-
Postów
3 096 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
31
Treść opublikowana przez Migrena
-
@lena2_ POEZJA to jedyny luksus na który stać nawet bankrutow. piękny, dumny manifest humanizmu . pozdrawiam z szacunkiem :)
-
Miłosny eliksir
Migrena odpowiedział(a) na Na liniach czasu utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Na liniach czasu dotyka plastycznością:) porusza coś w głębi. bardzo dobry wiersz:) -
ich samochód nie jest pojazdem jest decyzją życiową podjętą pod wpływem chwilowego optymizmu i złych znajomych stoi pod blokiem jak wyrzut sumienia na czterech kapciach jak pies który zjadł właściciela i teraz tylko warczy kluczykiem lakier ma w kolorze "jeszcze pojeździ” a maskę zamyka się na wiarę i dwa razy z przyzwyczajenia rano odpala tylko wtedy kiedy nie muszą nigdzie jechać kiedy naprawdę muszą milczy z miną filozofa który właśnie udowodnił że sens nie istnieje kluczyk przekręca się w stacyjce jak pytanie bez odpowiedzi rozrusznik kaszle akumulator modli się o śmierć a kontrolki zapalają się wszystkie naraz jakby ktoś właśnie ogłosił koniec świata w języku ikon kontrolki nie informują one oceniają check engine czyli: " sprawdź siebie” abs czyli: " brak przyczepności do sensu” airbag czyli: "przytul się na koniec” ich samochód ma w sobie coś z toksycznego partnera obiecuje że się zmieni po czym gaśnie na środku skrzyżowania zostawiając ich na pastwę klaksonów i cudzych opinii silnik nie pracuje - on składa zeznania każdy tłok wali w blok z taką furią jakby próbował wybić alfabetem Morse'a prośbę o azyl w najbliższym punkcie skupu złomu to nie jest praca mechanizmu to jest agonia orkiestry dętej która spadła ze schodów razem z instrumentami czasem jedzie o tak jedzie z taką dumą jakby był ostatnim sprawnym egzemplarzem swojej epoki pierwszy zakręt bierze sam jakby im nie ufał siedzącym jak mumie w okularach przeciwsłonecznych i udających że prowadzą Ferrari kierownica zawsze kręci nimi nigdy odwrotnie mruczy sunie nawet radio Safari łypie na nich zadziornie jednym okiem i czasem samo się włączy ale zawsze tylko z prognozą dla rybaków a oni przez chwilę wierzą że to wszystko ma sens ale to tylko wstęp do zdrady bo nagle przy osiemdziesięciu zaczyna drżeć jakby przypomniał sobie wszystkie swoje poprzednie życia kierownica bije jak serce po kawie i rozwodzie hamulec reaguje z opóźnieniem godnym urzędu a skrzynia biegów zmienia zdanie w połowie zdania ich samochód potrafi zgasić silnik w trakcie jazdy jakby ktoś wyłączył im narrację i zostawił tylko efekt dźwiękowy paniki na desce rozdzielczej świeci się coś zawsze coś ikonka która nie istnieje w instrukcji symbol przypominający krzyżówkę czajnika z katastrofą lotniczą mechanik mówi że to nic takiego z uśmiechem człowieka który właśnie kupił nowe wakacje za ich strach bo ich samochód zna mechanika lepiej niż oni znają się dobrze mają układ milczący lepki zbudowany na częściach zamiennych i półprawdach oddają go do warsztatu jak dziecko do poprawczaka a on wraca gorszy bogatszy o nowe objawy których wcześniej nie było w ofercie mechanik mówi to było do zrobienia to też wyszło przy okazji a to zaraz wyjdzie i najlepiej zrobić już teraz bo potem będzie drożej ich samochód słucha tego zza ściany i uśmiecha się olejem rdza nie jest tu usterką ona jest jedynym spoiwem które trzyma ten teatr cieni w całości ten samochód to właściwie tlenek żelaza który siłą woli i czarnej magii zachowuje kształt kombi gdyby kiedykolwiek przestał rdzewieć rozpadłby się na asfalcie jak garść konfetti po nieudanym weselu ich jedynej córki tłumik wisi na drucie wiązałkowym i nadziei że patrol policji akurat będzie patrzył w drugą stronę kiedy mu dolewają oleju mlaska zadowolony a z rury wydechowej wypuszcza czarny gęsty kaszel jakby właśnie wypalił paczkę najtańszych papierosów Sport prosto w płuca osiedla ten samochód nie spala benzyny on spala ich czas ich przyszłe urlopy i szanse na spokojną starość przerabiając marzenia na błękitną chmurę toksycznego wstydu wlew paliwa jest jak usta starca który już nic nie czuje pobiera haracz w litrach a potem wypluwa go pod siebie na kostkę brukową znacząc teren jak chory pies który boi się że zapomną do kogo należy ten kawałek betonu bagażnik domyka się tylko na nienawiść - trzeba w niego uderzyć z taką siłą jakby się chciało raz na zawsze dobić to zwierzę czasem nie otwiera drzwi pilot działa tylko kiedy nie patrzą szyba opuszcza się do połowy i zatrzymuje jak człowiek który zapomniał po co żyje wycieraczki włączają się same w słoneczny dzień jakby chciały coś zetrzeć z rzeczywistości ich samochód ma też dni religijne wtedy zapala wszystkie kontrolki naraz jak świeczki w kaplicy awarii i czeka aż uwierzą na stacji benzynowej pije więcej niż oni kiedy wkładają pistolet w dziurę wlewu ich samochód nie tankuje on przyjmuje komunię z ołowiu i podatków mlaskając przy tym z taką lubością że oni wstydzą się patrzeć w oczy pracownikowi stacji to nie jest uzupełnianie płynów to jest przelewanie krwi z ich konta prosto w czarną dziurę która na pożegnanie zawsze puszcza im bąka z rury wydechowej jest zachłanny bez wdzięczności a potem i tak twierdzi że jest głodny bo wskazówka paliwa żyje własnym życiem raz pokazuje pół raz pustkę raz coś pomiędzy nadzieją a bankructwem ich samochód wie kiedy mają pieniądze i właśnie wtedy się psuje z precyzją chirurga i sercem złodzieja wyciąga z ich portfeli banknoty jak tasiemiec który zadomowił się w układzie wydechowym i tyje podczas gdy oni chudną z nerwów przed każdym czerwonym światłem na parkingu stoi spokojnie udaje niewinność lakier odbija światło jakby nic nigdy nie zrobił a oni patrzą na niego i wiedzą że to kłamstwo bo to nie oni nim jeżdżą to on używa ich do przemieszczania własnych problemów z punktu a do punktu b czasem myślą żeby go sprzedać pozbyć się uciec ale wtedy odpala od pierwszego jedzie idealnie cisza płynność nawet hamulec łapie jak trzeba jakby mówił spróbujcie więc zostają bo ich samochód jest jak związek którego nikt już nie pamięta jak zaczął ale wszyscy wiedzą że nie skończy się dobrze a mimo to codziennie do niego wsiadają jak do małej prywatnej katastrofy która pachnie benzyną i obietnicą że może tym razem tylko tym razem nie zrobi z nich idiotów i oczywiście robi
-
@Alicja_Wysocka już nie będę takich tekstów pisał bo samemu mo dyskomfortowo. dziękuję Alu. wszystkiego dobrego:) @Robert Witold Gorzkowski kaszel - no tak. dziękuję. malarstwo, sztuka, literatura tamtych wspaniałych lat jest mi znana. kocham to wszystko do kupy wzięte:) rozkoszuję się obrazami. pieszczę je w sobie. ale o roli kobiet - wstyd powiedzieć ale nie wiem nic. zaciekawiłeś tematem to poczytam. lubię kobiety i cieszę się ich sukcesami ale ich na tym polu nie znam. przyznajé się do niewiedzy;) dobrze Robert, że jesteś. dziękuję, że u mnie,,:) błąd poprawiam. wszystkiego dobrego:)
-
@Poet Ka musiałem pomyśleć nad Twoim wierszem. i wymyśliłem tak: Twój wiersz to fascynujaca autosemantyka . jest to próba znalezienia punktu wspólnego między afektem a struktura. rzadko spotyka się tak trafną diagnozę rozdarcia współczesnego poety: między ''wierszem o klarze" a derridiańską dekonstrukcją . zachwyca mnie ta wizja Paryża jako refleksu bo sugerujesz, że poezja lingwistyczna nie musi byc jałowa, jeśli tylko pozwolimy, by zderzenie dźwiękow wywołało nową surrealną metafizykę . to jest tekst o tym, jak 'intelektualne zapłodnienie" rodzi nową wrażliwosć, w której wież a eiffla i elf mogą współistnieć bez sprzecznosci !!! poetycka finezja:)
-
Łabędź w kałamarzu
Migrena odpowiedział(a) na Na liniach czasu utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Na liniach czasu "kaligrafia romantycznych marzeń" - forma manifestacji. to jest bardzo interesujący wiersz. personifikacja procesu twórczego . -
@iwonaroma przemoc nie dotyka "JA" a wraca do ciała sprawcy . zostaje tylko nietykalnosć, która jest samotnoscią !
-
@wiedźma nie fizyka tylko metafizyka sprawczości. coś wydarza się samo i jest "czyste" ale tylko do momentu pojawienia się świadka który daje opisowi swoj język. w Twoim wierszu nie chodzi o proces tylko o jego interpretację . i tutaj zaczyna się filozofia!!! ekstra.
-
@LessLove extra:) to spróbuję napisać :) dzięki:)
-
@Berenika97 dziękuję Nika. wiem, że podobnie widzimy problem. lubię kobiety i niech żadnej nie dzieje się krzywda! już nigdy! @Marek.zak1 dziękuję Marku. dla mnie to też trudny temat. pozdrawiam Cię:)
-
@Berenika97 tak sobie pomyślałem, że piekło domowe to najczęściej piekło kobiet. to wszedłem w ciemność żeby ją oświetlić. tak jak umiałem. dziękuję Nika bardzo za Twoje mądre słowa. chyba były potrzebne. pozdrawiam Cię:)
-
@viola arvensis uściślam z poziomu filozoficznego: nie musisz wiedziec co będzie za zakrętem, o ile to, co masz w sercu, jest tym co jest właściwe
-
@Alicja_Wysocka to ja Tobie dziękuję:)
-
@viola arvensis tak się Wiolu zastanawiałem czy by nie napisać tekstu "ich samochód". ale doszedłem do wniosku, że człowiek, jaki by nie był, delikatny, wrażliwy czy też ten z temperamentem lumpa, musi z gratem przegrać zawsze. samochód toczy bowiem z człowiekiem mecz w który to tylko on strzela gole. właściciel może mu co najwyżej........."pocałować pana majstra w dupę". ale jeszcze pomyślę. dziękuję bardzo:) niech Cię dobro niesie przez świat w nieznane:)
-
@Poet Ka ale spójrz Poe na tego Moneta:) najczystsze piękno:) @Poet Ka ja już wiem, że Ty piszesz sobą. swoją głębią. nie potrzebujesz dopalaczy inspiracyjnych. i za to Cię bardzo cenię:) @LessLove bardzo mi miło:) serdeczne dzięki:) pozdrawiam:)
-
@Poet Ka może tak być jak piszesz. w młodości dobrze poznałem jego twórczość. rozczytywałem się też w jego biografiach. fascynował mnie jako artysta. ale jego obrazy.......były dla mnie zbyt "rwane", szorstkie, bez efektu przytulenia się. wiem , że malował to co widziała jego dusza. ale to mnie nie przekonało. Monet malował to co widzą oczy. i moje oczy patrzą przez jego oczy i widzę piękno które wywołuje ciarki. Van Gogh mi nie utkwił z popularności. z czegoś innego. ale innego w jego obrazach. myślę czasem o tym. na próżno. dziękuję Poe:)
-
@Alicja_Wysocka jakaś niezdrowa nadprodukcja myśli? bo jestem raczej milczkiem:) i kocham ciszę!
-
@violetta będę próbował :) dziękuję:) @Poet Ka tak mi teraz coś przyszło na myśl. kocham obrazy Moneta, Maneta, Kandinskyego, Degasa. a kiedy przyjdzie mi chęć o nich pomyśleć pierwsze co przychodzi mi na myśl to......van Gogh. zastanawiam się dlaczego? może przez jakąś szczególną lepkość jego obrazów. to jego grubofarbiarstwo? nie wiem. ale coś w tym jest. chociaż jego malarstwo lubię średnio. masz może jakieś myśli na ten temat?
-
@Poet Ka tak:)
-
@Poet Ka dzięki wielkie Poe :)
-
@Poet Ka dałaś mi bardzo wysoką notę. czuję się zaszczycony. dziękuję:) widzisz - i to jest piękne że widzisz więcej niż ja napisałem. bo paragon nie jest tylko paragonem dopoki ktoś nie zobaczy w nim liścia !!! może prawda nie stoi po żadnej ze stron może ona krąży między nimi jak kurz w świetle bo czy nędza ma początek? czy tylko zmienia adres? u mnie to się wszystko zapętla duch gryzie materię a materia oddaje. i już nie wiadomo kto był pierwszy. kto kogo wymyslił.. van gogh ( dziękuję!!!) by to pewnie rozrysował linią która się łamie. a zola rozpisałby na pokolenia. a my zostajemy z jednym ciałem i jednym zdaniem które próbuje to uniesć. dziękuję Ci za to spojrzenie:) ono coś dopowiada czego sam nie umiałem nazwać. chociaż próbowałem! chciałem anihilacji tożsamości do poziomu atomu. chciałem.....
-
@Poet Ka ironiczne ukazanie współczesnego świata. centralne walnięcie siekierą ale z finezją smyczka na cienkiej strunie skrzypiec. na strunie wiolinowej :)
-
@Alicja_Wysocka Alu. granica między rekwizytem a ciałem zaciera się w momencie nazwania pragnienia. to fascynujące jak przedmiot przestaje być materią a staje się wezwaniem. piszesz o ontologii dotyku który wydarza się zanim jeszcze nastąpi ruch ręki. wyśmienita lekcja o tym że raz odczytane znaczenie nie daje się już odzobaczyć .. bardzo lubię takie Twoje wiersze:))) to jest to
-
@Alicja_Wysocka Alu no widzisz sama:))) odpowiem cytatem ale nie pamiętam skąd to znam. "białe koszule czarne dusze, ja swoją duszę wyprać muszę". wybaczysz?????
-
jego żona nie zajmuje miejsca ona się odinstalowuje jak wadliwy sterownik seria wycofana brak części zamiennych i nikt już nie odbiera zgłoszeń kawałek po kawałku wypluwa siebie do zlewu aż w odpływie zbiera się z niej coś na kształt człowieka tylko bez funkcji cofania bez gwarancji bez paragonu który i tak by wyblakł chodzi po domu ciszej niż szept w kostnicy przeprasza powietrze że w ogóle śmie je filtrować przez te swoje chude płuca które mają wydajność zepsutego odkurzacza model który jeszcze udaje że ciągnie jej ciało się nie rozlewa jak jego bebech ono się zwija jak stary paragon z biedronki wyblakły nieczytelny dowód że kiedyś kupiono w niej coś świeżego i już nigdy nie oddano na gwarancję bo nie było gdzie skóra jej wisi na gnatach jak brudna ścierka na płocie zostawiona na promocji której nikt nie wziął nawet za darmo to prześcieradło z hospicjum którego nikt nie zdążył wygotować obciągnięte na kościach tak ciasno że słychać jak wapń trzeszczy pod dotykiem jego wzroku jakby był tarnikiem do drewna certyfikat jakości do użytku domowego śpi tak płytko jakby balansowała na krawędzi nocnika pilnuje żeby nie wsiąknąć w materac bo on by ją rano pomylił z plamą po piwie i próbował zetrzeć tępą stroną noża aż zostałby tylko zapach który nie ma właściciela jej oddech to cienki drut kolczasty ktoś zostawił go pod napięciem żeby kopała go po kryjomu w ten spocony kark kiedy on chrapie w kilku martwych językach naraz jak radio które złapało tylko cmentarze rano zbiera się z podłogi jak rozsypane gwoździe najpierw palec potem rzepka potem reszta złomu składa się w coś co przypomina człowieka ale nie posiada już instrukcji obsługi ani obrazka na pudełku w lustrze nie szuka urody ona tam robi inwentaryzację sprawdza czy szkło jej nie wyrzygało przed świtem czy jeszcze jest tam jakakolwiek plama którą można nazwać twarzą twarz to u niej tylko miejsce po wybuchu którego nikt nie zgłosił na policję bo nie było świadków oprócz niej samej która nie została dopuszczona do zeznań w kuchni stoi jak wyłączona pralka nic nie wiruje tylko czas który się zaciął na jednym programie czeka aż on ją kopnie w bok albo ostatecznie spuści wodę tryb szybki bez wirowania dotyka rzeczy tak miękko jakby miała dłonie z mokrej waty szklanej która drażni wszystko czego dotknie i pyli jej prosto w oczy od samego faktu istnienia kiedy on mówi ona nie słucha słów ona waży ten gruz który mu wypada z pyska razem z okruchami chleba i resztką autorytetu łyka tę flegmę nienawiści jak darmową zupę w przytułku dokładka gratis do wyczerpania zapasów i magazynuje ją pod językiem żeby nie pobrudzić dywanu który on i tak zadeptuje brudnymi stopami i zostawia ją pełną jego je tak precyzyjnie jakby rozbrajała bombę zegarową każdy kęs to ryzyko że nagle zacznie istnieć za bardzo a wtedy trzeba by było coś z tym zrobić a nikt nie ma narzędzi jej ciało pamięta więcej niż on ma w jelitach każde beknięcie każdy zapach niemytych nóg zostaje w niej jak rdza na rurach której nie idzie odszorować nawet przy użyciu siły wyższej jakby była instalacją do przechowywania jego życia certyfikat szczelności nie obowiązuje czasem stoi przy oknie i gapi się w dal aż szyba zaczyna pękać z żenowania mogłaby wyjść po prostu trzasnąć drzwiami ale klamka w niej jest zamontowana odwrotnie do wewnątrz prosto w przełyk i każde otwarcie kończy się dławiącym kaszlem a instrukcja jasno zabrania użycia nogi ma lekkie dopóki nie pomyśli o wolności wtedy robią się ciężkie jak beton którym on zalewa ich wspólne dno jakby była fundamentem pod coś co już dawno się zawaliło ale dalej stoi w papierach kiedy ją dotyka ona staje się dwuwymiarowa jest jak naklejka na lodówce którą on próbuje zdrapać paznokciem ale ona tylko bardziej wsiąka w emalię aż staje się częścią urządzenia bez możliwości odłączenia po wszystkim leży nieruchomo i nasłuchuje czy to co w niej tyka to jeszcze serce czy już tylko zapalnik od bomby która nigdy nie wybuchnie bo spóźniła się o całe życie i teraz czeka na zgodę i teraz boi się przerwać mu chrapanie jego żona to usterka odwrotna nie wyciek tylko absolutna próżnia dziura w instalacji świata przez którą nic nie leci bo wszystko co miało wartość już dawno spieprzyło jej jedyna modlitwa syczana prosto w poduszkę "niech mnie nie będzie bardziej niż to kurwa konieczne'' wersja robocza do dalszej redukcji żeby mógł dalej myśleć że jest tu sam ze swoim Bogiem w dresie z wypchanymi kolanami drapać się po bebechu i żreć te zimne resztki podczas gdy ona jest już tylko tasiemcem w jego własnych jelitach który wyjada mu życie od środka aż zostanie z niego tylko pusty dres i zapach starej parówki z biedronki a ona dalej czeka aż to wszystko wreszcie jebnie bez żadnego protokołu zniszczenia bez podpisu bez pieczątki aż zostanie z niego tylko ten pusty dres i odbicie w lustrze które wreszcie rzygnie ich obojgiem prosto w ten pieprzony zlew bez prawa do reklamacji