Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Justyna Adamczewska

Użytkownicy
  • Postów

    6 866
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    73

Treść opublikowana przez Justyna Adamczewska

  1. Zapraszam, zatem częściej,skoro tak słodziutko jest. Myślę, że Deonix też zaprosi. Słodkich snów, zatem, Waldku. J.
  2. Deonix - Masz ochotę? Zrób to zaraz, nim zapomnę czym jest wstyd, zażenowanie i nóg nie złożę, ot tak - na perskim dywanie. Pozdrawiam Justyna.
  3. I dalej, Deonix, dalej, pędźmy opętane miłości zemdlonej szałem. Hi.
  4. Deonix, eh. ;))) J.
  5. bajago, ano. Pozdrowczyk. Justyna.
  6. Miłości czar I cisza nad ranem - zemdlona miłość leży głaz jej nie ruszy II cierpienie nocy - oto wyje ekstaza nic i byle co III złudzenie gwiazdy - ślepnie patrząc na życie czaru miłości 02. 02. 2018 r. Justyna A.
  7. bajago, dziękuję, wybacz, że tak jakoś nierozumnie czytałam. O jest, rzeczywiście! "złudzenie", "zaślepienie", "cierpienie", ale i I jeszcze, bajago, jest słowo "tylko"... ;) Pozdrawiam. Justyna
  8. bajago Czy można uciec przed miłością? Ciekawie napisane. Nie bardzo wiem, ale pytać nie będę, bo to b. delikatne sprawy. Pozdrawiam Justyna.
  9. Cześć, Joachimie. B. ciekawy wiersz. Sluchanie radia Chłam FM... I te żaluzje, pomylona ulica, dom? Wiele z wiersza można wyczytać. Pozdrawiam. Justyna.
  10. Maks, ciekawe określenie. Tak, życie to ciągła odnowa i naprawdę humanitarna, choć wydaje się być czasami b. agresywna. Pozdrawiam J. :)))
  11. Maks, taki fajny, naturalny wiersz o życiu. Wiele w nim optymizmu, choć choroba męczy, dręczy, ale przejdzie. Jelenie, sarny, pola, kawa... naturalność. To b. sobie cenię w Twoich wierszach. Są o zwykłych, ludzkich sprawach, w niezwykły swą zwykłością sposób "tkane". Przetrwają i burze, i wiatry, słońce, deszcz. Pozdrawiam, :))) Justyna.
  12. Napisz, Maks, napisz. Dziękuję, w imieniu jesieni. :))
  13. Maks, dlaczego w mailu? Jesień będzie płakać liśćmi. Maile nie są romantyczne, a cały wiersz romantycznym jest. Pozdrawiam :)) Justyna.
  14. befano, wiem, że tekst wymaga poprawek. Poprawię, niebawem. Dziękuję za czytanie i komentarz. Kobieta, pozostanie kobietą - nie ma imienia. Pozdrawiam serdecznie, Justyna. ;))
  15. bajago, dziękuję. Muszę jeszcze popracować nad techniczną stroną powyższego, co niebawem uczynię. Pozdrawiam, zyczę bajkowych snów. :))) A to piosenka dla Ciebie, pamiętaj to tylko baśń, bajago.
  16. Ithiel, dziękuję. Nie ubolewaj, wszak napisane w tekście: Młoda pisarka i baśnie i ten tytuł. Po całym tym wydarzeniu, Baśniowe Stworki pozwoliły na napisanie powyższej historii, choć pisarka miała wrażenie, nieco wcześniej, że: Jeszcze raz, dziękuję i nie turbuj się, Acan. Pisz. Bom ciekawa, Twoich wieloletnich przemyśleń. ;))) Pozdrawiam J.
  17. Ithiel, dobrze, ze sobie pozwoliłeś, znaczy się jesteś dla siebie wyrozumiały, przydatna cecha charakteru. Co do samej analizy mego tekstu, dokonanej przez Ciebie, to: 1. "Rodzi konfuzję" - no ma rodzić. Wierzch jest wierzch to wierch, np na koniu też jeździ się wierzchem. Nikt i nic nie wyłazi tu ze skóry, jeno ją zmienia - acz, rzeczywiście musi przed tym faktem wyjść z tej poprzedniej. 2. Wiersz ma na celu "razić", zatem jasność powinna być, boć własnie razi, okular tu niezbędny. Cóż zatem robię za te okular, wcześniej tak nie robiłam, zatem przeoczyłam czy już wyjaśniłam? 3. "Wyrzucone się" podążyło za "psię" - lubią się. Są nierozłączni , zatem im na to pozwoliłam, jako autorka powyższego. 4. To są zmierzchołaki, zatem łakną zmierzchu, chcą by było ich więcej - będą silniejsze, zatem dają swój zmierzch tym, którzy go jeszcze nie mają - to rasa bardzo ekspansywna. Lwy są odważne, ale to lwice polują. Lew musu się wyspać, wypocząć, aby pilnować swojego terytorium i haremu, stąd ta jego bierność, ale p czasu kres, a czas mija lew się obudzi. To zew i mądrość. Mam nadzieję, że trochę pomogłam, Ithiel swoimi wyjaśnieniami w zrozumieniu przez Ciebie tego wiersza. Pozdrawiam i dziękuję J.
  18. bona :)) Pozdrawiam. J.
  19. Befano,w lutym? Uwielbiam ten miesiąc, lubię też czas "szarych godzin" - tak krótko trwa, jak luty. Luty to nie tylko skute mrozem środowisko, ale i luty zwierz. Ziszczenie się marzeń - przy rozżarzonym druciku zachodu - piękne. Dziękuję. Serdecznie Cię pozdrawiam, Justyna.
  20. Ithiel, cieszy mnie to, aj z niecierpliwością na Twoje prozy zapodawanie. Twoję zasię dziatwę czytam z niesłabnącym zainteresowaniem - o! jakże mi miło, cieszę się Szanowny Panie. Zapraszam do kolejnej mojej kolejnej opowieści. o młodej pisarce. Ciekawam Twojego odbioru. :))
  21. Młoda pisarka i baśnie Wąską ścieżką przez ogródek idzie sobie krasnoludek. - Dokąd idziesz, mój malutki? - Idę do swej krasnoludki. Młoda pisarka siedziała przy oknie i patrzyła na ogromne kałuże. Spadające z nieba krople oraz wodne bąbelki kojarzyły się z fontanną. – Ale fajna, listopadowa pogoda - pomyślała. Kobieta mieszkała na warmińskiej wsi, gdzie zawsze było pięknie, a ona miała ten urok na wyciągnięcie ręki. Wiosną i latem zieleń, słońce odbijające się w tafli jeziora. Brykające sarenki, dostojne jelenie, dbające o zaoranie ziemi, dziki. Śpiew ptaków. Przemiana brzydkich kaczątek w białe łabędzie. Raj. Jesienią – zaduma oraz oczekiwanie na zimę, Mikołaja, prezenty. – Życie, oj, życie, twa uroda obezwładnia - powiedziała sama do siebie. Kochała każdą drobinkę daną ludziom przez Stwórcę. Z zamyślenia wyrwał ją kociak bawiący się czymś czerwonym. – Donni, co tam masz? – Zapytała szare zwierzątko. Ono usiadło i wyciągnęło do swej opiekunki prawą łapkę. Tak zasugerowało, aby pisarka się nim zainteresowała. – Chodź, zobacz. Mam czapeczkę. Nie chcę jej na razie zakładać na łebek, bo zniknę ci z oczu. To takie dobre czary. – Zdawało się mówić. Kobieta cichutko stawiała stopy na drewnianej podłodze. Obawiała się spłoszyć uroczą chwilę. Przykucnęła obok Kocurka. W tym momencie mała myszka przebiegła przez pokój, za nią pędził ludzik. Mienił się jak tęcza, łysinka rozjaśniła półmrok. – Eh te gryzonie, zaraz im przydzwonię. I konwalią rzucił w stworzonko. Ono pisnęło, upadło a z oczu popłynęły łzy. Tu krasnal nie wytrzymał. – Proszę, uspokój się, nie chciałem cię skrzywdzić. – Ale, ale… buu, buu,,,, Rudawe futerko całe się trzęsło. – Oj, co ja narobiłem? Spanikował człowieczek. Jeszcze okazało się, że myszunia tuliła w ramionkach swe dzieciątko. Właścicielka Kitka już chciała ingerować, ale kot powstrzymał ją łapką. - Cicho, poradzą sobie, to baśń, tylko możesz zaszkodzić. - Zadźwięczało w uszach pisarki. Jednak łysolek wyczuł obecność „obcych”. Zasłonił własnym ciałem, łkającą młodą matkę i krzyknął – Nie dam jej na pożarcie drapieżnikowi, a ty wielkoludko, skąd się tu wzięłaś? Istniejesz przecież tylko w legendach. Moja czapka, oddaj ją, bo ci… przydzwonię. – Co się dzieje? Czy ja oszalałam? Widzę rzeczy niezwykłe – rzekła do siebie młoda kobieta. – Nie krzycz gigantko i tak się nie boimy - usłyszała szept chórku. Teraz to już kot, mysz i krasnal stanowili jedność. Ona poczuła się jak intruz, a przecież była we własnym domu. – Muszę przewinąć Tuptusię - powiedziała już spokojnie myszka. – Masz pampersy? – Odważnie spytała pisarkę. – Ja? Pampersy i to takie małe? - Zdziwiła się właścicielka Kitka - Buu… buu… - Szara panikara znowu wyła. – Moje dziecko, moja dziecina biedna, znowu się przeziębi. – Zaraz coś poradzimy - burknął krasnal, tylko nie becz. – A kupisz syropek i aspirynę? – Łkała zaniepokojona matka. Do tego jeszcze zaczęło popiskiwać maleństwo. – Oj, po co te nerwy? Mam wśród swoich zabawek kawałek bandaża – nieprzemakalny, - pochwalił się Kitek i cała czwórka weszła do kociego koszyka. Kobieta oniemiała. Usiadła na krześle, aby ochłonąć, popatrzyła na szare niebo, widoczność ograniczały krople deszczu, które przycupnęły na szybie. Nie miała odwagi spojrzeć na wygodne kocurkowe posłanie. Po chwili, jednak zerknęła z ukosa w jego kierunku. Było puste. – Oj, tylko śniłam - westchnęła. Wstała, otworzyła szafkę, w której trzymała chrupki dla swego zwierzaka. – Kici, kici, chodź jeść. Cisza. – No obudź się futrzaku, bo schowam jedzonko. Cisza, nawet szum deszczu ustał. Rozejrzała się. Na dębowej podłodze zauważyła cieniutką, czerwoną niteczkę oraz łapkę, która ją właśnie zabierała. – Teraz wiem, skąd u ludzi wyobraźnia. Zajęła wygodny fotel stojący przy stoliku i zaczęła pisać: Wąską ście… Koniec. Justyna Adamczewska
  22. Tak, Oxyvio, zawsze, nie zmieniam nicków, czasami awatary - zależy od nastroju. Pozdrawiam. :))
  23. Dziękuję, Oxyvio_ nie gniewam się. Tak, horrory są zabawne czasami, zresztą ja też napisałam do bajagi, że: Dobranoc Oxyvio_ J. Dziękuje, poprawię błąd.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...