Siedziała kobieta z kotem
na dachu ciepłym od słońca.
Gawędzili o tym i o tym,
a cisza była bez końca.
– Jak żyjesz, ogoniasty druhu?
– Ach, kręcę się, jak to zazwyczaj.
Włóczę się, szukam dziewczyny,
czasem jakiegoś ptaka pogonię.
Ktoś miły nakarmi, przytuli,
gdy chłód poczuję na ogonie...
– A u ciebie? Jak ty żyjesz?
– A ja? Ja się starzeję...
Nam, widzisz, jedno życie dane,
a wy macie ich dziewięć.
I niby wszystko jak u ludzi,
a serce z żalu się kurczy.
Więc siedzę, mój ty przyjacielu,
na dachu, gdzie wiatr tylko mruczy.
I tęsknota się powoli rozpływa,
coraz ciszej i ciszej wokoło...
Nie uciekaj z moich kolan,
z tobą cieplej, tak jakoś wesoło.
Chłodny wieczór skrojony na dwoje,
już ciemność na ziemię spływa...
I była jej ta cicha rozmowa
bliska jak żadna inna.
Siedziała kobieta z kotem
na dachu ciepłym od słońca...
Autorka oryginału: Irina Gołowanowa
Przekład: Alicja_Wysocka