej historii, który wszyscy w sobie nosimy. Końcówka z "twarzami false" zostawia z mocnym niepokojem o to, co dopiero przed nami. Daje do myślenia.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...