-
Postów
4 866 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
1
Treść opublikowana przez Arsis
-
@Somalija oj, daj spokój, Aga, jeszcze nie jest tak źle...
-
@Somalija stałaś tam, stojąc w słońcu. a wiatr rozwiewał ci włosy. to było wtedy, kiedy o wieczorze liliowe zapalały si,e obłoki, w którymś lipcowym dniu gorącego lata, w którejś znojnej godzinie podwieczornego skwaru...
-
@Somalija moja już nie żyje od 4 lat. w każdym bądź razie czekam. wiesz, przy tym drzewie z wyrytym na korze...
-
@Somalija bandamke, powiadasz... stanik, powiadasz... @Arsis dobrze, niech będzie czerwona albo pomarańczowa...
-
@Somalija tylko załóż niebieską apaszkę, abym cię rozpoznał...
-
@Somalija hej, Aga? jak tam? wracamy do Czarnobyla? ponoć roślinność tam bardzo spotężniała.... ale ja lubię napromieniowane złomowiska... , np taki zardzewiały autobus, który już nigdy nie odjedzie, ale ja nim odjadę... czekam na zarośniętym przystanku... zachaszczonym... obok tego drzewa, wiesz, tego wielkiego...
-
@violetta kto jest zbyt stary i obrośnięty? a kto jest tym cackiem?
-
@violetta no tak, komety jedno-okresowe (jednorazowego widzenia) i długookresowe (wielorazowego)... coś leci. przyleci, muśnie. odleci. ale żeby od razu eksplodowało słońce? supernowa? hipernowa? a potem, co? czarna dziura? bo słońce, utraciwszy cały zapas paliwa zapadnie się pod własnym ciężarem? ponoć jedną z największych czarnych dziur czy może bardziej kwazarów (czyli centrum galaktyki) jest ton 618 oddalony od ziemi o ok. 15 miliardów lat świetlnych (wszechświat się rozszerza, więc odległość jest coraz większa) o promieniu Schwarzschilda (pan Schwarzsxchild zmarł w 1916 roku, ciekawe, co wtedy poczynali nasi dziadkowie...) mierzącym 1300 jednostek astronomicznych. średnica ponad 40 razy większa od orbity Neptuna. ... cały nasz układ słoneczny przy niej to lichy mikrus...
-
@violetta kometa SWANN już niestety nie pędzi do nas, oddala się w czeluść kosmosu, bo peryhelium tej komety względem słońca miało miejsce we wrześniu 2006 roku. ciekawe co wtedy człowiek poczynał...
-
@violetta a co do przybysza, to zobaczymy jak sie zbliży do marsa. wtedy się okaże, co to takiego. na razie pozostańmy przy tym, że to kometa. choć nasuwa się książka arthura c. clarke`a pt. "rama", kiedy to do ziemi zbliżył się ogromny pojazd obcych (z początku też był brany za kometę), lecz bez załogantów. załogę stanowiły roboty, maszyny o nieznanym przeznaczeniu... co innego w opowiadaniu andrzeja trepki pt. "goście z nieba". tam były cztery pojazdy obcych, na początku podobne do gwiazd zaobserwowane w pobliżu dyszla wielkiego wozu, tutaj załogantami okazali się obcy (fizycznie bardzo podobni do ludzi, lecz mentalnie całkowicie odmienni), którzy po wylądowaniu zaczęli zadawać bardzo dziwne pytania np. jak są rozmieszczone przestrzennie atomy w ścianie, z której nie wyodrębniali płótna van Dycka, albo o tangens kąta pod jakim znajdował się środek tarczy słonecznej, niewidocznej przez okno. to znów pytali o ubarwienie skał począwszy od sześciu kilometrów w dół, innym razem pytali o antenaty do pięćdziesiątego pokolenia wstecz. na zadane pytanie jaki tryb życia wiodą u siebie odparli, że uczestniczą w ponadczasowym wymiarze istnienia... ciekawe jakie pytania będą zadawać obcy z 3i atlas...
-
@violetta chiński 500 metrowy radioteleskop bardzo niskich częstotliwości FAST nasłuchuje układ planetarny Trappist-1 w gwiazdozbiorze wodnika, oddalony od ziemi o 40 lat świetlnych, czyli w skali wszechświata znajdujący się o rzut beretem. lecz jak na razie nie stwierdzono żadnych technosygnatur sugerujących istnienie zaawansowanej cywilizacji, co nie oznacza, że nie ma tam życia np roślin czy zwierząt, ponieważ planeta okrążająca gwiazdę znajduje się w tak zwanej ekostrefie a więc woda powinna być na niej w stanie ciekłym, podobnie jak na ziemi...
-
@Somalija wracam do Czarnobyla, przytulić się do stopy słonia...
-
@violetta kto z kim i gdzie?
-
@Somalija kurczę blade...
-
Czekam, w którymś lipcowym popołudniu albo… Czekam na ciebie. Jedyna... Wiesz, zatracam się w jasnej smudze słońca pełznącej po ścianie. Kiedy jeszcze tu jestem, kiedy jestem tu jeszcze… I w jasnym krysztale zamykam twoją twarz. Zaginam do środka krawędzie. Czekam. Czekając na ciebie. A nuż coś wyniknie? Niewiele z tego wynika. Jedynie biel ścian naciera na mnie. I szarość wirujących pyłków. Tych obłoków wzruszonych gwałtownym spazmem oczekiwania. Kochasz mnie jeszcze? Bo ja kocham cię. I kocham jeszcze. I tęsknię. Otwieram drzwi wielkiej szafy. Za drzwiami resztki dawnego życia. Pozostałości. Krawaty po ojcu, umarłym trzydzieści lat temu. I jakieś szmatki. Wytarte. Nie wiem od czego to. Od czego… Matka wiedziała. To miało być do czegoś. Do zszycia. Do wszycia. Matka wiedziała… Posłuchaj mnie, bo słuchają mnie tylko cienie. Te cienie skryte po kątach. Albo od drzew, od tych gałęzi, co szurają cieniście po ścianie w jaskrawym zza okna słońcu. Bądź po tych obrazach w ramach drewnianych. W milczeniu. Po tych obrazach przyniesionych przez matkę przed laty. Od artysty malarza.. Od takiego jednego, co chodził i sprzedawał. Nastawię płytę, dobrze? Trochę trzeszczy i szumi. Igła wgłębia się w rowki i żłobi te mikroskopijne kaniony… Nastawię głośniej. Posłuchamy razem. Jak wtedy przy świetle padającym z ukosa. Kiedy zachód stawał się krwisty. I taki zimny. I martwy… Czy ty mnie trochę… Powiedz… W czerwonym słońcu o zachodzie to brzmi jakoś inaczej. W tym pustym domu. W tym martwym... … w tej pustce wzbierającej przedśmiertną purpurą... Posłuchamy jeszcze? Wiem, płyta się trochę zacina. Ale jest mi cieplej przy tobie. Kiedy czuje twoje odbicie dalekie. Mimo że dalekie... Jesteś tutaj albo cię nie ma. Sam już nie wiem. Kiedy chwytam dłonią, kiedy łapię… - przecinam próżnię. Nic więcej. I nic więcej. I nie wiem już sam. I nic już nie wiem. Absolutnie… Lecz kiedy zaciskam powieki. Mocno… Ciii. Coś słyszę… Nie, to tylko brzęczenie pszczoły w takiej gorącej godzinie. W takim skwarze i znoju… Jaskrawy blask jarzy się na krawędziach wszystkich przedmiotów, rzeczy… I widzę. Widzę ciebie. Idącą środkiem drogi. Widzę ciebie taką lekką, płynącą w powietrzu. W tym powietrzu pełnym dmuchawców. Lecących w powiewie tchniętym oddechem. I widzę ciebie jak idziesz w przyszłość niedosiężną. W zblakłych źrenicach masz jeszcze resztki tamtych światów. (Włodzimierz Zastawniak, 2025-09-09)
-
Założyciel i lider oraz klawiszowiec i wokalista grupy Supertramp
-
1
-
Kochaj mnie tak jak… Po prostu kochaj mnie… (poczekaj, kartka wypadła mi z dłoni i zaszeleściła w przelocie z fałszywą lekkomyślnością) … i furkoczą skrzydła puszystej ćmy, która wiruje wokół żyrandola, wokół płomieni świec. I uderza o klosz, wzniecając z pajęczyn szary pył zapomnienia. Noc… Ta noc sina. Ta noc. Ta noc kolejna bez ciebie... Ta noc, w której zostało zanurzone nasze życie. Ta noc… Wiesz, ja naprawdę cię kocham... Siedzę teraz przy stole i piję, to znaczy piszę. To znaczy jedno i drugie. A kiedy się zapatrzę z szeroko otwartymi oczami, widzę jak idą w oddali złachmanieni mężczyźni takim posuwistym krokiem w fufajkach i czapkach uszatkach. Idą po lodowym, śnieżnym piekle syberyjskiej głuszy. Po pustkowiu. Idący z siekierami drwale z buchającymi im z ust obłokami pary. Pod butami trzeszcząca, oślepiająca w słońcu biel. Usypują się im spod butów grudki lodu. Wspinają się... A ja wspinam się razem z nimi.. Ślizgam się. Upadam. Wstaję. Idę dalej… Ivan Denisowicz podaje mi rękę… Skąd tu nagle… Skąd, u licha, Sołżenicyn... Skąd tu nagle… Nie wiem, skąd ta nagła wizja... Doprawdy… Kołuje mi się w głowie. Majaczą widma od nadmiaru wrażeń... Szklanka wyślizguje mi się z dłoni. Szklanka na wpół pełna i na wpół pusta. Z odciskami palców. Z liniami papilarnymi. Z jednoznacznym daktyloskopijnym dowodem konsumpcji. Wiesz, siedzę i piszę, ale czy to ma być wiersz? Czy to miał być wiersz? Sam nie wiem, co. Może trochę za dużo wypiłem, na pewno za dużo, bo zapomniałem, kto miał być mistrzem nocnej ceremonii… Jurij Kostogłotow? A ten, co tu nagle? Skąd się tu wziął? Ach, to ten, co umiera na raka i zostało mu pół roku życia. Idzie, natykając się na motor wyjeżdżający z bramy. I jedzie wciąż pociągiem do tej kobiety, której nigdy nie spotka, bo wybrała innego. A więc znowu Sołżenicyn. Wygląda przez okno ubielonej, małej chatki na wiecznym osiedleniu. Za nią rozległy horyzont. I zmierzch czerwonego słońca w chmurze owadów. Szpaler zielonych topól majaczący w dali. Rozwiewane przez wiatr kondensacyjne smugi.... Dlaczego to jest tak daleko? Tak nieskończenie… Aleksander ubogaca krajobraz jak tylko może. I coś szepcze do mnie. I coś mówi. Porusza milczącymi ustami tak, jak wtedy, kiedy się widzi we śnie. Tak jak wtedy, kiedy mówi coś do mnie mój umarły ojciec. Nie słyszę go. Nie dosłyszę. Albowiem zagłusza go szum upływającego czasu. I tętno bijącego serca w tej ekstazie milczącego skupienia. Aleksandrze, mówisz coś do mnie. Wiem, podniosłeś się, wprawdzie tylko na kolana, ale zawsze. Wiem… Macha ręką, jakby na pożegnanie. I znika. Rozwiewa się w jakimś uniesieniu podczas odpływającej godziny sierpniowego skwaru. Zostałem sam. Czy ty mnie kochasz? Zwracam się znowu do ciebie, kochana. To twoje milczenie. Ten twój upór... Wiesz, była tu przed chwilą moja matka. Umarła. Przed chwilą albo i wieki temu. Nie wiem. To wszystko jest zbyt zagmatwane. Stała przy otwartym szeroko oknie, wtedy, opierając się rękami o lastrykowy parapet któregoś sierpniowego popołudnia. W aureoli słońca jej włosy wznosiły się i opadały, jakby od oddechu... Lecz… Nie ma. Nie ma jej tu. Znikła. Była mgnieniem. Jak ten krótki błysk słońca na szybie poruszanej niczyją ręką. Jak iskra. I to zniknięcie… To twoje, matko… Pamiętasz? Czy pamiętasz jeszcze? Podziwialiśmy samoloty lecące, te srebrne ptaki w kobaltowym niebie, któregoś tam święta… I znowu te kondensacyjne smugi, jakby powracające wciąż w to samo miejsce obłe ciała pierzastych węży... Wtedy... Te majestatyczne, masywne byty, a jednak lekkie jak piórko. I ze świstem wiatru na ostrzach lśniących skrzydeł. Na parapecie srebrna obrączka i łańcuszek. Zostały. I korale z plastiku bez żadnej wartości. A jednak .. Spójrz, jeśli widzisz. Trzymam właśnie w dłoni twoje przetarte zdjęcie. Jedyne. Choć nie jedyne wcale z młodości. Popękana emulsja na twarzy, na powiekach zmrużonych od blasku. Na krawędziach z plamami zacieków. Wygiętych. Od ciągłych powtórzeń. ... Od ciągłych.. (Włodzimierz Zastawniak, 2025-08-31)
-
@Arsis absolutnie nie przeszło mi to nawet przez myśl
-
@Somalija fakt. jak płynność finansowa jest ok, to furkocze serce i nie miękną sutki a człowiek widzi wtedy, jakby spoza mgły...
-
@Somalija tak? a o czym? to znaczy wiem o czym, ale nie będę się afiszował, bo tu dużo takich, co filują zza krzaka
-
@Somalija demon upłynnienia w skafandrze? Hej, Aga, nie poznaję koleżanki...