Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 12.01.2026 w Odpowiedzi
-
S: „Kocham cię” to nie zgoda, żebyś sięgała po mnie tylko wtedy, gdy drżysz. F: A moje „kocham” nie jest schronieniem, dla twoich wahań ukrywanych pod słowem troska. S: Nie jestem podstawką pod twoją samotność, ani miejscem, gdzie zsypujesz okruchy swego lęku. F: Nie szukam kogoś, kto mnie uniesie, tylko kogoś, kto nie odstawi, gdy zobaczy pęknięcie. S: W tym duecie nie chcę być spodkiem, przesuwanym tam, gdzie akurat ci pasuje. F: A ja nie chcę być filiżanką, którą się stawia ostrożnie, ale nigdy nie bierze do ust. S: Relacja to nie blat stołu, na którym muszę stale uważać, żebyś ty czuła się stabilnie. F: Ja tylko próbuję nie spaść z krawędzi, kiedy ty milczeniem studzisz wszystko, co jeszcze jest gorące. S: To, co nas łączy, nie jest już miłością, tylko mapą miejsc, które kruszysz ciężarem twoich potrzeb. F: Moim błędem było wierzyć, że dasz mi ciepło, którego sam nigdy nie umiałeś utrzymać. S: Nie jestem naczyniem do napełniania. Jestem tym, co zostaje, gdy przestajesz pić i odstawiasz mnie na bok. F: Nauczyłam się, że mogę stać bez ciebie. S: Nie zauważyłem momentu, w którym przestałem być potrzebny. F: Bo zawsze byłeś potrzebny - tylko nigdy obecny. Po prostu - jesteś już zbędny.29 punktów
-
Oprawia obrazy w ramy zbyt ciasne dla żywego spojrzenia. Łagodnieje o zmierzchu, gdy pękają kontury, lecz w pełnym świetle obnaża puste miejsca. Zamyka krąg powtórzeń, gdzie każda myśl wraca do własnego cienia. W słowie „pamiętam” drzemie pułapka z lukru, konserwująca martwe radości i czas bez następstwa - by ranom nie przysługiwało prawo do blizny. Pamiętanie jest trwaniem bytu, w którym nic już się nie staje.24 punktów
-
Taka naga dziś stoję, sama naprzeciw światu. Z nagą prawdą o sobie i wiedzą o braku. Bez lukru, łakoci, z wachlarzem słabości. Z zasobem doświadczeń i wagą wartości. Taka naga dziś jestem. Czy mnie przyjmiesz, mój świecie, bez miar i porównań, skoro jestem twe dziecię? Mówisz: dzieci są równe. Życie mówi inaczej. Kto za to odpowie, gdy równość się traci?19 punktów
-
Dzień odkleja się od ścian. Przedmioty tracą nazwy, stają się tylko bryłami cienia. Nie włączam światła - pozwalam, by kontury same się rozpuściły. Słowa są za ciężkie, by je przenosić przez próg nocy. Zostawiam je w przedpokoju. Zamykam oczy. Teraz jest czas na odejmowanie.17 punktów
-
drzwi od sypialni się zamknęły za nimi jeszcze dźwięczą kroki pies z kotem stoją zadziwieni co tu się dzieje o co chodzi pies ryje nosem przy podłodze kot w mleczną szybkę skrobie łapką hau! miau! - niech ktoś nam w końcu powie po co zniknęli tam Pan z Panią piłeczkę przecież lepiej turlać i kłębki wełny przez przedpokój gryźć buty plątać się w sznurówkach w kuchni się dobrać do rosołu cóż mogą robić Pani z Panem ukryci niby w skarbcu z baśni pies chwyta w zęby zimną klamkę kot w krążki światła tęsknie patrzy cienie rąk tulą się do siebie śmiech zalał noc kaskadą złotą ciszę zawstydza satyn szelest kot prychnął pies podkulił ogon w końcu ich sen kudłaty zmorzył choć wciąż w sypialni słychać szepty a sens prawdziwy tej historii zna tylko mój zadziorny wierszyk17 punktów
-
wciąż nie może jeden z drugim trafić na swój haczyk przyjęzyczyć jak należy żeby sens dosmaczyć prawie każdy kłuje w ślepia albo uszy rani a ja muszę nie ustąpię nie odpuszczę za nic tak bym chciała żeby wyszedł bez dyskusji cymes znowu badziew bo pożarłam się jak zwykle z rymem16 punktów
-
oczarował swym pięknem Panią Zimę Pan Oczar zrzuciła biały kożuch rozpustnie ale z wdziękiem zawstydzony na widok rozczerwienił się cały zbliżyła się by objąć swym puszkiem śnieżnobiałym w splocie wzruszeń i czarów połączeni na zawsze Pan Oczar Pani Zima sobą oczarowani (Fot. z netu) 18 stycznia obchodzimy Światowy Dzień Śniegu i Bałwanków☃️☃️☃️14 punktów
-
Wodo_spady dzień to maleńka chwila która ledwie co wstanie a już się kończy inaczej jest z tygodniem czasem coś planuję gdy los rzuca blotki na drogę przywieram całą sobą do pionu bo w galopie miesięcy i tak nieustannie kłębią się obrazy łka poniewierka zdarzeń komuś nieważna trwa tumanienie głów i to chyba najważniejsze żeby kolejny rok był kserokopią gdy przy sutych ławach intrygi na rozdrożach rozczarowanie a w gruzowisku myśli pył zamyka ludziom oddech styczeń, 202614 punktów
-
W zbutwiałym domostwie, gdzie czas wykrwawił się wieki temu - pająki - niemi grabarze tkają w oczodołach okien lepkie całuny. To nie firanki, lecz sieci na zbłąkane dusze. Cisza tu nie koi - ona ogłusza - ciężka jak wieko dębowej trumny. Słodki fetor jaśminu wycieka z pękniętej wazy, mieszając się z wonią starej krwi, która udaje wiśniową słodycz na odłamkach porcelany. Pod stopami skomle zdarta podłoga - każdy jęk deski to wydech potępieńca, który nie może skonać pod ciężarem cienia. W mroku, za oziębłym piecem mieszka Smętek - pan beznadziei. Zaciska na gardłach intruzów pętlę z mrocznych wizji. Tu uczucia zostają pożarte przez wieczność, gdy Smętek wymazuje ich imiona z rejestru żywych. * Smętek - złośliwy diabeł trapiący ludzi, występujący w ludowych legendach mazurskich.13 punktów
-
Dziękowała mu nieustannie za to, że po prostu jest. On tymczasem myślał, jak pięknie wyglądałyby kobiety z jej nieśmiałych wierszy, w organzach mgły o piątej rano. Szukał śladu najmniejszego ruchu wśród ufnie uśmiechniętych wrzosów, mijanych codziennie po spacerze uzdrowiskowymi uliczkami. Nie wiedział jeszcze, że to ona stanie się językiem, w którym wybuchnie i będzie trwał jego świat. Długie godziny dnia nurkowały w fioletowym upale. Wtedy na nieskazitelnym niebie wypatrywał choćby jednej drobnej chmurki, obietnicy zmian sięgających głębiej w przestrzeń niż twarze wymyślane bez końca. A ona, wśród setek rozproszeń, czasem gniewna, czasem rozmarzona, czekała na słowa, jak na deszcz i zmoknięte ptaki. sierpień 2025 r.13 punktów
-
Obiecałaś, że do końca - że po grób, dwa oddechy, zawsze razem uczuć cud, wspólne cele, ciągle głośno, u stóp świat lecz po latach coś nie poszło - mamy pat cisza rośnie, choć mieszkamy wciąż we dwoje wieczorami, każde gaśnie w swym pokoju Bardzo często, powtarzałaś to ma sens a dziś milczysz, czy to koniec, czy to kres jeszcze wczoraj, nam wystarczył jeden znak dzisiaj rzadko twoje usta szepczą tak cisza rośnie, choć mieszkamy wciąż we dwoje wieczorami, każde gaśnie w swym pokoju Na zakręcie, nagle zgubił się nasz ślad niby razem, ale to nie tamta gra w Twoich oczach, coraz częściej widzę chłód chcę go stopić – nie wychodzi – pusty trud cisza rośnie, choć mieszkamy wciąż we dwoje po omacku, szukam Ciebie w swym pokoju13 punktów
-
13 punktów
-
jeszcze nie wie że on dziś nie przyjdzie chodnik czeka na jego kroki gdzie podziała się noesis gdzie karteluszki zapisane nocą jeszcze nie wie że stała się opowieścią zanim otworzy usta jeszcze nie wie że karmiła śmierć swoimi udami wokół jego bioder gdy ciało chłonęło ciało jak ziemia wodę w letniej spiekocie jeszcze nie wie że ci którzy odeszli są drobnymi skazami na skórze wkradają się w gesty w szorstką czułość z jaką poprawia się grzywkę chłopcu ale ona jeszcze tego nie wie cała jest spełnioną miłością13 punktów
-
trochę sprzątam i spędzam spokojnie czas słodko wtulam się w twoje złociste ciało sadzę wiosenne cebulki żonkilu poczytaj ze mną kilka książek12 punktów
-
kiedy wiersze są upojne wtedy w nocy spać nie dają za to budzi się ochota zaraz po niej wstaje śmiałość czuję słowom wyrastają oprócz znaczeń jakby ręce tak bym chciała żeby miały nie po dwie lecz jak najwięcej doprowadzasz do obłędu ledwie żywa jeszcze powiem wolę chorzeć nawet umrzeć niż się leczyć czy wyzdrowieć12 punktów
-
To co nas różni bywa siłą, która pozwala świat tłumaczyć. Ja ci przybliżyć pragnę sacrum, ty mnie profanum częściej raczysz. Kiedy w poezji się zatracam, prozę mi tworzysz wciąż na nowo. A gdy w szarości życia toniesz, podaję ratunkowe słowo. Z odmiennej gliny ulepieni, wciąż się dzielimy jednym chlebem. Łatwiej połączyć różne światy, gdy świt różowi wspólne niebo.12 punktów
-
Najpierw sądziłem, że ona A ma mnie za kartę płatniczą. I że ona jest terminalem. Myliłem się okrutnie. Nic bardziej mylnego nie ma. Ale faktem jest, że chciała żebym się zbliżył. Warszawa – Stegny, 12.01.2026r.11 punktów
-
Przemowy, namowy - i ból głowy. Trybuny honorowe i powietrze morowe. Parady, obchody - i zdrady. Sztandary, wyznania wiary - i brak kary. Powstania - aż do wyczerpania. Pomniki. Chodniki. I - na nich - nie znam się z nikim. Żołnierze. Marsze. I pacierze. Obowiązek. Krzyż z gałązek. Mądrości o przeszłości. I brak przyszłości. Ojczyzna - blizna. I spalenizna.11 punktów
-
może wydawać się dziwne że jeszcze tu siedzimy popijając czekoladową herbatę która upewnia że na poziomie kwantowym niewiele jest rzeczy pewnych podobnie jak w nas a pociągi nie docierają ze stacji A do stacji B wbrew spisanym równaniom może to prawda co mówią o elektronach i spinach ucieczce galaktyk ucieczce od siebie język nie odda wszystkich wyrafinowanych znaczeń milczenia gdy dziecko opuszcza głowę zaciska zęby a ty boisz się że rośnie w nim ten sam kamień który kazał mi rozbijać szyby i lustra bo wszystkie pokazywały że ja jestem tylko ja przyczynek do kłamstwa zawierającego wszystkie prawdy poza wskaźnikami zapadalności na choroby umysłu poza statystyki samobójstw szczęśliwych społeczeństw ponad codzienną blagę bycia aż do otwarcia czaszki bo widzisz moje szaleństwo dostało nowe szaty może kiedyś opowiem jak działają znarkotyzowane szczury w skinnerowskich klatkach czy śnią o kilometrach kanałów albo dlaczego ranny jeleń skacze najwyżej może to wszystko co jeszcze mam do powiedzenia nie mówiąc nic lecz wkrótce zdejmą nam opaski z oczu świat przedstawi się nowymi imionami11 punktów
-
Zebrały się ptaszki od rana w karmniku i kręcą główkami: - Nie ma dziś nic tu. Słoninka wisiała. - Tylko sznurek został! - krzyknęła Bogatka, wyjątkowo ostro. - W czym teraz pazurki nawilżę na mrozie? Dalej, ptaszki drogie! Może ktoś mi powie? Wróblom zawstydzonym, opadły skrzydełka. - Wielmożna Sikorko, jadłyśmy ziarenka. -Orzechy po włosku lepsze niż słonina. - tak czasami mawia Pani Gospodyni. Wzburzona Bogatka piórka nastroszyła: - Może i są lepsze, a słoninki nie ma! Zza drzewa wychylił nosa mały lisek. Z pobliskiego lasu w nocy pod dom przyszedł. Oblizał się smacznie, wskoczył do karmnika i, z Bogatką w zębach wiejską drogą zmyka.11 punktów
-
Nawet bardzo sroga zima namiętności nie powstrzyma, seks na śniegu ma uroki, byle nie był za głęboki.11 punktów
-
-Mistrzu, jak taki jak ja, zdobywa niewiastę? -Taki jak ty wymyśla rozwiązania własne, dzięki którym ta panna zacznie ciebie cenić. Znajdź więc sposób, aby ją w sobie zakorzenić, a gdy tak się stanie, sam nie dojdziesz dlaczego, będzie chciała ciebie i żadnego innego.11 punktów
-
na skraju życia z rozbitą głową majaczy zjawa człowiecza czerwone zorze choć jeszcze płoną mroczna otwiera się przepaść przebite serce ręce związane i oczu światło wygasłe ma na sumieniu otwartą ranę wargi przeszyte ma hasłem chociaż się chwieje to jeszcze kroczy upiorna mara człowiecza nadstawia ucha wytrzeszcza oczy a przepaść woła i czeka podąża za nią tłum niezmierzony całkiem podobnych postaci chociaż niejeden był tam rozsądny jednak sens ogół zatracił nikt już nie krzyczy że przecież musi skończyć globalną się klęską skalkulowane przez chorych ludzi nowe powszechne szaleństwo nikt się nie waży zaprotestować bo przecież nic to nie zmieni więc do przepaści skraju podąża wolno bezwolny tłum cieni kołyszą ciała na wątłych nogach razem to w lewo to w prawo choć rozpadają się marne truchła wieczność jest dla nich zabawą a ten co rzucił się do przepaści głośnym zaniósł się śmiechem on przecież życia wcale nie stracił bo nie był żywym człowiekiem11 punktów
-
moja codzienność jest całkiem niezła po przespanej nocy miły poranek w ciepłym domku obiadek popołudniowa kawka flat white z ekspresu ciasteczka bez strachu o utycie potem stosowna kolacja (a co tam na wybieg na pewno nie pójdę) nikt nie chciałby i ja też co za szczęście klarowna sytuacja bez zbędnych ambicji i niepokojów w ciszy własnego pokoju doświadczam świętego spokoju i nic więcej teraz nie napiszę mam zamiar wczuć się wsłuchać w tę spokojną sytą zimową ciszę a co?11 punktów
-
Dzieciaki, uszy do góry, dzisiaj ulepimy Fajnego bałwana ze śniegu sprzed garażu. Ubierajcie się ciepło, najlepszy tata ma plan. Hej ho, tu zaczynamy toczyć wielką kulę. Dalej aż do bramy, jeszcze trochę, zuchy! Z następną będzie łatwiej, bo jest z górki. Śmiało, śmiało, o jak pięknie, a teraz została Na deser tylko głowa do wyrzeźbienia. Nos z marchewki, uszy z kapsli po piwie I oczy z ekogroszku, tutaj, tutaj, turlajcie. Z dala od podjazdu i na wprost kuchni, Niech mamusia ma wspaniałe widoki. Odśnieżanie zakończone, co za ulga, hura! Wtem Gośka, rozeźlona, dudni w szybę: „Dzieci do domu! na mrozie zostają te dwa Bałwany, jeden ze śniegu, a drugi stary i głupi!”11 punktów
-
Lucyna rodziła w bólach tak jak matka i babka za każdym razem odcinała pępowinę kuchennym nożem oddając skrawki siebie nad łóżkiem wisiała makatka koślawym ściegiem dzierganych kilka słów "Nigdy nie mów nikomu co się dzieje w domu " ze skoszoną trawą ucichły ptaki żerujące na torfowisku kopy zielonki mdłym zapachem wybiły komary gdzieś między krwawnikami a żytem wiatr niósł ziarenka ostatniej z modlitw wierzyła że miłość jest ucieczką a tymczasem dziewczyno pomyśl życzenie na raz na raz na raz11 punktów
-
w naszym domu jest miejsce gdzie śpią łyżeczki bliziutko obok siebie jedna za drugą albo druga za pierwszą przekręcają się zgodnie jedna złota a druga kochana albo odwrotnie nie są od zamieszania tylko do słodzenia na zawsze10 punktów
-
inicjacja jestem nastolatkiem właśnie zatrzaskuję drzwi przed twarzą sąsiadki z przeciwka tej co mnie przyprowadzała z przedszkola bejslajn i bębny dudnią na klatce i wtedy zastrzał pamięci mam z metr leżę w jej pokoju na desce do prasowania nie mam majtek ona mówi że to służy do zabawy w tajemnicy później śni mi się czarna madonna wielka na pół nieba i że wszystko widziała i że nigdzie nie mogę ukryć się przed jej wzrokiem10 punktów
-
gonić za odpowiednim rozmiarem albo próbować skroić szczęście na miarę aż w końcu dojść do wniosku że z powodzeniem a nawet i bez można do niego dorosnąć10 punktów
-
Ponowoczesność jest autystyczna. Nie umie mówić. Nie umie dotykać. Miękkość jak stłuczone szkło. Frazy jak dźwiękonaśladowczy unik. Naśladowanie min. Pęknięty fresk10 punktów
-
kiedy temperatura dobiła do zera a zaspy sięgały ponad stan pewien król i pewna dama przysypani talią kart odpowiedzieli na pytanie kto tu jest głową kto szyją a kto bałwanem10 punktów
-
chłód wyludnia ulice legitymując bezdomnych niektórzy zdążą po talerz anonimowej zupy innym ustala tożsamość na miejscu10 punktów
-
Zakochanie — najbardziej absurdalny moment w życiu człowieka. Tak nielogiczne, jak dla matematyka są wiersze o cytrusach, których nikt nie rozumie. Nagle jedna osoba staje się całym światem, tym, co widzimy, czujemy, oddychamy. A potem — tylko woda, piach i kurz zostają po naszym nielogicznym zauroczeniu.10 punktów
-
patrzyłam na twarz pooraną koleinami bruzd wspartą na omszałych sztachetach ledwo co wydłubanych spod księżoskiej schedy kijem niczym proporcem wspierałaś wątłe ciało na oblekałaś ty spluskwiałych sukmanów co je dawno robaki na siedlisko upodobały tylko gdzieniegdzie frędzle wełny zwisają swobodnie u pasa znak że kiedyś miałaś ciepło dłonie jak śliwki mienią się fioletową poświatą grubością żył niczym wstęgą uwypuklając chrząstki napływając niespiesznie tuż nad nadgarstkami powykrzywiane palce niegdyś z czułością grzebiące w czuprynie Antka iskające miękkie pasma zgrabiały ta czułość z jaką nawzajem gnietliśta wszy dając ulgę umęczonemu ciału rozczulała bo przeca na dobre i złe mawiają w starym ciele ogień gore a tobie na śmierć na posuchę z marności w marność9 punktów
-
wybacz nie po drodze mi na cmentarz szum z pobliskiej autostrady sprawia że nie słyszę serca9 punktów
-
Od świtów rozbieganych wstęgą mroźnego powietrza. Czasem przeszytych struną drżącej mgły. Po noce spalone mięsistą zorzą czerwieni, Czasem zaspanych siwym skrzypem deszczu. Trwam, mocując się ze zużyciem peryferii. Jeszcze mi zależy. Jeszcze próbuję. Być funkcją władzy. I rozczesać ciśnienie w sumiennych drobiazgach, tresowaniem gestów, nim wojna domowa unieważni wysiłek.9 punktów
-
- Jak chłopcze z nią spotkanie, czy było udane? - Mistrzu, myślałem, że jakieś znaki dostanę, lecz takich nie dostrzegłem, a wielka to szkoda, naraz słyszę - myślałam, że ci się podobam, ale jeśli tak nie jest, to po co mnie zwodzisz? Teraz to już nie wiem, o co tutaj chodzi. - Zabrakło ci widocznie chęci, lub śmiałości, a bez tego nie warto chodzić do nich w gości. Ostrożność jest ważna i godna pochwał bywa, lecz nie zawsze się sprawdza i miast nie zdobywa.9 punktów
-
są takie chwile w których serce staje się ciężkie ciężko je unieść i trudno mu sprostać pożegnanie zaprosiło nas do siebie8 punktów
-
Nie pamiętam ile razy, poszłam z nim do łóżka. Słodka, masochistyczna przyjemność kiedy nie możesz złączyć ud. Kogoś sobie wybiorę.! Niezaspokojona, skrzydlata tkanka w ciele. Noc taka szklista, rozszczepiony obraz ciebie. W odbiciu lustra. Jesteś czarujący.!8 punktów
-
8 punktów
-
Biel topnieje i zapominam o tej szmacie.! Soczyste skrawki zieleni w lesie nie wiem, gdzie kończy się śnieg.? Lśniące usta za każde kłamstwo. Puszczę się.! Na twoich oczach z nurtem rzeki, pokryta drobniutką rzęsą. Pomiędzy nami śnieżna mgła, opadasz. Wiosną zawsze powracasz. Tak słodko się pieprzysz.8 punktów
-
Przekładam czas, czekam na ruch. Przyspieszasz moment obrotowy serca. Na łańcuchu luz. Siłą tarcia, ostry kąt nachylenia. Zmysłowy szum rozmazanych ust. Wydaje mi się, że to ten dźwięk.! Klik klik.8 punktów
-
dźwięki duszy przyprawiają o dreszcze spokój jest ulotny czasem tylko sny tulą niepokoje zachodzi noc a na niebie błyszczą poranne księżyce powoli rumieni się powietrze i ja wciąż jestem transparentna na tle twojego serca8 punktów
-
Trochę jak matka, trochę jak ojciec i wasze dzieci razem do stołu zasiadasz z nimi. Jak podpłomyki płatki lgną śniegu, późnych rodziców zasłony nieba. Zasypało gawry. Mnożą się turonie głodnych dziś w dwójnasób ptaków, w kierdlach owiec. Gdy śnieg wzrasta gruby, czas ludzkiego plonu. Na dwudziestym pierwszym z mąki chromosomu.8 punktów
-
O głupoto przenajświętsza o godności niezachwiana wpełznij w moje czarne wnętrza obrzydliwie roześmiana wsadź mi tłuste swoje palce na dno gardła aż po płuca połóż kres tej mojej walce niech z rzygami mądrość zwrócę Wypal myśli bełkot żarem zabij smutki i powagi Rozum stał mi się ciężarem dźwigać nie mam go odwagi Nie chcę chodzić do muzeów Nie chcę czytać już Tuwima Chcę w bezmyślnym tańczyć kręgu Do weekendu i skolima O głupoto przenajświętsza w całych swoich milosierdzach wpełznij w czarne moje wnętrza pozwól mi tę walkę przegrać Dziś przeklinam dawne życie stać chcę w rzędzie z Tobą równo widzisz piękno na tym świecie, tam gdzie ja wciąż widzę gówno8 punktów
-
Dawno Cię tu nie było, teraz jest zwyczajnie: mało kto dzisiaj pisze do rymu przesadnie. Płyną wersy, jak woda, słowo lśni za słowem, powiązane od serca, w naszą polską mowę. Lepiej można poskładać wzniosłe myśli w zdanie, dalej w kosmos odlecieć, nim poranek wstanie. Zapomniałam po trosze, co mi tak doskwiera, gdy 'na dwóm' się oddala w bezkres zapomnienia. Kiedy 'wziełym i poszłym, wpadłym' do szuflady, wtedy uszy zamykam - słuchać nie dam rady. Mogę przez sen wykrzyczeć - choć nie dasz mi wiary - że wolę język polski, niż ten... zagmatwany.8 punktów
-
Nauczyłem się dostrzegać Albo ktoś mi podpowiedział Patrz - jak wszystko się zmienia Bo prawdziwa miłość nie zawiedzie Powiedz czy o tym myślałaś Że uczucia mogą zdezerterować Dojrzeć się od niechcenia Potrafią zmienić kolor oczu Wiesz to dość dziwne jest Gdy wszystko w co wierzyłaś Rozsype się w pył , uleci Zostaje samotność i bezradność Plany i przyjaciele znikną jak letnia mgła Logika nie ma tu zastosowania Alegorie też nie są nikomu potrzebne Poezja staje zwyczajnie mdłą Czy to nazywamy prozą życia? Szczęścia jak Jerzyki lub Albatrosy Szybujące nad wypatrującymi oczami A marzenia zbyt ciężkie żeby wzlecieć A prawdziwa miłość ponoć nie zawiedzie Tu euforia stagnacja nienawiść Jak konflikt zbrojny gdzie nie ma wygranych Wszyscy cierpią i chcą zapomnieć8 punktów
-
Ile warte jest życie, gdy kropla spadnie z czoła, kiedy kochasz zbyt mocno wciąż powstając z kolan… Ile warte są słowa, gdy niemi mówią więcej, a milczenie wciąż krzyczy: tylko mnie pokochaj! Ile wart jest dotyk, gdy podnosisz nieludzi porzuconych jak śmieci, kto ich znów obudzi? Ile warte jest światło, gdy rozbłyśnie tak nagle, tylko razi zbyt mocno w nieswoim zwierciadle… Ile warte są chwile płynące bezszelestnie, jak strumień pośród cierni, lub mgła na bezkresie… Ile warci są ludzie, gdy swym cieniem się stają samotni, porzuceni, schowani w otchłani… Ile wart jest człowiek odarty z sensu bycia, nie pytając nikogo bez pragnienia życia… Ile warte jest dzisiaj nim się jutro zacznie… Czy tym co mija szybko, czy nie życiem właśnie?8 punktów
-
Albo siódma? Nieco senny lądujesz na lotnisku w Hurghadzie. Dziwi cię to że nie ma nocy, A tylko na to byłeś przygotowany. Dotychczas myślałeś, że samotność to coś złego, Ale rodziciele powiedzieli, że z samotnością przyjdzie odpowiedzialność. Przed tobą mnóstwo przygód, I marzenia! O tak. O marzeniach nie można przecież zapominać. W samolocie bez twojej wiedzy, Noc zamieniła się miejscami z dniem, Z dniem niedogasłym noc się zamieniła. Noc jest przecież od regeneracji, A ty myślałeś ze zaznasz jej za dnia. Wylądowałeś, słońce cię oślepia, A wcześniej biel świateł w samolocie, Biel dnia który przespałeś, A na razie to wylądowałeś, I noc jest odleglejsza niż kiedykolwiek. Turysto, mimo woli! Czeka cię mnóstwo edukacji, Całkowicie nowa mowa, sytuacje, Nie pisz listów do minionego świata, Który trzymał cię w pajęczynie ładu, Przez zmarnowane lata. Gdy może kiedyś wrócisz, Wypełznąwszy przez uchyloną bramę, Poczujesz nienawiść do miejsca, Co niewiedzy znamię wypaliło na twoim policzku, I wypuściło w bieg życia z połamanymi nogami. Być może pokochasz, bo dzięki niemu Nauczyłeś się trawić popękaną Ziemię. Amen. 14.01.20268 punktów
-
Jak co dzień rano szybki bieg Nie chcesz się spóźnić no, bo szef Od dawna ma na ciebie oko Nie warto skakać za wysoko Zaciskasz zęby marszczysz twarz Bo przecież kredyt trzeba spłacić Trudno ci teraz zmieniać pracę Nie chcesz bez premii kolejny raz O ileż kurwa można tak Wstawać i wracać - dzień za dniem I nie mieć siły na długi sen I pytać, czy ja jestem tłem A w biurze znów codzienny syf Ktoś łapie plusy, lecz nie ty Bo ty masz w dupie integracje Bo tobie dziecko w domu płacze Bo ty masz żonę trójkę dzieci Korpo nie widzi takich rzeczy W korpo się liczy uśmiech, gest Wynik tu najważniejszy jest Ty robisz swoje, jak ten wół Co ciągnie w polu ciężki pług Nikt nie dziękuje, nikt nie spyta Marzysz o nocy, noc też zimna A kiedy wracasz - miasto śpi Latarnie świecą jakby łzy Na klatce schody - wciąż pod górę Dasz radę - silną masz naturę A jutro znowu będziesz biec Nie chcesz się spóźnić no, bo szef Od dawna ma na ciebie oko Nie warto skakać za wysoko8 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne