Ranking
Popularna zawartość
Zawartość, która uzyskała najwyższe oceny od 13.04.2026 w Odpowiedzi
-
Wszystko minie... Ktoś, kiedyś, gdzieś. Nigdy? Może, na pewno... Przed wiekiem, rokiem dekadą. Chwilę, zawsze, na wieczność - w cylindrze, kaszkiecie, uszatce cyklistówce. Niewidzialny, łatwopalny, bezbronny andersen, kaskader wieków niewinny czarodziej. Tułacz globtroter, bon vivant... Proch ziemi.25 punktów
-
ach wczoraj, to przyłóż do rany, tak ładnie się za mną stęskniłeś diablikiem twój wzrok ubłyszczony, trzymałam się w ryzach na siłę. w rozsądku mam słabe zawiasy w zawiaskach już luzik i wyłom na pewno masz magnes, psia kostka! bo tyle mi śrubek ubyło.21 punktów
-
21 punktów
-
jest dla niej lękiem wbitym pod czaszkę uporczywym drapieżnym lepko-słodkim rytmem próbuje go zdławić buduje mury z cudzych spraw połyka hałas obcych ulic zszywa rozerwane noce szoruje myśli aż do krwi topi wspomnienia w tłumie i milczy aż znika z własnych myśli głosu ciała a on zostaje wrasta w nią mówi jej imieniem20 punktów
-
On: Czy w labiryntach myśli wciąż szukasz azylu i cofasz dłonie, gdy świat cię dotyka? Jeśli się boisz, pozwól mi zostać. Będę jak ciepło, które niczego nie żąda. Ona: Już się nie boję - cisza we mnie płonie - jasna, łagodna jak sen przykryty powieką zorzy. On: Znam to światło. Twoje oczy miękko blask rozchyla, jak pierwszy dotyk słońca. Odkąd cię widzę - nic się we mnie nie kończy - lecz coś się zaczyna. Jestem jak świt - bliżej skóry niż nieba. I nie wiem, czy to ty, czy to ja przy tobie Ona: Nie chcę już wiedzieć, gdzie miłość się kończy, ani gdzie zaczyna. Zanurzę się w twą obecność jak w bezkresne morze, w deszcz, który łączy nas w jedno istnienie.19 punktów
-
Pamiętam bukiety białych, fioletowych, kipiących bzów na haftowanym obrusie. W jedwabnym wdzianku zachwycam się mocnym zapachem tulonych płatków.19 punktów
-
Popularność jak papieros z dymem czasu wnet uleci bywa, że rozżarzy z lekka albo w oczy komuś świeci. Spróbuj nie być popularnym lecz wykwintny własnym światłem będąc sobą nawet w kącie sprawiasz, że się staje jaśniej. *dla młodszych czytelników objaśnienie skojarzenia z papierosem: kiedyś, dawno temu, były papierosy, które nazywały się "Popularne".19 punktów
-
czarna orchidea lata dziewięćdziesiąte - łąka polnych kwiatów niekończące się lato i czarna orchidea ukrywam ją przed różowymi świnkami z fajansu bo dziś wszystko rytmem umc umc nawet amen i spiritus sanctus18 punktów
-
Wujek od wszystkich owadów. Łapał motyle i ważki, hodował bonsai na oknie. Wierzył w Darwina jak święty. Spłonął po śmierci z duetem, bo w głowie Hepburn i Tracy. Gwizdali muzę z westernu. On tańczył ubrany w dżinsy, jak aktor Grease musicalu. I kochał bardzo Meg Ryan - była podobna do żony.16 punktów
-
Ucieszyłam się, nie powiem, choć to może raz ostatni: jeszcze krwawię, jeszcze płonę, jeszcze zbieram życia płatki. Jeszcze stara tak nie jestem, jeszcze okres mam, choć rzadki. Jeszcze kochać się chcę, jeszcze, choć na twarzy mam już zmarszczki. Menopauza jest jak memy: smutna, brzydka, uciążliwa, chociaż czai się za rogiem - to mnie jeszcze nie dobiła. Jeszcze walczę, jeszcze piszę, jeszcze płodzę dużo wierszy. Jeszcze w bólach rodzę wnioski, choć niektóre już się zeschły. Jeszcze zdarza mi się kwitnąć. Jeszcze w lustrze się uśmiecham. Jeszcze zdążę i przekwitnąć, chociaż na to tak nie czekam. Do młodości ody piszą. A kto śpiewa: Menopauzo?! skóra wiotka, piersi wiszą, nie ma się czym chwalić bardzo. Jest wstydliwa i niemiła, potem rzuca na kolana. Nerwy stroi i rozstraja - menopouza niekochana. Jednak chcę jej oddać honor - wieńczy dzieło niczym ciąża. A to etap jest, nic złego, każdy człowiek nim podąża. Apeluję o uznanie innych stanów, więc i tego: Meluzyno, Melpomeno, Menopauzo - moje Meno! PS i piosenka pod to: https://suno.com/s/wsV6SMiYEEIOuMNq16 punktów
-
W szczerym polu sobie siadłam i zaczęłam rozważania nagle ono rzecze do mnie : z tobą mam do pogadania! Wystraszyłam się troszeczkę jak tu z polem dyskutować, a że było bardzo szczere to nie miałam się gdzie schować. Mówi do mnie: ciągle myślisz! Po co włos na cztery dzielisz? Czy się zajmiesz wreszcie życiem i czy kochać się ośmielisz? Wracasz do mnie nazbyt często zostawiając świat za sobą, jestem szczere i rozległe ale muszę siedzieć z tobą! W twoich oczach często krople słone, więc się nie przydają, łap te chwile, są ulotne i za darmo ich nie dają! A ty siedzisz w samotności godzinami patrzysz w chmury, piękne życie ci ucieka przestań szukać w całym dziury! Zacisnęłam mocno usta szczerze mnie zamurowało, jak do tego doszło - nie wiem, że mi pole nagadało... Trudno było się z nim rozstać takie szczere i otwarte chociaż troche onieśmiela to co mówi - wiele warte. Bez smartfona, bez pośpiechu wrócę tam, bo wracam zawsze, może troszkę odmieniona, bedzie pole mi łaskawsze... Więc polecam moi mili korzystanie ze szczerości lecz nie z ludzkiej , bo jest chłodna tylko z polnej otwartości. * insp. @wiedźma utwór "Pęknięcia"15 punktów
-
Nóż Nóż zawisł nade mną, słowami rozpruł duszę, pokaleczył sen, dotknął strachu, poplątał myśli. Biegam tu i tam, oczami zaszywam rozerwane, uciszam lęk łzami, wlewam do serca słońce. A nuż się z tego wyplączę.14 punktów
-
Ona jest kobieta to już jej czas... wody... tylko spokojnie to dobre miejsce proszę oddychać proszę głęboko oddychać rytmicznie i... teraz przeć.. oddechy pani nie współpracuje.! tu trzeba przeć ale z życiem... mówiłem przeć.! ona jest głuchoniema kwiecień, 202614 punktów
-
Skra — ziarnopłon wiosenny. Pchli bluszczyk kurdybanek. Tam żeliwny tulipan barwą jakby kowalej. Napowietrznym pierwiosnkiem klon się wybił z betonu. Z gęstym skrzekiem, pachnidła żabią z drzew owocowych. Niepokoju bezsenność, gdy się w końcu przebija pąk ostatni orzecha z pierwszym trudem mozołu.14 punktów
-
ostrożnie między wersami niech znaczą co miały znaczyć bosiutko żeby nie zdeptać łaskoczą sensów cykady skrzydełka szeptu unoszą muskają stopy przeźrocza wiesz że od twoich wierszy lakierki noszę na oczach13 punktów
-
Codziennie kruszeje mój świat, Osuwa się w mrok po kawałku. Dębowym szafom, co ciężko oddychają kurzem, Rzucam na pożarcie skórę mych szat, By ich puste trzewia nie wyły z głodu. Półkom powierzam zmurszałe księgi, Niech ugną kark pod Ciężarem dawnych klątw! Na poddaszu ślepe okno Karmi się dzisiaj Ołowiano-mglistym zmierzchem. Ono przypilnuje moich zjaw, By nie uleciały w noc Na aksamitnych skrzydłach ćmy. A do okutego kufra Strącę wyschnięte wspomnienia. Klucz połknie rdza, By to, co ze mnie zostało, wreszcie stało się cieniem.13 punktów
-
kuchenne okno uchylone słychać ptaków śpiew przy stole siedzi dziecko rączkami ma podpartą zasmuconą twarz a oczy wpatrzone w kolorową ceratę na której są namalowane kubek owoce i chleb nagle do kuchni weszła wątła zasapana kobieta wtedy malec zapytał mamusiu czy dziś będziemy jeść śniadanie tak powiedziała synku szybko się odwracając by móc zgubić jego wzrok bo po jej policzkach spływały łzy13 punktów
-
Przeszliśmy obok siebie bez słowa, jak dwa koty na dwóch różnych dachach. Ty nie patrzyłaś, ja też nie. Tylko księżyc rzucał wspólne cienie. Znał nas lepiej, niż my siebie.12 punktów
-
chcę żebyś wiedział założyłam ci niebieską kartę czas zrobił mi obdukcję sińce wyszły same na wierzch granatowe jak twoje fochy czuję się jak przemoknięta papierowa łódeczka nasiąknięta podejrzeniami i oczekiwaniami i tym, czego nie powiedziałeś już nie pytam skąd przyjdzie wiatr nie chcę wiedzieć wiem że nie jesteś schronieniem12 punktów
-
Codzienność gra nam różne, Raz słodkie, raz gorzkie nuty. Lecz przy tobie znoszę wszystko, Nawet ubrania i buty.12 punktów
-
Stary król, przy koniu karym, Człapie wolno, koń też stary. Obu śpieszyć nie ma gdzie się, Więc szukają grzybów w lesie. Dzięcioł wali, sowa huka, Każdy w ciszy grzybów szuka. Jesień w lesie żółci liście, A koń marzy, oczywiście. Król patykiem grzybnię tyka, Spozierając na konika. Ciepły wietrzyk im powiewa, Delikatnie szumią drzewa. Nagle goniec gna przez pola, Pełną piersią z siodła woła: Wojna panie! Kraj nasz cały Obce wojska najechały! Palą, gwałcą, przyjm błaganie, Wracaj od raz królu, panie! Spojrzał król gońcowi w oczy, Z wolna cedząc, słowa toczy: - Przecież widzisz jasno chyba, Że my z koniem są na grzybach. Wojna wojną jest, baranie, Lecz ważniejsze grzybobranie! Goniec został z głupią miną, Z erudycji też nie słynął. Król zaś mruknął koniu w ucho, - Choć tam dalej, bo tu sucho. Tak to właśnie w życiu bywa, Kto chce dobrze, ten obrywa. No bo zawsze są, niestety, Najważniejsze priorytety.12 punktów
-
O świcie, z kubkiem kawy, siedzę na krawędzi. Wokół szczere pole. Nie ocenia. Po prostu jest. Nie trzeba oczu. Ja widzę jego pęknięcia. Ono widzi moje. Słucham. Wiatr bez imion siada obok jak stary znajomy. Nie pyta o zgodę. Kawa stygnie. Żadne z nas nie wie, po co tu jesteśmy. I to wystarczy.12 punktów
-
Wyplułam cię dzisiaj rozbitym kubkiem, rozsypał się jak nasze dni. Nie mam już jak spijać namiętności z jego brzegów. Językiem układam suchość w ustach, która zatrzymuje słowa. Szukam źródła życia, które napoi mnie z dłoni.12 punktów
-
gdy świt w nieznane barwy kolejny dzień szykuje daję mu wotum zaufania kiedy zaczynam od dziękuję12 punktów
-
wchodzę do kuchni po kawę jak po ogień pięć sekund później stoję przy lodówce jak podejrzany na przesłuchaniu na Gestapo białe światło tnie mi twarz patrzę na masło na zwiędłego ogórka na własną klęskę w formacie dziesięć na piętnaście wyglądam jak ktoś kto właśnie sobie przypomniał że kody do głowic atomowych zapisał na paragonie z biedronki który wyrzucił tydzień temu restartu brak średni wiek nie wjechał we mnie z fasonem on mnie po prostu podstępnie przelogował na wersję demo wszystko jeszcze działa ale tylko przez siedem minut potem wyskakuje komunikat że aby kontynuować należy wykupić nowe kolana moje ciało to teraz projekt budowlany który ktoś porzucił w latach dziewięćdziesiątych stoją ściany nośne ale nikt już nie pamięta co tu miało być mój metabolizm? nawet jeśli zjem tylko spojrzenie na pączka system księguje to w biodrach przez dwa lata i dolicza odsetki za samą chęć przeżycia moja twarz przestała być wizytówką a stała się powolnym osuwiskiem w krainie gdzie grawitacja ma osobisty zatarg z moją szczęką a worki pod oczami mają już własną wiarygodność i planują wystąpić o dopłaty bezpośrednie z unii jako nieużytki rolne kiedyś programowałem magnetowidy w ciemności jedną ręką dziś patrzę na nową aplikację bankową jak neandertalczyk na leasing kosiarki kiedyś on budził mnie rano stercząc jak maszt radiowy gotowy nadawać sygnał w kosmos dziś mój jedyny poranny odruch to erekcja lęku przed gwałtownym ruchem budzę się z kontuzją barku bo źle mi się śniło albo z naderwanym ścięgnem bo próbowałem przekręcić się na lewy bok bez pisemnej zgody fizjoterapeuty moja fizjologia? organy przestały ze sobą rozmawiać a wątroba wysyła mi listy z pogróżkami pisane krwią wiązanie butów to już nie jest czynność to dyscyplina olimpijska transmitowana tylko raz bo połowa zawodników umiera przy rozgrzewce stękam w dialekcie zapomnianych maszyn parowych trzy podejścia i na końcu siedzę na taborecie spocony upokorzony a but patrzy na mnie z podłogi jak prokurator który właśnie znalazł dowód że jestem zbyt niebezpieczny żeby zostawiać mnie samego ze sznurówkami kiedyś podnosiłem monetę w locie łamiąc prawa fizyki teraz zanim się schylę muszę zwołać sztab kryzysowy sporządzić mapę przygotować plan ewakuacji i zostawić rodzinie numer do notariusza schodzę w dół powoli jak faraon którego właśnie wyciągają z grobowca ale przez pomyłkę za nogę i kiedy już dotknę tej przeklętej monety nie wstaję tylko rozglądam się po podłodze czy nie leży tu coś jeszcze bo drugi raz na tę głębokość nie zszedłbym nawet za dopłatą z funduszu zdrowia mój poranny rozruch przypomina próbę odpalenia radzieckiego czołgu znalezionego na dnie bagna najpierw przez kwadrans rzężę metalicznym kaszlem jakby ktoś kręcił rozrusznikiem na sucho a kiedy w końcu ruszam z miejsca coś strzela we mnie tak że przez chwilę stoję i próbuję ustalić czy to jeszcze ja czy już raport powypadkowy kiedyś dziewczyny poprawiały włosy i wciągały brzuch na mój widok dziś poprawiają torebki sprawdzają czy gaz pieprzowy działa patrzą na mnie jak na bilet miesięczny który stracił ważność w ubiegłym stuleciu słoik ogórków to moja osobista golgota kiedyś otwierałem go jednym ruchem jak Pudzian coca-cole dziś stukam nożem w dekiel szepczę "no dawaj ty szmato" a słoik siedzi niewzruszony jak emerytowany mafioso który wie że i tak nic mu nie zrobię przy siadaniu wydaję dźwięki jakby szafa gdańska spadała ze schodów prosto na orkiestrę dętą przy wstawaniu jest dramat w trzech aktach najpierw wstaje dusza potem ambicja potem lewa noga reszta zostaje z tyłu i negocjuje warunki kapitulacji ostatnio kichnąłem zbyt ambitnie przez dwa dni chodziłem jak postrzelony flaming który chce zachować pozory ale wie że już jest po wszystkim mój kręgosłup? to teraz wieża z jengi którą układał niewidomy podczas trzęsienia ziemi na Filipinach wystarczy głębszy wdech i kończę jako wernisażowa instalacja artystyczna której nikt nie rozumie ale wszyscy się boją dotknąć najgorsze że w środku wciąż mam dwadzieścia lat nadal chcę skakać przez płoty przesuwać szafy jednym barkiem więc próbuję a potem przez trzy dni wstaję z łóżka bokiem i wyglądam jak źle zaparkowana przyczepa kempingowa bez kół mój sen? to układanie się na minie przeciwpiechotnej jeden ruch biodrem i wybucham serią trzasków jakby ktoś próbował mnie skręcić jeszcze raz ale już bez instrukcji w środku wciąż młody bóg na zewnątrz mebel z ikei któremu w połowie montażu zgubiono instrukcję za to dodano trzy kolana staw biodrowy lęk wysokości i skłonność do wydawania dźwięków jak szafa z czasów bitwy pod Grunwaldem to nie jest kryzys wieku średniego to jest wersja próbna starości która już wie że ją kupię w ciemno11 punktów
-
F u g a jesteśmy jak stare kafelki żółtodzioba ręką dobrane tu bok za bardzo wystaje tam jakby porysowane spoina się wiecznie rozkrusza po latach poszarzał jej odcień i myślą - jak barwy poprawić a gdyby tak - fuga - koncert... kwiecień, 202611 punktów
-
opowiem ci historię kilku spojrzeń zawieszonych między ustami gestami marszczeniem czoła bezradne bo wzajemne zaplątały się przypadkiem i tak zostały niepewne tego co je łączy przyszły niezaproszone kiedy znudzony wzrok prześwietlał chwilę po chwili od niechcenia rzucając uwagę w nieistotne kąty nie podam ci ich na dłoni tylko czarne rzęsy znają tajemnicę przybliż się o krok kąciki ust już gotowe na uśmiech11 punktów
-
Pewien Jerzy, jeż z Jeżowa pośród jeży chciał brylować, więc założył ciężkie bryle i to już by było tyle. Jednak powód oczywisty - nie odwiedził okulisty - bardzo szybko spowodował, że go rozbolała głowa. Odtąd Jerzy już pamięta, że na codzień i od święta, gdy się żyje pośród jeży, to brylować nie należy.11 punktów
-
I. NOC Księżyc w pełni. Budzi bezsenne noce. Patrzysz. W głąb siebie. Tysiące myśli Falami uderzają o skronie. Bezsenne odpowiedzi. Serce głośniejsze niż upadek komety. Przez okno wpada jaśmin. Ratunek tonącej nocy. Gwiazdy puszczają oko. Czuwają. Zmieniasz zasady gry. Spacerem po drodze mlecznej. Sen przynosi Słońca wschód. II. DZIEŃ Słońce w pełni. Jedna myśl. Wszystkie odpowiedzi. Cisza nie bije o skronie. To twoje pole. Myśli spokojne. Przez drzwi wychodzi jaśmin. Oddał już wszystko. Gwiazdy zamknęły oczy. Twoje zasady gry. Stąpasz po własnej podłodze. Jawa pamięta Księżyc w pełni.10 punktów
-
Dziesięć mil za Arkham wszedłem na szlak wiodący Skrajem klifu nad plażą Boynton z wyliczeniem, Że wieczorem stanę z ostatnim dnia promieniem Na szczycie nad Innsmouth w dolinie górującym. Na morzu odpływający żagiel widziałem, Biały tak, jak starożytne wiatry bielić mogą, Lecz tchnący jakąś przepowiednią złowrogą, Więc mu nie pomachałem, ani nie wołałem. Żagle z Innsmouth! przeminionej sławy wspomnienie, Z czasów dawnych. Lecz noc nadchodzi szybkim krokiem. By móc spojrzeć na odległe miasto przed zmrokiem, Jak to często robię, wspinam się na wzniesienie. Iglice i dachy są - lecz spójrz! W ciemnej dali Uliczki toną, żadne światło się nie pali! I Howard (Fungi from Yuggoth, sonet VIII): Ten miles from Arkham I had struck the trail That rides the cliff-edge over Boynton Beach, And hoped that just at sunset I could reach The crest that looks on Innsmouth in the vale. Far out at sea was a retreating sail, White as hard years of ancient winds could bleach, But evil with some portent beyond speech, So that I did not wave my hand or hail. Sails out of Innsmouth! echoing old renown Of long-dead times. But now a too-swift night Is closing in, and I have reached the height Whence I so often scan the distant town. The spires and roofs are there—but look! The gloom Sinks on dark lanes, as lightless as the tomb!10 punktów
-
już słońce zaszło psy się uśpiły, on mnie dziś prosi na spacer. właśnie się stroję, plotę warkocze myślę, czy może co stracę? jużem gotowa kwadrans w godziny o naiwności, ty przebacz! chyba zgubiłam rachuby czasu to miał być spacer do nieba nie bujam w chmurach siedzę w fotelu, ubrana w płaszczu i butach. nie słychać żadnych anielskich chórów tylko to pianie koguta.10 punktów
-
Kolano To nie operacja na sercu. Koń skacze, kopytami wywija, okłada świat ogonem. Muchy giną na szachownicy, pomysły szaleją, rozlewają, rozgrzewają... A jednak serce boli. Boi się upadku, boi narkozy, niebytu, nieprzeżytej radości – biegania boso po rosie w niebie.10 punktów
-
czasami myśli szarzeją robią się nudne i nieprzejrzyste zapominanie niekoniecznie demencja jakaś odmiana czasami rozczarowanie może wyłoni się nowa myśl10 punktów
-
„Mały Książę” Jestem sobie mały Książę wciąż wytrwale do gwiazd dążę Mam też swoją wierną Muzę której jako mąż wciąż służę Róża to mój ulubiony kwiat widzę w nim przez pryzmat świat W niej jest miłość co wciąż płonie Składam ją w ofierze Żonie Marzeń moc fantazji snuję Żona mnie w tym dopinguje Tak też sobie pomagamy i wzajemnie się wspieramy10 punktów
-
Gdybym ja nie był poetą, a Pani niezwykłą kobietą, to wszystko byłoby proste, bez niepotrzebnych już kosztów. Wtedy już nie musiałbym brać czule Pani za rękę i w pierwszym pubie przy Długiej układać bajek naprędce. Jaka to Pani jest piękna, jak bardzo inteligentna, jak w oczach lśni północ morza, a usta płoną jak zorza. Gdy Pani idzie po plaży, piasek w Sopocie już marzy, że gdy się Pani na nim położy, to dozna niezwykłej rozkoszy. I tak bym gadał do rana, bez planu i bez działania, aż Pani popuka się w czoło i w końcu kelnera zawoła. A gdybym był typem klasycznym, nie odchylonym-lirycznym to bym powiedział: „chodź, Pani”, i razem budzimy się rano. Niestety, życie mam przykre, kocham wciąż te niezwykłe, pachnące morzem i deszczem - lecz jak z nimi rozmawiać? Nie wiem. Więc jeśli Pani pozwoli, to jeszcze trochę pobłądzę po Gdańsku, po własnym losie - do Pani... chyba nie zdążę.9 punktów
-
9 punktów
-
prawda nie zszywa tego co pękło zostawia szczelinę przez którą widać więcej rodzina bywa tylko dźwiękiem bliskość nie zawsze znaczy więcej a ja raz chcę ranić raz osłaniać noszę w sobie dwa oddechy jeden idzie w mrok drugi wraca czysty i to ja decyduję która strona tej samej monety już dawno ma moją twarz...9 punktów
-
W podziękowaniu za łzy Pisze poeta – jest jak liści szelest Które wiatr pogłaskał delikatnie I choć wielkim poetą nie jest To na niejedno serce się natknie Serce co widzi niedostrzegalne Tam, gdzie wszystko zdaje się banalne I jest – serce, którego pragnął poeta I te łzy, które jak ogień – choć to woda Dla myśli nieznanych – to podnieta Której zmarnować byłoby szkoda Bo więcej znaczą niż słów tysiące I są jak życiodajne słońce Więc usiadł poeta i z tego strumienia Rzeki łez, duka wiersz diamentowy Bez przygotowania, bez natchnienia Bo do wdzięczności za te łzy niegotowy Zbyt dużo jak na serce jedno I słowa marnieją, bledną Słowa, jasnością łez wypalone Bledną, marnieją, bo mniej znaczą Niż te łzy miłością podpalone Co nie zważają i nie baczą Na bramę, którą w poecie otworzyły Jakby same z siebie żyły Te łzy, ile ich popłynęło rzeką Ile na ziemię upadło pojąc otuchą Ile ich jeszcze pod powieką One natchnieniem jednak – ciszą głuchą Z której poeci czerpią litera, po literze Słowa, co więcej znaczą niż pacierze9 punktów
-
serce nie sługa pomyślał dziadek o świcie na czachorowej górce kiedy gwiazdy świecą jeszcze jasno a on jak co roku wykonuje wczesnowiosenne zabiegi zatrzymujące wilgoć w glebie radzieckim ciągnikiem w służbie niechcianej przyjaźni wola odwaga i pragnienie patrzą na niego nieobecnym wzrokiem wśród wybuchów i gruzów chrobotanie gąsienic czołgu u źródła pożogi fragmenty ciała oddalają się do nieskończoności w szczelinie pomiędzy jawą i snem na niwie łabędzie czajkowskiego rozkołysane spowite mgłą lgną do pomarszczonych rąk ze słowami z krtani diabła wybierz zło lub dobro pod górę do kościoła z najcięższą belką niczym postscriptum drogi krzyżowej9 punktów
-
Sukces to jest moje drugie imię. Pisane z dumą zaraz przed pseudonimem. Jaki sukces? To że opublikowałeś kilka wierszy w porannym wydaniu miejskiego szmatławca. To ma być sława autora? Zresztą kogo tak naprawdę? Po ki czort Ci ten pseudonim? Nie znam człowieka a tym bardziej autora. Dostałeś od redaktora choć po pięćdziesiąt złotych za wiersz? W głównej sali kafeterii, unosił się piękny zapach czarnych ziaren, liści herbaty, aromat maślanych ciastek i perfum bogatych dam. Poeci zawsze okupowali najdalszy, najciemniejszy kąt. Wykluczeni poza obręb towarzystwa, dobrej zabawy i życia miasta. Ale nadal uporczywie trzymali się powierzchni, jak zaschły, przypalony brud, nie dali się zmyć, zetrzeć, wymazać. Trwali, choć sami nie wiedzieli po co. Urażony poeta, ściągnął przechodzącego obok ich stolika właściciela kafeterii. Obcesowo i niegrzecznie, przysunął go za łokieć ręki w której ten trzymał tacę z zamówioną przez kogoś kawą i cukierniczką. Drogi Jonaszu czy Wy mnie znacie i poznajecie? Stary Żyd oburzył się mocno na takie zachowanie gościa ale odrzekł. Oczywiście, że znam. Stary Jona zna wszystkich i wszystkich wita z radością w swych skromnych progach. Pan jest klient mój złoty i zawsze wypłacalny. A czym się prawie wiesz? Pan jest inteligient jak i reszta tu przy stoliku. Poezyje mażesz do kajetu i sprzedajesz do gazet. A pseudonim mój znacie i poezyje czytacie? Ja prosty Żyd co tojrę studiuję i boskie prawo a nie poetów salony. Dla mnie poezją miłą jest solidny utarg i interes a nie krągłości niewieście. Gdzież Żyd do sztuki innej niż pieniądz, przepraszam panów wołają mnie. Uciekł wręcz między krzesłami do stolika zajętego przez parę jakiś młodych kochanków. Trzeba mieć pseudonim. To podpis i alter ego artysty. Zresztą w cieniu jest nasze miejsce. My wolimy dym świec niż syk lamp gazowych. Widzisz sam zresztą po pseudonimie nikt mnie nie rozpozna na ulicy. Ani ja król ani żebrak. Szybciej szczur kanałowy. Znów zalegasz z czynszem. Hrabini Cię wywali na pysk zbity, jeśli długu nie spłacisz do końca tygodnia. I nie pomogą słowa sprośne i lubieżne co się w ciało zamieniają w jej sypialnianych piernatach. Wszystko się pójdzie chędożyć, jeno nie Ty więcej. Wszystkie plany i marzenia wrócą pod most. To nie Ameryka i sen o dolinie, gdzie dolary padają jak deszcz rzęsiście z nieba. I można się w nich kąpać i tonąć. Tu Cię galicyjski upiór trzyma w pręgierzu nędzy i chłosta po gołej rzyci batem a Ty tylko kwiczysz jak zarzynane prosię. A w radiu mówili, że w Hameryce głód, nędza i bezrobocie większe niż u nas. Giełda się posypała. Nie mają na suchy chleb i omastę teraz. Zatem niech jedzą ciastka jak my biedota inteligencka. Jona! Talerz maślanych dla nas jeszcze. Zostawię napiwek podwójny. Po kawie i ciastkach przyszedł czas na wieczorne piwo a potem całonocną przepalankę. Bo dla nich jutra miało nie być. A sukcesem było to by dojść jakoś do łóżka i zasnąć pijackim snem. Bo kto widział by poeci, spali jak psy w zaułkach kamienic. Skuleni na ławkach w parku, lub nieprzytomni i zarzygani na schodach klatek. Ale kto by się przejmował skoro jutra dla nich nie ma.9 punktów
-
W życiu już tak bywa, że " POMOC" słowo obce. Przyjaciele lubią podstawić z nienacka nogę. Znana wszystkim kwestia: O sorry! Nie widziałem! Naiwności jakże wielka, oślepia nas stale. *** Bujną fantazje dziecka, niepowtarzalną niewinność... Odebrała dorosłym, szara rzeczywistość. Dopada z nienacka, nigdy nie odpuszcza. W sekundę zabija, wiesz już co to pustka. *** Bezsens życia sprawia, że zaczynasz rozumieć. Samobójstwa dzieci, już nie wydają się być głupie. Otwierasz swe oczy, zaczynasz widzieć wyraźniej. Klapki opadają... Czy piekło było tu zawsze?9 punktów
-
nie wybuchło wessało nas w wyrwę po słowach zaczęło gęstnieć brać wspólny oddech czułem pod kciukiem pulsowanie splotów wyładowania na krawędzi rzęs powietrze między nami ścierało się w opiłki gdy dłonie przesuwały moje brzegi pod światło zbyt długo by udawać przypadek nie cofałem rąk słuchałem jak pod skórą przesuwa się tętno obce a już zsynchronizowane jakby przyszło do mnie wcześniej niż ja do niego jak ciała w jednej osi milimetr po milimetrze świat rozwarstwił się między łopatkami pod ciężarem nas ciepłym żarłocznym i właśnie wtedy z tej kruchej równowagi stężało - przeszyło na wylot zostając w środku tam gdzie nie ma już jak oddzielić siebie od niego9 punktów
-
miłość nie przyszła była tu zawsze ukryta między twoim "nic” a moim "jeszcze” w twoim śmiechu rozsypane światło i do dziś zbieram je z powiek jak pyłek z lustra twój głos to nie dźwięk to dom w którym serce zapomina o lęku9 punktów
-
ROZMOWA O POEZJI Dzwonił kolega z uczelni starej, Że mnie wspomina, że... i tak dalej. Prosił o wierszyk w bieszczadzkich rymach, Najlepiej taki o połoninach. No to mu odpowiedziałem: Żeby mnie miało pozbawić wzroku, Żeby mnie nędza dopadła w kroku. Żeby mi miało pokrzywić gębę, Do mgieł i górek wzdychał nie będę!9 punktów
-
Zapisuję słowa na ciele wiersza między wersami ukryte piersi szepczą do ust głodnych czytania kuszą liter wypukłe wdzięki pozuje naga bezcielesna modelka słucha uważnie myśli czytelnika cała drży zachłannymi oczami widziana przygryza wargi na granicy szczytowania dłonią dotyka wilgotnych strof metafory pachnące obmyte weną wypisana skóra pożąda ciała weź mnie – nie czytaj prosi nieśmiała9 punktów
-
im dłużej żyję tym częściej stawiam pytanie jak można czarną kropkę na białej kartce z tego samego miejsca widzieć inaczej9 punktów
-
Mam podłużną nóżkę i kapelusik - jak mały grzybek. Funkcjonalna jestem od wieków. Nóżka ma wgłębienia - to gwint. Wzmacniam konstrukcję. Gdy mocniej mnie dokręcisz - będę lepiej trzymała. O jeden obrót za dużo i zerwiesz mój gwint. Jestem śrubką. Przeczytaj instrukcję od nowa. -Kapirinia9 punktów
-
poznali się w miejscu gdzie ludzie udają słowa a słowa udają ludzi kliknięcie było jak dotyk tylko czystszy bo bez ciała które zdradza kilka miesięcy składali się z nocnych godzin z przecinków z "jesteś?” które znaczyło więcej niż imię aż przyszło twoje: odejdź nie jak ogień tylko jak błąd systemu cichy powtarzalny nie do naprawy ona nie odeszła od niego ona odeszła w niego rozrywając wszystko co było wspólne on został z kursorem który mruga jak puls po zgonie toczy walkę z backspacem pisze kasuje ból ma strukturę tekstu którego nikt nie zredaguje a ona piękne poetyckie pióro zrywa się rano wcześniej niż kiedykolwiek jakby coś ją goniło czego nie umie nazwać o siódmej loguje się do cudzego życia nerwowo łapczywie rozdaje przymiotniki jak puste kalorie " piękne” "cudowne” " tego nam potrzeba” to teraz jej poezja to skrypt zachwytu optymalizacja pustki wlewa je w usta mężczyzn-wydmuszek ludzi po przejściach złożonych z porażek i tanich metafor na widok jej zdjęcia prostują się nagle na chwilę unoszą się na resztkach ambicji jak zwierzęta uczone głodu dmuchają w swoje klatki piersiowe jak w puste worki piszą: " siostro jestem z tobą” piszą: "jesteś światłem” a pod spodem prześwituje jeden zamiar stary i bardzo mały ona klika dalej aż system rozpoznaje w niej swoją aż martwe litery zaczynają udawać puls to tylko sztuczne oddychanie na trupach cudzych wierszy bo trzeba pokazać że się oddycha szerzej niż on że nie boli że świat ją przyjął bez reszty tylko że ten świat jest obcy jak zimna klatka schodowa o trzeciej nad ranem a ci ludzie nie sięgają jej nawet do milczenia i wtedy między jednym komentarzem a drugim wpada w miejsce bez powiadomień bez odpowiedzi bez niego czarna dziura ma kształt okna czatu które już nigdy się nie zaświeci on jeszcze czasem tam wchodzi nie żeby pisać tylko żeby dotknąć martwego piksela który kiedyś był jej okiem sprawdza jak precyzyjnie można zostać usuniętym z pamięci podręcznej świata a świat mruga do niej zimną diodą routera i kłamie szeptem światłowodów że wciąż jest widziana przez głodne oczy które nie szukają wierszy tylko ciała9 punktów
-
A on był dla niej taki totalnie nieodzowny, że fakt powyższego ona musiała stwierdzać z pełnym śmiechem, innym razem z zupełną goryczą, a czasem nie wiedziała co o tym myśleć i które czynić. Były łzy. Ach, on, nieodżałowany nieodzowny. Warszawa – Stegny, 13.04.2026r. Inspiracja – Poetka Berenika 97 (poezja.org).9 punktów
-
9 punktów
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne