Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Arsis

Użytkownicy
  • Postów

    4 844
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Treść opublikowana przez Arsis

  1. Gdzie oni są? Otóż pełno ich jest, całe zatrzęsienie w gwiazdotwórczej otchłani. Gdzie są? Wszędzie. Wnikają w sny. W marzenia. W tęsknoty. Rozsadzają sobą rozpędzone strumienie czasu. Zaciskam powieki – widzę ich. Otwieram – widzę. Czuję ich obecność poprzez mury zimne i ciężkie. Przez stare cegły... Wtedy, podczas misterium w pulsującej ekstazie drgających świec, dostępuję obecności... Przez te ściany zimne. Poprzez popękane tynki, mury tajemne…. Widzę ich. Czuję. Wtedy, kiedy deszcz. Letni deszcz majowy. Wtedy, kiedy szarość pochmurnego dnia sączy się przez szczeliny zaciągniętych storami okien... Wtedy, kiedy… Kiedy to było? Pamiętasz? Dlaczego milczysz? Spójrz, jakoś tak mi tutaj samemu… Ale… Deszcz stuka w okna. W blaszane parapety. Bulgocze w rynnach… Czy to miał być wiersz? Nie sądzę. Więc, co? Co to miało być? Nie wiem. Nie mam pojęcia. Może ty wiesz? Wiesz? Powiedz coś. Cokolwiek. Powiedz, pomimo milczenia i szumu. Pomimo ciszy samotności. I pomimo milczącej ekstazy smutku tak wielkiej, że aż otępiającej. Zniewalającej wszelkie poruszenie jak w chorobie Parkinsona. No i popatrz, miał być wiersz a wyszło jak zwykle nie wiadomo, co. Ciii… Stukania w przedpokoju zwiastują czyjeś przybycie. Czy to ty, ojcze? Przyszedłeś po coś? Zapomniałeś czegoś? Ojciec przychodzi na ogół we śnie. I tak jakoś majaczy niczym fatamorgana. Lecz tym razem to nie on… Wiesz, kiedy zaciskam mocno szczypiące powieki dużo światła nas wówczas dzieli. Nawarstwia się wtedy twoja nieobecności, potęguje się i lśni. Jak ten blask na skraju. W widnokresie zalęgły. W słońcu kładącym się do snu. Tu i tam. Tu i ówdzie. Wszędzie. Po wielokroć… No i popatrz. Ach, stałaś się znowu kamieniem. Nieczułą cząstką wygaszoną w sobie. Jestem tutaj. Jestem. A ty? Mech porósł płaszczyzny kamienia. Zielone ściany. Mechate. Miękkie i wilgotne… Za dużo tu nieścisłości. Kiedy staję obok domu umarłych dawno temu dziadków, słyszę jak rozmawiają ze sobą, w środku. Rozmawiają i śmieją się. Padają przytłumione słowa gości. Wszystkich tych, których już nie ma. Nie wchodzę do środka, do tego wnętrza przeszłości. Dawno minionej strugi. Ale nie. To dzieje się na nowo. Oni są tutaj. Oni są. Czuję ich obecność, Patrząc w dal. W ten skraj zielonej łąki. Podmokłej. Tej łąki zwieńczonej strumieniem perlistym i lśniącym… A więc tam.. Tam daleko… Spójrz. Spójrz tak, jak mogłabyś spojrzeć, będąc razem ze mną w tej oazie nieskończoności… Spójrz! Horyzont ugina się od szaro-słonecznej, od tej melancholijnej kwintesencji zmierzchu w liliowych powabach i lśnieniach. Od tego czegoś, co umyka wyobraźni a co istnieje wiecznie. Na zawsze… Wtedy, kiedy patrzy się poprzez płot z rozrosłego znienacka gladoilusa... Stoję na zewnątrz małego parterowego domu i nasłuchuje rezonującej bieli ścian. Tej bieli oddychającej. Werandy. Okien uchylonych. Sieni… Nasłuchuję głosów. Śmiechów i szeptów. Wszystkich tych dawno minionych emocji. Nieaktualnych już, choć wciąż istotnych z punktu widzenia wieczności. A więc słyszę te zapamiętane z dzieciństwa, z młodości... Głosy dziadków, których ciała rozsypały się już dawno w pył. … a więc te głosy, te szepty dawno umarłych już gości… … umarłych, zmarłych, skamieniałych… Wracam do początku… Czuję każdą barwę dźwięku. Każde wibrato… Wyczuwam wszystko jak pies, któremu podkłada się pod nos przedmioty powszechnego użytku. A więc czuję ich. I wiem, że są. Rozmawiają ze sobą. O sobie. I o sprawach wszechrzeczy. O tych wszystkich kwestiach… Kto tu jest? Dziadek wyszedł na chwilę… Nie. Nikt nie wyszedł. Oni są wiecznie wewnątrz czegoś, co jest nieograniczone i niepojęte… Oni są wewnątrz... Nie widzę ich, ale słyszę… Wprawdzie słyszę jakoś tak, jak się słyszy przytłumione dźwięk zza ściany. Jakoś tak…Słysze ich, jakby świętowali. Bo świętują. Tam wciąż komuś winszują i składają życzenia. Śpiewają cicho harmonicznymi głosami pieśni. Imieniny. Urodziny… Jedno i drugie. Wiecznie… Pobrzękują sztućcami, filiżankami, talerzykami... Tymczasem na zewnątrz trwa przytłumiony blask wiecznego zmierzchu. Pachnący maciejkami zmierzch, któregoś czerwcowego zmiłowania, którejś wczesnej jesieni… Spójrz, tak moglibyśmy się kochać. Tak miłować, splatając dłonie… Tak moglibyśmy… Lecz… Wiesz? To nie ten wszechświat. I czas. To nie ta otchłań gorejącego bytu. Tutaj wszystko jest już minione. Niespełnione. I tęskne. Tutaj wszystko jest przytłumione w kolejnych fazach okrutnego mijania. Tutaj wszystko jest świeże. I więdnące. I uschnięte zarazem. Tutaj wszystko jest… Wiesz, za dużo tego wszystkiego. Za dużo tej przeszłości. Tych rozsypanych resztek dawnego życia. Jest. To znowu tak jakby nigdy niczego nie było… A nawet, jeśli jest, to jakieś takie minione. Nieaktualne. Jakieś takie post… Dużo tu tego. Dużo. I jakoś tak strasznie mało… Pamiętasz? Wtedy, kiedy ktoś chciał ci coś powdowieć? Lecz nie zdążył. … więc nasłuchujesz echa… I jesteś coraz dalej od polan. Od tej woni igliwia. Oddalając się, oddychasz płytko przegrodzona kratą gęstego powietrza... I jesteś ogłuszona ciszą, która zwiesza się gałęziami do samej ziemi płaczącej wierzby. … co przegląda się nad wodą, nad wartkim strumieniem hałasującym perlistym milczeniem … (Włodzimierz Zastawniak, 2026-01-24)
  2. Arsis

    nasza muzyka - org.fm

  3. Arsis

    Najpiękniejsze...

    Usta twoje całują Usta twoje się snują, usta twe się wodzą, Jak dwa ptaki różowe, po mnie lekko chodzą, Jak dwa światła natchnione, oczu dotykają, Usta twe mnie zabrały, usta twe mnie mają. Jak wyznania wstydliwe, jak szepty szalone, Powtarzam w ustach twoje usta niezliczone, Od uśmiechu w kącikach do smaku języka — Usta twoje całują i świat cały znika. (Tekst: Kazimierz Wierzyński. Muzyka: Józef Skrzek)
  4. @violetta dinozaury nie rokowały, dlatego zostały zmiecione z powierzchni ziemi. być może i nas to czeka...
  5. @Somalija nie gniewaj się na mnie, myślałem, że masz mnie już gdzieś...
  6. @Somalija 3i atlas nadal zastanawia i szokuje... rozwiąż zagadkę antyogona i pozostałych usytuowanych symetrycznie dżetów. naturalna bryła lodu tak nie sublimuje. napisz coś, bo zwariuję...
  7. @violetta jest z pewnością wyższa forma życia. końcowa, ostateczna. w skali Kardaszowa (siedem stopni, choć rozwinięta przez innych min Issaka Asimova) ten typ oszacowany jest właśnie na VII. cywilizacja ta potrafi wykorzystywać nieskończoną energię całych niezliczonych wszechświatów (multiwersum) taka cywilizacja potrafi kreować jeden, bądź wiele wszechświatów i jest określana jako "boska". My, jako cywilizacja jesteśmy na poziomie zero "0". .Do osiągnięcia pierwszego stopnia brakuje nam, bagatela, jakieś sto tysięcy lat. cywilizacja stopnia pierwszego potrafi wykorzystywać zasoby (energię) swojej planety... my, nie potrafimy nawet ze sobą współżyć... jesteśmy jak dzieci w piaskownicy... nie rokujemy...
  8. @Mitylene niezliczone ilości wszechświatów, niezliczone ilości (liczby) nas samych. być może w którymś...
  9. @Somalija zwolnij...spójrz w swój wewnętrzny wszechświat...
  10. @violetta miałem na myśli wszechświat wewnętrzny poprzez psychikę, świadomość i doznania porównywalne do wszechświata zewnętrznego jako metafory i analogie. ale również jako wielowymiarowość...
  11. @Somalija to świetnie, że się odprężasz... aaale nie popadaj w pracoholizm...
  12. @Mitylene
  13. @Mitylene
  14. @Somalija hej, Aga. jak żyjesz...
  15. @violetta raczej wszechświat... innerspace...
  16. @violetta tylko pogratulować.ale w nieskończonej ilości wszechświatów jest nieskończenie wiele Violett
  17. @violetta owszem, są. wyobraź sobie nieskończone wersje samej siebie...w jednej wersji jesteś bogata, szczęśliwa, w drugiej biedna, chora etc, etc...
  18. @violetta wysyłała je cywilizacja oddalona od ziemi o 400 lat świetlnych. była to cywilizacja tzw siewców, którzy w ten sposób zasiewali rokujące formy życia. w ten sposób ewoluowały. choć jedną z nich, która nie rokowała, zniszczyli, zamieniając Jowisza w słońce
  19. @violetta a Monolit w Odysei kosmicznej? pierwszy został dostrzeżony przez australopiteków na prerii,drugi na księżycu, trzeci w okolicach Saturna...
  20. @violetta a kto wysłał Ramę w powieści Arthura c. Clarka?
  21. @violetta jestem daleki od teorii spiskowych. jednakże obiekt naturalny (kometa) powinien parować (wyrzucać strugi gazu, pyłu itd) chaotycznie a nie z matematyczną precyzją rozstawionych dżetów co 120 stopni. Coś tu nie gra. albo ktoś robi sobie z nas żarty, albo coś jest na rzeczy... choć z drugiej strony skoro my wysyłamy sondy, to niby dlaczego ktoś inny nie mógłby tego robić...
  22. @violetta 3i atlas ma zbyt symetryczne dżety...
  23. @violetta gdzie?
  24. Arsis

    Soundtracks

  25. Arsis

    Ambientalnie

×
×
  • Dodaj nową pozycję...