-
Postów
425 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez Klaudia Gasztold
-
Po powrocie z euforycznego snu Jeszcze będąc u progu dnia Usłyszałam uderzenie hydrodynamiczne W przestrzeni kosmicznej Będąc na zewnątrz w szare popołudnie Przeglądałam się w kałuży Po środku wąskiego przejścia Między milczącymi blokami Mleczna plomba O smaku cytrynowym Na duszy Nie wymagam heroicznych czynów Jedyny wyłamałeś drzwi bez wachania Zatrzasnąłeś okiennice Trzymając mnie za rękę Kiedy paliła się dioda w mojej głowie Klaudia Gasztold
-
W moich cieniutkich żyłach Owiniętych skórą Drżącą kiedy się zbliżysz Dotkniesz spojrzeniem płynie biała czekolada W moich prostych włosach Ślady zimowego wiatru I wyschniętych już płatków śniegu W moim niepewnym sercu Wiele alejek nazwanych Twoim imieniem Wszystkie zwiedziłeś zostawiajac na nich Motto tysiąca i jednej nocy Ile przed nami dni? Powierzam ufność sercu Cieniutkim żyłom I płatkom śniegu Klaudia Gasztold
-
0
-
Drewniana Strzała Amora Uderzyła jak zawsze precyzyjnie Wzruszając całą powierzchnię świata Potocznie zwanym sercem Panowała cisza Przerywała ją Lejąca się do wanny woda Krople obijały się o dno zajadle Jakby grały rytualny hymn Mający zapoczątkować Niepojęte dotychczas uczucie Odwzajemnionej bliskości Dzieło szmaragdowych snów Podarowane na jawie Przez nieokiełznany los Płynący własnymi falami wszechbytu Pogodzona Odbijam się stopami od ziemi Wznosząc się ku słońcu Zamykam sennie powieki Klaudia Gasztold
-
3
-
Nie ma czasu Ani chęci Mam wrażenie Jakby życie Toczyło się obok Jak gdybym Fizycznie stała z boku I tylko patrzyła na to Co się dzieje W mojej głowie Brak mi Ciebie przyjacielu Trudno mi To wytłumaczyć Metryka Została zamknięta W szkle bezgłowy anioł Trzyma złotą harfę Do góry nogami Wysypując z nieba Wszystkie gwiazdy Klaudia Gasztold
-
Zauważyłam w jego oczach obsesję Dotykał wzrokiem każdy mój włos z osobna Szedł za mną niby przypadkiem Ślad za śladem jak cień nawet nocą Zebrał już tonę zgubionych apaszek Bałam się tego co ma jeszcze w planach Niby przypadkiem a jednak wiedziałam ze działał Zgodnie ze swoim zaplanowanym harmonogramem Gdy ja zmieniłam swój rutynowy plan On jakby szukał zgubionego gruntu pod stopami Ktoś widział w garażu gdzie chowa samochód Ołtarzyk z moimi zdjęciami każde z innego dnia Nie wiem ile to już lat trwała ta obsesja O odcieniu schizofrenii Czytał mój pamiętnik Wyrzucony do kontenera na śmieci Znał moje sekretne miejsce Gdzie przesiaduję aby odpocząć Nie od niego Bo siedział lub stał gdzieś za mną Potrzebowałam zdrowego serca Bo moje umierało Mimo wszelkich starań medycznych Usłyszałam pisk Dobrze znanych mi opon Dostałam telefon Będę żyła Jeszcze nie wiedziałam Że to jego serce Bije teraz w moim ciele W odzyskanym spokoju Czytam kartka po kartce Listy pisane do mnie Zauważyłam w jego wersach już nie obsesję A bezwarunkową miłość dla której warunkiem Nie było nawet jego istnienie Klaudia Gasztold
-
2
-
Ćma uschnięta Wisi w rogu Błękitnej ściany Światło księżyca Dotyka jej skrzydeł Suchych i cienkich Jak usta kobiety Pozostawionej Samej sobie Na środku lasu Wśród wyschniętych liści Zgniecionych Nikomu niepotrzebnych Zaledwie szczery blask księżyca Obejmuje ze współczuciem Jej blady policzek I ledwo widoczną Usychającą łzę Klaudia Gasztold
-
Tabliczka czekolady Na kuchennym blacie Otwierasz ją z gracją Słodka moja neszama Zamknięta w Twoich dłoniach Klaudia Gasztold
-
2
-
klatka
Klaudia Gasztold odpowiedział(a) na Klaudia Gasztold utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Waldemar_Talar_Talar dziękuje :-) miłej nocy -
Codziennie Mocniej wbijam pamięć W nadal krwawiące serce Ściskam zamkniętymi pięściami Skurczony żołądek Pełen niewypowiedzianych słów Zwymiotowanych marzeń Codziennie Bardziej się zakrywam Białym kocem Przed snem W nadziei Że będzie to ten ostatni Przez lata wyczekiwany Gdzie rozluźnią się struny Granatowego nieba Codziennie Zamykając oczy Liczę uciekające łzy Przyciemnionego słońca Strużką szarej mgły Klaudia Gasztold
-
2
-
Jak wtedy gdy na jawie Spotkaliśmy się nieopodal fontanny Która do dziś obmywa zimny asfalt Rozluźnił w długim śnie napięte struny Delikatnym jedwabiem Po czarnej materii ciężkiej nocy Rozjaśniał moją duszę Swoim urzekającym głosem Dżentelmeńskim zachowaniem wobec mnie Reminiscencja katalogu kolorowych fotografii Na których byliśmy uśmiechnięci szczęśliwi Tacy nadal przecież jesteśmy Miękkim kaszmirowym szalem owinęliśmy się Wzajemnie gdy obficie pruszył śnieg Nitkami nadziei uszyliśmy przyszłość Przez którą przepłyniemy o własnych siłach Letarg minął Osunął się Jakby na rozkaz Kojące ruchy czasu płyną w naszą stronę Zgodnie z biegiem naszych marzeń Wyryte złotymi zgłoskami sentencje Zostały w moim pamiętniku Jego dystynkcja mnie urzekła Od pierwszej refleksji Pierwszego kroku naprzód Wszelkie fobie z głębi zostały zmitygowane Uwalniając długo wyczekiwany wewnętrzny spokój Kolory w pałacu bez szczerej miłości to jedynie przezroczyste formy przetrwania Klaudia Gasztold
-
Objęłam dłonią złotą kratę Stalowej klatki W której dumnie leżał Dostojny biały lew Z przylegającą do ziemi gęstą grzywą Powracam do tej chwili Zawsze gdy siadam Ci na kolanach A Ty turkusowym grzebieniem Rozczesujesz moje włosy Delikatnie gładzisz złote proste pasma Poplątane przez pustynny wiatr Pamiętam jak pewnego dnia Drzwi klatki się otworzyły Stałam skupiona w bezruchu Zwierzę podeszło do mnie blisko Przekroczyło granicę komfortu Spojrzałam w jego głębokie pewne siebie oczy Rozciągnął przed siebie przednie łapy Obnażając przy tym swoje mleczne zęby Zacisnął powieki Ogonem przegonił nieobecne insekty Usiadł przede mną na trawie Miał tak samo potarganą przez wiatr grzywę Na szczęście mnie nikt w klatce nie trzyma Jedynie miewam klaustrofobię Kiedy zostaję sama ze swoimi myślami Nawet na otwartym oceanie Klaudia Gasztold
-
Widziałam mgławice W pełnej swojej okazałości Westchnęłam Zniżając wzrok Niebo zbyt mocno się obnażyło Przede mną Wszystkie jego tajemnie w gwiazdach A w listopadowej mgle Koń skubiący trawę Gdy chciałam się do niego zbliżyć Zniknął Jakby był tylko świąteczną obietnicą Kiedy przemierzałam gęsty las Penetrowałam wzrokiem szarą warstwę W poszukiwaniu zwierzęcia Na jakiś czas Koń się ulotnił Zbliżając się do frontowych drzwi domu Usłyszałam skrzypienie śniegu Za mną stał owy koń Otoczony szarą firanką Pozwolił dotknąć swojego nosa Albo to ja pozwoliłam jemu Dotknąć swojej dłoni Klaudia Gasztold
-
3
-
Alejkami giętkich słów Przechadzam się kiedy zachodzi słońce A noc przykrywa dzień swoim płaszczem Nadal szukam listu na mgle Od niemej przyszłości Może lepiej gdy milczy Las pełen mchu I suchych liści Które skrzypią pod stopami Więcej nam zostaje gwiazd Pod mostem zimna woda Most z dębowej kory Tam na górze anioł poprawia skrzydła Gdy piszesz dla mnie giętkie wiersze Tam na dole szatan mdleje Kiedy myślą szkicuję Twoje wersy Na diamentowym piasku Gdzie się zatrzymują drewniane łódki Wystrugane z uczuć Rozczesujesz palcami Moje giętkie długie włosy Klaudia Gasztold
-
3
-
Zawieszona między światem rzeczywistym A kolorowymi marzeniami To moje niebo i piekło Z jednej strony narastający ból Z drugiej spokój i szczęście Stoję pośrodku nie mogąc podjąć decyzji Jakbym się bała konsekwencji Lub ponownego rozczarowania Wiele było takich Stoisz odwrócony do mnie tyłem Jakby to miało zapobiec sugestiom Każdy z wyborów byłby zły pod pewnym względem Długo tak stoję zahipnotyzowana świadomością Że Ty też stoisz między tymi dwoma światami Czy spotkamy się w piekle ? Nadal żadne z nas nie podjęło kierunku Boimy się własnych wyborów? Czy braku obecności drugiej z nas? Klaudia Gasztold
-
Można być przy kimś Zwyczajnie Nawet milcząc Miłości nie trzeba słów Wystarczy wzajemna obserwacja Dotyk dłoni Bliskość Nikt nie musi wiedzieć Co się kiedy wydarzyło Z nami Między nami Każdy przecież mierzy życie własną miarą Doświadczeniem Własnomyślnie wystruganą filozofią Wystarczyło nam tak niewiele Tajemnica którą pojęły tylko fale rzeki Ziarnka piasku dotykane przez nasze stopy Nie trzeba mi tak wiele Tylko kilka sekund z Tobą Ewentualnie całe życie Aż po ostatnie tchnienie Chcę jeszcze raz cofnąć czas Aby znaleźć się w raju Gdzie nieświadomy niczego tłum ludzi Zwyczajnie nas mijał A my tak nadzwyczajnie cieszyliśmy się sobą Mimo panującej na świecie pandemii ignorancji Albo jak wolą Pisma Wedyjskie Mayi Pragnę ponownie znaleźć się w ogrodzie różanym Gdzie pełno jest kolorowych motyli A nad nami szczytujące słońce Tak niewiele potrzeba do utopii Aby przed kimś otworzyć neszamę Nie naruszając przy tym fizycznego ciała Klaudia Gasztold
-
2
-
Dwie sylaby jego imię Śpiewam piosenkę z dzieciństwa Wciąż tę jedną Choć jeszcze go nie znałam Tylko z nim mi się kojarzy Zawsze przed snem I za dnia kiedy mnie najdzie ochota Bez elektrycznej gitary Przy otwartym oknie Nawet zimą gdy pada śnieg Śpiewam głośno Tę jedną melodię Dwie sylaby jego imię We śnie tak niedawno Śpiewaliśmy ją razem Trzymając się za dłonie W moim pięknym śnie Jestem ciekawa czy o tym też śnił Może kiedyś nam przyjdzie Na jawie się zmierzyć Z tekstem Bajkowej pieśni Tak bardzo nam bliskiej Dwie sylaby jedno imię Klaudia Gasztold
-
2
-
Mleczne obłoki niechaj płyną po niebie Drewniane łódki niech od nas oddalą Cały gwiazdozbiór W naszych imionach Mieniący się nocą Pod okiem księżyca Drewniane łódki Niechaj płyną Niech płyną Daleko ode mnie Daleko od Ciebie Niech błądzą za tęczowym mostem W każdym kolorze Niech napiszą wiersze Na mlecznych obłokach Za cieniem słońca A Ty żyj spokojnie Przy mnie śnij Tylko mnie skryj W swoich skrzydłach A ja będę spokojnie Spoglądać w niebo Przeglądać ziarnka piasku Budując z nich zamek Aż po mleczne obłoki Porozrzucane przez wiatr Klaudia Gasztold
-
Przyszedł do mnie W horrendalnym śnie Tej feralnej nocy Wzrokiem otworzył pandemonium Pochłaniając sieć kosmosu Wraz z mleczną drogą Płonęła cała neszama Nie mogąc wypowiedzieć myśli Dziecinnie naiwnej Zachłysnęłam się Podnosząc powieki Jednak opadłam na pościel Bezwładnie Obserwując biernie Jak się oddala Czarnymi oczami Zamknął ciemność Wypuszczając z dłoni Moje serce Klaudia Gasztold
-
Roztapia się Masło na rozgrzanym mleku Rozpływa się Na wszystkie strony Nadając powierzchni Aksamitnego zapachu Jestem tu Jeszcze Dodaję łyżki miodu Abyś mógł się delektować smakiem poezji Nie tylko tej na ekranie Nie tylko tej na pożółkłych kartkach Wiem że się rozczulasz Pod miękkim kocem Także kocham ten stan euforii Rozpływam się Rozczulam się Nie tylko w przytulnej kuchni Nie tylko w pełnej uczuć sypialni Tylko gdy jesteś blisko Klaudia Gasztold
-
Opieka
Klaudia Gasztold odpowiedział(a) na Klaudia Gasztold utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Waldemar_Talar_Talar dziekuje -
Zdumiewająca jest ta chwila Kiedy wracamy z długich wypraw po lesie Aby móc odpocząć w domowym zaciszu Blasku świec Przytulnym kominku Turkusowym grzebieniem Rozczesujesz moje długie włosy Powracam wtedy nostalgicznie Do czasów dzieciństwa Nie ma już różowej toaletki w sypialni Za to pozostało poczucie bezpieczeństwa Splątujesz blond kosmyki w warkocz Czule na mnie patrząc W zamian za te błogie doznania Przed wspólnym snem Masuję Twoje silne ramiona Wsłuchując się w rytm oddechu Mierząc puls otwartego nieba Zachwycające rytuały których nie uczą Na żadnych uniwersytetach Dlatego tak ciężko jest dobrać Odpowiedni wazon do świeżo zerwanych kwiatów Partnera do wspólnego życia Wspólnej nieuniknionej śmierci Klaudia Gasztold
-
1
-
Rozepnij moje lęki Które uciskają neszamę Zdejmij biżuterię łez Zbyt dużo jej na każdej części ciała Zostaw ubrania Resztki sił zbierz z podłogi Podaj mi je proszę Na swojej silnej dłoni Tak silnej Jaką jeszcze nie byłam Może kiedyś kochany Mnie nauczysz być szczęśliwą Kiedy dzień kładzie się spać Noc potrząsa głową Mieszając myśli ze snami Przykryj mnie nadzieją Wtul się proszę w nią wraz ze mną Bo czym ona może być Bez Ciebie? Wyspy mają złote piaski Obmywane wyczesanymi przez wiatr falami A moje włosy nadal proste Jedyne one są proste W moim życiu Klaudia Gasztold
-
BORDERLINE Długo rozmyślałam nad tym co mi powiedział Znałam go jak rodzonego brata którego nie miałam Poddałam analizie każde jego słowo Zachowanie podczas wypowiadania się Ułożenie dłoni stóp a nawet kierunek wzroku Z trudem przychodziło do mnie znaczenie wyznania Jakby niepojęte przeze mnie chciało na przymus Opowiedzieć mi moje własne pochodzenie Po dłuższym milczeniu tylko westchnęłam w przekonaniu Że będę kochać go już zawsze nie ważne że jest Borderline To ma tez swoje plusy jak zresztą wszystko co wokół Dzień pełen nieprzewidzianych doświadczeń jak i ciemna noc Głośna burza obfity deszcz gorąca susza wszystko ma zalety Nawet tak niedawno krytykowane moje odbicie Które teraz widzę dokładnie w jego pełnych emocji oczach Klaudia Gasztold
-
3
-
Przyszedłeś do mnie Jakbyś wiedział czego pragnę Kiedyś to ja Pukałam do drzwi Często ze łzami w oczach Pamiętam jak mnie wtedy przytulałeś A wcale nie musiałeś Być tak dobry Parzyłeś herbatę I z powagą słuchałeś Wodospadu moich zmagań Dzisiaj przyszedłeś Nawet kwiaty pustyni nie są w stanie pojąć Mojej radości Kilka godzin rozsypało się w powietrzu Nie zważając na lata I nasze pustynne marzenia Zostanę tu jeszcze Tak długo aż zobaczę Twój uśmiech Tak długo, jak będziemy oboje potrzebowali Wzajemnej troski i bycia spełnionym Ściany bez ozdób A serce pełne diamentów Jestem tu Zostanę Aby móc zaparzyć herbatę I z powagą słuchać szumu wodospadu Klaudia Gasztold
-
dom
Klaudia Gasztold odpowiedział(a) na Klaudia Gasztold utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Waldemar_Talar_Talar chodzi o milosc ktora jest sprzedana na aukcji zazwyczaj w postaci niespełnionych obietnic