Znów się któryś z nich najadł
pastylek od lotu w niebo,
na ból czasu.
Daremny lekarz,
gdy jeszcze nie zwłoki
nie cierpią zwłoki.
Załamał się kolejny.
Rok się kończy i zaczyna
jak zawsze
wielkimi słowami
o braku sensu.
Telefon alarmowy.
Słucha.
Syreny zawyły
tuż przed fajrantem.
Wyważy się drzwi,
poszarpie i spęta,
przydusi, a ręce
w kajdankach wykręci,
byle tylko przy tym,
od nadmiaru eteru przyjętego przez duszę,
nie nadepnąć za mocno na jej oddech.
Bo śmierć w końcu
odnajdzie winnego,
siłą masowego przekazu.
Za to
podeszwa na twarzy,
jak symbol troski,
pozostawi ślad.
Od razu mu ochota
do życia wróci.