Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 15.04.2026 w Odpowiedzi

  1. ach wczoraj, to przyłóż do rany, tak ładnie się za mną stęskniłeś diablikiem twój wzrok ubłyszczony, trzymałam się w ryzach na siłę. w rozsądku mam słabe zawiasy w zawiaskach już luzik i wyłom na pewno masz magnes, psia kostka! bo tyle mi śrubek ubyło.
    21 punktów
  2. Popularność jak papieros z dymem czasu wnet uleci bywa, że rozżarzy z lekka albo w oczy komuś świeci. Spróbuj nie być popularnym lecz wykwintny własnym światłem będąc sobą nawet w kącie sprawiasz, że się staje jaśniej. *dla młodszych czytelników objaśnienie skojarzenia z papierosem: kiedyś, dawno temu, były papierosy, które nazywały się "Popularne".
    20 punktów
  3. jest dla niej lękiem wbitym pod czaszkę uporczywym drapieżnym lepko-słodkim rytmem próbuje go zdławić buduje mury z cudzych spraw połyka hałas obcych ulic zszywa rozerwane noce szoruje myśli aż do krwi topi wspomnienia w tłumie i milczy aż znika z własnych myśli głosu ciała a on zostaje wrasta w nią mówi jej imieniem
    20 punktów
  4. On: Czy w labiryntach myśli wciąż szukasz azylu i cofasz dłonie, gdy świat cię dotyka? Jeśli się boisz, pozwól mi zostać. Będę jak ciepło, które niczego nie żąda. Ona: Już się nie boję - cisza we mnie płonie - jasna, łagodna jak sen przykryty powieką zorzy. On: Znam to światło. Twoje oczy miękko blask rozchyla, jak pierwszy dotyk słońca. Odkąd cię widzę - nic się we mnie nie kończy - lecz coś się zaczyna. Jestem jak świt - bliżej skóry niż nieba. I nie wiem, czy to ty, czy to ja przy tobie Ona: Nie chcę już wiedzieć, gdzie miłość się kończy, ani gdzie zaczyna. Zanurzę się w twą obecność jak w bezkresne morze, w deszcz, który łączy nas w jedno istnienie.
    19 punktów
  5. Pamiętam bukiety białych, fioletowych, kipiących bzów na haftowanym obrusie. W jedwabnym wdzianku zachwycam się mocnym zapachem tulonych płatków.
    19 punktów
  6. Codziennie kruszeje mój świat, Osuwa się w mrok po kawałku. Dębowym szafom, co ciężko oddychają kurzem, Rzucam na pożarcie skórę mych szat, By ich puste trzewia nie wyły z głodu. Półkom powierzam zmurszałe księgi, Niech ugną kark pod Ciężarem dawnych klątw! Na poddaszu ślepe okno Karmi się dzisiaj Ołowiano-mglistym zmierzchem. Ono przypilnuje moich zjaw, By nie uleciały w noc Na aksamitnych skrzydłach ćmy. A do okutego kufra Strącę wyschnięte wspomnienia. Klucz połknie rdza, By to, co ze mnie zostało, wreszcie stało się cieniem.
    18 punktów
  7. czarna orchidea lata dziewięćdziesiąte - łąka polnych kwiatów niekończące się lato i czarna orchidea ukrywam ją przed różowymi świnkami z fajansu bo dziś wszystko rytmem umc umc nawet amen i spiritus sanctus
    18 punktów
  8. Wujek od wszystkich owadów. Łapał motyle i ważki, hodował bonsai na oknie. Wierzył w Darwina jak święty. Spłonął po śmierci z duetem, bo w głowie Hepburn i Tracy. Gwizdali muzę z westernu. On tańczył ubrany w dżinsy, jak aktor Grease musicalu. I kochał bardzo Meg Ryan - była podobna do żony.
    16 punktów
  9. Ucieszyłam się, nie powiem, choć to może raz ostatni: jeszcze krwawię, jeszcze płonę, jeszcze zbieram życia płatki. Jeszcze stara tak nie jestem, jeszcze okres mam, choć rzadki. Jeszcze kochać się chcę, jeszcze, choć na twarzy mam już zmarszczki. Menopauza jest jak memy: smutna, brzydka, uciążliwa, chociaż czai się za rogiem - to mnie jeszcze nie dobiła. Jeszcze walczę, jeszcze piszę, jeszcze płodzę dużo wierszy. Jeszcze w bólach rodzę wnioski, choć niektóre już się zeschły. Jeszcze zdarza mi się kwitnąć. Jeszcze w lustrze się uśmiecham. Jeszcze zdążę i przekwitnąć, chociaż na to tak nie czekam. Do młodości ody piszą. A kto śpiewa: Menopauzo?! skóra wiotka, piersi wiszą, nie ma się czym chwalić bardzo. Jest wstydliwa i niemiła, potem rzuca na kolana. Nerwy stroi i rozstraja - menopouza niekochana. Jednak chcę jej oddać honor - wieńczy dzieło niczym ciąża. A to etap jest, nic złego, każdy człowiek nim podąża. Apeluję o uznanie innych stanów, więc i tego: Meluzyno, Melpomeno, Menopauzo - moje Meno! PS i piosenka pod to: https://suno.com/s/wsV6SMiYEEIOuMNq
    16 punktów
  10. ostrożnie między wersami niech znaczą co miały znaczyć bosiutko żeby nie zdeptać łaskoczą sensów cykady skrzydełka szeptu unoszą muskają stopy przeźrocza wiesz że od twoich wierszy lakierki noszę na oczach
    15 punktów
  11. W szczerym polu sobie siadłam i zaczęłam rozważania nagle ono rzecze do mnie : z tobą mam do pogadania! Wystraszyłam się troszeczkę jak tu z polem dyskutować, a że było bardzo szczere to nie miałam się gdzie schować. Mówi do mnie: ciągle myślisz! Po co włos na cztery dzielisz? Czy się zajmiesz wreszcie życiem i czy kochać się ośmielisz? Wracasz do mnie nazbyt często zostawiając świat za sobą, jestem szczere i rozległe ale muszę siedzieć z tobą! W twoich oczach często krople słone, więc się nie przydają, łap te chwile, są ulotne i za darmo ich nie dają! A ty siedzisz w samotności godzinami patrzysz w chmury, piękne życie ci ucieka przestań szukać w całym dziury! Zacisnęłam mocno usta szczerze mnie zamurowało, jak do tego doszło - nie wiem, że mi pole nagadało... Trudno było się z nim rozstać takie szczere i otwarte chociaż troche onieśmiela to co mówi - wiele warte. Bez smartfona, bez pośpiechu wrócę tam, bo wracam zawsze, może troszkę odmieniona, bedzie pole mi łaskawsze... Więc polecam moi mili korzystanie ze szczerości lecz nie z ludzkiej , bo jest chłodna tylko z polnej otwartości. * insp. @wiedźma utwór "Pęknięcia"
    15 punktów
  12. Nóż Nóż zawisł nade mną, słowami rozpruł duszę, pokaleczył sen, dotknął strachu, poplątał myśli. Biegam tu i tam, oczami zaszywam rozerwane, uciszam lęk łzami, wlewam do serca słońce. A nuż się z tego wyplączę.
    14 punktów
  13. Ona jest kobieta to już jej czas... wody... tylko spokojnie to dobre miejsce proszę oddychać proszę głęboko oddychać rytmicznie i... teraz przeć.. oddechy pani nie współpracuje.! tu trzeba przeć ale z życiem... mówiłem przeć.! ona jest głuchoniema kwiecień, 2026
    14 punktów
  14. Skra — ziarnopłon wiosenny. Pchli bluszczyk kurdybanek. Tam żeliwny tulipan barwą jakby kowalej. Napowietrznym pierwiosnkiem klon się wybił z betonu. Z gęstym skrzekiem, pachnidła żabią z drzew owocowych. Niepokoju bezsenność, gdy się w końcu przebija pąk ostatni orzecha z pierwszym trudem mozołu.
    14 punktów
  15. nocna rozmowa towarzyszu mej dawnej gry w zimnej ciszy wiosło i łódź podawałeś dopokąd świt tak rezolutny i karminowy że szafa to szafa a stół to stół, a krzesło to krzesło tak rezolutny i karminowy w tej budowli - dopokąd trwa filozof czystego bytu zdziwienie i konstatacja z przypadku przez przypadek nie szukaj w niej odmiany
    13 punktów
  16. kuchenne okno uchylone słychać ptaków śpiew przy stole siedzi dziecko rączkami ma podpartą zasmuconą twarz a oczy wpatrzone w kolorową ceratę na której są namalowane kubek owoce i chleb nagle do kuchni weszła wątła zasapana kobieta wtedy malec zapytał mamusiu czy dziś będziemy jeść śniadanie tak powiedziała synku szybko się odwracając by móc zgubić jego wzrok bo po jej policzkach spływały łzy
    13 punktów
  17. Przeszliśmy obok siebie bez słowa, jak dwa koty na dwóch różnych dachach. Ty nie patrzyłaś, ja też nie. Tylko księżyc rzucał wspólne cienie. Znał nas lepiej, niż my siebie.
    12 punktów
  18. chcę żebyś wiedział założyłam ci niebieską kartę czas zrobił mi obdukcję sińce wyszły same na wierzch granatowe jak twoje fochy czuję się jak przemoknięta papierowa łódeczka nasiąknięta podejrzeniami i oczekiwaniami i tym, czego nie powiedziałeś już nie pytam skąd przyjdzie wiatr nie chcę wiedzieć wiem że nie jesteś schronieniem
    12 punktów
  19. Codzienność gra nam różne, Raz słodkie, raz gorzkie nuty. Lecz przy tobie znoszę wszystko, Nawet ubrania i buty.
    12 punktów
  20. Stary król, przy koniu karym, Człapie wolno, koń też stary. Obu śpieszyć nie ma gdzie się, Więc szukają grzybów w lesie. Dzięcioł wali, sowa huka, Każdy w ciszy grzybów szuka. Jesień w lesie żółci liście, A koń marzy, oczywiście. Król patykiem grzybnię tyka, Spozierając na konika. Ciepły wietrzyk im powiewa, Delikatnie szumią drzewa. Nagle goniec gna przez pola, Pełną piersią z siodła woła: Wojna panie! Kraj nasz cały Obce wojska najechały! Palą, gwałcą, przyjm błaganie, Wracaj od raz królu, panie! Spojrzał król gońcowi w oczy, Z wolna cedząc, słowa toczy: - Przecież widzisz jasno chyba, Że my z koniem są na grzybach. Wojna wojną jest, baranie, Lecz ważniejsze grzybobranie! Goniec został z głupią miną, Z erudycji też nie słynął. Król zaś mruknął koniu w ucho, - Choć tam dalej, bo tu sucho. Tak to właśnie w życiu bywa, Kto chce dobrze, ten obrywa. No bo zawsze są, niestety, Najważniejsze priorytety.
    12 punktów
  21. O świcie, z kubkiem kawy, siedzę na krawędzi. Wokół szczere pole. Nie ocenia. Po prostu jest. Nie trzeba oczu. Ja widzę jego pęknięcia. Ono widzi moje. Słucham. Wiatr bez imion siada obok jak stary znajomy. Nie pyta o zgodę. Kawa stygnie. Żadne z nas nie wie, po co tu jesteśmy. I to wystarczy.
    12 punktów
  22. wchodzę do kuchni po kawę jak po ogień pięć sekund później stoję przy lodówce jak podejrzany na przesłuchaniu na Gestapo białe światło tnie mi twarz patrzę na masło na zwiędłego ogórka na własną klęskę w formacie dziesięć na piętnaście wyglądam jak ktoś kto właśnie sobie przypomniał że kody do głowic atomowych zapisał na paragonie z biedronki który wyrzucił tydzień temu restartu brak średni wiek nie wjechał we mnie z fasonem on mnie po prostu podstępnie przelogował na wersję demo wszystko jeszcze działa ale tylko przez siedem minut potem wyskakuje komunikat że aby kontynuować należy wykupić nowe kolana moje ciało to teraz projekt budowlany który ktoś porzucił w latach dziewięćdziesiątych stoją ściany nośne ale nikt już nie pamięta co tu miało być mój metabolizm? nawet jeśli zjem tylko spojrzenie na pączka system księguje to w biodrach przez dwa lata i dolicza odsetki za samą chęć przeżycia moja twarz przestała być wizytówką a stała się powolnym osuwiskiem w krainie gdzie grawitacja ma osobisty zatarg z moją szczęką a worki pod oczami mają już własną wiarygodność i planują wystąpić o dopłaty bezpośrednie z unii jako nieużytki rolne kiedyś programowałem magnetowidy w ciemności jedną ręką dziś patrzę na nową aplikację bankową jak neandertalczyk na leasing kosiarki kiedyś on budził mnie rano stercząc jak maszt radiowy gotowy nadawać sygnał w kosmos dziś mój jedyny poranny odruch to erekcja lęku przed gwałtownym ruchem budzę się z kontuzją barku bo źle mi się śniło albo z naderwanym ścięgnem bo próbowałem przekręcić się na lewy bok bez pisemnej zgody fizjoterapeuty moja fizjologia? organy przestały ze sobą rozmawiać a wątroba wysyła mi listy z pogróżkami pisane krwią wiązanie butów to już nie jest czynność to dyscyplina olimpijska transmitowana tylko raz bo połowa zawodników umiera przy rozgrzewce stękam w dialekcie zapomnianych maszyn parowych trzy podejścia i na końcu siedzę na taborecie spocony upokorzony a but patrzy na mnie z podłogi jak prokurator który właśnie znalazł dowód że jestem zbyt niebezpieczny żeby zostawiać mnie samego ze sznurówkami kiedyś podnosiłem monetę w locie łamiąc prawa fizyki teraz zanim się schylę muszę zwołać sztab kryzysowy sporządzić mapę przygotować plan ewakuacji i zostawić rodzinie numer do notariusza schodzę w dół powoli jak faraon którego właśnie wyciągają z grobowca ale przez pomyłkę za nogę i kiedy już dotknę tej przeklętej monety nie wstaję tylko rozglądam się po podłodze czy nie leży tu coś jeszcze bo drugi raz na tę głębokość nie zszedłbym nawet za dopłatą z funduszu zdrowia mój poranny rozruch przypomina próbę odpalenia radzieckiego czołgu znalezionego na dnie bagna najpierw przez kwadrans rzężę metalicznym kaszlem jakby ktoś kręcił rozrusznikiem na sucho a kiedy w końcu ruszam z miejsca coś strzela we mnie tak że przez chwilę stoję i próbuję ustalić czy to jeszcze ja czy już raport powypadkowy kiedyś dziewczyny poprawiały włosy i wciągały brzuch na mój widok dziś poprawiają torebki sprawdzają czy gaz pieprzowy działa patrzą na mnie jak na bilet miesięczny który stracił ważność w ubiegłym stuleciu słoik ogórków to moja osobista golgota kiedyś otwierałem go jednym ruchem jak Pudzian coca-cole dziś stukam nożem w dekiel szepczę "no dawaj ty szmato" a słoik siedzi niewzruszony jak emerytowany mafioso który wie że i tak nic mu nie zrobię przy siadaniu wydaję dźwięki jakby szafa gdańska spadała ze schodów prosto na orkiestrę dętą przy wstawaniu jest dramat w trzech aktach najpierw wstaje dusza potem ambicja potem lewa noga reszta zostaje z tyłu i negocjuje warunki kapitulacji ostatnio kichnąłem zbyt ambitnie przez dwa dni chodziłem jak postrzelony flaming który chce zachować pozory ale wie że już jest po wszystkim mój kręgosłup? to teraz wieża z jengi którą układał niewidomy podczas trzęsienia ziemi na Filipinach wystarczy głębszy wdech i kończę jako wernisażowa instalacja artystyczna której nikt nie rozumie ale wszyscy się boją dotknąć najgorsze że w środku wciąż mam dwadzieścia lat nadal chcę skakać przez płoty przesuwać szafy jednym barkiem więc próbuję a potem przez trzy dni wstaję z łóżka bokiem i wyglądam jak źle zaparkowana przyczepa kempingowa bez kół mój sen? to układanie się na minie przeciwpiechotnej jeden ruch biodrem i wybucham serią trzasków jakby ktoś próbował mnie skręcić jeszcze raz ale już bez instrukcji w środku wciąż młody bóg na zewnątrz mebel z ikei któremu w połowie montażu zgubiono instrukcję za to dodano trzy kolana staw biodrowy lęk wysokości i skłonność do wydawania dźwięków jak szafa z czasów bitwy pod Grunwaldem to nie jest kryzys wieku średniego to jest wersja próbna starości która już wie że ją kupię w ciemno
    11 punktów
  23. rzeka wyrywa się z objęć ciasnego koryta rwie do morza by utopić nurt zapomnieć o źródłach i rozbić się o horyzont. naiwnie wierząc że ocean nie ma brzegów
    11 punktów
  24. wchodzę do kuchni po kawę jak po zezwolenie na dalsze funkcjonowanie w systemie pięć sekund później stoję przy lodówce mińsk-18 staję przed nią jak przed otwartą trumną moich postanowień jak inspektor nadzoru w budynku przeznaczonym do rozbiórki białe światło nie świeci ono mnie rozlicza z wyborów z kalorii z ludzi, których nie trzeba było wpuszczać do środka a których noszę jak nielegalne przyłącze które kopie mnie prądem przy każdym wspomnieniu patrzę na hummus na ser na tę połówkę cytryny wyschniętą tak dokładnie jak mój entuzjazm do bycia darmową ładowarką dla facetów z którzy są jak stare oprogramowanie: dużo obiecują przy instalacji a potem tylko zawieszają mi system i żrą prąd za darmo żrą mnie i przez chwilę nie wiem czy przyszłam coś zjeść czy tylko sprawdzić czy nadal mam status "istnieje” średni wiek nie zapukał on wszedł przez system jak aktualizacja która instaluje się o trzeciej nad ranem i rano już nic nie działa tak jak powinno mówi: spokojnie od dziś inwestujesz tylko w rzeczy które oddają czyli głównie w siebie i w święty spokój bez cashbacku emocjonalnego siedzi we mnie w dresie z pilotem do mojego życia przełącza kanały bez pytania i mówi: od dziś oglądasz tylko to, co jest naprawdę czyli głównie siebie bez efektów specjalnych metabolizm to nie księgowa to snajper na dachu mojego wieku czeka aż mrugnę aż zjem okruszek i strzela w biodra z taką precyzją jakby to była egzekucja za każdy rok w którym śmiałam być szczupła zjem jabłko on księguje to jako tort piętrowy z pełnym omaszczeniem i odsetkami karnymi za glukozę dolicza opłatę manipulacyjną za samą bezczelność że chciało mi się żyć moje ciało to teraz obiekt zabytkowy w trakcie użytkowania biustonosz to infrastruktura krytyczna ostatni bastion który powstrzymuje całkowitą kapitulację mojej sylwetki przed grawitacją jeśli zawiedzie nastąpi niekontrolowany wyciek rzeczywistości i krajobraz ulegnie nieodwracalnej deformacji bez możliwości reklamacji u producenta mój kręgosłup to wieża obserwacyjna zbudowana z decyzji, których nie chciałam podejmować trzyma wszystko co dźwigałam za długo i za darmo codziennie rano wydaje dźwięk jakby ktoś otwierał skrzynię z przeszłością i nie był do końca pewien co z niej wylezie twarz to już nie jest powierzchnia reklamowa to dziennik pokładowy po katastrofie tu pękło tam się wybrzuszyło nie pudruję ja to tynkuję strukturalnie kłamstwem i najdroższym uszczelniaczem w żelu nakładam warstwy izolacyjne przeciwko empatii buduję wały przeciwpowodziowe przeciwko własnym łzom żeby było jasne: ten remont generalny to najdroższa inwestycja w historii tego powiatu jak eksponat, który przeżył więcej niż powinien niech świeci niech oślepia moje "nie” to nie słowo to procedura w kilku egzemplarzach z pieczątką i datą wejścia w życie schylanie się to operacja logistyczna najpierw analiza ryzyka potem symulacja na końcu wykonanie jeśli już schodzę biorę wszystko bo zejście drugi raz wymagałoby komisji lekarskiej z NFZ słoik ogórków to osobny rozdział stoimy naprzeciw siebie dwie silne osobowości on zamknięty ja zamknięta on milczy ja też i w tej ciszy on wygrywa bo ma lepszy gwint a ja mam lepsze rzeczy do roboty niż udowadnianie szkłu że jestem silniejsza mój sen to pole minowe każdy ruch to decyzja o konsekwencjach przekręcam się trzask klik echo jakby ktoś łamał stare wersje mnie na opał we mnie nadal mieszka dziewczyna ta która kiedyś darła japę do świata że wszystko jej wolno teraz siedzi pije kawę patrzy na mnie i mówi: "no i co, wygrałaś?” a ja jej odpowiadam: "nie muszę już wygrywać wystarczy że nie przegrywam siebie” faceci? kiedyś projekt dziś filtr przechodzą tylko ci którzy nie wymagają instrukcji obsługi człowieka reszta zostaje na etapie "zobaczymy” czyli tam gdzie rzeczy umierają bez pogrzebu wychodzę z domu nie żeby robić wrażenie tylko żeby być obecna pachnę decyzją i trochę drogimi perfumami które kupiłam sama bo mogłam i żeby świat się lekko przesunął i zrobił mi miejsce z przyzwoitości jestem z historią z ciężarem z ciałem, które przestało negocjować wersja premium model powystawowy z pełnym wyposażeniem i wadami ukrytymi które stały się cechami produktu po wszystkich poprawkach i kilku awariach krytycznych bez reklam bez filtrów bez potrzeby bycia czyjąś opcją bez instrukcji obsługi bez gwarancji zwrotu nie czekam na brawa brawa są dla początkujących ja zajmuję miejsce i nawet cisza robi mi przejście
    10 punktów
  25. Gdybym ja nie był poetą, a Pani niezwykłą kobietą, to wszystko byłoby proste, bez niepotrzebnych już kosztów. Wtedy już nie musiałbym brać czule Pani za rękę i w pierwszym pubie przy Długiej układać bajek naprędce. Jaka to Pani jest piękna, jak bardzo inteligentna, jak w oczach lśni północ morza, a usta płoną jak zorza. Gdy Pani idzie po plaży, piasek w Sopocie już marzy, że gdy się Pani na nim położy, to dozna niezwykłej rozkoszy. I tak bym gadał do rana, bez planu i bez działania, aż Pani popuka się w czoło i w końcu kelnera zawoła. A gdybym był typem klasycznym, nie odchylonym-lirycznym to bym powiedział: „chodź, Pani”, i razem budzimy się rano. Niestety, życie mam przykre, kocham wciąż te niezwykłe, pachnące morzem i deszczem - lecz jak z nimi rozmawiać? Nie wiem. Więc jeśli Pani pozwoli, to jeszcze trochę pobłądzę po Gdańsku, po własnym losie - do Pani... chyba nie zdążę.
    10 punktów
  26. I. NOC Księżyc w pełni. Budzi bezsenne noce. Patrzysz. W głąb siebie. Tysiące myśli Falami uderzają o skronie. Bezsenne odpowiedzi. Serce głośniejsze niż upadek komety. Przez okno wpada jaśmin. Ratunek tonącej nocy. Gwiazdy puszczają oko. Czuwają. Zmieniasz zasady gry. Spacerem po drodze mlecznej. Sen przynosi Słońca wschód. II. DZIEŃ Słońce w pełni. Jedna myśl. Wszystkie odpowiedzi. Cisza nie bije o skronie. To twoje pole. Myśli spokojne. Przez drzwi wychodzi jaśmin. Oddał już wszystko. Gwiazdy zamknęły oczy. Twoje zasady gry. Stąpasz po własnej podłodze. Jawa pamięta Księżyc w pełni.
    10 punktów
  27. Dziesięć mil za Arkham wszedłem na szlak wiodący Skrajem klifu nad plażą Boynton z wyliczeniem, Że wieczorem stanę z ostatnim dnia promieniem Na szczycie nad Innsmouth w dolinie górującym. Na morzu odpływający żagiel widziałem, Biały tak, jak starożytne wiatry bielić mogą, Lecz tchnący jakąś przepowiednią złowrogą, Więc mu nie pomachałem, ani nie wołałem. Żagle z Innsmouth! przeminionej sławy wspomnienie, Z czasów dawnych. Lecz noc nadchodzi szybkim krokiem. By móc spojrzeć na odległe miasto przed zmrokiem, Jak to często robię, wspinam się na wzniesienie. Iglice i dachy są - lecz spójrz! W ciemnej dali Uliczki toną, żadne światło się nie pali! I Howard (Fungi from Yuggoth, sonet VIII): Ten miles from Arkham I had struck the trail That rides the cliff-edge over Boynton Beach, And hoped that just at sunset I could reach The crest that looks on Innsmouth in the vale. Far out at sea was a retreating sail, White as hard years of ancient winds could bleach, But evil with some portent beyond speech, So that I did not wave my hand or hail. Sails out of Innsmouth! echoing old renown Of long-dead times. But now a too-swift night Is closing in, and I have reached the height Whence I so often scan the distant town. The spires and roofs are there—but look! The gloom Sinks on dark lanes, as lightless as the tomb!
    10 punktów
  28. Kolano To nie operacja na sercu. Koń skacze, kopytami wywija, okłada świat ogonem. Muchy giną na szachownicy, pomysły szaleją, rozlewają, rozgrzewają... A jednak serce boli. Boi się upadku, boi narkozy, niebytu, nieprzeżytej radości – biegania boso po rosie w niebie.
    10 punktów
  29. czasami myśli szarzeją robią się nudne i nieprzejrzyste zapominanie niekoniecznie demencja jakaś odmiana czasami rozczarowanie może wyłoni się nowa myśl
    10 punktów
  30. W Weronie... stoi dom który nie jest twoim domem balkon który nie jest twoim balkonem nie czeka na letnie śpiewy w poświacie miesiąca byłaś Julią teraz nie jesteś byłaś na balkonie oko błękitu nie było łagodne a w kawie nie było Norwida stał dom - dom pobielany bo dwór to nie był ani gościniec ani droga do Werony jesteś Julią w negatywie bo kochasz na stałe i wciąż jeszcze żyjesz serce - piosnka Norwida
    9 punktów
  31. W Hornówku, Lwówku, czy w mieście Żary tak samo chodzą wszystkie zegary. Zegarek Korzeniowskiego chodzi wolniej. Dlaczego? On już swoje przeszedł. Nie do wiary!
    9 punktów
  32. miłość nie przyszła była tu zawsze ukryta między twoim "nic” a moim "jeszcze” w twoim śmiechu rozsypane światło i do dziś zbieram je z powiek jak pyłek z lustra twój głos to nie dźwięk to dom w którym serce zapomina o lęku
    9 punktów
  33. w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem który ktoś próbował uratować dolewką wody stoi ona królowa klamek które same się naciskają i drzwi które przestają należeć do was Pelagia wchodzi jak rachunek za cudze życie z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu wchodzi z reklamówką która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki które nigdy nie zaznały wybaczenia jej włosy to tłuste kable pod napięciem gdyby je dotknąć można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów twarz ma jak garnek po bigosie niby umyty ale zapach zostaje na zawsze wygląda jak protokół powypadkowy każda zmarszczka to paragraf na waszą radość a usta zaciśnięte tak mocno że mogłyby prostować gwoździe. Pelagia arcykapłanka domowego porządku odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem i polać Domestosem aż zacznie skrzypieć z czystości jej głos to łyżka stukająca o zęby to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia suchy rytmiczny i ostateczny mówi długo jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia po trzech zdaniach nie oddychasz po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość Pelagia nie pyta o zdrowie ona jest patomorfologiem waszej niedzieli w różowym fartuchu w bratki przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz aż lądujecie w kącie z rękami za głową przepraszając za to że wasz ślub nie był mszą żałobną za jej młodość wypluwa waszą radość na spodeczek bo twierdzi że jest niedopieczona i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce które według niej powinny być już dawno ścięte fileciarka relacji bierze wasz dzień kładzie go na desce i tnie w poprzek sensu aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu i co da się łatwo przełknąć bez myślenia wasze plany lądują w misce jak odpadki a ona robi z nich "na szybko coś dobrego” co smakuje jak dożywotni obowiązek i zostaje w żołądku na zawsze wchodzi do waszej sypialni z licznikem Geigera na grzechy; sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga na którym rozgrywa mecz o waszą uległość dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową wyciska z niego powietrze i sens i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci - w razie braku innych atrakcji potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt żebyście nie mogli się do siebie przytulić bez poślizgu winy i lekkiego wstydu klienci czyli wy kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie pękacie powoli od środka bo już nie macie siły się nie ugotować a ona bierze to za wdzięczność i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja jej spojrzenie jak ręka wkładana do szuflady z nożami niby nic się nie stało a jednak krwawisz i nie wiesz skąd i zaczynasz podejrzewać siebie przesuwa talerze żeby głód miał odpowiednią hierarchię i wiedział gdzie jest jego miejsce a kiedy siada na kanapie meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki i proszą o skrócenie wyroku jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka sygnał że właśnie zjadła wasze wolne popołudnie kiedy mówi "synku” powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste i nie do odrzucenia oddychasz tym i zaczynasz smakować jak ktoś inny kto już dawno przestał mieć wybór otwiera okno i wpuszcza do środka zaduch z klatek schodowych roku osiemdziesiątego drugiego w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu Pelagia magazyn przeterminowanych prawd ma w torebce zamrażarkę turystyczną która buczy cicho jak wyrzut sumienia trzyma tam wasze odcięte pępowiny z datą ważności: nigdy! żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej zwiedzanie obowiązkowe rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów które osobiście zabiła ścierką do naczyń i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością kiedy w końcu wychodzi nie zostawia pustki zostawia po sobie galaretę która tężeje na waszych twarzach to nie jest już dom to inkubator jej racji gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny po której wspina się by napluć Bogu w okno za zbyt małą ilość octu w waszej krwi zostajecie w tym rosole po kostki pływacie jak oka tłuszczu które nie mogą się połączyć bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań wieczorami gdy próbujecie się dotknąć skóra schodzi wam płatami odsłaniając jej inicjały wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim Pelagia nie wraca do siebie Pelagia po prostu zmienia formę skupienia teraz jest waszą zgagą waszym bezdechem jest tym szarym nalotem na waszych językach który sprawia że każde wasze "kocham” smakuje jak stara ścierka do podłogi siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach patrzycie w talerze gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki już dawno was wypatroszyła wypchała trocinami waszych kompleksów i postawiła na meblościance swojego życia jesteście martwą naturą jej najsmaczniejszą bo podaną na żywca niedzielną ofiarą całopalną
    9 punktów
  34. Deszczowy dzień Radość skacze Jak krople deszczu Po parasolu Rozpłaszczone nosy Zimnem szyb płaczą Ja idę Nurzam się w kałużach Zielenią jutra cieszę Piszę wiersze
    9 punktów
  35. Doprawdy nie wiem jak opowiedzieć coś czego nie wiem, a przecież różni tacy i owacy, siacy i siamci chcieliby przecież ażebym im to właśnie, jak nic innego, opowiedział. Gdybym im to opowiedział, co notabene zupełnie jest niemożliwe wobec jawnego braku wiedzy, możliwe, że pomógłbym im się nawet opowiedzieć. Starania moje i ich starania są w gruncie rzeczy przekomiczne, a co za tym idzie wyglądają na bardzo ludzkie. Warszawa – Stegny, 19.04.2026r.
    9 punktów
  36. Wieczorem wybrana na wizytę do boskich dzwonków, lepsza nabieram kosz fiołków. O złotej godzinie sentymentalny ćmą, odfruwając wpuszczasz mi światło.
    9 punktów
  37. Po kłótni Tam owszem, można, nawet razem. Ale jak wstać od stołu? Jak wypełnić szklankę optymizmem? Jak udać, że świat się nie zawalił, że nie podpaliłam, że nie nakradłam, że nie nakłamałam? Że... trzeba by wstać, podać rękę, zmyślić zamyślenie, zgubić zagubienie, rozpuścić milczenie, rozweselić cienie – ciebie i mnie.
    9 punktów
  38. leśny potok w mroku pluska myśl spowita mgłą perli się błękitem niepojęta piękność i szczęście w tajemnicy bolesnej zaiskrzyło trawa zmienia kolory między kolcami z róży damasceńskiej
    9 punktów
  39. Lubię zatopić się w twoich ramionach chłonąc oddech łapczywie ukryte rozproszone myśli łapię spiesznie jak motyle drgają im skrzydła wzruszeniem trącając lekko wskazówki zegara za oknem duet wiatru i deszczu wyszeptuje muzykę eterycznie kołysze frazy wspomnień. Autor fotografii: Mirela Lewandowska
    9 punktów
  40. prawda nie zszywa tego co pękło zostawia szczelinę przez którą widać więcej rodzina bywa tylko dźwiękiem bliskość nie zawsze znaczy więcej a ja raz chcę ranić raz osłaniać noszę w sobie dwa oddechy jeden idzie w mrok drugi wraca czysty i to ja decyduję która strona tej samej monety już dawno ma moją twarz...
    9 punktów
  41. W podziękowaniu za łzy Pisze poeta – jest jak liści szelest Które wiatr pogłaskał delikatnie I choć wielkim poetą nie jest To na niejedno serce się natknie Serce co widzi niedostrzegalne Tam, gdzie wszystko zdaje się banalne I jest – serce, którego pragnął poeta I te łzy, które jak ogień – choć to woda Dla myśli nieznanych – to podnieta Której zmarnować byłoby szkoda Bo więcej znaczą niż słów tysiące I są jak życiodajne słońce Więc usiadł poeta i z tego strumienia Rzeki łez, duka wiersz diamentowy Bez przygotowania, bez natchnienia Bo do wdzięczności za te łzy niegotowy Zbyt dużo jak na serce jedno I słowa marnieją, bledną Słowa, jasnością łez wypalone Bledną, marnieją, bo mniej znaczą Niż te łzy miłością podpalone Co nie zważają i nie baczą Na bramę, którą w poecie otworzyły Jakby same z siebie żyły Te łzy, ile ich popłynęło rzeką Ile na ziemię upadło pojąc otuchą Ile ich jeszcze pod powieką One natchnieniem jednak – ciszą głuchą Z której poeci czerpią litera, po literze Słowa, co więcej znaczą niż pacierze
    9 punktów
  42. serce nie sługa pomyślał dziadek o świcie na czachorowej górce kiedy gwiazdy świecą jeszcze jasno a on jak co roku wykonuje wczesnowiosenne zabiegi zatrzymujące wilgoć w glebie radzieckim ciągnikiem w służbie niechcianej przyjaźni wola odwaga i pragnienie patrzą na niego nieobecnym wzrokiem wśród wybuchów i gruzów chrobotanie gąsienic czołgu u źródła pożogi fragmenty ciała oddalają się do nieskończoności w szczelinie pomiędzy jawą i snem na niwie łabędzie czajkowskiego rozkołysane spowite mgłą lgną do pomarszczonych rąk ze słowami z krtani diabła wybierz zło lub dobro pod górę do kościoła z najcięższą belką niczym postscriptum drogi krzyżowej
    9 punktów
  43. W życiu już tak bywa, że " POMOC" słowo obce. Przyjaciele lubią podstawić z nienacka nogę. Znana wszystkim kwestia: O sorry! Nie widziałem! Naiwności jakże wielka, oślepia nas stale. *** Bujną fantazje dziecka, niepowtarzalną niewinność... Odebrała dorosłym, szara rzeczywistość. Dopada z nienacka, nigdy nie odpuszcza. W sekundę zabija, wiesz już co to pustka. *** Bezsens życia sprawia, że zaczynasz rozumieć. Samobójstwa dzieci, już nie wydają się być głupie. Otwierasz swe oczy, zaczynasz widzieć wyraźniej. Klapki opadają... Czy piekło było tu zawsze?
    9 punktów
  44. nie wybuchło wessało nas w wyrwę po słowach zaczęło gęstnieć brać wspólny oddech czułem pod kciukiem pulsowanie splotów wyładowania na krawędzi rzęs powietrze między nami ścierało się w opiłki gdy dłonie przesuwały moje brzegi pod światło zbyt długo by udawać przypadek nie cofałem rąk słuchałem jak pod skórą przesuwa się tętno obce a już zsynchronizowane jakby przyszło do mnie wcześniej niż ja do niego jak ciała w jednej osi milimetr po milimetrze świat rozwarstwił się między łopatkami pod ciężarem nas ciepłym żarłocznym i właśnie wtedy z tej kruchej równowagi stężało - przeszyło na wylot zostając w środku tam gdzie nie ma już jak oddzielić siebie od niego
    9 punktów
  45. ROZMOWA O POEZJI Dzwonił kolega z uczelni starej, Że mnie wspomina, że... i tak dalej. Prosił o wierszyk w bieszczadzkich rymach, Najlepiej taki o połoninach. No to mu odpowiedziałem: Żeby mnie miało pozbawić wzroku, Żeby mnie nędza dopadła w kroku. Żeby mi miało pokrzywić gębę, Do mgieł i górek wzdychał nie będę!
    9 punktów
  46. Zapisuję słowa na ciele wiersza między wersami ukryte piersi szepczą do ust głodnych czytania kuszą liter wypukłe wdzięki pozuje naga bezcielesna modelka słucha uważnie myśli czytelnika cała drży zachłannymi oczami widziana przygryza wargi na granicy szczytowania dłonią dotyka wilgotnych strof metafory pachnące obmyte weną wypisana skóra pożąda ciała weź mnie – nie czytaj prosi nieśmiała
    9 punktów
  47. Poszedł raz po rozum do głowy, A tam kosmatych myśli trwał bal całodobowy.
    8 punktów
  48. Siedzi na ławce człowiek stary pewnie na kogoś czeka na przyjaciela wiernego na kochanla utęsknionego patrzy się w dal I czeka? Już nie jestem tego pewna patrzy na drzewa rosnące na ptaki latające na chmury płynące uśmiech z twarzy jego nie znika już wiem ten człowiek na nic nie czeka nic nie wspomina nie myśli w ogóle cieszy się TU i TERAZ każdą sekundą i chwilą
    8 punktów
  49. F u g a jesteśmy jak stare kafelki żółtodzioba ręką dobrane tu bok za bardzo wystaje tam jakby porysowane spoina się wiecznie rozkrusza po latach poszarzał jej odcień i myślą - jak barwy poprawić a gdyby tak - fuga - koncert... kwiecień, 2026
    8 punktów
  50. @Charismafilos, @Poet Ka, @LessLove, @viola arvensis, @Berenika97, @hollow man, @Waldemar_Talar_Talar, @Łukasz Jurczyk, @Rafael Marius, @Jacek_Suchowicz, @[email protected], @violetta Dziękuję wszystkim za komentarze i polubienia. Pozdrawiam serdecznie. 😊
    8 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...