Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'umysł' .
-
"In uno corpore duo reges perpetuo bellant." "Errare Humanum Est" Dawno temu, to miejsce było skrawkiem ziemskiego Edenu. Malowniczy krajobraz, skaziły cienie flag, proporców i włóczni. Końskie kopyta zryły świeżą trawę a blaszane stopy rycerzy zgniotły opór powojów, ostów i maków. Lecz ta bitwa była niezwykle ważna i potrzebna. Decydowała o strategicznej pozycji hegemona. O nowym kierunku rozwoju. O życiu w dostatku lub niewoli w kajdanach. Umysł był tym który się bronił. Zimny, analityczny, szczegółowy i do bólu drobiazgowy. Każda strategia. Każdy plan. Był przemyślany i doprowadzony do perfekcji. Musztra wojsk, trwała nieustannie. Bez względu na pogodę czy porę dnia. Jego wojska były znane z okrucieństwa, braku litości i walki do ostatniej kropli krwi. Cyborgi a nie ludzie o wyłączonych uczuciach. Na godłach chorągwi jazdy ich sentecja. Quidquid agis, prudenter agas et respice finem. Każda lekkość bytu czy obyczaju, karana jest tu śmiercią. Kat jest ich ramieniem sprawiedliwości a kostucha najbliższym przybocznym. Jest to kraj filozofów, myślicieli, mistrzów duchowych, rojalistów i twardych, pozbawionych złudzeń osób. Serce było agresorem. Jak zawsze. Dzikie to wojska a raczej zgraja. Zagony tubylców, wychowanych na złotej wolności, czystym powietrzu i życiu chwilą. Żyli w namiotach. Małych otoczonych ostrokołem wioskach gdzie jedynym panteonem była indywidualna fantazja. Czcili bezbożne praktyki. Co dzień inna kobieta, inna potrzeba, zachcianka. Amor vincit omnia. Tak zwykli powtarzać między sobą. Byli nieobliczalni, nieodgadnieni w czynach. Zabijali w imię miłości i za nią gotowi byli ponieść ofiarę. Kochali ich bogowie, aniołowie, artyści i poeci. Lecieli zawsze jak na niewidzialnych skrzydłach. Robili rzeczy wielkie acz głupie. Rozsądek był u nich karany wygnaniem. Wstrzemięźliwość pomijana milczeniem. Kochali po równo. Wino, śmiech i kobiety. Starli się w tym miejscu. Komórki umysłu i serca. Bitwa była krwawa i pozbawiona nawet krzty honoru czy miłosierdzia. Dobijano rannych, tratowano pozbawionych broni. Rozsieczono wielu dumnych bohaterów. Trwało to wiele dni i nocy. Gdy krzyki, pieśni i rozkazy ucichły. Ciała rozognione rozkładem, utworzyły doczesny kobierzec. Nie wygrał nikt. Choć to obrońcy ponieśli dotkliwsze straty. W ramach rozejmu, najeźdźcy wymusili na władcy umysłu, niesamowitą zniewagę. Przyjęcie do swego pałacu najpiękniejszej córki króla serc. Umysł bronił się zaciekle. Ale musiał pojąć ją za żonę. Uległ temu koniowi trojańskiemu, wprowadzonemu zdradliwie do pałacu. I wreszcie pokochał ją tak jak kochał swą dumę. A to miejsce bitwy. Jak widzisz teraz jest tutaj las. Cichy i mroczny. Wyrosły tu przedziwne gatunki drzew. Niektórzy twierdzą, że wykiełkowały wprost z ciał martwych wojowników. Ich liście ronią perłowe, słone łzy. Szmer wichru zdaje się krzykiem poległych. Kory ich pomarszczone nie czasem a słowami miłosnych wierszy. W świetlistych koronach, połyskują złote freski. Aniołowie tańczą z mędrcami. Śmierć gra w kości z Bogiem. Nocami płoną tu błędne ogniki dusz. To pozostawieni na wieczną wartę trubadurzy. Okaleczeni, kalecy, ślepi. Snują się po dukcie jak dziki gon. Śpiewają głośno to o miłości to znów o śmierci. Raz straszą to znów pocieszają, poetów i kochanków którzy stracili rozum przez serce. I snują się wraz z trupą po lesie. Szukając sensu w wiecznej, ludzkiej sprzeczności.
-
Kiedy czuję ostrosłup wbijający się w moje plecy, Czuję się… Dziwnie. Bo jest idealny. Proporcjonalnie rozkłada ból I dotyk. Ma też matematyczny kolec, Który przebija mi skórę. Czuję, jak kropla krwi spływa po nodze i spada w otchłań. Spada tak przez… Lata, Dekady, Wieki, Tysiąclecia, Eony, Aż w końcu dochodzi do nowej myśli. Co to jest? Wygląda jak chmurka, Ale nie ma jednoznacznego miejsca. To w zasadzie na co kapnęła kropla? Nie mam pojęcia. Jednak nagle wyparowała. Dokąd? Po chwili coś się materializuje. Ma kształt kuli, Choć nią nie jest. Jej krawędzie i ściany chcą zmienić kształt. Dlaczego nie mogą? Kula zaczyna się szarpać, Trząść. Aż imploduje W zerowy punkt. W perfekcyjny punkt. W sumie nie wiem czemu wydaje się doskonały. Może dlatego, że jestem w swojej głowie, Czyż nie?
-
Uderzają mnie gromy, na nogach ustać nie dają. Ktoś mnie na nogach podtrzymuje, podpiera. Nim zdążę choćby dziękczynienia słówko szepnąć, ręce mi spętuje. Puść mnie, oprawco. Puść mnie, umyśle. Puść mnie, serce. Zabierzcie od mnie to przekleństwo, że czuję i rozumiem.
-
Sieć, którą sobie sam utkałem oplotła mój umysł. Myśli wierzgające w niciach z nadzieją, że ktoś zniszczy pajęczynę, która nie pozwala im się uwolnić.
- 2 odpowiedzi
-
7
-
- introspekcja
- sieć
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Trzask drzwi. Echo roznoszące się po moim umyśle Odbija się od postawionych przeze mnie ścian, Wraca do mnie jak cień w dnie pustej szklanki po whisky, Do której mogę włożyć swe serce i wypić raz jeszcze schłodzone.
-
Będąc z własnymi myślami.
PoProstuKevin opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Serce - jeśli jeszcze tak je można nazwać. Rozpalone jak zapałka.. Szczere uczucia, a może pułapka. Naprawde szeroki doświadczeń wachlarz. Rozpatrz każdy wariant.. lecz rozpacz to nie rozwiązanie.. Zbyt bystry bądź by nie dać się nabrać. Nauka na błędach - nie pozwól się stłamsić.. bez starań i walki.. nie pozwól by życie Twe ktoś zmienił we własne. Zastanów się nad tym poważnie. Nim zaśniesz.. Będąc z otwartym umysłem sami.. z własnymi myślami.. -
-
- marzenie
- wyobraźnia
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Na morzu otchłani, w umysłu sanskrycieTrwa życieNie tworzy, nie niszczy, na szali wciąż ważyDusz bycieZawraca, wciąż błądzi, ucieka i wracaLecz skrycieWciąż marzy i błaga o wolności bycieW niebycieProwadzi na smyczy swe żądze i egoLecz czasemZe smyczy się zerwie i pędzi na ludziZ hałasemI krzyczy i wrzeszczy i skacze i tupieW skorupieSwej jednak wciąż płacząc umiera, wybaczcie...Wybaczcie
- 2 odpowiedzi
-
Kolejny dzień, dzień jak co dzień. Znowu wsiadam do tego samego zatłoczonego tramwaju,a wraz ze mną tłum. Tłum, który mnie przeraża. I stoję, stoję sam po środku zatłoczonego tramwaju. Z każdym zakrętem czuję się coraz gorzej. Mam ochotę wysiąść i nigdy więcej już nie wsiadać. Ale jadę, jadę dalej. Czuje się jak chwast na łące pełnej kwiatów. Patrzę przez okno, patrzę w ziemie. Robię wszystko, aby tylko nie patrzeć na tłum. Gdy tylko złapie z kimś kontakt wzrokowy czuję wstyd. Mam wrażenie, że wnikam do jego środka. Przebijam się przez tą cienką powłokę i maskę, którą każdy z nas wkłada. Jest mi wstyd, jest mi ogromnie wstyd odrazu odwracam wzrok. Czuje, że ludzie również mnie obserwują. Ich oczy są dla mnie jak ściany. Cztery ściany, które ściskają mnie i moje myśli. Czuję, że zaraz mnie zgniotą. Na szczęście wysiadam. Wysiadam i oddycham. Wreszcie mogę odetchnąć. Ściany się ode mnie oddalają. Było już blisko. Najgorsze w tym wszystkim jest to,że jutro ściany znowu się zacisną. I będą się tak zaciskać przez kolejne dni. Boję się, że w końcu zacisną się tak,że nie będę w stanie z nich wyjść. I utknę pośród czterech ścian. Ściśnięty jak tłum w tramwaju.
- 2 odpowiedzi
-
- bezsens
- bezsilność
- (i 4 więcej)
-
"Umysł" Idź, stój, biegnij, gnaj Nie, STOP! Koniec, STÓJ. Wciąż mi mówisz jak mam żyć, co wybierać i z kim iść. Kiedy robię krok doprzodu, Ty mi każesz znów zawrócić. Zostaw w końcu mnie w spokoju . Pozwól życ mi po swojemu . Pozwól uczyć się na błędach. I odzywać się do ludzi. Nie chce dalej tkwić w tej klatce.
-
Różne są modele ludzkiego funkcjonowania, niewątpliwie najtrudniejszym jest model - bycie prawdą, czyli jawienie się, jako harmonijne współbrzmienie duszy, umysłu i ciała. Janusz Józef Adamczyk