Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Lidia Maria Concertina

Użytkownicy
  • Postów

    1 270
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    7

Treść opublikowana przez Lidia Maria Concertina

  1. Grzecznościowo: "jak rozumiem, nie chcesz kawy?" Naczynia zbyt połączone... Odbierasz telefon. Przesyłka kurierska. Jest i czeka. Na spustoszenie. Czy o odejściu od kogoś decyduje kombinacja kodu kreskowego? Zostawiasz jednak irytację na ławce w parku, mimo, że kątem oka dostrzegam, że robisz notatki z furii. Świat nie jest nawet przez chwilę lepszy czy gorszy przez twoją złość. Chyba, że wypowiedziałbyś mu wojnę. A tak niedużo trzeba, by zamknąć się w absolutnym pokoju i kleić latawce o różowo-niebieskich warkoczach ... Zaznaczam terytorium kobaltową kredką do makijażu Wychodzę wieczorem na festiwal kalkomanii Nie rozumiem jeszcze, że nigdzie się nie odcisnęliśmy - ani lekkością, ani piętnem. Odwracam plecy do chmur Czuję, że pośpiech tylko przyspiesza ten dzień, kiedy bezradnie skonstatuję starość w obwisłym lustrze... ... Możesz mnie brać do woli. Na smutne-wesołe miasteczka i płatne autostrady z kocich łbów. Łaskotki? Przecież i tak tam nie polecisz! Przedwczoraj zwróciłam bilety. Czy raczej napisałam o nas ... bilet. Ale nikt nie przeczytał. Uczucia! Te nadbagaże! Dopłacisz? Czy ty w ogóle zdążyłeś gdzieś ... być?! Napierasz na mnie swoją męskością ... Szukam tego mojego biletu. W sobie ... Latawiec! Układa się w sensowną całość, ale rozmowa się nie klei: ''Jak będzie po francusku 'szantaż'?'' Ściel łóżko i wynoś się bez przesiadek. Zwrotnicę zostaw. Jestem swoja.
  2. @Zlatan Powiedziałabym, że manifest a i owszem - z tym, że bardzo dorosły (czy: dojrzały, jak wolisz) Pozdrawiam! :)
  3. Bez wyrzutu kupuję za kolejne kredyty - puchowe palta, klepsydry i kastaniety: za jakieś jutro pewnie mnie tu nie będzie. A trzeba - odrobiny szczęścia ... do szczęścia Kobieta - niezmienną jest. Zazdroszczę ludziom odbić w szybach artystycznych pomarańczarni, fabrycznych oranżerii Żałuję - zmarnowanych sekund wolności bez towarzystwa świateł i trolejbusów Brak mi - foteli, w których z rozkoszą zapada się czystość sumienia, podczas gdy ono samo - wychodzi beztrosko na przesłodzoną mokkę do gabinetu z jedną tylko książką. Życiem. Uchodzi cało! Jestem swoim własnym demonem Diabłem, który okręca wokół palca anioły swojego ciała Te anioły są bez duszy: są aureolą miast, za którymi tęsknię - bo nie istnieją Zabierasz mnie tam co noc ... Diable, ty! Późną jesienią, z którą rozstaję się bez tęsknoty za wiosną... Trzeźwość przeciąga paznokcie granatowym lakierem Rozmarzenie - wybucha trotylem realizmu Czekam przy torach, aż rzuci się pode mnie jakiś pociąg Na co czekasz?
  4. Kim jest człowiek? Niewielkim wyłomem na tafli egzystencjalnego lustra. Świat już nie chce intruzów, dlatego topi lodowce, chucha bez litości korowodami dwutlenków i odmawia hodowli wanilii na zawołanie Już nic tu nie zdziałamy, pora zwijać koce i markowe akcesoria do pikników, pora sobie uświadomić, że źle spożytkowaliśmy naukę alfabetu i liczb do tryliona Na nic się zdały zajęcia z nauki o rodzinie, płazach i równoleżnikach Z zawodu jestem ... amatorem. Filozofem, rzecz jasna, choć - teraz moje życie bardziej się skupia na segregowaniu puszek i obierków niż na Makiawellim. Miłość kupuję na targu. Wolność - wymieniam się nią na inne dobra w domu publicznym. Godność - bezwartościowy papier na giełdzie staroci. Na tym wszystkim nie zarobisz. Gdy byłam dzieckiem, w przedszkolu kazano mi leżeć na wykładzinie po obiedzie i spać - patrzyłam tępo w sufit wiercąc się i zastanawiając, jaki to ma mieć cel, kiedy nie mam ochoty spać w promieniach lutowego popołudnia. Z każdym dniem budziłam się wiedząc, że do takiego świata nie da się czuć "zaproszonym." Nie umiałam wiązać butów, zapiąć kurtki, gluty wycierałam w rękaw Nie umiałam wymachiwać nogą we właściwą stronę, nie rozumiałam, po co "górale zasiali żyto"... Będąc dorosłym człowiekiem, kupiłam marokański arras, z sufitu wyczytuję gwiazdozbiory, tańczę jazz na polach tytoniu, a każde popołudnie lutego roztapia mnie szczęściem głazu, który doskonale mnie zna: też jest człowiekiem ...
  5. Życie jest magicznym momentem bez względu na porę. Najbardziej rozkrzyczane odbicie - tafla prawdy To lustro, od którego wszystko odbija się rykoszetem Furkoczą plisy akordeonów, a lato zwija swą przędzę Usiądź obok mnie na ławce Bądź sobą lub nie sobą Świat będzie lub nie będzie Zależy, jak sobie to wymyślisz. Żyję w pokoju Prometeusz co świt sam gasi światło. Wojna! Złowrogie kormorany lęków w dziobach przynoszą kolibry nadziei Historie ludzi, którym los, ta podstępna fala odpływu, zabrał wszystko Życie to często wesele, na którym pojawiają się wszyscy goście, z wyjątkiem państwa młodych Co drugi mijany mur to ściana czyjegoś płaczu Nie trzeba być Żydem, by czuć na języku gorzki cymes niechcianego boga Lunatycy? Ci zawsze poszukują centralnego biura adresowego. Nicość, smutek, śmierć .... Nie, nie o to chodzi - znają doskonale ich miejsce zamieszkania. Chcą się jedynie dodzwonić do właściwego komornika ...
  6. Przedzaśnięcie jest wrzawą, kalejdoskopem Kolorowych wstęg i niedokończonych parad Złamana buława Kompromis: głowa na poduszce. Puste echo głosu, który nawet nie miał zamiaru przemówić Dialekt zwany modlitwą - nie rozumiem, nie posługuję się, ale mam już rozmówki Bagna pod stołem, gdzie stykają się nogi, które nigdy nie miały zamiaru przejść razem tą samą ścieżką A ... "ładna dziś pogoda" Idziemy gdzieś? (Utwardzają szosę.) Grająca szafa cichutkich radości Wrzuciłeś tam miliard? Bo coś nie gra, coś się zacięło... I przycisz, proszę. Porzucony kontynent, który nie został jeszcze odkryty, a istnieje we wszystkich wyobraźniach Spinki do mankietów należące do mężczyzny, który obrabował wszelką wiedzę ze ... świadomości Słodycz, przyjemność .... Ślizgawica - niewielu chce skosztować własnego upadku. Drewniane pudełko ... zgniatam w nim tytoń i resztki dni, w których śmiałam się do słońca, a ono udawało, że mnie nie widzi Przekraczam rubikon poprzez zbyt długie tarcie butami o wycieraczkę Gdy okazuje się, że nic tam nie ma, wracam do ludzi i błagam ich o uwagę ... odwróconą ode mnie. Jagody w środku zimy i ciepły pled w środku lipca - muszę wypocić miłość. ... do wszechświata, który nie chce brać udziału w farsie, w której wszyscy umierają: z powagi.
  7. Płoty Ścieżki Elipsy Zastygłe w bursztynowe kameleony Słowa Nieistnienia Najczulsze inwektywy Z dedykacją Piramidy Schron - otwartej przestrzeni Uspokojenie Sztorm na ścianie Cienie Gest Odmowa że stanowczym potwierdzeniem Już nam ciasno w sobie W ciele Bezduszność I nic! O miłości ... Melodie. Żebrzące swą subtelnością Święte Do ktòrych nikt się nie modli Drzwi Za nimi - starzec Bóg Do niego - już chyba też nie Ciekawe, czy to wiedzą Poranne gazety Na obu biegunach Konik i zorza Z pasją Oplatam się rattanową ... wstęgą Ludzka rzeka Szuflady W domach ocalonych tuż przed końcem miłości Jeszcze nie mam tylu lat, by udawać, że nie wiem ... A Ty? Co masz w torebce ... ?
  8. Czasem wydarza się ... dziwna refleksja: czy Bóg jest nam faktycznie tak nieodzownie potrzebny, że kulimy się w ciasnym kącie, pod stołami i na strychach tuż za wstydem ... ? Wstyd nas zasłania, jest bardziej pewny siebie. Wstydzimy się, bo stękamy na klozetowym tronie, myjemy intymne części siebie, oddajemy się rozkoszom zapominając o kotwicach i fundamentach: managerstwach, generalicjach, dydaktyce i przywòdztwie Zapominamy o dniu, który oświetla nas bezlitosnym kwarcem tarczy zegara, nieubłaganym pergaminem kalendarza ... A pod wieczór przyciskamy kurczowo do piersi samotność nadąsaną różnymi kształtami makaronów, okupioną - beztroskim sushi, zakrapianą pustą butelką pośrodku oceanu ludzkich pełni, do których dochodzi się na tafli sztormu: "Moje-dla mnie-mi-ja!" Zabawna pięciolinia ... Ograna, osłuchana i - nikt nie chce śpiewać. Wolność daje mi ostatni przeszastany banknot. Pieniądze mnie irytują, pozbywam się ich jednocześnie potrzebując. Naruszyłam i zmarnowałam wszystkie finansowe świętości. To dlatego, że nie widzę cudòw, nie słyszę śmiechu na ulicach, a w dłoniach ludzi nie rosną lilie Walą się domy. Barykadują uczucia. Wzloty nie podają ręki upadkom. Nikt nie chce wierzyć w nic więcej poza sanktuarium siebie - Bòg tylko BYWA - nam potrzebny. Częściej jednak przeszkadza, bo wolimy się modlić do ... siebie: ciszą, lękiem, brakiem religii, nadmiarem nadziei, złością, nieśpiewaną piosenką ... Nie ma kogokolwiek, by zaufać, by powiedzieć mu prawdę oświetloną jasnym reflektorem ponadczasowości. Prawdziwości! Dziś przebywam w szpitalu psychiatrycznym. Bo ponoć ani ktokolwiek, ani prawda ani ponadczasowość nie istnieją. To kto mi poda leki ... ?
  9. @Zawierucha7 O jakie fajne! :) Pozdrawiam!
  10. Półnuta Ale grzmimy istnieniem! W pośpiechu porzucamy łódki, którymi płynęliśmy przez wszystkie asfalty W samym centrum Niu Jorków porzucamy wszystkie zaułki, w których rolety przedpołudnia rzeźbiły intymności promieniem ... cienia Litr wódki Wenecja i koniec świata który nadszedł, ale ostatecznie się rozmyślił. Pracujesz na antresoli układając rzędy myśli w okładkach Trenujesz ... przedmowę przed zasłuchanym fikusem Dobrze wypadasz w statystykach - osób wiodących życie "popółnocne," kiedy dudnisz organami i piszesz ody do genomu Kim jesteśmy? Przed czym stoimy? Czy są jeszcze jakieś inne cywilizacje, które zamieszkują ziemię? Bardziej bezcelowe ... od nas? Chyba nie. Śpij już, nawet chrap. Nad głową grzechotka z pierników i baba jaga w koronkowych figach Odbieram telefon w środku nocy: oczarowana słucham dźwięku okaryny własnego serca Umieram - zmumifikowana pięciolinią. Jedna fałszywa nuta i spadł dach ponad głową Lej tego tornada zabiera nas do wiolinowego klucza... Tylko kto ma zamek?
  11. Kładę się spać razem ze łzami Opłakującymi kolejny zachód słońca W pokoju tylko mucha i ja W telewizji - obrady na temat pozaziemskiego gorąca Dla mnie nie ma sensu poranek nie tętniący pieśnią i kawą W życiu tyle warta jest powaga, ile, pokerowo, pośmieje się z zabawą ... Wszyscy już wyszli. Z przyjęcia, na którym po stołach turlały się marcepany Gięły się mosiężne świeczniki, iskrzyły - stalowe celofany A świat był obolały - od oznak miłości i śmierci, namiętnych całusów księżyca Łzy ... Przykucam nad ich kałużą ... przyglądam się swoim życiom ... Kłamcy, oszusta, szydercy, znanego nienawistnika Śmierć praży dla mnie kawę ''Czy wspomnisz mnie w pamiętniku ...?'' Nie, nie! Stąd też uciekam. Niech da mi się zbudzić nad ranem Co rusz to nowy początek Choć końce ... pozaczynane ... Wyturlam się z własnej trumny Nie chcę, by ktokolwiek mnie zabił !!! ''Zginęła od słomianego zapału ...'' Mnie? Nawet popiół nie trawi...
  12. Jeżdżę tramwajami po to, żeby napisać wiersz. Czy pech jest też wtedy, kiedy przechodzisz OBOK drabiny? Kakofonia języków i wielki lej kolorowych snów Mnogość to często samotność Tylko o tym nie mówimy. Bo o czym mówić, kiedy toczy się świat i głównie nas zaprasza - do swoich barbakanów Kryształowe komnaty, sale balowe i koronowanych głów Skrawek niczyjej ziemi - to po nas, przechodnich rentierach, pozostanie Pustelnia, gdzie błędy, krzywdy zawiść oraz śmierć - wiodą obłędne życie towarzyskie Zawsze możesz tam zajrzeć, pooglądać, BYĆ - bilety sprzedają się dobrze - zawsze z zyskiem...
  13. @Henryk_Jakowiec :))))))
  14. Słońce podzielone na dwie kule ziemskie Ty i ja Niedokończeni Mijamy wszyskie przeszłości Niewypełnieni Przytłoczeni wielokrotnością Burgundowych szalików, randek ze świec, amaretto i włóczki ... Potykam się co drugie słowo Klapki Na oczach Glany Wiadukty na ścieżkach nieobecności Śpię, otula mnie sroga nieuchronność Mam dość - tonę w zbyt ciężkiej czapce arlekina Przyklejam sobie historie do głowy - rażące podobieństwem - do nikogo i czegokolwiek ------------------------------------------------------ Rajdowy tor Nadzieja w kratkę Idzie piechotą przez autostradę Tępo pyta: "Dokąd zdążasz?" Narzucam tempo, odpowiadam szybko: "Już nie zdążę. Nie nadążam za ... ... "późno" (Chwilę później, ta sama nadzieja) Kupuje sukienkę. 360 stopni (mój obwód w pasie) Beznadzieja. Tasuje talię ... Zagramy?
  15. Jesteś magiem mojego pulsu, radością lekką, bo z sercem - wyrzuconym wraz ze spadochronem - naszych niemrawych pasjansów, źle ułożonych, milczących, wyczekujących bez ... nadziei ... Dotykasz łydki swojej osobistej guwernantki od fizjonomii, a ja ... zdradzam cię tylko z Bogiem. Bywasz we mnie korowodem, karnawałem, brakiem pytań, ośmiornicą na bambusowym półmisku ... Zabrakło mi już nawet słów, żeby wypowiedzieć "kocham cię" Śpij, bełkocz, podcinaj światu żyły! Zostaw mi siebie: zasuszę cię, schowam do szkatułki jak wyblakły paragon, zamknę we fiolce z kroplami na skołatane nerwy, wyciosam cię niczym karczowisko ... Siedzimy na dachu kamiennicy do rozbiórki, w dłoniach każde z nas ściska topniejący meteor, robimy pamiątkowe zdjęcie Wracamy na ziemię ... Każde z sercem, ale bez "NAS." Cymbałki sopli grają pierwsze skrzypce Nie ma transparentów, nikt nas nie wita Jeśli tylko zdołam dokończyć życie, to postaram się staranniej rozpisać role. W pralce - moherowy sweter rozciągnięty do granic niemożliwości I jakieś skrawki papieru Podarty program ... Coś da się rozczytać: "(...) nie (...) zapraszam (...) spektakl (...) prawie (...) boska (...) farsa (...) sprzedajmy (...) 100 lat (...) śmiechu (...) bez szczęscia (...) Mars (...) na ziemi Sklej to. Jutro lecimy. Po kosmos.
  16. @Gabrys Urocze! Aksamitka i na apel! :) Ale tak poważnie - "lubię to" :) Pozdrawiam!
  17. Oddech ulgi, bywa najcięższym z możliwych Puste krzesła między prawdą a Bogiem Już w momencie przyjścia na świat niszczymy własną nieśmiertelność Niejednym niedokonanym czynem i wieloznacznym pustym słowem Dojrzewam do infantylności. Firanki utkane z pajęcznyn Wolność taka, że zapisuję ją kirem czarnej szminki na kryształowej kuli Przyszłość? Już u mnie była. Zdziwiona, bo przyłapała Whitmana turlającego się wśród rabatek i winszującego mi ... kwitnącej paproci (Whitman to hydraulik, który przyszedł uregulować strumień.) Nieświadomości.
  18. Cymbałki z wiatru Przeszyci strzałą metafory - ze zdumieniem wpatrujemy się we wszystkie kolory słońca Hodujemy egzotyczne zwierzęta w klatce Piersiowej. Naiwność najczęściej miewa kształt serca. Logika - bywa skrajnie liberalna. Zygzakiem idę po rozum do głowy Arrasy w starych domach, zapach wanilii i cynamonu Świece ogrzewające kilka pokoleń, które rozdeptywały cytrynki Stawiając siermiężne mury Ach! Chcę uciekać! Tak! Stąd! Ze świata! Wrzucam go do torebki i ... tak! Już do mnie dzwoni! Ławka w Central Parku. Zawala się na mnie lawina zieleni i zapach stęchłej skóry - aktówek i obcych historii Przysiada się do mnie tęsknota: ''może zostaniesz na noc?'' Zniekształcam srebrne kieliszki opływową prawdą Nie ma czego opijać: przy brzegu pucharu potykam się o rozsypane żołędzie Zaprzeczam - widząc rozgniecione przez podłogę myśli Pozbieram. Się po wszystkim, czego nie przeżyłam. Mówię do siebie, ale praktycznie nie rozumiem swojego rozmówcy Włoczę się po gzymsach rozespanego wieczoru Gram w karty tylko z tymi, którzy już mają podarty łeb ... "To be or not to be?" (W sumie nie wiem, po co mi te czaszki) As dwójka. Wojna. A tymczasem cisza wyściełała mnie aksamitem. (A przecież "tymczas" nie istnieje!) ... Czy inni też tak wrzeszczą nocą?! Składam dłonie do modliwy. Ale na Boga ... jakoś nie mam szczęścia. Nie wpadłam.
  19. Serce nie musi być złamane, wystarczy, że jest popękane - choć w jednym kawałku Zbywa i mówi: "nie ma tematu" - żałośnie pokruszony bohater dramatu! Świat powinien odmłodnieć - poprzez zaprzestanie dźwigania ziemskiej kuli Przez zbilansowanie bezokoliczników: 'znieczulić' i 'przeczulić' (Koniec rymów.) Mam swoje tajemne życie, za którym znikam, jak za wypłowiałą kotarą Nasłuchuję w nim fal w strumieniu, który żłobi brak oczekiwania na cokolwiek. Poza. Spokojem! Nie ruszać mnie! Żadnym rymem! Nie wzruszać! ... ramionami, gdy pienią się łzy wściekłości. Śpię nie sama ... ze sobą, halucynacje okrywają nas pledem, worek na śmieci pakuje wczesny świt, zgarnia resztki północy Widzę światło latarni morskiej na wielkich połaciach asfaltu O! Ktoś macha mi z końca świata! (Przecież sama nie śpię (ze sobą) Koniec świata! ... Dlaczego jeszcze nie śpi ... ?
  20. Większość ludzkich pomysłów wraca późnym wieczorem do domu, z płaczem. Biorą krople na żołądek, a wynajmowany pokoik aż pęka w szwach od butelek - pełnych miłosnych listów 'Zakochaj się w Warszawie' - dla mnie to wesołe miasteczko - pełne wojen i odrestaurowanych świetności, cinkciarzy z peronu zero i dziennikarzy z oddolnego i odgórnego Wilanowa, pełne pałaców i białych bloków bez duszy - choć jeszcze nie ma w nich starców (narazie sumiennie dojeżdżają metrem po swoje przyszłe emerytury) Warszawa to miasto ... zbytnie, pełne nadmiaru, tak anonimowe, że chce się wykręcić numer SOS w w tunelu i opowiedzieć o tym 'odpowiednim służbom' Neony i światła, czynsze i zapomogi, miłości i Szopeny, złotnicy i odszczepieńcy w stuporach i mlecznych barach ... A kiedy już mi się znudzi i Annasz i Kajfasz, wracam pierwszym pociągiem do stacji przedmiotów z historią i wspomnień oklejonych płatkami powiek z zachodami wrześniowych słońc i sierpniowych obłoków na horyzoncie października Wracam do tego uścisku, tej jedności, której zwrotnicą jest łąka Czułość na grządce przy małej chatce obok torów: leżymy spokojnie wiedząc, że diabelski młyn kręci się i bez nas - dziś ulgę na przejazd mają tylko anioły. Patrz jak tłoczno! I nie ma siedzących miejsc! Ostatecznie mogę ustąpić. ... W końcu i tak leżeliśmy na gapę ...
  21. @Gosława Podzielam zdanie :) [... Może odstraszyła ich czcionka? ;)] Pozdrawiam!
  22. Słodki atak nieba Nie pozstawiasz po sobie nic więcej Jesteś. Bez. Powrotem Wymodliłam pierwszą literę twojego ramienia... Jakże jesteśmy wolni! ... Zamknięci w katakumbach raju Życiem Odsłaniamy roletę nowego horyzontu O! Patrz! Widzisz ten mały punkcik w oddali? To wieczność. Nie ucieka, nie boi się, ale brakuje jej wiary w siebie Po południu oglądałam łyżwy. Hals twojego oddechu na rozgorzałej tafli ... JA Rozmyty, prymitywny "tulup, " nawet lód nie topi się, a wysycha PRZY MNIE Kaj i Gerda w niemiłosnym uścisku Ale gdzieś jeszcze pachnie wanilią ... Na trzecim końcu świata. Nie ma sensu rozmawiać o obecności Czegoś / kogoś, co nigdy nie istniało. Jaki to przypadek? Odmieniam się. (Przypadkiem.) Rozrzucasz po moim ciele dłonie. Pieszczota, która zawsze mówi mi to samo: "Jest mi dobrze. Czas uciekać." Nie mam zegarka.
  23. Tzw. życiowi szczęściarze to ci, którzy umieją się łudzić, że w życiu istnieje cokolwiek poza pustką. Bywam teraz w dniach, kiedy już nawet nie mam nastroju na smutki, harfy, brzoskwinie i wiolonczele. Żaden dźwięk nie jest w stanie mnie wygnać spod bram własnego "raju" ... Nieczynne. Płaczę - ocierając mankiet o przemarznięty kosmos. Jest tak niewielu ludzi, którzy ogrzewają mnie PONAD ciałem! Nieniebieskim. Pod nami - ziemia. Ten niesforny pędzel przesycony ciemnymi barwami! A dziś dziś mam różowe okulary. Nie widzę ani z oddali ani ... bliskości. Ale dalej bulgoczę w sobie napędzana zachwytem, nienawiścią ... Waza pełna gorzkiego ponczu ... Częstujcie się! Gadajcie! Śmierć i tak czyha za każdymi drzwiami, nie tylko tutaj. Zadzwonię po murarza! Wybudujemy ścianę, dom, marzenie i jakiegoś Chrystusa! Wylejemy jak rzeka, zamkniemy się przestrzenią Spadniemy z głębi ... doliny Śniady świt twoich ramion. Zazdrośnik księżyc chce rozpoznania. Żadnego 'bez zwłoki' w naszym miłosnym uścisku! I ciągle jeszcze nadzieja. Na przylądku obrusu, chyboczącego stołu i morza ludzkich statków. "Statki..."? To staroświeckie ... Kupię duszy batyskaf. Kiedyś trzeba odnaleźć, co wisi, a nie utonie ... Co? Chyba - kto? Czarny melonik i muszka i wysadzana laska... Bynajmniej nie klejnoty. Boże mój, to dynamit?! Hola, co tu robi Bóg ...?! Od-tworzenie. Świata.
  24. Szczyt kłamstwa? Zmyślanie nieprawdy.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...