-
Postów
780 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Simon Tracy
-
O umarłych wersach
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Bardzo Ci Bereniko dziękuję za tak wspaniały komentarz. To co nazywasz prywatną wędrowką po zaświatach u mnie ma swoją nazwę i styl jaki sam stworzyłem - "mors viator" lub "legatus mortis". Nieumarły lecz martwy wieczny tułacz, którego jedynym celem jest pustka, jedyną panią - śmierć. Który jest i w okowach świata widzialnego i zaświatów. Przypomina żyjącym o śmierci a dusze sprowadza bezpiecznie do Nawii. Był przeklęty za życia jak i po śmierci. Jego pokutą jest wieczne potępienie i rozpamiętywanie życia na powierzchni. -
@Lenore Grey poems A zatem masz jeszcze dużo czasu na rozwój warsztatu i odnalezienie swojego ja w poezji. Wydaję mi się jednak, że wplątywanie przez Ciebie tych elementów grozy nadaję Twojej poezji charakteru, który wykracza poza Twój wiek.
-
@Lenore Grey poems Trafiłaś w jedną z moich ukochanych tematycznie poezji. Uwielbiam czytać o morzu, latarnikach czy morskich legendach i potworach. Wspaniale oddałaś klimat lekkiej grozy. Bardzo dobry wiersz.
-
Tym razem to był tylko sen. Moich czarnych myśli. Ich fal rozdzieranych sztormem. Szczytow gór, cichym wołaniem śmierci nastroszonych. Tych pustkowi pełnych fetoru i rozkładu. I tych pokonanych ludzkich dusz, agonią swą śpiewających. W krainie umarłych mój dom. Tam wszystkie już moje. dotknięte rozkładem, miłosne boginie. Trwałe nawet po śmierci związki. Chciałeś pisać aż po grób. Lecz to przecież teraz po śmierci. Lepiej smakują, te koszmarne i zgniłe. Trupie makabreski. Czasami wejdę sobie po zetlałych trupach morowych na z kości ludzkich powstały mur I wychynę nieśmiało wzrokiem poza te bagna ciche i jałowe. Jaki ten dom piekieł jest wielki! Pełnia świeci tu zawsze zamiast słońca. Zachodni, suchy wiatr niesie ze sobą opentańcze wręcz jęki. To tylko zwiastuny śmierci. Złowróżbne lelki. W pradawnych katakumbach, nieumarli dostojnicy mają dziś bal. Poeto! Ty gnij nadal na progu! Patrząc, wyjedzonym przez czerwie bielmem na ten ich luksus. Każdy zna tutaj swoje miejsce. Homo homilii lupus. Chcę zasnąć na wieki. Samotny w mej lichej trumnie. Nagle wzrok przesłania mi mleczny opar a może to włosy Twe piękne, srebrzyste. Jakże ja pragnę Twej bliskości. Dłoni ukochanej. Nagle budzi mnie dzwon donośny, dochodzący z pobliskiego kościoła. Ty u wezgłowia mojego, Śmierci jestes. Czytałaś mi baśń i zasnąłem. Czy kiedyś zrozumiem co jest poza Tobą? Poza granicami, Twej sprawiedliwej filozofii?
-
Grobowiec białej róży
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@KOBIETA Jego największą siłą jest obrazowość i wiele słów prawdy o moim życiu @Berenika97 Choćbym nie wiem jak bardzo starał się wyjść z grobowca swojego życia to i tak zawsze grzebie mnie on jeszcze bardziej i niżej pod ziemią. Mieszkanie jest moim mauzoleum, które nie zapewnia mi spokoju ale zarazem jest jedynym miejscem w którym czuję się bezpiecznie. Dziękuję za komentarz. @Christine Niestety nie dane mi jest pisać pozytywnej poezji a jedynie wiersze takie jak powyższy. Czasami zastanawiam się czy kiedyś udałoby mi się napisać coś co nie przerażałoby ani nie dołowało czytelnika. A potem piszę i tak jedynie o bólu i depresji. Dziękuję za komentarz. @Wiechu J. K. Opis białego znicza z aniołkiem i pojedyńczej białej róży to dokładny opis tego jak upamiętnić mnie na moim pogrzebie i potem na grobie. Jedna biała róża wrzucona do ciemni grobu i stróżujące aniołki na pomniku. Tak sobie zażyczyłem już dawno temu i moi znajomi czy rodzina o tym wiedzą @Lenore Grey poems Bardzo dziękuję. Dla takich komentarzy i odbioru poezji chcę się pisać kolejne wiersze. -
Grobowiec białej róży
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@viola arvensis Bardzo dziękuję. Jest to jeden z moich najtrudniejszych wierszy. Tak dla czytelnika jak i twórcy. -
Samotny słowik
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey poems Śpiew słowika jest wyjątkowy i zarezerwowany dla wybranych. Dla tych co lubują się w pięknie i estetyce. Bogactwie treści i uczuciach jakie trzeba włożyć ku temu by taki cudowny głos był jedyny w swoim rodzaju. -
@Lenore Grey poems Widzę nie tylko o mroku i księżycu tworzysz poezję. Jest i pozytywnie zabarwione słońce.
-
@Lenore Grey poems Technicznie się nie wypowiem bo się nie znam :) mimo pisania poezji przez ostatnie 18 lat życia. Ale wiem, że wiersze piszę się przy księżycu gdy noc jest już głęboka i cicha
-
Twarz w twarz z morzem...
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey poems Dziękuję i zapraszam na mój jak to inni tu nazywają - Kanał Grozy na PPL. A ja poczytam inne Twoje wiersze bo coś czuję, że będą mi bliskie -
Twarz w twarz z morzem...
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey poems Zawrzeć szereg emocji, szczególnie tych najtrudniejszych w kilku wersach, wymaga wyjątkowego talentu. Widzę, że mamy to samo zdanie co do plastyczności poezji i zatrzymaniu jej w kadrze wyobraźni. Tyle, że u mnie są to kadry składające się na cały film bo w przeciwieństwie do Ciebie piszę prozę poetycką albo bardzo długie wiersze za których rozwlekłość zawsze mi się tu na portalu dostaję od innych. -
Twarz w twarz z morzem...
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey poems Twoje wiersze są minimalistyczne w stylu ale niesamowicie szerokie w treści interpretacji. Uniwersalne bo każdy może utożsamić się z sytuacją podmiotu. -
Twarz w twarz z morzem...
Simon Tracy odpowiedział(a) na Lenore Grey utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Lenore Grey poems Dobrze jest znaleźć choć chwilową ulgę i punkt wytchnienia. Nawet w takim punkcie odniesienia do rzeczywistości jak morze. -
Wyłączyłem lokalizację. Kto będzie mnie szukał, skoro próżno szukać w historii połączeń jakichkolwiek kontaktów. Kiedy dzwonek u drzwi wzbudza nie radość. Nie ciekawość. A jedynie lęk. Jeśli już przyszedłeś mnie odwiedzić to zapal znicz w progu. Najlepiej biały, lekko pękaty i nieduży. Z żałobnym aniołkiem na froncie. Wiesz, zawsze wyobrażałem sobie, że chociaż anioły będą za mną płakać. Ale kto wie czy pierzaste, białe chmury są mi przeznaczone. Tak nie po drodze mi do nieba. Choć spisując nieraz rachunek sumienia, dochodziłem do wniosku, że odpokutowałem. Z nawiązką nawet. Całe życie było mi tylko biczem, który gonił mnie jak wieprza na rzeź. Po ostrej stromiźnie, ku szczytowi Golgoty. Obok znicza połóż kwiat. Jedną, samotną, białą różę. Nie bukiet. Nie wiązankę strojną i bogatą w detale florystycznych dziwadeł. Samotną różę. Jak ja. Mieszkanie zapuszczone do cna. Ciemne i zimne. Jest cmentarzyskiem. Pochowane są tu wszystkie moje cele i marzenia. Wszystkie dawne miłości i wspomnienia. Dziecka, które umarło na chorobę nieuleczalną. Na ostre zapalenie duszy. Zjadły ją. Mrok i żałoba. Samotność, której nie był w stanie przezwyciężyć. Której wtedy nie rozumiał w pełni. Nie rozumiał wszystkich drwin i szyderstw pod swym adresem. Nie chciano by był. By istniał. Wiedział, że to przez to, że był inny. Pewnego dnia żałobna mgła, zabrała go. Umarł. Nawet nie wiedząc o tym, że przyszła już śmierć. W dniu w którym odszedł, narodziłem się ja. I wszystko stało się jasne. Wiem kto i dlaczego wydał na niego wyrok. Kto go zgładził. Minęło przeszło dwadzieścia lat. Jak na nekropolię przystało, jego grób znajduje się w jej starej i praktycznie nie odwiedzanej części. Dopóki miałem siły, dbałem o to by spoczywał godnie. Stawiałem też aniołki i różę Teraz salon jest zarośniętą, zakurzonymi pajęczynami graciarnią. Z butwiejącą od wilgoci podłogą, rozoranymi głębokimi pęknięciami, jak bliznami, wypłowiałymi ścianami. Nocami domostwo płacze, wyje i skomle. Recytuje, cmentarne makabreski. Czasami i ja uczknę z nich natchnienie. Do nowego wiersza. W bezksiężycowe noce, siedzę oparty o swój nagrobek. Rozmawiam cicho sam ze sobą. A może z duchem samotności? A może z demonem pogardy? A może z jego dziecięca duszyczką? Spoczywam w grobowcu, w samym centrum sypialni. Trumna już jakiś czas temu skruszała od upływu czasu. Kiedyś za życia była łóżkiem. Nie opuszczam już swego grobowca. Mam w nim zamontowane okienko. Przez, które czasami wyglądam tylko po to by popatrzeć jak świat się zmienia. Bo wiem, że ludzie nie potrafią. Duchy muszą być przywiązane do miejsc. Dlatego nie zaglądam już za drzwi wejściowe. A raczej bramę cmentarza. Nie zobaczę więc znicza ani róży. Ale będę rad, wierząc w to że pamiętasz by choć w rocznicę je tam umieścić. Jeśli Ty ufasz i wierzysz w to, że trwam w bezdni swego grobowca. Wracając zmów modlitwę za mnie. Ku pamięci i za spokój duszy czyśćcowej.
-
@MIROSŁAW C. Bardzo lubię Cabernet Sauvignon, szczególnie szczepy mołdawskie
-
Regina Meretricum
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@MIROSŁAW C. To jest wspaniały pomysł z tym kanałem grozy. Dziekuję :) -
Regina Meretricum
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@KOBIETA Dziekuję i również pozdrawiam -
Powinieneś umyć od tego ręce. Nie bądź sędzia we własnej sprawie. Ale przecież to lud wydał wyrok Ukrzyżuj ją! Ukrzyżuj nierzadnicę! A gdy gawiedź pragnie tak sprawiedliwie przelanej krwi. Wtedy tym chętniej składam podpis na wyrok. Bez zbędnego wywyższania. Rzym przemówił i sprawa jest zakończona. Przy mojej potędze, Ty jesteś jak to ziarnko piasku. Skarlała, niewielka. Podziwiam, pełen łez wzrok Twoich bliskich, gdy strażnicy uwiązali Cię nagą do słupa. Sam chętnie zamieniłbym się w kata i wymierzył Ci zasłużone razy. Bo czuję w sobie coś więcej niż zwierzęcą radość patrząc na scenę biczowania. Zawiśniesz na szczycie Golgoty. Shańbiona, skrawiona do obłędu i nieprzytomna z bólu. Będziesz wisieć aż umrzesz w mękach, szczeźniesz i wreszcie odpadnie od drewna Twe pogniłe truchło. Zdechniesz jak szmaciana lalka. Od Ciebie odwróci wzrok ojciec i matka Nikt nie będzie na tyle głupi by nieść z Tobą ten krzyż. Ciebie siostra bliźniaczka na pożegnanie przy drodze ku śmierci, nie utuli. Ale ja będę przy Tobie aż obrócisz się w proch. By mieć pewność, że przepadłaś na wieki. Sprawiedliwości jednostka. Przybijcie jej nad głową tabliczkę. Honorata ex Polonia Maiore Regina meretricum, venundata argenteis regibus ignobilibus. Przeklęte na wieki Twe łono, do ostatniego potomka. Przeklęte na wieki Twe korzenie, aż do pierwszego przodka.
-
Horyzont odosobnienia
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Nawet nie wiesz jak bardzo tą inność widać. Gdziekolwiek nie pójdę i do kogokolwiek dane mi będzie przystąpić to zawsze jestem tym na uboczu. Odszczepieńcem -
Zaniesiony do grobu
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Nie tylko śmierci. Idealizacji postaci i samej istoty miłości również. -
Zaniesiony do grobu
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Jak twierdził sam Poe - przedwczesna śmierć kobiety jest najbardziej poetyckim motywem w jakiego duchu można tworzyć -
Ludzie marzą szufladkowo, przewidywalnie i kierunkowo. O bogactwie, władzy, miłości czy życiu wiecznym. A Ty Poeto, marzysz o niczym nie zakłóconej, pierwotnej ciszy. O swoim domku drewnianym osiadłym na szczycie samotnej, jak Ty góry, pośród pierzastych, śnieżnych chmur. Najdalszy dystans od cywilizacji. Chciałbym ponad wszystko go mieć. Gdzie Twoja, bezludna, rajska wyspa, zamęczony wręcz latami trudów tułaczu? Na jakim oceanie łez leży, za którym horyzontem jej zarys widnieje? Jestem sobą. Jestem jaki jestem. Chcę tylko to jedno głośno powiedzieć. To już koniec. Przemierzam w cichym kondukcie drogę, z kaplicy cmentarnej po grób. Nie zauważacie mnie, choć ciągnę z wysiłkiem swą trumnę, przez krzywą i zatłoczoną cmentarną aleję. Teraz już się nie bój. Nikt Cie nie skrzywdzi. Nikt nie będzie chciał obcować z kształtem duszy potępionej pod postacią czarnego oparu.. Cóż mi po życiu? U jego rychłego końca. Cóż mi po czasie pędzącym? Z trudem śmierci wyrwanego. Leć puszczyku, w tę noc burzową i straszną. Wprost do zaświatów. Do ciemnego, dusz czyśćcowych opętanego żałością jaru. Usiądź na barku, upiora poety. Nawet tu na pastwę losu i smutku. Na wieczność eonów. Odosobnionego.
-
Już nie miałem sił otworzyć oczu. Przedśmiertna gorączka trawiła mnie od środka. Leżałem na wznak. Jak cichy trup, którym to rychło za kilka godzin się stanę. Starałem się myśleć nie o pewnej śmierci a o dawnym życiu. Szczęściu i beztrosce. Żyłem długo. Widziałem wiele. Grzechu i miłości. Dostatku opartego na sławie wybitnego artysty. Ciemnych intryg wrogów ale i przyjaciół, których głosy ściszone dobiegały teraz do mnie. Modlili się o mój rychły zgon. Czekali z nieutęsknioną nadzieją na zatrzymanie ruchów mej piersi. By po wszystkim rzucić się na majątek. By rozkraść, sprzeniewierzyć i zatracić, pracę całego rodu. Dzielcie i rządźcie. Tak im powiedziałem z łoża śmierci. Nie żałuję Wam doczesnych skarbów bo zabraknie dla nas wszystkich skarbów w niebiosach. Lecz proszę tylko by me ciało spoczęło w grobowcu, który kazałem wybudować w zachodnim skrzydle zamku. Co noc wraca do mnie jej pieśń. Jej prośba i marzenie. Bym już połączył się z jej duszą. Zabierzecie co swoje i wyjedziecie by pilnować swych interesów i sprawunków. Zostawicie nasze trumny w podziemiach. W martwocie mroku. W ciężkim zaduchu, osiadłym na zbrojach rycerzy i kamiennych aniołach, strzegących ruin tego domostwa. Z klątwą tego miejsca nie pogrywajcie. Zostawcie zamek takim jaki jest w godzinie mego zgonu. Niczego nie zmieniajcie. Nie szukajcie kupców ani najemców. Niech będzie przeklęty po wieki. Jak nasz ród. Niech plugastwo zostanie utopione w samym sobie. Nawet w świetle letniego, pogodnego dnia, te posępne mury będą przestrogą dla poszukiwaczy przygód. Czas sprawiedliwy skruszy kamień i ciśnie go w dolinę. A szczątki nasze rozwieje wiatr. Odmówiłem przyjęcia sakramentów. Zresztą żaden ksiądz ani zakonnik i tak nie przekroczyłby wrót tej siedziby Diabła. Spowiadam się tylko Waszej zmarłej matce. Nieraz do późna w noc, klęczałem nad katafalkiem z trumną u szczytu. Tuliłem ją, śmiałem się i radziłem się. Płakałem czasem, bijąc pięściami stalową powłokę sarkofagu, wiedząc i czując wręcz, że jej umorusane w płynach rozkładu ciało, wyrywa się ku moim pragnieniom, ujrzenia jej twarzy i wiosennie zielonych oczu. Porwania jej w ramiona i spędzenia w nich wieczności. W chorobliwym szaleństwie miłości. Błagając jej trupa o łaskę i wybaczenie. Teraz słyszę jak w pokoju obok alkowy, śmieją się diabelskie siły. Z mojej niemocy. Bezsilności członków lecz nie umysłu. Mimo tego, że pragną bym umarł i zabrał tajemnicę do grobu. Otworzyłem ogarnięte obłędem oczy. Wiodłem nimi po zebranych u wezgłowia i nóg łoża. Są wszyscy Ci, którzy nie zasługują na nic więcej ponad prawdę. Najstarszy syn szybko ukląkł przy mnie i otarł mi bawełnianą chustą pot z bladej twarzy. Ledwo mogłem unieść prawicę, z trudem wskazałem palcem na srebrny dzban z wodą i poprosiłem choć o łyk. Córka, napełniła czarkę i podchyliła mi ją do ust. Ledwie zwilżyłem wargi. Krystalicznie zimna woda paliła me gardło i trzewia jak ogień. Lecz pozwoliła też mówić. Rozkasłałem się i w konwulsjach pozwoliłem sobie na wyrzucenie tylko kilku słów. Lecz jakże okrutnych. Zabiłem ją… to ja zabiłem Waszą matkę… Syn odskoczył ode mnie a jego wzrok przemienił się z udawanej troski w głęboką pogardę. Zdać by się mogło, że chciałby mnie rozerwać na strzępy gdyby nie mój stan i wedle jego oceny bredzenie starca w malignie. Córka zaniosła się płaczem straszliwym, uciekła całą sobą w objęcia swej ciotki a mej młodszej siostry. Była tylko moja. Mi przeznaczona i oddana. Dlatego nie mogłem jej stracić. Nie mogłem dopuścić do jej zdrady lub odejścia. Była mi wierna i kochała mnie. Ale bałem się rozłąki. Nie mogłem jej stracić. A teraz jest tam w krypcie na zawsze ze mną Pewnego wieczoru dodałem trucizny do jej napoju. Odeszła we śnie. Wtulona w moje ciało. Czułem jak stygnie i tężeje. Jak scala się ze mną po wieczność. Do świtu leżałem przy niej. Potem wstałem i ogłosiłem służbie że pani nie żyje. Resztę historii znacie. Zapadła cisza. Przerywana jedynie przepalaniem się knotów świec i skrzypieniem desek łóżka pod moim ciężarem. Lecz po chwili otworzyły się na oścież drzwi do alkowy. Dziwne to było. Bo okna były zamknięte na głucho i nie mogło być mowy o przeciągu. W drzwiach początkowo nie stanął nikt. Zaraz jednak dało się posłyszeć jakby szuranie malutkich łap na kamiennej posadzce. W progu stanął duży, lśniący i pięknie utrzymany kruk. Osobliwe było to, że miał u prawej nóżki uczepioną, ludzką, ślubną złotą obrączkę a na ptasiej piersi spoczywała pogrzebowa srebrna kolia, wysadzana turmalinami i czarnymi agatami. I dzieci i mąż poznały w kruku postać tej, która powinna spoczywać w podziemnym sarkofagu. Cicha i martwa. Kruk był jednak żądny zemsty i krwi. Wzbił się w powietrze i wylądował lekko na piersi swego zabójcy. Spojrzał mu w oczy i wbił ostry jak sztylet dziób wprost w serce i wyrwał je jeszcze ciepłe i bijące z ciała nieszczęśnika.
-
Pieszczoty mogilnych kochanków
Simon Tracy odpowiedział(a) na Simon Tracy utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 Dziękuję serdecznie za ocenę- 2 odpowiedzi
-
1
-
Pieszczoty mogilnych kochanków
Simon Tracy opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Chciałbym pisać elegię wzniosłe do Twego niedoścignionego, nieziemskiego piękna. Hymny miłości rzeźbić na wieki trwałą uwielbienia strugą na Twych alabastrowych dłoniach i rześkiej, ledwie zaróżowionej skórze szyi. Lecz jak tutaj wierzyć w coś więcej niż śmierć? Kiedy życie błądzi w jej podziemnych labiryntach, zapomnianych przez dusze i Boga. Jak zerwać kajdany, narzucone przed najdawniejszymi eonami? Skute zaklęciami wieszczy cmentarnych i ich podszeptów i wpływów. Zderzam się z coraz agresywniejszą rzeczywistością. Pomiędzy światem śmierci a życia. Potęga tych bezlitosnych, przeciwstawnych sobie członów. Chciałeś demony swe okrutne zachować losie w ciele zaszczutego przez świat mężczyzny. Umierał bez grzechu i bez winy. Anioły niosły jego trumnę. Płakały porzucone, wzgardzone, wychowane przez ghoule dziatki - niebogi. Nad mogiłą cichą, głęboką. Deszcze, nawet latem wyjątkowo chłodnym, żaliły się drętwota zawisłego dżdżu. Trawy, dziwnie bujne, szemrzały do późna w noc, tworząc mogilny kobierzec zielony. Pamiętaj Miła, jak pieszczę Cię co noc, zamknięty w śnie wiecznym. Słodkość niewysłowiona Twych ust, dzikość zespolonych ciał wśród drgających oddechów, nagłym uniesieniem, pot nasz sperlony wśród zakamarków, rozgrzanej, rozrzuconej pościeli. Przebudzenie - do zimnej jak lód. Ciemni, rodzącego się w bólach jesiennego przedświtu. Duch ucieka wspomnieniem o żywej miłości do ostatniej gwiazdy porannej. Wszystko co mam jeszcze w sercu. Jest tylko dla Niej. Trumna ciasna a w niej para kochanków się tłoczy w uścisku Erosa zespolona po wieczność. Ciała ich zabrał czas leniwy. Kości bieleją w kontraście do dusznej ciemności. Zdobią ich łoże trumienne i pąki róż burgundowe i narcyze hadeskie i uwiędłe płatki maków co pól już ziemskich nie uświadczą. Tak idę przed siebie bez celu. W noc tą rozbłysłą poświatą księżyca. A kochankowie harcują cicho na przodzie mej koszulki. A ja ostatni raz wchodzę w targany sennym powiewem wiatru las. Zza pasa wystaje broń. W niej, załadowane ołowiane kulki.- 2 odpowiedzi
-
4