Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

befana_di_campi

Mecenasi
  • Postów

    2 467
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    20

Treść opublikowana przez befana_di_campi

  1. "Wahadłomistrz"? Może już lepiej "Wahadłohamulcowy"? ;-)))
  2. Skrzące srebro powietrza w drobinkach anielskich piórek lekkuchne. Z puchów puszki najlotniejsze - I to bajeczne niebo niczym bladoliliowa sępolia z różowym cyklamenem są zawsze najpiękniejsze kiedy drzewa bezlistne prężą zmrożone gałęzie podobne zwitkom wstążek albo drucianym kłębuszkom *. Gdzie gołoledzi szklący parkiet tam świetlne przymarzają anioły lecz że się spoci pełnią odwilż przeto reniferów skórzaste kopytka pociągną sanie. W zaparte. Na nich tobołki z północną zorzą. Cisza tupnie śniegu sterylnym kapciem zapachnie słomą z ostrym chłodem - wtedy Barbara Święta Królewna w zieleniach wygaszonych co ma sarnie oczy ciszy odwiedzi Żupne Ogrody w śniegu futrzanych rękawicach i wokół szyi mieczem pokaleczonej owinie szal pomarańczowego ognia
  3. Już teraz Państwa kojarzę :) Przecież obiecałam modlitwę :-) Bardzo serdecznie :)))
  4. Właśnie tak ma być! Dusza przedziurawiona bez jakiegokolwiek oglądania się na pięknosłowie. Ktoś niedawno napisał, że wiersz nie musi być idealny, wiersz ma być prawdziwy. Nie widzę też u siebie, znaczy w tekście, żadnego "wahadłomierza"? Widzę Boskiego Zegarmistrza, który po to zamienił się w lekarza, aby mi zabandażować tę właśnie, podziurawioną bolesną nostalgią, psyche. Bo nie zawsze czas goi rany, kiedy - ni stąd ni zowąd - zaczynają otwierać się blizny.
  5. "Strużki" od "strugi", nie "stróżki - pani dozorczyni" ;)
  6. Najprawdopodobniej dotyczy czworonożnego Przyjaciela, który przeprowadził się był do swojego lepszego psiego świata :)
  7. Almatei nie Amaltei! "Alma", czyli karmicielka. Resztę sobie poczytaj w mądrościach Wikipedii na temat mitologicznej kózki i etc. ;-)))
  8. Ponieważ jestem "jaśnie panią", więc chłamu nie kupuję... ;-)))
  9. Tak, bardzo osobisty :( bo była wcześniej: La Buona Morte Uprzątnąć posłanie choć nadal zapach wosku pośrodku uciszony oddech i zatrzymany balans serca A w moich dłoniach twarzyczka Umarłej zaraz mi zwiędnie fioletową malwą do przeżółconej strefy chłodu - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - jak medalik z alpaki Mamę przeprowadziła za rękę święta Barbara - Patronka dobrej śmierci, bo do Niej modliłam się podczas odejścia Mamy. Także i Mama niemal przez całe swoje życie, codziennie: jedną "Zdrowaś" prosiła świętą Barbarę o szczęśliwą śmierć. Bardzo serdecznie.
  10. Twój płytki oddech cykaniem pasikonika w moim pokoju Obudzisz się – Mamuś? Kropla za kropelką zamiast medykamentu kapią do miareczki łzy Drżą bezradne ręce - - - - - - - - - - - - - - - - - - A Ten Który zatrzymuje wahadła serc bandażuje mi znowu przedziurawioną duszę
  11. Może być jeszcze i tak jak w V Koncercie fortepianowym Es-dur L. van Beethovena: Zielenią zabłysło zapachniało piorunem - Burza przechodzi bokiem Olśniło gromem zielenią zanuciło - - Deszcz spada najpierwszą kroplą Rumor za widnokręgiem rozgadały się trawy że burza cwałuje obłokiem Szumi podszewką zieleń pachnie mokrym ozonem - - - Burza schowana za krzakiem Wieje zielenią i gromem liście jak fulguryty Burza powraca refrenem - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - Czarny bez pachnie białym jaśminem
  12. Przemyśl jeszcze raz, bo chandra nie musi przechodzić w jakość :-)))
  13. Mogę Ci podesłać miękki pled, poduszkę, konfitury... :-)))
  14. Dwa razy "smutku", dałabym "z rozpaczy otchłani", która choć brzmi banalnie, to tutaj akurat podkreśla swój swoiście sztambuchowy wdzięk :-) Serdecznie :)))
  15. To było w czasach, kiedy ja - "dziecko specjalnej troski" - m. in. łowiłam swój "Zielony cień" "Dlatego, że nigdy nie narzekałam na niedobór wyobraźni, więc nie raz i nie dwa nasłuchawszy się rozmaitych traumatycznych opowieści, przez długi, długi czas cierpiałam przez tę swoją sfrustrowaną duszę do tego stopnia, iż dużo ode mnie starsza siostra, określiwszy mianem histeryczki, zaprowadziła kiedyś do psychiatry. Gdy mijała jednak moja, nierzadko połączona z migreną, złowieszcza chandra, natychmiast, wraz z aktualnie czytaną baśnią (byle nie bajką Grimma lub Andersena) ponownie przywoływałam swój Zielony Cień. Do teraz nie wiem, gdzie o nim przeczytałam, kto o nim mi opowiedział, pod którym drzewem go zobaczyłam, kiedy go sobie wymyśliłam. A może pojawił się razem z Żupnym Sadem, pośród którego zamieszkałam i od razu poczułam się tak jakbym w nim oraz nad nim panowała niby jakaś Wróżka z Zielonej Ciszy oraz Narzeczona Zielonego Wiatru? Mój ukochany Sad, do niedawna użytkowany z takim znawstwem i miłością przez specjalnie zatrudnianych żupnych ogrodników już od 1952 roku dzielić zaczął los (wielko)pańskich parków oraz ogrodów. Mimo to wciąż jeszcze się bronił, względnie bronili go zdeterminowani mieszkańcy jednego z wcześniej postawionych salinarnych bloków, więc i też zachowało się kilka nie zadeptanych ścieżek, nie połamanych drzew, parę kęp trawy przypominających do złudzenia łąkę. Zaś zachowało się (wiem teraz dlaczego) ponieważ świeżo zasiedlone małoletnie lokatorstwo, nie nosząc majtek, tam właśnie chodziło za potrzebą. W związku z tym, kiedy podczas osobistych penetracji za Zielonym Cieniem oraz pomimo największych starań, nie udawało mi się wyczyścić murawą obcasa, w kałuży zaś domyć palców u nóg czy pięty, należało zatem – zatykając nos, czyściejszą, bo nie cuchnącą ręką – gnać do chałupy z płaczliwym wrzaskiem. Wszak pewnego razu Mama i moja prawie-dorosła-Siostra, z sobie li tylko wiadomych powodów postanowiły zastrajkować. W związku z czym pewnego poranka bez kropelki rosy, bez śladu jakiejkolwiek kałuży, przy zakręconym hydrancie (jedyna wilgoć to własna ślina), Mama – dławiąc się – nasypała do wiaderka kopiatą łyżkę proszku do prania pt. „Rapid”, wlała tam chłodną wodę, po czym z nie wróżącą nic dobrego miną, wręczyła mi z góry przewidzianą na wyrzucenie, szmatę. Długo trzeba było mnie potem myć, cucić i przebierać. Szorować łazienkę oraz przedpokój. Przy okazji prać Mamine nowe, zakupione w Sukiennicach, wyszywane pantofle. A za to, że po swym otrzeźwieniu śmiałam się głupawo, to oberwałam solidnie po tyłku..." P. S. Wiersz został napisany w styczniu 2005 roku a następnie zadedykowany bardzo dobremu Znajomemu, niemal Przyjacielowi - śp. Profesorowi Krzysztofowi LIpińskiemu - germaniście-literaturoznawcy, translatorowi, poecie...
  16. Chorthippus biguttulus: prostoskrzydły konik pospolity, niesłusznie nazywany świerszczem należy do rodziny szarańczowatych. Spotykany na łąkach, polach oraz w innych, niezbyt wilgotnych miejscach. W letnim koncercie owadzim gra on niezmiennie pierwsze skrzypce! A ów charakterystyczny odgłos samiec wydaje pocierając rytmicznie udami tylnych odnóży swoje pierwsze skrzydła, których część środkową pokrywa siateczka żyłek... Bywało dawniej że podchodziła łąka motylim krokiem pod balkony niby oczy otwarte - pachniało wtedy różą lawendą i miodem koniczyną różowo-białą i niemowlęcą kołyską rumianku Chórem i solo śpiewały świerszcze wśród ogrodowych chwastów a sady spływały zieleni strugą za szmerem grusz kroplistych Z południcą przewracało się słońce w swej niespokojnej drzemce choć lato czuwało jak anioł i skwarem strudzeni żeńcy * Świerszcze czyli wspomnienie czasu szklanej bańki klepsydry sypiącej piaskiem i próchnem miałkiem A konik polny wygrywał po swych odnóżach muzycznych bo smyczka nie miał - lecz tylko wiatru skrzypeczki przejrzyste
  17. Lepsze glosy od samego oryginału ;)))
  18. No to, "trwaj chwilo" ("Faust") :-)))
  19. Makabryczne, ale mnie roześmiało :-))) P.S. Pokaż to wszystko b. szopowi praczowi od rekruckich mózgów... :-D :-D :-D Bardzo serdecznie :-D
  20. Nie przekonało mnie to (na)pisanie :]
  21. Sen nie sen, zawsze staram się pisać prawdziwie, szczególnie gdy słucham pachnącej muzyki Pana Chopina. Zapach dzikiego bzu nie każdemu się podoba ;) Niektórym przypomina fryzjerską wodę, innym z kolei - Dermosan ;) Mnie jednak - od dziecka - kiedy nie znałam "Bzowej babuleńki", coś bardzo natrętnie konkretnego, namiętnego, oszałamiającego... Też serdecznie :)))
  22. Bardzo na "tak" :)))
  23. Motto: "...pokrywka wznosiła się coraz wyżej i wyżej i zaczęły spod niej wychodzić świeże piękne kwiaty dzikiego bzu, a potem na wszystkie strony wystrzeliły duże gałęzie; rosły coraz wyżej i wyżej i przemieniły się w najpiękniejszy krzew [...] Ach, jakież to były kwiaty! Jaki zapach [...] "Tak, tak - powiedziała dziewczynka w gąszczu drzewa - niektórzy nazywają mnie Bzową Babuleńką, inni driadą, ale naprawdę nazywam się Wspomnieniem... " (Hans Christian Andersen) To nie ty - to bez (dziki) gwałt mi zapachem zadaje Więc też w ramionach twoich Cieniu oszalały któremu na miejscu twarzy tyka cyferblat (bez wskazówek) ja się zatracam i gubię niby jakaś głupia co powraca - szuka - odnajduje swe dziś i przedwczoraj i nas bez siebie i nas w sobie samych naszych nienazwanych pragnień w bzu woni dzikiej - Bynajmniej. Nie czarnej
×
×
  • Dodaj nową pozycję...