Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 26.02.2026 w Odpowiedzi
-
Czekam na wiosnę, na jej dotyk i pójdę za nią w kwietne pole. Zrzucę z nóg buty, z serca smutek, odprawię wszystkie niepokoje. Wsłucham się w świergot, w oddech ziemi, głowę umyję ciepłym deszczem. Pozwolę słońcu pieścić skórę, westchnę miłośnie..jeszcze..jeszcze.23 punktów
-
Stawiają przed nim szkło. Ciężkie. Zimne. „Odżyjesz. Nie była dla ciebie.” Mówią po kolei, jakby przekazywali sobie dyżur. Wyliczają jej wady, żeby było mu lżej. Każde zdanie coś przestawia. Jak mebel w ciemnym pokoju - nagle nie wiadomo, gdzie stać. On kiwa głową. To łatwiejsze niż mówić. Przypomina sobie jej pieprzyk pod lewym okiem, to jak poprawiała włosy i wymawiała jego imię, gdy nikt nie słyszał. Ktoś klepie go po ramieniu. Za długo. Jakby chciał go już podnieść. „Chodź, idziemy w miasto.” To brzmi jak polecenie. Jakby siedzenie było błędem, a cierpienie trzeba było rozchodzić w butach. Nie chce iść. Chce zostać w miejscu, gdzie jeszcze wszystko się nie skończyło - gdzie czuje jej zapach. Boli go, jak szybko przestaje być historią o miłości a zaczyna być tylko opowieścią o błędzie. Oni się śmieją. Mówią o świeżej krwi, drapieżniku, polowaniu, nowym życiu. On nie chce nowej miłości. Chce odzyskać chwilę, w której pozwolił, by nazwali jego stratę ulgą. Patrzy w telefon, sprawdza czy wciąż potrafi czekać. W końcu wstaje. Uściśnie im dłonie. Skłamie: „Teraz jest lepiej,” bo ktoś już zdążył uwierzyć za niego.22 punktów
-
czasem wygląda jak coś, co zgubiłeś, a potem znalazłeś i nawet nie wiedziałeś, że za tym tęskniłeś. Poznasz je, bo przez chwilę niczego więcej nie potrzebujesz. To nie jest blask złota ani krzyk radości, raczej cisza, która siada obok i zostaje na noc. To ukryty brak, który nagle się odnajduje. Jest jak wiatr, którego nie da się zatrzymać - ale można tańczyć, dopóki wieje. Jak powrót do domu, którego adresu nie znałeś, bezpieczny port po sztormie.22 punktów
-
Lubiła słuchać światła jak szeleści między trawami, lubiła dotykać poranków obiecujących jak nieotwarte listy. A potem przyszli obcy - z chrzęstem żelaza i błotem. Wdarli się w jej ciszę, miażdżąc delikatne brzegi snów. Jej dusza odpłynęła w stronę źródła, gdzie błękit nie rzuca cieni a ból traci ciężar. Znalazła schronienie w pęknięciu - między "byłam" a wieczność.21 punktów
-
Mgnienia czasie chyży zmartwiały wokół tylko skazy oziminy już wzeszły wiośnieje nad strzechą sarny schudły po zimie w wędrówce za jadłem przykulone w ogrodzie wspominają strzały co przysnęło się budzi świty spromieniały pozrywam pajęczyny by w piecu je spalić w międzyczasie z tarasu szepty Twardowskiego pomyśl może o jutrze zechciej coś zostawić wiec nasadzę przed chatką zwyczajnie na potem szpaler drzewek i przesmyk na kokardy lata ziarna wierszy na stole z klepsydry wypadną jesiennieje nad głową znów deszcz... o parapet... luty, 202619 punktów
-
Ja: Chciałabym być drapieżnym ogniem, co trawi bez pamięci - dzikim pożarem, który bierze nie pytając, zostawiającym na twojej skórze żar i zapach. Ty: Będę wichrem, co niesie twój płomień nad krawędzią - nie pozwolę Ci zgasnąć, dopóki nie spłoniemy w sobie do cna, do ostatniej iskry. Ja: Chciałabym być wzburzonym morzem w godzinie sztormu, słoną falą rozbijającą się o nagie skały, głębią, co wciąga w mrok i obiecuje rozkosz. Ty: Będę miejscem, w którym burza cichnie. Przyjmę napór, każdy ciężar twojej fali, aż w końcu zatonę w tobie. Ja: Chciałabym być Twoim zmierzchem, krótkim światłem między dniem a nocą, chwilą, w której wszystko milknie i można być bliżej, nie troszcząc się o nic. Ty: Będę ciszą, w której ten zmierzch odpoczywa, cieniem, co kładzie się obok - nie by zabrać światło, lecz by je zatrzymać. Będę twoim spokojem. Ja: Chciałabym być winem na twoich wargach, grzechem smakującym najlepiej przed świtem, gorącem i nienasyceniem. Ty: Będę pragnieniem, którego nie ugasi poranek. Oddam ci każdą chwilę, zamykając cię w moim ciele.18 punktów
-
Twoja obecność była niedopełnieniem światła. Jakby coś miało się załamać, lecz zabrakło powierzchni. Nie zniknąłeś - nigdy w pełni nie zaistniałeś. Jesteś jak cień bez źródła, bez ciężaru i ciepła. Między nami krążył deficyt dotyku. Pojawiał się jak błąd systemu, krótkie zwarcie receptorów, sygnał bez zwrotnego potwierdzenia - nie dowodził istnienia. Wzrok szukał krawędzi, lecz nie było konturów dla kogoś, kto nie nauczył się być. Spotkaliśmy się tylko po to, bym dotknęła granicy nieobecności. To horyzont braku. Punkt, z którego nigdy nie wraca prawdopodobieństwo, że mógłbyś być.17 punktów
-
ktoś go wysłuchał ktoś to zapisał nagrał przetłumaczył wydał książkę zrobił film on i ten ktoś już dawno odeszli lecz zostawili niteczki po których mogę się wspiąć17 punktów
-
Idę, Łąko, ku tobie, brzegiem mego szału. Ani zbrojny, ani konny. Z ramion twoich wyjdę - wonny I duchem zroszonemu uśmiechnięty ciału! B. Leśmian Wtuliłem się w łąkę; w jej suknię kwiecistą, srebrzoną po brzegach rosą niepamięci. W tym gorącym nadmiarze każda łodyga pragnie moich rąk; suchym szelestem sprzecza się z innymi o palce zabłąkane wśród liści pokrzyw. Świat parzy, pachnie, rozlewa się w tętnicach burzliwością kolorów. Oddycham głęboko, prędko, tak, jak zawsze chciałem. Łąko, łąko w krwawnikowych batystach, tymiankowych gazach! Ty przede mną nie zasłaniasz oczu, ja szeroko otwieram ramiona, w które wpadasz brzęczeniem pszczelich rojów, pełnością kielichów. Ty przede mną się otwierasz, ja trwam, nabieram mocy, miodu do dzbanów snu. Łąko! zdrowo mnie wykarmiłaś i nigdy nie milczysz; nie przestajesz, ze szczodrością równą mojej, tętnić wonną krwią, nektarem, rodzić krzepkich pąków. Zwielokrotniasz życie odważnie, bez odmierzania - ze słowa na kwiat, z kwiatu na dotyk, a z dotyku na mnie. Wtuliłem się w suknię kwiecistą, silny, przyjęty z radością do zielonej kołyski. Łąko, oddycham głęboko, prędko, jestem - - -16 punktów
-
Mamo, Tato — piszę nocą, gdy ziemia przestaje oddychać, gdy między wystrzałami można jeszcze usłyszeć własne serce. Kartka drży jak moje dłonie, a atrament miesza się z kurzem, którego nie zmywa deszcz. Pamiętam zapach kuchni o świcie i skrzypienie drzwi, które zawsze otwieraliście pierwsi. Tutaj poranki są ciężkie jak kamień, a słońce wstaje tylko po to, by policzyć poległych. Mamo, mówiłaś kiedyś, że wojna jest słowem z książek — dziś wiem, że to twarze bez imion i oczy, które gasną zbyt szybko. Noszę w kieszeni zdjęcie z wakacji nad rzeką, już prawie nie pamiętam dźwięku waszego śmiechu. Tato, chciałem być silny jak Ty, ale siła nie polega na tym, by nie płakać. Najtrudniej jest patrzeć na chłopców młodszych ode mnie, którzy zasypiają w ciszy, z której już się nie budzą. Jeśli wrócę — usiądę przy stole i będę milczał długo, bo nie ma słów na rzeczy, których oczy nie powinny widzieć. Jeśli nie wrócę — nie szukajcie winy w sobie, wojna wybiera szybciej niż człowiek potrafi zrozumieć. A kiedy nadejdzie wieczór i wiatr dotknie okien naszego domu, pomyślcie, że to tylko mój szept wracający przez pola. Nie płaczcie nad losem, którego nie mogliście zmienić — kochajcie mocniej świat, aby nikt już nie musiał pisać takich listów.16 punktów
-
Nie chcę się patrzeć przez okno wspominać najlepsze lata nie chcę obrazów już widzieć na litość czekać od Świata. Nie chcę też razem dryfować trzymać płomiennie za ręce nie chcę byś była jak mlecze w wianku uwiędłym po lecie. Przenieś poza świadomość zlikwiduj niedołężności tam gdzie nikt po nas nie płacze gdzie smutek więcej nie gości. Gotowy jestem już odejść nawet otchłanie przemierzyć lecz jak mam przekonać rozum by w tą sielankę uwierzyć.16 punktów
-
Urlop Na urlop zabrałam rodziców Na Maderze Wystawiam ich twarze na słońce Spis leków, maści I lekarskie terminy Przywiewa do mnie wiatr Do plecaka je chowam Niosę „Schodami do nieba” Zielenią oplątuje Studzę w zimnej wodzie Ocean bez kresu W ból kolan Wmieszany niepokój Każdego dnia Budzi mnie Szumem Wyrzutów sumienia Na wschodzącym słońcu Cichy żal patrzy na mnie Spode łba, Że nie zabrałam na urlop Siebie15 punktów
-
Dobierałem dla ciebie słowa — aż stały się imionami. Monsun obiecywał tęczę. Ścieżka — coraz węższa. Morze zieleni zamykało nam usta. Wczoraj zapukałaś. Smutek trzymałaś w dłoniach jak kruche szkło. Szukasz bliskości. Ja — snu, w którym zmieścimy się oboje. Nad ranem sen oddaje ciała światu. Imiona blakną. Zostaje ślad po cieple — i wąska ścieżka, która nie prowadzi z powrotem.15 punktów
-
Słowem mnie kochasz, słowem całujesz, pożądasz, pieścisz i adorujesz. Ja cię dotykam swoim obrazem, niby osobno, a jednak razem. Bo to jest taka miłość śliczna, miłość platoniczna. Odległość dla nas jest sprzymierzeńcem. Nie obiecywać, nie żądać więcej. Trwać w miłowaniu, jak w zawieszeniu, pragnienia swoje zostawiać w cieniu. Nie tracić zmysłów, nie żądać więcej, O krok się cofać, kiedy goręcej. Bo kiedy słowo ciałem się stanie, ta nasza miłość istnieć przestanie. Codzienność zburzy i proza życia, będzie to miłość nie do użycia. Bo to jest taka miłość śliczna, miłość platoniczna.15 punktów
-
Nie_podległa już od dawna dźga mnie pytanie jaka Ona jest - niby wolna ale ciągle więcej na niby - inaczej ze mną robię co mogę co powinnam albo nic nie robię wychodzę wtedy gdy kaprys poniesie bo lubię wdychać chłody świtów i kojącą radość gdy z krzewów wrzask wróbli o - sunie wielkocoś - urocze chwile a w domu jak to w domu pogłaszcze muzyka zagada wersami kuchnia i jeśli nawet zdarzy się bączek nikt mi nie zamarudzi coś śmierdzi tak nie wolno nie teraz bo to moja maleńka - tycia nie_zależność marzec, 202614 punktów
-
Każde ciepłe słowo to ukojenie. Czemu się tak wydzierasz?! Owoce i warzywa to zdrowie. I kto teraz to wszystko zje?! Chcę z tobą tutaj leżeć dziś. Sama pościel to łóżko! Hamak bym sobie pożyczyła. Zostaw to! Przeszkadza ci?! Ale przecież to tylko na chwilę? A ty zawsze musisz po swojemu! Mycie to tak nudna konieczność. Znów nie zakręciłaś pasty do zębów! Całe moje ciało należy do ciebie. Ale po co ci tyle miejsca?! I przypadkiem stłukło się, ot co. Będziesz to teraz naprawiać! Ewentualnie mogę zawołać fachowca. Inaczej już nie umiesz tego zrobić?! Było tutaj tyle nieporządku. Jak mogłaś poprzestawiać te rzeczy? Innego ciebie nie chcę. A w ogóle to wynoś się! Eskalacja na granicy nieporozumienia.14 punktów
-
szukam duchów z dawnego miasta szukam siebie o czwartej nad ranem po drugiej nieprzespanej nocy wracałem kieszenie pełne pieniędzy zgrany jak nigdy tętno sto czterdzieści szczękościsk powoli wchodząca paranoja wtedy na chodniku minąłem siebie z przyszłości14 punktów
-
...to nieustanne próby odróżniania faktów od emocji Kiedy szłam na zdjęcie do świadectwa maturalnego nie wiedziałam czy to faza cyklu, w której się znalazłam czy cykl pór roku, w którym się wszyscy znajdujemy lub cykl życia, w którym znajduje się każdy z osobna? Nie czułam się, jak szłam na to zdjęcie, jak człowiek; bardziej jak burak, czy też balon albo jak brzuchata głoska "b" zawarta w obydwu13 punktów
-
Zemst(k)a do szpiku gnata zmarzły wystrychnięty na dudka zliczam gwiazdy nad głową ona z lustrem dialogi i wciąż czekam na wejście kiedy sygnał mi puści zemsty tutaj potrzeba ileż można tak wróżyć pod stopami lodowce piach znad morza zdziwony że traktory od butów plażę wniosą na schody ale wreszcie 'esemes' palce blade od mrozu - wisz mamusai est chora inym razem steniety - czytam kminię i dumam gdzieś w pobliżu przystanę chęć coś jakby umarła... a już welon i szaty... może z lekka się zdaje ale coś mi tu śmierdzi dam jej prezent gdy wyjdzie - shit - ktoś obok niestety * pudełeczkiem obraca na coś jest w niej nadzieja nagle spore zdziwienie bo to tylko chusteczka - teraz sobie dośpiewaj - ten co ma ma cztery rogi... zasmarkana i świetnie bo gdy mrozi nos siąpi marzec, 202613 punktów
-
tatuś stworzę o tobie pieśń wyszczam za siebie rzucę w świat samą wychowam ją sobie pięściami obetrę łzy i wstyd z twarzy przepiję pieśń jak wypłatę niech wszyscy w bloku usłyszą w refrenie zamknę brzęk flaszek ten ślad kropel krwi na ścianie13 punktów
-
lato przyszło zbyt szybko asfalt po deszczu wytrącał ciepło jego zapach długo unosił się w powietrzu dałaś mi list bym otworzył go jesienią gdy nas nie było na czystej kartce napisałaś pamiętaj o oddechu12 punktów
-
złotym wieczorem odmieniona budzę się bujną energią wnikam w gałązki różem staję się głośniejsza12 punktów
-
żyją dłużej niż martwi ludzie których trzeba szybko pochować lub spalić bo zaczynają gnić martwe strony są suche i bez zapachu długo są martwe długo nikogo nie obchodzą i one są doskonale obojętne za martwymi ludźmi tęsknimy i płaczemy po ziemi po ogniu pachną nam i żyją naszą miłością12 punktów
-
Miałam dosyć. Wyszłam z siebie. Zostawiłam tam kukiełkę – niech jak zwykle w piasku grzebie – i wybyłam w miasto wielkie. Zagubiona w tym chaosie, przez labirynt szłam uliczek. Płacz, ból, wrzaski, głos na głosie. Swych upadków już nie zliczę. Po miesiącach trzech błądzenia odnalazłam w końcu drogę. Prosta, jasna. Brak zwątpienia. Wrócić więc do siebie mogę. Znów znalazłam się w kukiełce; już nie jako obserwator, tylko czynne kukły serce, z głową ciężką, lecz bogatą.12 punktów
-
Mam plan Napiszę Narysuję Zagram Zatańczę Nikomu niepotrzebne łzy otrę Popatrzę w niebo Słońcem się zachwycę Szczęściem zachłysnę Na kartce Na płótnie Na wiolonczeli Na ziemi I będzie tak Jakbym narodziła się na nowo Jakby spadły sople z drzew i przyszła wiosna12 punktów
-
jestem a jakby mnie wcale nie było wszystko się dzieje a nic nie dotyka mydlana bańka ułudą się wznoszę kroplami złudzeń bezpowrotnie znikam nie ma mnie tam już gdzie byłam przybita gwóźdź doczesności rozpruwał mi duszę dzisiaj niebytem jak cisza rozkwitam na nic nie czekam niczego nie muszę to co pętało już nie ma znaczenia supły gordyjskie przez los zawiązane rozbite wiarą która wszystko zmienia wszystko przemija nie na zawsze dane ja jestem prochem motylem i duchem wszystkim i niczym nonsensem i siłą kobieta kamień cała marnym puchem jestem a jakby mnie wcale nie było12 punktów
-
Z dna niklowanej studni odnalazłem Księżyc który skradł nieco blasku neonowi multipleksu Dowiedziałem się, że ktoś, za srebrnika pokaże mi prawdę o niebie nad Manhattanem Siadłem przed ekranem gotowy uwierzyć że prócz abonamentu AI posiadam Niebo Gdy zgasło światło zgasiłem ciemność by lepiej usłyszeć brzęczenie muchy11 punktów
-
w leśnej ciszy zawarte małżeństwo z bronią z zamkiem czterotaktowym w kolorach maskujących ziemskiego przyciągania na niezidentyfikowanej szerokości wojny dzielimy się chlebem dla kurwy nędzy a sierść nasza mokra jak pierwszy listopad nad zimnym kamieniem w księżycowej pełni przebarwień i odprysków sowa na nagim drzewie prawdy odsłania w miękkich oparach zmierzchu jak miło nie być11 punktów
-
szelest liści pod stopami wczoraj próbuje zmartwychwstać czas siłuje się z myślami odwrócona kartka chowa zapis jak ponaglenie do zapłaty dług zaufania zaciągnięty wspólnie bez podpisów stał się wekslem bez pokrycia 3.2026 andrew11 punktów
-
długa noc rozciąga się we mnie aż gubię godziny i własne ciało leżysz obok twoja obecność wyznacza granice mroku myśli przestają rwać się i plątać noc trwa dalej - miękka, głęboka powietrze krąży między nami a ciszą nad ranem woskowy blask wycieka ze szczelin w sklepieniu odsłaniając prawdę o nas dwojgu twoja skóra to tylko stary pergamin a pod moimi palcami zamiast rytmu serca szumi jedynie piach i suchy liść mrok wcale nas nie puścił - to ja stałam się jego jedynym domem a ty jesteś tylko echem które uwięziłam pod pękniętym spojrzeniem zostaję w tym martwym bezruchu czekając, aż kurz całkowicie nas przykryje11 punktów
-
W oczach nie dojrzę nic nowego skrywane cienie niepewności, nie będę pisać, nie mam czego.! Zamykam szczelnie czarne drzwi. W pewien styczniowy, mroźny wieczór złudzeniem chwili uniesiona chciałam odnaleźć gdzieś schronienie i nazwać siebie poprzez słowa. Lekkością myśli pragnień drogą podążyć jasnym, sennym szlakiem chciałam po prostu pisać wiersze będąc świetlistym, wolnym ptakiem. Czując za mocno, nie dostrzegam nie czując błądzę niewidoma gdzieś na rozdrożu szukam ścieżki w wiosennym deszczu zagubiona. Ciężarem siły wrażliwości nie wierząc w nic oraz nikomu oddaj mi proszę moją wolność bym mogła wrócić już do domu.!!!11 punktów
-
od lat co dzień niby tak samo a jednak zawsze inaczej powtarzam proszę przepraszam kocham dziękuje od lat co dzień niby tak samo a jednak inaczej po czułych miejscach ją całuje od lat tak samo a jednak inaczej patrze jej prosto w oczy mim o że owe patrzenie czasem ją droczy od lat co dzień tak samo a jednak inaczej rozmawiam z nią o miłości która od lat nie ustanie od rana do wieczora umiejętnie naszym domem rządzi11 punktów
-
błękitne niebo pełne waty cukrowej z białych chmurek majestat nieskończoności płynący w nieznane pod nimi sznur gęsi zdobi czasoprzestrzeń jak rozpięte korale mnóstwo paciorków na niebie lecą w znane sobie miejsce zwiastują ... wiosnę głośno rozmawiają o spełnionych marzeniach dotarły do celu słychać je na ziemi rozsypały się nad łąkami szukają azylu odpoczynku spełniają sen o ziemi obiecanej 3.2026 andrew11 punktów
-
tam jeszcze coś pracuje jeszcze się jakiś żar odsłania kiedy mu dmuchnąć w oblicze jeszcze się słowa szeptem toczą jak majaki wiatru brzmiąc chcą się duchem pochwalić jakiegoś zapomnianego istnienia jeszcze się świat musi zastanowić zanim postawi tam kropkę w jednej linii wieńczącej proces bo może to nie jest pora ogłaszania zmian11 punktów
-
Mrocznym, mglistym lasem podążam blaskiem pełni rozpalona, pożądaniem rozdarta sukienka i nagie ramiona. Gęsto zarośnięte leśne ostępy zwodzą słodką obietnicą mchu, przygryzam wargi rozkosznie zraniona. Słyszę nawoływanie sowy. Coś czeka wygłodniałe sępy krążą, dostrzegam doskonale oczy Wilkołaka. Instynktownie zasłaniam ciało, ale to za mało. Poddaję się chwili zahipnotyzowana, pocałunkiem bestii zaczarowana w świetle krwawego księżyca umieram, odradzając się na nowo. ;)11 punktów
-
Obudź się, roczniku ’87 Zakwitnij na nowo. Strząśnij z siebie to, co osiadło. Powiedz nie, gdy tłum mówi tak. Roczniku ’87, czy pamiętasz swoją młodość? Smak jabłek — lepszy. Imiona sąsiadów coś znaczyły. Pachniało żniwami. Teraz nie pachnie niczym. Godzina zero. Śnię. Budzę się. Drzemka skończona. Szósta zero trzy. Tramwaj przejeżdża obok.10 punktów
-
dla ślicznej Violi Arvensis Twoje ciało wpada w moje palce odnajdują każdy zakamarek skóra szuka skóry ciepła zapachu serca biją w rytmie naszych oddechów Twoje imię wgryza się w moje żebra język w języku usta w usta każdy pocałunek - świat który rodzi się na nowo dotyk przemieszcza się wzdłuż mięśni każdy skurcz - przytulenie wyznanie płomień Twoje dłonie rzeźbią mnie od środka ja odpowiadam ciałem dotykiem oddechem czas rozpuszcza się w naszych spojrzeniach przestrzeń wokół nas kurczy się znika jesteś tylko Ty i ja a przecież gdzieś pod skórą czai się lęk że każde zjednoczenie nosi w sobie cień rozdzielenia skóra w skórze oddech w oddechu pulsujemy razem każdy ruch - muzyka naszych serc każdy dotyk - drżenie świata miłość w nas jest żywa jak ciepło rozchodzące się po ciele po burzy jak szept który wnika w kości jak pocałunek który zostaje w pamięci na zawsze nie ma granic nie ma czasu nie ma powrotu jest tylko nasza bliskość ciała splecione nasze oddechy w jednym rytmie nasze serca – jednym biciem Ty i ja - jednym ogniem każdy dotyk uczy mnie ciebie każda chwila z Tobą jest nowym światem miłość w naszym ciele jest prawdziwa pulsująca namiętność pełna czułości nasze ciała mówią językiem którego nie trzeba tłumaczyć i nawet jeśli jutro wszystko zgaśnie ta noc zostanie w nas jak blizna po świetle10 punktów
-
Rozpoczął się pierwszy dzień Reszty mojego życia. E. Paczkowska już nie sprawdzam czy bolisz i czy wciąż mocno jak kiedyś codziennie próbując wejść do tej samej rzeki zamkniętej pod lodowatą chityną w górach huczą strumienie bystre i jasne - pieszczotliwymi kaskadami płyną po kamieniach przywierają do ich spokoju - podobnie usta uczą się kształtu i ciepła ukochanych ramion w powietrzu siarczystym od słońca i porannego wiatru czuję jak krew szybciej krąży we wszystkich moich przestrzeniach dociera za linię lasu odżywia stęsknione zakątki błękitu chcę żeby szlak piął się ostro w górę i żeby nie było zbyt łatwo wówczas każdy refleks słońca u stóp przeobrazi się w autentyczne zwycięstwo a wieczorem będę po prostu tylko zmęczony i nie wiem jeszcze gdzie przytulę głowę na jakim posłaniu wśród zielnych hal i w jakie wpatrzony gwiazdy10 punktów
-
Zielenieje trawa, łodygi pną się do słońca, wyprężają korony, przeciągają leniwie do światła. Wkoło chodzą uśmiechy, kroczą uzdrowione marzenia, przyszłością oprószone nastroje, świeżo malowane portrety. Łagodnieją twarze, w młodości znowu zaklęte. Plastyczne mózgi, spragnione nauki, czytają krzyżówki na blaszkach liści, od ciemnych pokoi wyklęte. A ja gdzie? Tam, leżę, pod spróchniałym krzewem. Tam są moje zwłoki, pod uniwersytetem. A zawiasy drzwi tańczą w jedną i w drugą, otwierając nowe możliwości. Nikogo nie zatrzymuje brzydki krzew.10 punktów
-
"Sufit, ściany i podłoga" Zagadał sufit raz do podłogi: „Doprawdy, los twój jest nader srogi! Zdeptanaś cała, poharatana, z meblami w stylu wiejska kabana”. Z góry na dół spogląda nań drwiąco: „Wyglądasz wręcz odpychająco. Wszędzie łachmany, buty rzucone, wielkie śmietnisko na każdą strone”. Zerknęła z dołu w nerwach podłoga skrzypnęła, w ripoście jak do wroga: „Zamilcz, ty blada, pusta płaszczyzno, niechaj twe słowa w gardle ci wyschną!. Lampa u ciebie ledwo się trzyma, lecz dumnie pierś swą szklaną nadyma. Gdy się nadymać będzie przesadnie, to wraz z kawałkiem ciebie odpadnie! I wtedy pęknie to twoje ego, gdy na pysk łupniesz, mój ty kolego. A to co spadnie – oknem wywalę, więc już nie mędrkuj, mój ty cymbale!”. „Ha, ha!” – tu sufit ryknął ze śmiechem. „Straszysz na wyrost, z pustym pośpiechem. Ja trwam na ścianach dumnie oparty, ściany z betonu – to nie są żarty!”. Wtem odezwały się zgodne ściany: „Obajście warci siebie, gałgany! Bo gdy my tylko się wycofamy, w gruz się zmienicie, durne pacany”. Morał z bajeczki płynie nam jasny: Nie wszczynaj zwady – choć świat jest ciasny – z tym, z kim na co dzień los twój związany przez wspólne życie i wspólne ściany. – Leszek Piotr Laskowski10 punktów
-
Leśną ścieżką poprzez knieje zmierza osioł zamyślony w sercu chaos, błyskawice chciałby zostać „nakarmiony”. Może by zamieszkać w lesie? elfie szepty, czarcie mroki gdzie zmysłowa pieśń się niesie gdzie kojących mchów widoki. Osioł zwierzę pociągowe często bywa też uparty czasem lekko dokazuje raz marudny raz rozdarty. Patrząc w krzaki nie dowierza.! jakaś małpa w abażurze drzewa ślizgiem jak po rurze spada lekko uśmiechnięta. I spogląda zdruzgotana jakby była zakochana.? długie rzęsy, usta w dzióbek cała jest wyszminkowana.!? Co wyrabia się w tym borze.!? ryczy osioł zniesmaczony chyba lepiej i bezpieczniej jest pozostać wygłodzonym. Oślica Osiołkowi :)10 punktów
-
Rozrywam ciszę twoim imieniem - cierniem, który świeci od środka gardła. Nie dotykam cię. Wydobywam cię z nicości jak ogień, który przypomina sobie kamień. Iskra po iskrze uczysz się istnieć pod moimi ustami. Jesteś mapą płynnego złota, czytaną wargami w sekundzie rozdartej na bezczas, tam, gdzie ciało znosi konstytucję formy i ogłasza własne przykazania pulsowania. Twoje biodra - przypływ, który podmywa fundamenty mojego "powinienem”. Moje dłonie - ptaki głodne wysokości, zakładają gniazda w łuku twoich kręgów. Nie ma skóry. Jest prąd. Magma pod cienką skorupą imienia. Dwa słońca zderzone zbyt blisko - światło przestaje być światłem, staje się raną jasności. Wgryzam się w twoją duszę przez mięśnie, przez drżenie, przez pot, aż każdy jęk staje się księgą ognia, którą zapisuję paznokciem powietrza, oddechem, krwią krążącą jak wspólny alfabet. To nie miłość. To piec hutniczy istnienia. Biały żar, w którym "ja” i "ty” są tylko rudą, a zostaje stop, bezimienny, nierozdzielny, cięższy od gwiazd. Piję twój oddech jak ostatni tlen przed narodzinami kosmosu. Jesteś katedrą z kości. Ja - herezją, która modli się płomieniem. Klęczę. Płonę. Rozpadam się w świetlistą winę. Każdy ruch - zniesienie granicy. Każdy dreszcz - triumf nad formą. Każde zbliżenie - dowód, że granica była tylko wspomnieniem lęku. Niech pękną niebiosa. Niech czas rozsypie się w popiół sekund. Stajemy się osobliwością - punktem, w którym grawitacja traci pamięć, a wszechświat zapada się w jeden spazm światła. Zostaje tylko litera. Naga. Oślepiająca. Jednia. Biel, która nie ma już przeciwieństwa.10 punktów
-
Zapadam w sen w objęciach chłodu. Ogrzewam jego skostniałe dłonie. Chucham tak długo, aż otuli je skóra. I snop ciemności zarysuje brzegi ciała. Zziębnięta bliskością zapadam w sen… I dotykam, czuję cię w gorączce. Naprawdę tu jesteś. I śnię, aż w końcu wyśnię grób – dla ciebie. Dla chłodu wesele. Insp. @Berenika97 Podczas pisania dużo myślałam o twojej "Białej ciszy" :)10 punktów
-
ostatnich gryzą psy zawsze byłeś kiedy ja z całą bandą już za siódmym płotem żonglowałem jabłkami ty przy pierwszej furtce głaskałeś astry Pani Teodory heh i gadałeś od rzeczy kosmos łączy się ze mną przez te kwiaty i upycha moje kieszenie wierszami ... dziś na oddziale nas samych w sobie jakby mniej i woda spływa kaskadami na ścianie duchy po nas przyszły i zanim dołączysz poczekam przy Orionie aby po raz ostatni zagrać w dwa ognie po czym zmienię ciało i pierwszą lepszą kometą wrócę na ziemię ... kosmos łączy się ze mną10 punktów
-
Gdybym miała porównać Cię do rośliny, Byłbyś przebiśniegiem, co rośnie pomimo zimy. Bo jeśli kwitniesz w tak chłodnym momencie, To dla mnie wart jesteś o niebo więcej. Namalowałam też obraz innej rośliny, Byłbyś opuncją na zboczu pustyni. Jeżeli nie schniesz pomimo suszy, Wypełniasz po brzegi głębiny duszy. -Kapirinia9 punktów
-
Tak dla relacji opartej na wzajemnym poszanowaniu dla melisy w kubku dla unikania cukru. Dla poezji po zmierzchu; rapującej dziewczyny z przedmieścia Dla milczenia takiego, że nie odpowiadamy na głupie pytania bo człowiek ma prawo do błędu9 punktów
-
W soczystej zieleni cię widzę, chociaż jeszcze zima, w kalendarzu. Czekasz, czy słońce przekroczy równik. A ja wciąż chłonę odległe promienie twoich, wilgotnych dłoni. Rozświetlam nasycenie ust. Budzisz się słysząc śpiew żurawi. Przylatują, przed bocianami.9 punktów
-
tacy jesteśmy niedzisiejsi z tą upartą miłością nie nadążamy za trendem rozstań nie potrafimy jej retuszować i wystawiać na pokaz i ciągle patrzymy w jedną stronę może dlatego jeszcze nam wierzy9 punktów
-
Wciąż widzę za mną ślady wilczura a w świadomości chowa się owca obejdę niwę od prawej strony na tropach wilka zbiję fortunę. I klaskać będą panowie, panie ja będę szczerzyć zęby w uśmiechu dopóki warknąć nie będą kazać bek wydam z siebie żalno-przeklęty. Bo w beku moim natura skrywa odwieczną prawdę dziejową kraju nie zmienisz w wilka ciała swojego gdy co dzień myślisz głową baranią.9 punktów
-
Cóż mnie obchodzi, w snach i niemocy wiosennej, Że moje pieśni wcale mnie nie oddają? One są zapachem, a ja krzesiwem i ogniem, Ja jestem odpowiedzią, one tylko wołają. Lecz cóż mnie obchodzi, skoro miłość skończy się wkrótce, Niech mówi moje serce, a umysł ogarnie inercja, Bo umysł jest dumny i silny dość, by milczeć, To moje serce moje pieśni tworzy, a nie ja. I Sara: What do I care, in the dreams and the languor of spring, That my songs do not show me at all? For they are a fragrance, and I am a flint and a fire, I am an answer, they are only a call. But what do I care, for love will be over so soon, Let my heart have its say and my mind stand idly by, For my mind is proud and strong enough to be silent, It is my heart that makes my songs, not I.9 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne