-
Postów
4 964 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Arsis
-
Na okładce płyty króluje czarna, magiczna kobieta w wyzwolonej, nonszalanckiej pozie. Obok niej szybuje kobiecy anioł (czerwony?) na brazylijsko kubańskim bębnie timba… Lecz czarna, magiczna kobieta wydaje się być niewzruszona. Ona, bowiem jest tutaj władczynią… „Abraxas”, to drugi album studyjny z 1970 roku amerykańskiej grupy muzycznej założonej przez Carlosa Santanę. Zespół powstał w 1966 roku w San Francisco. I trzeba powiedzieć, że to prawdziwy wulkan ekspresji. To mieszanka rozmaitych stylów od rocka latynoskiego poprzez rock psychodeliczny, jazz-rock, blues-rock i fusion. Mnogość perkusjonaliów przyprawia o dreszcze. Salsa, latynoskie rytmy i amorficzny klimat albumu mogą być na początku zbyt trudne w odbiorze dla kogoś, kto nie zetknął się do tej pory z muzyką tego zespołu. Są tutaj i zbiorowe partie wokalne i wszechobecny pulsujący rytm. Latynoskie rytmy połączone z jazz-rockiem muszą powodować mieszankę wybuchową. Ponadto ciągłe zmiany tempa i nastroju mogą doprowadzać do nieco psychodelicznych czy wręcz schizofrenicznych skojarzeń. Pomimo wrażenia totalnego chaosu, wszystko tutaj współbrzmi i współgra. Z wichury, z fruwających liści, drobinek piasku… wyłania się DZIEŁO. (Włodzimierz Zastawniak, 2025-05-23) Skład: Carlos Santana – gitara, wokal, produkcja, Michael Shrieve - perkusja, José Chepitó Areas – instr. perkusyjne, Gregg Rolie – instr, klawiszowe, dalszy wokal, David Brown – gitara basowa, Mike Carabello – instr. perkusyjne, Alberto Gianquinto – fortepian, Rico Reyes – instr. perkusyjne, * Abraxas --------- Czarna, magiczna kobieta… ― taniec… ― podskórny, pulsujący rytm… Podchodzi do mnie wolnym, kocim krokiem… Naga, o szerokich biodrach, kusząca wszystkimi zmysłami… W jej oczach pełgają płomienie… Długie włosy rozgarnia wiatr… … odsłania, co chwila obfite piersi… Ognisko wypluwa trzaskające iskry… … stajemy na wprost siebie… Bezwstydni i chciwi… … pożądający, rozpaleni… … mając taką biel wywróconych oczu! … Czarna, magiczna kobieta… ― taniec… ― podskórny, pulsujący rytm… Trzaskają wypluwane iskry… … błyszczy od potu hebanowa skóra… Na sklepieniu groty rozedrgane cienie, narkotyczny sen… Drżące, rozpalone, wyginające się ciała… … dyszące ze zmęczenia ciała… (Włodzimierz Zastawniak, 2018-08-25)
-
bądź jak prezydent wypisz dziecko
Arsis odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija z jednej strony nadlatuje obiekt 3I/Atlas wywołujący sprzeczne opinie (sami astronomowie nie wiedzą do końca, co to jest, ale powiedzmy, że to udziwniona kometa), z przeciwnej zielona kometa C/2025 F2 SWAN... obcy chcą nas wziąć w dwa ognie? -
bądź jak prezydent wypisz dziecko
Arsis odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija Aga, daj spokój, to bez sensu. z żelbetonem nie wygrasz -
bądź jak prezydent wypisz dziecko
Arsis odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija nigdy nie waliłem konia, bo to zwierzę płochliwe i mimo gabarytów delikatne... @wierszyki brawo, wypisuj dalej. najlepiej wypisz w ogóle ze szkoły. niech siedzi na drzewie albo w jaskini... -
@Somalija jak?
-
@Somalija nie stać mnie na większy smutek, Aga, na to smutne ciało...
-
Powitajmy naszego gościa gromkimi brawami! Jest inny. Może zbyt inny. Odróżniający się zbytnio od swoich sióstr i braci. Od wszystkiego, co wokół się śmieje i drwi, i kąsa... Panie i panowie! Przed państwem: 3I/Atlas! Kometa wielka jak wyspa Manhattan. Jak rąbnie, będzie po nas. Zostanie co najwyżej trochę kurzu. Kurtyna! Ustają szurania krzeseł, pokasływania, chrząknięcia w kłębach papierosowego dymu, w odorze alkoholu, rozpuszczalników... W zdumionych szeptach rozsuwają się zatłuszczone poły szarej marynarki… Ekshibicjonista! - krzyczą ochrypłe głosy. Po chwili wahania… Po chwilowym, jakby potknięciu… Nie! To tylko iluzja. To tylko taki efekt, który aż nadto zdaje się złudny. Klaun to jakiś? Pokraka? Wymachuje laską w bufiastych spodniach i przydużych butach. Nie. Zaraz! To nie tak! Zaciskam powieki. Otwieram... I już wkracza na scenę tryumfalnie, cała w pozłocie, jakby w aureoli świętego widziadła. W mieniącej się zielenią, purpurą, czerwienią osadzonej mocno na skroniach koronie. Roztrząsa swój warkocz, rozpościera. W jakiejś optycznej aberracji, imaginacji, eskalacji… Powiedz, czemu ma służyć ta manifestacja, ten świetlisty kamuflaż, niemalże boski? Nasłuchuję odpowiedzi, lecz tylko cisza i szum narasta w uszach. Szmer promieniowania. Jarzy się kosmiczna pustka zamknięta w krysztale. W tej absolutnej otchłani mrozu. W tej straszliwej samotni przemijania. Materializują się dziwne omamy poprzez wizualizację, która przybliża do celu. Co się ma takiego wydarzyć? Coś przepięknego albo innego. Albo jeszcze innego… Mario, Maryjo, jakaż ty piękna! I tu jest haczyk. Albowiem jesteś zbyt pociągająca jak na tę świętość zstępującą z niebiesiech. To niemożliwe! Mój ojciec wołał cię w trakcie alkoholowej maligny. Wołał: „Mario, Mario!”, tak właśnie wołał, leżąc pijany, zapluty, zmoczony skwaśniałym moczem, zanim skonał w błysku nuklearnego oświecenia. Na szarym stepie, deszczowym, gdzieś na stepie nieskończonego czasu. W domu drewnianym. Samotnym. Jedynym… Nie ma już i domu, i cienia, który pozostał po ojcu. Wyparował jak tylko może wyparować ostatnie tchnienie. A teraz zbliża się mozolnie w jaskrawym świetle, kołysząc biodrami. Maria. Ta Maria jego jedyna... I w tym świetle nad głową skojarzonym z kołem, ze skrzydłem, narzędziem, wiórem, bądź iskrą. Bądź odpryskiem jakiejś odległej gwiazdy. Bądź gwiazdy... Dlaczego to takie wszystko pogmatwane? Korektura zdarzeń widziana przez ojca. Tuż przed zamknięciem na zawsze zamglonych oczu. A może to właśnie forma ataku obcego umysłu, jakieś oddziaływania nieznane? Ach, gość nasz promieniuje tajemniczym blaskiem i coraz bardziej lśniącym. Płynie. Nadlatuje. Jest już blisko… (Szanowni Państwo, prosimy o oklaski!) A on, a ono, a ona… -- roztrąca atomy wszechświata swoim niebiańskim pługiem. I odkłada na boki, jakby lemieszem. Przestrzeń będzie żyzna. Wyrosną w niej całe roje, gęstwiny… Zakorzenią się kłębowiska splątań dziwnych i nieokiełznanych rodników zgrzybiałej pleśni, szemrzących od nieskończonego wzrostu. Pojawi się czerń. I czerń za nią kolejna. I znowu… O, już widać ogrom przestrzeni pozostawionej w tyle. A w niej pajęczyna. Utkana. Połyskliwa i drżąca… Sperlona gwiazdami jak kroplami rosy. Ale to nie koniec. To dopiero początek przedstawienia! Lecz tutaj gwiazda jest o dziwo czarna. Obraca się i wpatruje swoim hipnotycznym, jednym okiem. Na kogo? Na co? Na mnie. Bo na mnie tylko jedynie. I ta gwiazda, ta grawitacyjna czeluść nieskończenia jak czarna dziura... Chodź tu do mnie, moja ty tajemnico! Chodź… Prosto w moje w ramiona. Dotknij mnie i olśnij w swojej potędze wniebowzięcia! Albowiem doznałem wniebowstąpienia. Raz jeszcze wznoszę się wysoko. I raz jeszcze przenikam ściany. Ściana lśni w promieniach słońca. Na razie nie widzę szczegółów i muskam palcami wyżłobienia karafki. Patrzę przez płyn przezroczysty. Patrzę pod światło. I słyszę tak jakby wołanie z daleka. Na jawie to wszystko? We śnie? Wszystko się kołysze… Lecz cóż to za statek, co rdza go zżera? Cóż to za wrakowisko? Cóż za wielkie zwątpienie?! To jest przejmująco kruche i wątłe. Przesypuje się przez palce proch brunatny. A tam widzę. A tam wysoko. Przybywa z oddali zbyt wielkiej, by moc to pojąć rozumem. I jednocześnie mam to w dłoniach i ściskam. Jądro wyłuszczone. Jądro moje jedyne, spalone i sine… tego ciała jedynego, wniebowziętego. Jądro niklowo-węglowe, żelazne... Jest to tutaj i jednocześnie tego nie ma. Jądro masywne jarzy się w popiele... Zbyt dużo tego wszystkiego. Za dużo naraz jeden. Nie wiem. Nic nie wiem. Odchyleń w pionie odczuwam zbyt wiele. Za dużo. Więcej już nie mogę. Butelka ląduje w kącie pokoju z trzaskiem i brzękiem. Z rozprysłymi kroplami wokół cienistych twarzy, wokół wystających zewsząd dłoni, rozczapierzonych palców. Kołysze się wszystko. Kołysze. Jak na okręcie w czasie sztormu. Szklanki, talerze sypią się ze stołu. Spadają na podłogę z hałasem ostrym jak igła. Lecz może to moje tylko drżą źrenice? Może to od tego? Ale światło jest majestatyczne i piękne. I równe. I proste. I pędzące na wprost. Na zderzenie ze mną… A jeśli mnie dotknie – zniknę. (Włodzimierz Zastawniak, 2025-09-21)
-
1
-
@Somalija przynajmniej u ciebie...
-
@Somalija oj, daj spokój, Aga, jeszcze nie jest tak źle...
-
@Somalija stałaś tam, stojąc w słońcu. a wiatr rozwiewał ci włosy. to było wtedy, kiedy o wieczorze liliowe zapalały si,e obłoki, w którymś lipcowym dniu gorącego lata, w którejś znojnej godzinie podwieczornego skwaru...
-
@Somalija moja już nie żyje od 4 lat. w każdym bądź razie czekam. wiesz, przy tym drzewie z wyrytym na korze...
-
@Somalija bandamke, powiadasz... stanik, powiadasz... @Arsis dobrze, niech będzie czerwona albo pomarańczowa...
-
@Somalija tylko załóż niebieską apaszkę, abym cię rozpoznał...
-
@Somalija hej, Aga? jak tam? wracamy do Czarnobyla? ponoć roślinność tam bardzo spotężniała.... ale ja lubię napromieniowane złomowiska... , np taki zardzewiały autobus, który już nigdy nie odjedzie, ale ja nim odjadę... czekam na zarośniętym przystanku... zachaszczonym... obok tego drzewa, wiesz, tego wielkiego...
-
@violetta kto jest zbyt stary i obrośnięty? a kto jest tym cackiem?
-
@violetta no tak, komety jedno-okresowe (jednorazowego widzenia) i długookresowe (wielorazowego)... coś leci. przyleci, muśnie. odleci. ale żeby od razu eksplodowało słońce? supernowa? hipernowa? a potem, co? czarna dziura? bo słońce, utraciwszy cały zapas paliwa zapadnie się pod własnym ciężarem? ponoć jedną z największych czarnych dziur czy może bardziej kwazarów (czyli centrum galaktyki) jest ton 618 oddalony od ziemi o ok. 15 miliardów lat świetlnych (wszechświat się rozszerza, więc odległość jest coraz większa) o promieniu Schwarzschilda (pan Schwarzsxchild zmarł w 1916 roku, ciekawe, co wtedy poczynali nasi dziadkowie...) mierzącym 1300 jednostek astronomicznych. średnica ponad 40 razy większa od orbity Neptuna. ... cały nasz układ słoneczny przy niej to lichy mikrus...
-
@violetta kometa SWANN już niestety nie pędzi do nas, oddala się w czeluść kosmosu, bo peryhelium tej komety względem słońca miało miejsce we wrześniu 2006 roku. ciekawe co wtedy człowiek poczynał...
-
@violetta a co do przybysza, to zobaczymy jak sie zbliży do marsa. wtedy się okaże, co to takiego. na razie pozostańmy przy tym, że to kometa. choć nasuwa się książka arthura c. clarke`a pt. "rama", kiedy to do ziemi zbliżył się ogromny pojazd obcych (z początku też był brany za kometę), lecz bez załogantów. załogę stanowiły roboty, maszyny o nieznanym przeznaczeniu... co innego w opowiadaniu andrzeja trepki pt. "goście z nieba". tam były cztery pojazdy obcych, na początku podobne do gwiazd zaobserwowane w pobliżu dyszla wielkiego wozu, tutaj załogantami okazali się obcy (fizycznie bardzo podobni do ludzi, lecz mentalnie całkowicie odmienni), którzy po wylądowaniu zaczęli zadawać bardzo dziwne pytania np. jak są rozmieszczone przestrzennie atomy w ścianie, z której nie wyodrębniali płótna van Dycka, albo o tangens kąta pod jakim znajdował się środek tarczy słonecznej, niewidocznej przez okno. to znów pytali o ubarwienie skał począwszy od sześciu kilometrów w dół, innym razem pytali o antenaty do pięćdziesiątego pokolenia wstecz. na zadane pytanie jaki tryb życia wiodą u siebie odparli, że uczestniczą w ponadczasowym wymiarze istnienia... ciekawe jakie pytania będą zadawać obcy z 3i atlas...
-
@violetta chiński 500 metrowy radioteleskop bardzo niskich częstotliwości FAST nasłuchuje układ planetarny Trappist-1 w gwiazdozbiorze wodnika, oddalony od ziemi o 40 lat świetlnych, czyli w skali wszechświata znajdujący się o rzut beretem. lecz jak na razie nie stwierdzono żadnych technosygnatur sugerujących istnienie zaawansowanej cywilizacji, co nie oznacza, że nie ma tam życia np roślin czy zwierząt, ponieważ planeta okrążająca gwiazdę znajduje się w tak zwanej ekostrefie a więc woda powinna być na niej w stanie ciekłym, podobnie jak na ziemi...
-
@Somalija wracam do Czarnobyla, przytulić się do stopy słonia...
-
@violetta kto z kim i gdzie?
-
@Somalija kurczę blade...