Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 25.07.2025 w Odpowiedzi
-
jestem gęstą masą pełną grudek rozlewam się powoli w foremce z karbowanym brzegiem blacha jest zimna narzuca mi kształt ściska to, co chciałoby wypłynąć na zewnątrz rosnę w gorącym piekarniku pękam na środku ujawniając bliznę zaraz mnie stąd wyjmą wyskrobią nożem moje resztki wydrapią to, co z bólem przywarło do dna i umyją formę do czysta jak zawsze35 punktów
-
W rubryce „zawód” wpisuję - gorączkowe ratowanie pasji, którą duszę w dłoniach. Nie znam zaklęć na sukces, moim fachem są rzeczy małe, kruche i codzienne. Staż przeszłam w teatrze powtarzalnych dni. To one rzeźbią twarz, linia po linii, podczas gdy w szczelinach między słowami piję gęstą, czarną gorycz. Moje kwalifikacje? Gniew, który stał się domowym zwierzęciem, i odważna myśl, zamknięta w klatce nieśmiałości. Lęk ma kierunek i temperaturę. To wschodni wiatr, niosący echo frontu, przez który zaryglowałam drzwi przed marzeniami - są zbyt delikatne na tę pogodę. Jeśli szukasz referencji, nie czytaj papierów. Zajrzyj w oczy - tam, na samym dnie, odnajdziesz swój podpis.34 punktów
-
Mój świat się kruszy, jak ten kubek, Z którego rano piłem mleko. Dwie różne drogi, w oczach pustka, I wspólny dom już tak daleko. W lewej wciąż trzymam rękę mamy, W prawej dłoń taty, pełną ciepła. Jak wybrać między połówkami, I patrzeć, jak ta całość pęka. Jestem tu tylko małym drzewem, Co w waszym chłodzie gubi liście. Jak złożyć siebie, będąc dzieckiem, Bezbronnie stojąc na tym wietrze.33 punktów
-
ludzie by chcieli do nieba a niebo do nas przychodzi robi to zwykle po deszczu żeby nam życie osłodzić przedtem się sobie przygląda kałuże to jego lusterka są dla mnie jak metafory cukierki w złotych papierkach kocham się w deszczu i niebie choć jestem jakby za duża to lubię chlapać i mącić łazić jak dziecko w kałużach robię wreszcie co kocham niczyich uwag nie zniosę mam nieprzemakalną odzież wkładam na uszy kalosze33 punktów
-
Szarym śladem na wilgotnym szkle żegnam bez słowa kaprysy kwietnia. Niedokończony szkic w strugach deszczu spłynął.31 punktów
-
na ziemi, co pamięta krew i uderzenie łopaty o kamień rosną brzozy z korzeniami w mundurach tyle zostało - numer na nieśmiertelniku fotografia bez twarzy ślad buta w glinie cisza ma tu wagę ołowiu nad Wisłą płynie echo co nigdy nie wróciło ze wschodu nawet cień nosi tu ranę a jednak - wśród popiołu, wśród ruin alfabetu - wciąż składa się rozstrzelane imiona31 punktów
-
już słońce zaszło psy się uśpiły, on mnie dziś prosi na spacer. właśnie się stroję, plotę warkocze myślę, czy może co stracę? jużem gotowa kwadrans w godziny o naiwności, ty przebacz! chyba zgubiłam rachuby czasu to miał być spacer do nieba nie bujam w chmurach siedzę w fotelu, ubrana w płaszczu i butach. nie słychać żadnych anielskich chórów tylko to pianie koguta.30 punktów
-
S: „Kocham cię” to nie zgoda, żebyś sięgała po mnie tylko wtedy, gdy drżysz. F: A moje „kocham” nie jest schronieniem, dla twoich wahań ukrywanych pod słowem troska. S: Nie jestem podstawką pod twoją samotność, ani miejscem, gdzie zsypujesz okruchy swego lęku. F: Nie szukam kogoś, kto mnie uniesie, tylko kogoś, kto nie odstawi, gdy zobaczy pęknięcie. S: W tym duecie nie chcę być spodkiem, przesuwanym tam, gdzie akurat ci pasuje. F: A ja nie chcę być filiżanką, którą się stawia ostrożnie, ale nigdy nie bierze do ust. S: Relacja to nie blat stołu, na którym muszę stale uważać, żebyś ty czuła się stabilnie. F: Ja tylko próbuję nie spaść z krawędzi, kiedy ty milczeniem studzisz wszystko, co jeszcze jest gorące. S: To, co nas łączy, nie jest już miłością, tylko mapą miejsc, które kruszysz ciężarem twoich potrzeb. F: Moim błędem było wierzyć, że dasz mi ciepło, którego sam nigdy nie umiałeś utrzymać. S: Nie jestem naczyniem do napełniania. Jestem tym, co zostaje, gdy przestajesz pić i odstawiasz mnie na bok. F: Nauczyłam się, że mogę stać bez ciebie. S: Nie zauważyłem momentu, w którym przestałem być potrzebny. F: Bo zawsze byłeś potrzebny - tylko nigdy obecny. Po prostu - jesteś już zbędny.30 punktów
-
Zgubiła się pomiędzy bladym świtem a cierpką kawą, teraz mija siebie codziennie - niczym obcą kobietę. W pośpiechu poprawia płaszcz, biegnie do pracy przez gąszcz cudzych uśmiechów i chmurnych spojrzeń. W torbach z zakupami dźwiga ciężar dnia, rzuca w korytarz wymuszone „dzień dobry”, a ten odpowiada pustym echem. Wieczorami, gdy w samotnych ścianach drży głos Bajora, karmi porzuconego kota i niezagojoną tęsknotę. Czasem wykrzesze z siebie krótki śmiech, jakby na przekór głuchej ciszy, która od tamtego dnia wciąż w niej dorasta. Na spacerze odwraca wzrok od splecionych dłoni. Chciałaby po prostu wrócić do siebie.29 punktów
-
Nie jestem już skałą. Tylko piaskiem. Wypłukujesz mnie z własnych myśli. Wdzierasz się pod próg, zabierając grunt. Gdy szukam ratunku, oplatasz mi kostki. Cofasz się, szepcząc, że potykam się o własny lęk. Odcinasz suchy ląd. Kradniesz siłę na ten jeden krok wstecz. A kiedy wreszcie próbuję odejść - po prostu mnie topisz.29 punktów
-
Są wiersze ubrane w całkiem ładne słowa a słowa te szumią i dźwięczą i grają lecz żadnej tam treści odszukać nie sposób nijak się te wiersze do poezji mają. Niektórzy czytają lecz nie wiedzą o tym że to wiersz jest pusty nie ich przemyślenia na wypadek wszelki by głupio nie wypaść podziwiają głośnio mówią o wrażeniach. I tak to poeci samozwańczy zresztą i inni sztukmistrze skrzydła rozwijają a ludzie strachliwi wątpiacy w swe zdanie totalnej głupocie w pas się wciąż klaniają I ciągle zalewa nas chłam i słabizna a wokół godowe tańce i zachwyty niejeden mistrz piora prawdziwy i cichy przez tłum niemyślący zostaje rozbity. Kiedyś w pewnej bajce o golutkim królu co go każdy widział a szaty podziwiał znalazło się dziecko bez manier klamliwych król jest nagi rzekło kłamstwo się skończyło. Prawdy dziś nam trzeba dziecięcej odwagi by biel bielą nazwać i odróżnić czarne w przeciwnym wypadku bzdury uświęcimy a prawdziwa wartość zostanie na marne.29 punktów
-
już nie ujrzysz — wiem, maleńka — mej troskliwej, ciepłej twarzy ale nie płacz, bo w twych dłoniach moja pamięć wciąż się żarzy nie podniosę rąk zmęczonych do uścisku nie powrócę ale dotknę cię w powiewie kiedy wiatr twe włosy muśnie niech ci lato wciąż powraca niechaj śmiech rozgoni chmury i pamiętaj że wciąż jestem twoja babcia - patrzę z góry29 punktów
-
Uderzam ci do głowy grzesznym kaprysem, zamkniętym w ciężkim krysztale. Sącz mnie powoli, aż krew zacznie szumieć złotem. Perlę się jak kawior - ziarnem, które przeklęło światło. Porzuć tę nudną delikatność. Zmiażdż mnie leniwie, niech zostanie po mnie słona otchłań. Rozpuszczam się niczym gęsty, nocny balsam - cień plantacji, który więzi twój oddech. Liczy się tylko taka chwila, w której mój mrok stapia się z twoim znużeniem. Pulsuję ciężkim szkarłatem - purpurą gorączki. Kiedy mnie smakujesz, staję się żarem, który trawi, lecz nie zostawia blizn. Chłoń mnie. Sącz mnie. Wdychaj to duszne opium przed upadkiem. Będę twoim spleenem. I tym, co go ukoi.28 punktów
-
zanim uwierzymy, że to już my dobrze wyjść pod wiatr i powoli guzik po guziku rozpiąć to, co było nam przypięto niech leci dziewczynkę wypuśćmy z pudełka niech biegnie z brudnymi kolanami i śmieje się bez pytania chłopcu zdejmijmy z ramion ciężar nie musi być skałą może się bać i ryczeć w poduszkę a potem mocno przytulmy to, co zostanie28 punktów
-
poezja jest jak usterka w matrycy — błysk w oprogramowaniu świata, który pozwala zobaczyć niewidzialne nie jest Wielką Biblioteką skatalogowanych wzruszeń, ani zbiorem zamkniętym, gdzie ostatnia kropka kończy wszystko człowiek chciałby ją zważyć, zmierzyć jej ciśnienie i tętno, lecz ona jest właśnie brakiem ciśnienia, chwilą rozszczelnienia, przez którą prześwieca druga strona fizycy podejrzewają, że to adaptacja — mutacja świadomości, pozwalająca widzieć promieniowanie, którego nie ma poezja jest więc stanem kwantowym, zanim pojawi się obserwator - mostem z mgły rozpiętym nad pustką, po którym przechodzą znaczenia w drodze ku formie28 punktów
-
Nie można cię winić, że nie umiesz śnić, gdy w twoim domu gasło światło i nikt nie mówił "kochanie, śpij". Twoje sny wędrowały boso po zimnej podłodze, uczyły się same, czym jest miłość, a czym zaufanie. Zostawiałaś gorzkie ślady na poduszce. Poranek zmywał je – wstydził się czułości. Nie miałaś stołu, pachnącego rozmową, ani filiżanki, co znała dotyk ciepłej dłoni. Nauczyłaś się wszystkiego od końca: modlitwy bez "amen", tęsknoty bez "wróć", siebie bez "kocham".28 punktów
-
Pierwsza szczelina w twardej skorupie - nieśmiałe tętno uderza o ciszę, gdy nieznany pęd rozsadza ból bez kształtu. Zapomniana krew budzi uśpione nerwy a pierwszy wdech staje się krzykiem i końcem snu. Skóra jest cienka, światło kaleczy. Czucie to cena za istnienie. Tylko ono budzi pragnienie następnego oddechu.27 punktów
-
Znam mały lasek - wodą spowity, zaczarowany, bo z dawnej baśni. W liliowych chmurach leży ukryty, światło tam spłynie i mrok rozjaśni. W kątach ślimaki pełzną powoli, muszle niosące niczym latarnie. Widok ten każdą troskę ukoi, zanim noc cicho pokój ogarnie. W samym zaś środku, w cylindrze z gliny, dobry duch strzeże podwodne drogi. Sny złe odpędza, broni głębiny, by spokój wrócił wolny od trwogi. Tak stoję w ciszy przy szklanej tafli, gdzie bąbel tlenu z cicha się łamie. Las się w stu litrach zmieścić potrafi, a ja dam rybkom pyszne śniadanie.27 punktów
-
Czwarta nad ranem. Zegar się nie spieszy. Lubi blues. Sen wyszedł bez słowa, jak ktoś, kto wie, że przeszkadza. To chyba najlepsza pora na wiersz. Papierowe kule znów mijają kosz. Zgniecione słowa ścielą pokój jak śnieg. Ulepię bałwana z zamarzniętych myśli - wreszcie jakiś cel. Nikogo nie poruszy załamany papier. Cieszy się tylko śmietnik w kącie. Znów otrzymał wnętrze.27 punktów
-
spotkajmy się na spacerze to taki prześliczny zwyczaj najlepiej w połowie drogi przytomni wpół bez księżyca bo po cóż błądzić osobno półsennie w północy spokój skoro się już znaleźliśmy półszczęścia złóżmy w półmroku a niech się każdym półzmierzchem świat nawet cały zadziwi że my tak ciągle ze sobą półszeptem jakby półżywi27 punktów
-
Wszystko minie... Ktoś, kiedyś, gdzieś. Nigdy? Może, na pewno... Przed wiekiem, rokiem dekadą. Chwilę, zawsze, na wieczność - w cylindrze, kaszkiecie, uszatce cyklistówce. Niewidzialny, łatwopalny, bezbronny andersen, kaskader wieków niewinny czarodziej. Tułacz globtroter, bon vivant... Proch ziemi.27 punktów
-
Robimy z uczuć relacje na żywo, bez filtra. Żyjemy na granicy - bliscy załamania. Kiedyś jedno spojrzenie było iskrą. Ktoś dla kogoś ryzykował wszystko. Dziś mieszkamy w samym świetle - bez zasłon i bez cienia. Tłum przewija nas palcem. Nie szuka ognia. Sprawdza tylko, czy to nie efekt specjalny. Czy naprawdę coś się pali.27 punktów
-
długa noc rozciąga się we mnie aż gubię godziny i własne ciało leżysz obok twoja obecność wyznacza granice mroku myśli przestają rwać się i plątać noc trwa dalej - miękka, głęboka powietrze krąży między nami a ciszą nad ranem woskowy blask wycieka ze szczelin w sklepieniu odsłaniając prawdę o nas dwojgu twoja skóra to tylko stary pergamin a pod moimi palcami zamiast rytmu serca szumi jedynie piach i suchy liść mrok wcale nas nie puścił - to ja stałam się jego jedynym domem a ty jesteś tylko echem które uwięziłam pod pękniętym spojrzeniem zostaję w tym martwym bezruchu czekając, aż kurz całkowicie nas przykryje27 punktów
-
Dziś nawet czajnik na mnie nie gwiżdże, w kominie zasnął zziębnięty świerszcz. Tuż przy zegarze wystaje cisza jak gwóźdź zrdzewiały, jak z płotu żerdź. I księżyc w pełni drąży po nocy srebrzystą smugę za cieniem rzęs. Nie powiedziałeś, chciałam usłyszeć dobranoc Alu, ja ciebie też.26 punktów
-
W kalendarzu, między dentystą a „kupić jogurt”, dopisuje drobnym drukiem - "koniec świata". Myśli: " To zabawne - jak puste miejsce w szafie potrafi ważyć więcej, niż cała jej zawartość". W markecie jedną ręką scrolluje traumę, drugą wybiera awokado, w słuchawce seryjni mordercy, w koszyku "poranna rosa"- płyn, który ma przykryć zaduch nieprzespanej nocy. Przez jezdnię przechodzi ostrożnie. Nie z miłości do życia, ale przez wstyd - głupio byłoby zginąć bez makijażu i z listą sprawunków. Trwa - od ataku paniki do promocji na masło, od lęku przed ludźmi po potrzebę świeżego chleba. Codzienność rozpięta między lodówką a przepaścią. Świat nie chce złożyć się w całość. Idzie do wróżki - niech ktoś jej wreszcie wymyśli jakąś przyszłość.26 punktów
-
czy daleko jest czy blisko od słowa do słowa przeobłędnie wprost bym chciała z tobą się zrymować strzępki westchnień na serwetkach w jutra ci poplotę, z rozczulenia w gwiezdne noce, miriad cudnych zwrotek czas obrączkę szczerozłotą włożył już na pamięć każdej kropli twego pióra nieprzytomnie pragnę26 punktów
-
Zdejmij z moich dłoni pył tej nocy, który jeszcze noszę, choć świt już przyszedł. Zaprowadź mnie tam, gdzie jesteś bliżej niż krew w żyłach. Naucz mnie obecności, która nie odchodzi. Gdy pytam, dlaczego me serce płacze i kogo tak naprawdę szuka - odpowiedz mi w ciszy, Ty, który znasz moje imię. Bo patrzę i nie rozpoznaję. Słucham i wciąż się uczę słuchać. Z życzeniami, by każda troska zamieniła się w wiosenną rosę, a każdy nowy dzień brzmiał echem odrodzonego życia. Pełnych nadziei Świąt Wielkiej Nocy.26 punktów
-
Od lat utrwala pamięć na nietrwałym papierze paragonów. Żeby wiedzieć, kiedy kupił ostatnie mleko. W kuchni wciąż stróżują dwa kubki. Jeden, z pękniętą wargą. Drugi - gładki i pusty - relikwia dla gościa, który nigdy nie przyszedł, choć jego kroki wciąż słychać na schodach. Śmieci wynosi ukradkiem, o zmierzchu. Chowa przed światem dowody swojej obecności. W szklanym oknie telewizora żyją ludzie, którzy potrafią rozmawiać ze sobą dotykiem i głosem. Ścisza więc dźwięk, żeby nie przeszkadzać im w szczęściu. W szufladzie, pod stosem rachunków, trzyma list bez adresu. Złożony na czworo, jak skrzydła martwego motyla. Nauczył się, że nawet za ostatnie słowa będzie trzeba zapłacić. Wie, że kiedyś wyjdzie i nie przekręci zamka. Zostawi klucz w drzwiach - niech tkwi, dając pewność, że dom zawsze czeka, aż ktoś wreszcie wróci.26 punktów
-
wierzę zmówił się księżyc z latarnią w kałuży za trzy przecznice był w pełni nią urzeczony bo bladła z latarń najśliczniej więc podglądałam nieśmiało razem zniknęli przed świtem od tamtej pory też wierzę - że można się kochać z odbiciem25 punktów
-
I. Wnuczka o babci. Siada przy oknie, zanim zadzwonię do drzwi. Słyszę, jak dostawia filiżankę. A potem - trzyma moją rękę, szuka pewności, że ktoś zapamięta jej imię. II. Babcia o wnuczce Jest przy mnie - jasna i pachnąca wiatrem. Jeszcze nie wie, że gubię się we własnej pamięci, i odpływam od brzegu z każdym zachodem słońca. I tylko przy niej pamiętam jeszcze swoje imię25 punktów
-
więc będę wierszem jakim mnie widzisz sonet, erotyk czy fraszka? tylko życzenie jasno sprecyzuj bo niedomyślę, bądź łaskaw rada bym wiedzieć co chcesz dotykać, błądzić oczami i po czym? cóż, nie mam ciała są za to wersy po jakich chcesz chodzić w nocy? dla ciebie zmyślę bajeczną puentę, bo mam w tym wprawę bądź co bądź czytaj mnie zawsze. czytaj mnie co dzień wszak jestem wierszem, nie sobą25 punktów
-
Stawiają przed nim szkło. Ciężkie. Zimne. „Odżyjesz. Nie była dla ciebie.” Mówią po kolei, jakby przekazywali sobie dyżur. Wyliczają jej wady, żeby było mu lżej. Każde zdanie coś przestawia. Jak mebel w ciemnym pokoju - nagle nie wiadomo, gdzie stać. On kiwa głową. To łatwiejsze niż mówić. Przypomina sobie jej pieprzyk pod lewym okiem, to jak poprawiała włosy i wymawiała jego imię, gdy nikt nie słyszał. Ktoś klepie go po ramieniu. Za długo. Jakby chciał go już podnieść. „Chodź, idziemy w miasto.” To brzmi jak polecenie. Jakby siedzenie było błędem, a cierpienie trzeba było rozchodzić w butach. Nie chce iść. Chce zostać w miejscu, gdzie jeszcze wszystko się nie skończyło - gdzie czuje jej zapach. Boli go, jak szybko przestaje być historią o miłości a zaczyna być tylko opowieścią o błędzie. Oni się śmieją. Mówią o świeżej krwi, drapieżniku, polowaniu, nowym życiu. On nie chce nowej miłości. Chce odzyskać chwilę, w której pozwolił, by nazwali jego stratę ulgą. Patrzy w telefon, sprawdza czy wciąż potrafi czekać. W końcu wstaje. Uściśnie im dłonie. Skłamie: „Teraz jest lepiej,” bo ktoś już zdążył uwierzyć za niego.25 punktów
-
Jedyny ruch to siwy dym nad krawędzią. Czerń w filiżance nie ma dna, jest studnią bez echa. Nie piję, by uciec. Piję, by wrócić. Ciężar ceramiki to ledwie wstęp - smak jest tutaj treścią. Ciemna materia na języku – to dowód na istnienie rzeczywistości. Jej gorycz jest osią, wokół której obraca się poranek. Czekam, aż straci swoją gorączkę. Zanim wrzątek stanie się ukojeniem, świat ma zakaz wstępu.25 punktów
-
Ujmujesz mnie tym, że zamiast obiecywać nieosiągalne, schodzisz słowem do prostego domku w lesie - tam, gdzie czeka herbata w dłoni, która nie udaje kosmosu, a jednak potrafi nim być. Ta zwyczajność, którą mi ofiarowujesz, ma w sobie więcej magii niż wszystkie mgławice wszechświata, o których piszesz.25 punktów
-
Zegar_mistrz naprawia mechanizm który czasami zawodzi bo czas bo korozja bo rozsypany popiół który nie chce się złożyć w bukiet niezapominajek przecież zegarmistrz nie utka chwil z wczoraj jego dzisiaj też się błąka jak kundle w deszczu na progu sąsiadka jeszcze matka już wdowa chciałabym jeśli można mam trochę dziwny zegarek co rok wskazówki cofają się zawsze tego samego dnia kiedy zbieram kwiaty na łące a gdy mi - te łąki - zabiorą czerwiec, 202624 punktów
-
Mężczyzna można założyć chce być górą i zdanie zawsze mieć ostatnie bo wszystko przecież lepiej umie kobieta jemu puchem marnym niekiedy górę słów rozsypie dzierga przynętę by coś złapać co dziwne wtedy zauważa to ta jedyna - nie ostatnia... bywa przymilny rozkochany świat mu wiruje w rytmie salsy nocą znad dachu zbiera gwiazdy kurierem wyśle - nie - bynajmniej maj, 202624 punktów
-
zarzuciłam sieć na ciepły zmierzch by zatrzymać go w zielonym powiewie maja przetrwa zamknięty między wersami ani jedną sylabą nie uleci zostanie w nim zapach mokrego bzu nie oddam go nocy24 punktów
-
bujne łąki pasą wiatr kołyszą miarowo a jeszcze tak niedawno na polach miedziane dzwonki gubiły płatki policzki Anny parzą usta bruzdami zorane w krzakach ptaki nieloty łypią ślepiami tkwi obok niespokojna zanim skruszeje urośnie do nieba w łagodnym świetle odpłynie wsuń dłoń pod bluzkę na resztę życia zabierz ze sobą wspomnienie Ja tak chciałam się trochę pochwalić🤪 Na 45 urodziny Pan redaktor Akantu postanowił zrobić mi nieświadomie niespodziankę i umieścił kilka moich wierszy w czerwcowym numerze Szczególne podziekowania dla Piotra Chruściela 💙 Dziękuję za to że tak bardzo naciskałeś na to abym wyszła z szuflady Dziękuję 🙂24 punktów
-
wylazły z moich kątów dwadzieścia cztery smutki do pierwszej lepszej knajpy poszły się napić wódki wróciły gdzieś nad ranem na nóżkach flanelowych z przytrzeszczem przyjęzycznym i strasznym bólem głowy od tamtej pory za nic gdy chciałam tę czeredę na chwilę wyprowadzić nie wyszedł ani jeden24 punktów
-
Noc nie ucieka. Noc się wyczerpuje. Światło nie zmienia świata. Zmienia dostęp do niego. Kontury powoli wracają na swoje miejsca. Wzrok ustawia ostrość na to, co się odradza. Krótki moment, gdy wszystko staje się sobą. Nie trzeba jeszcze formułować zdań. Czekam na pierwszą, nieśmiałą plamę koloru.24 punktów
-
"Nie odchodź" - prosi wiatr błądząc w sitowiu, gubiąc horyzont w kołysaniu trzcin. Też tak proszę, gdy twój dotyk płynie po mojej skórze. "Zostań" - szepczą wodorosty oplatając kostkę wędrowca, nie wiedząc, czy ratują, czy topią. Jeśli uchylisz drzwi do swojego spojrzenia - utonę w nim cała. "Nie gaśnij" - krzyczy noc, liżąc brzegi ostatniej krwawiącej gwiazdy. A ja chcę tak krzyczeć, gdy czuję, jak w twoich oczach eksploduje blask. "Zwolnij" - błaga chwila, nie chcąc tak szybko stać się przeszłością. I ja błagam próbując odcisnąć w pamięci fakturę twoich ust "Wypełnij mnie" - woła ziemia przyjmując deszcz , by nie utracić tego, co dotknęło jej wnętrza. Chcę tego samego. Gdy twoje imię rozpada się na języku, i stajesz się częścią mnie. inspiracja: Wiersz Anny Ciarkowskiej24 punktów
-
Pewnica Cóż to takiego, gdzie - ona - jest... Wokół tony elektronicznej makulatury. Mózgi sprzężone z dłonią - tutaj kliknij - celebryckie fatałaszki brylują na scenach. Karaluchy wyłapują błyski fleszy. Niedaleko - na ziemi wszędzie blisko - iluminacja lecących rakiet mrozi myśli. Skończyłam robić przetwory na zimę. Zapach osiadł na ścianach sypialni, dlatego śnię co noc paprykową cza-czę. Gdy wyniosę słoiki i ustawię na półkach, dorzucę uśmiech - mojej małej pewnicy. sierpień, 202524 punktów
-
Każdego ranka, wsypuje karmę do glinianej miseczki i rozmawia z kotem, jak z przyjacielem, który nie przerywa i rozumie. Oboje wiedzą, czym jest porzucenie. Nazwała go Leon - po tamtym filmie, w którym dziecko i milczący "drapieżnik" leczyli swoje rany, splatając dwie samotności. Kot Leon je spokojnie, jakby wiedział, że są wyznania, którym lepiej pozwolić wybrzmieć do końca. - Myślisz, że można tęsknić za kimś, kto już dawno nie tęskni za tobą? - pyta Leona, parząc kawę. - Wiesz - wzdycha - może nie brak mi jego, tylko tamtej kobiety, która przy nim wierzyła, że wszystko jeszcze przed nią, a teraz rozmawia z ciszą o kocich oczach. Leon odprowadza ją do drzwi, niosąc ogon wysoko. Kiedy zamyka mieszkanie, przez chwilę ma wrażenie, że zostawia za nimi jedyne stworzenie, któremu jeszcze jest potrzebna. Na klatce schodowej słowa zwykle mijają się z ludźmi. Ale jak zawsze rzuca ciche: - Dzień dobry. - Dzień dobry -usłyszała. Schodzi jeszcze kilka stopni. Zatrzymuje się. Przez krótką chwilę myśli, że samotność nauczyła się mówić.23 punktów
-
Myślę o tobie - mój lśniący. Kto teraz budzi cię o świcie? Czyim dotykiem rozbłyskasz? Czy otwierasz się bez oporu? Tak długo nosiłam cię przy sercu, powierzałam swoje drogi, sekrety, myśli, słowa i zdjęcia - małe dowody istnienia. Lubiłam przesuwać palcem po twojej krystalicznej skórze, szukać po omacku w środku nocy - zawsze byłeś na wyciągnięcie ręki. Tęsknię za tobą bardziej, niż wypada. Mój utracony ... smartfonie.23 punktów
-
Zaczęło się tak prosto - od tęsknoty za powszednim chlebem i cichym niezadowoleniem w zawsze za długiej kolejce. Żadna wielka polityka. Zwykłe kłucie w żołądku, nie do uciszenia kolejną obietnicą. Wyszli w jasny dzień, niosąc kawałki płótna, w barwach bliskich sercu, i wiarę, że razem, coś znaczą. I nagle ołów przeszył czerwiec - słońce zostało i siostra Awana - jak biały motyl, który nie chciał uciekać. Zbierała z ulic poranione życia, kołysząc w ramionach cudzy strach. Bruk ciągle pamięta. My - zbyt krótko. Inspiracja: Poeta Jan Jarosław Zieleziński, "Pięćdziesiąt sześć - poznańska rzeź" Pamięci Oli Banasiak, ps. "siostra Awana", która jako pierwsza w czasie trwającej strzelaniny wyszła na ulicę celem ratowania rannych.23 punktów
-
Ćmy kiedy się rodzą uczucia i po co na świat przychodzą? - szukają mieszkań dla siebie zamieszkać, żyć w nich niedrogo czytają w gazecie duszy sercami po ogłoszeniach czasami przylgną bezwiednie jak sen się klei do śnienia i lecą jak ćmy do światła po szczęście tam gdzie najjaśniej i parzą sobie skrzydełka zanim latarnia im zgaśnie23 punktów
-
Pan Młody Spoglądam na nią długo, ona to czuje - widzę. Panna Młoda Osiada na mnie jego spojrzenie - gęste, odlane z twardej pewności. Zamieram u jego boku, jakby strach wrósł mi w kostki i pożarł ścieżki odwrotu. Pan Młody Tłum chciwie spija chwile, w kryształach wibruje gwar. Przytulam ją mocno do siebie, by wrosła w mój cień. Panna Młoda Kolejny toast. Rozdaję uśmiechy, dusząc się z wolna w klatce splecionej z oklasków i spojrzeń. Pan Młody Zamykam jej dłoń w swojej, kciukiem oswajam chłód skóry. Jak posłusznie dziś błyszczy na jej palcu złoto. Panna Młoda Moja dłoń opada jak zwiędły liść. Zimny kruszec ciągnie w głąb ziemi. Jeśli zastygnę, niczym rzeźba wycięta z lodu, może nawet nie pojmie, że we mnie nikogo nie ma.23 punktów
-
Siedzimy w kawiarni przy głośnej ulicy. Za oknem wieżowce, szkło i beton. W środku nikt nie zostaje na dłużej, nikt niczego nie obiecuje. Wspomnienia spłowiały jak reklamy na przystankach - widziane tyle razy, że aż przezroczyste. Kawa stygnie. Druga byłaby błędem. Patrzysz na mnie, jakbyś sprawdzała makijaż w szybie za moimi plecami. Twoja twarz jest gotowa do wyjścia. Rzęsy, lakier, usta - wszystko utwardzone. Ta prawdziwa została w domu, między drobiazgami, których już się nie zabiera. Siedzimy naprzeciwko siebie jak dwa biurowce z lustrzaną elewacją. Żadna nie wie, co dzieje się w środku.23 punktów
-
- Komu pokażesz ogród pękający od nadmiaru wiosennych myśli? - Komuś, kto umie oddychać zapachem burzy. Kto przejdzie między pąkami powoli, jakby dotykał czegoś kruchego, jeszcze nieobleczonego w słowa. - Kto uniesie twój szept, cięższy niż krzyk rodzącej się zorzy? - Ten, kto nosi w sobie ciszę głęboką jak nocne wody i nie cofnie dłoni, gdy mój głos obudzi w nim uśpione struny. - Komu opowiesz o szkarłatnym tętnie swoich żył? - Temu, kto przychodzi jak noc - bez pytań, bez światła. Kładzie dłonie na skórze i słucha w milczeniu, jak pod nią budzi się pulsujący żywioł. - Przed kim otworzysz śluzę wezbraną od zbyt jasnych pragnień? Przed tym, kto sam jest rzeką. Nie lęka się fali. Wejdzie we mnie powoli, aż nasze wody odnajdą wspólny nurt.23 punktów
-
Oprawia obrazy w ramy zbyt ciasne dla żywego spojrzenia. Łagodnieje o zmierzchu, gdy pękają kontury, lecz w pełnym świetle obnaża puste miejsca. Zamyka krąg powtórzeń, gdzie każda myśl wraca do własnego cienia. W słowie „pamiętam” drzemie pułapka z lukru, konserwująca martwe radości i czas bez następstwa - by ranom nie przysługiwało prawo do blizny. Pamiętanie jest trwaniem bytu, w którym nic już się nie staje.23 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne