Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Justyna Adamczewska

Użytkownicy
  • Postów

    6 866
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    73

Treść opublikowana przez Justyna Adamczewska

  1. Tak, fanie, bolku. Ten wiersz ma w sobie jeden wers Tu myślałam o Trakach i powstaniu Spartakusa. Dziękuę za pomoc z tym Odynem i Thorem. Odyn oddał swe oko za poezję, choć wikingowie byli niepiśmienni, a jednak dokładnie (no dość dokładnie) znamy ich mity. Wiesz, dziękuję tez za iskierkię - Ty juz wiesz o co chodzi. Zacznę znowu pisać coś coś tam i może wreszcie powróci do mnie chęć opowiadania o emocjach, przeszłości, cudach świata. Pozdrawiam. J.
  2. Całkowita racja po Twojej stronie. Teraz tez ludzie walczą, wojny hybrydowe, wojny ekonomiczne - religijne. Zresztą nasza teraźniejszość nie odbiega niczym agresją od dawnych czasów.
  3. Nie oni jedni, Oxyvio, nie oni jedni. Historia ludzkości, to historia wojen. Taka prawda. Dziękuję. Pozdrawiam J.
  4. Dziękuję, długo się myliłam. Muszę zatem naprawić omyłkę.
  5. Bolku, hi, hi, nom ja nie jestem taka dobra w tego typu utworach, alem jeszcze spróbuję, może nie wyjdę na marudę? Pewien piesek zwany Obwiesek zebrał kości pełna kiesę i rozdawał braciom swoim z którymi wcześniej swawolił. Pozdrawiam. J.
  6. Pewien chłopina z Rogacina wlazł do jeziora, a tu trzcina: przypomina - zabierz w końcu tego lina boć mnie dusi ta padlina. Pozdrowczyk. J.
  7. Ja też lubię historię, ba... to mój konik. Dziękuje, Maks, pozdrawiam. J.
  8. Fajnie, że sie zgadasz. Dzięki za poczytanie i obszerny komentarz. Pozdrawiam, J.
  9. To nie jest prawda. Czekał pod bramami Rzymu na decyzję Senatorów. I Go w puszczono z tzw. tryumfem. Nawet poczwórnym. To zależy, o której części jego życia się mówi. Nie mógł też chcieć zostać królem, jak piszesz, ponieważ Rzymianie nie traktowali tego pojęcia poważnie. To jakbyś dziś chciał powołać niewolnictwo jawne w Europie. Mówię o jawnym niewolnictwie.
  10. Juliusz Cezar Z triumfem do Rzymu wszedł, nie morderca, lecz pan. Kohorty waleczne rozpoczęły swój tan. Epokę nową też - senat poczuł już krew * Zostanę cesarzem - Juliusz postanawia. strategiczny geniusz władca cudu Urbi (orbi nań poczeka). Dotknęło go fatum - ostry nóż Brutusa zabija nie tylko ambicję, ale i człowieka pominęła swój tor kolejna granica Rzym I Plebs wylazł ze swoich nor zawył radośnie pijany w sztok Knajpy dają mu moc gwarem spełnione są. Ciemności obwiesiów nie widzą muszych larw. Tępe ich oczy są, uszy głuche na dźwięk, ciała w robactwie tkwią Jeden podnosi się, wszystko jedno mu jest. Najemnik no i cześć. Rzym II Lektyka - dama w niej. elita zbliża się Żebrak wyciąga dłoń wyje jak dziki zwierz cios mu rozwala skroń Obojętne twarze niewolnik czyści brud zmyje co mu się każe. Pan - plebs różne światy. Rzymskich świątyń granic otwartych Objaśnienia: Gajusz Juliusz Cezar , urodził się w lipcu 100 r. p. n. e. lub 102 r. p. n. e. . Pochodził z zamożnej i wpływowej rodziny. Objął dyktaturę – ważna funkcja w czasie wojny, Rzymu. Jednak pragnął stworzyć cesarstwo i zostać pierwszym Cezarem. Zamordowany 15. marca 44 r. p. n. e. Bibliografia: Aleksander Krawczuk: Kronika starożytnego Rzymu. Warszawa: Iskry, 1994. ISBN 83-207-1432-X.
  11. Dziekuje, Ithiel. J.
  12. Dziękuję, Maciejko. j. a SERCE ME ? - RZECZYWIŚCIE STYGNIE.
  13. Bolku jest odwrotnie, to Odyn jest synem Thora. I rzeczywiście pili duużo wina. Pozdrawiam. J.
  14. Oxyvio_rozumiem wszystko i następny wiersz - o pewnej królowej, juz będzie czytelniejszy, mam nadz. Pozdrawiam. J. A rozboje - no tacy byli wikingowie.
  15. Dziękuję, Maks. Miło, ze czytałaś. Pozdrawiam. J.
  16. Betko, kosmatość w pracy - niech cicho sobie siedzi czeka na dotyk. :))))
  17. Trudne zadanie, Waldku. Trzeba nie lada wiedzy i umiejętności, by myśli utrzymywać w jasności. Pozdrawiam. J.
  18. cześć, betko, kosmate myśli? - fajne mają futerka tylko pogłaskać. :)))
  19. Maćku, dziękuję. drobinki szczęścia - uderzają miarowo delikatnością :)))
  20. Maks lepiej śmiechem szczerym obdarować świat, niż pozwolić więdnąć sobie niczym jesienny kwiat. :)))
  21. Tak or no Psycholog – magister Antonina Wyrozumiała siedząc w swym gabinecie i czekając na następnego pacjenta, przyglądała się z uwagą swym zadbanym paznokciom. Były piękne w kształcie migdałów a pani Wanda pomalowała je na złoto. Cudo, po prostu. – Dość podziwiania, muszę się przygotować do wizyty. Zaczęła czytać rozpoznanie psychiatryczne. Chory wymagający szczególnej troski. Popędliwy. Często krzyczy i piszczy – myśli, że jest starymi drzwiami. W szpitalu płakał, twierdząc, że nikt go nie oliwi, nie czyści. Boi się wycinki drzew ze swojego powodu. Tym powodem ma być spalenie go w kominku i zrobienie ze świeżego materiału, nowych drz… Łomot niesamowity przerwał lekturę wypisu. Do pokoju wpadł, tak, tak właśnie, wpadł, potężny, jak wymarłe tury, mężczyzna. Za nim stała zdezorientowana Mira i szarpała rękaw jego brązowego ubrania. – Trzeba się zarejestrować przed spotkaniem. – Paszła – wrzasnął drab. Z ręcami też wypad. Wyrozumiała uładziła sytuację. Dała pracownicy uspokosol, chusteczki papierowe i nakazała pójście do domu. – Już i tak siedemnasta, to ostatni pacjent. – Ja, o mnie mówi? – ryknął odziany w sepiową kurtkę, drab. – Nie, absolutnie – odrzekła psycholog. – Kto jest tym końcowym? – zapytał już całkiem przytomnie awanturnik. – A czy to ważne? Ten machnął tylko ręką. – Dobra, gdzie moje zawiasy? – O tam po lewej stronie sofy, proszę się wstawić bez obaw, są nowe, nie pozwolą na dyskomfort i męczące dźwięki. – rzekła psycholog. Facet stanął wyprostowany jak struna. – I tak ma być. Wyrozumiała usiadła przy swoim biurku. – Witam, już na spokojnie, panie Grainy. Jak samopoczucie, wygodnie się ustawił, metal nie uwiera? – Nie, ale zadała tyle pytań, że sam nie wiem, co tak or no. – Cholera, popełniłam błąd. Jestem zmęczona, pomyślała. – Niech jeszcze raz powtórzy, by jasność nadeszła. – mruknął facet. – Albo ja sam poukładam a ty wypocznij. I poszeregował. – Samopoczucie? – Jak to u drzwi – wahadłowe. - Wygoda – niewygodna. - Metal - okej. Antonina, mimo swojego zawodowego doświadczenia, poczuła dziwną bezsilność i, co się nigdy jej nie zdarzyło, podczas spotkań terapeutycznych, „odciążenie”. Przy tym człowieku mogła podzielić się odpowiedzialnością. – Co się ze mną dzieje, do diabła? – pomyślała. – Hej, hej, – usłyszała. – Tu są drzwi, droga pani, skorzysta or no? – powiedział Grainy i uśmiechnął się. Miał piękne zęby i w ogóle był przystojny. – Poznajmy się bliżej, proszę podejść, bo ja… w zawiasach. Kobieta nawet nie wiedziała kiedy, trzymała swymi pięknymi dłońmi, rękaw kurtki w kolorze sepii. Pacjent i magister psychologii zaczęli się bujać. Lewa – prawa, zamknięcie i znów tył, przód. Wyrozumiała usłyszała ciche popiskiwanie. Śpij dziecino moja mała, piękne oczka zmruż, ja cię kołysał(a), a ty zaśnij już. Straciła kontakt ze światem. Gdy się ocknęła, nie było gabinetu, tylko pałac a ona… - Kochanie, zamknij drzwi do alkowy i chodź na bara – bara. Król nacisnął klamkę ze złota. Wyrozumiała usłyszała też: - Jestem w jadalni. – To był głos Grainyego. Justyna A.
  22. Deonix_ :))) Haiku dla Deonix_ promyki słońca - leciutko uderzają chłodzą swym ciepłem. J.
  23. Ładny wiersz, fajne te wersy. Czarodziejka z ciebie, pozdrawiam, J.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...