Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 09.04.2026 w Odpowiedzi
-
ćwiczenie z asymetrii dziecko w wózku patrzy na mnie patrzę na dziecko w wózku i myślę mam już tyle za sobą żal mi siebie masz tyle przed sobą żal mi ciebie11 punktów
-
Wielkie wzgórze nad starym miasteczkiem wisiało Z urwiskiem, gdzie kończyła się główna ulica; Lesiste, zielone, mrocznie w dół spoglądało Na zakręt szosy, gdzie stała stara dzwonnica. Od dwustu z górą lat słyszano doniesienia O tym, co się na tych bezludnych stokach dzieje - Dziwnie okaleczonych ptakach czy jeleniach I chłopcach, których krewni stracili nadzieję. Pewnego dnia listonosz nie znalazł miasteczka, Nikt więcej nie widział domów ani ludności; Ciekawskich z Aylesbury przybyła wycieczka - Listonoszowi rzekli, że bez wątpliwości Oszalał mówiąc, że zobaczył poprzez chaszcze Wzgórza żarłoczne oczy i rozwartą paszczę. I Howard (Fungi from Yuggoth, sonet VII): The great hill hung close over the old town, A precipice against the main street’s end; Green, tall, and wooded, looking darkly down Upon the steeple at the highway bend. Two hundred years the whispers had been heard About what happened on the man-shunned slope— Tales of an oddly mangled deer or bird, Or of lost boys whose kin had ceased to hope. One day the mail-man found no village there, Nor were its folk or houses seen again; People came out from Aylesbury to stare— Yet they all told the mail-man it was plain That he was mad for saying he had spied The great hill’s gluttonous eyes, and jaws stretched wide.10 punktów
-
Telewizor śnieży wydając złe dźwięki, Kolory w ekranie złość zmienia w procenty, Jak huk ciężki dzwonu. Szum i mgła, i rozpacz, Zabiera łapczywie z czym się nie chce rozstać. Mlaskanie śmiałości w przezroczystej wodzie, Co zaśmiać się już tylko w urojeniach może, Szuranie po deskach szorstkich jak jagody, Aż cień gromowładny szczęścia znów nie złowi. W końcu kroki ciche bystrej jak nóż twarzy, Bystrość oddał ciału, które wraz z nim łazi, Jak lalka wisząca na szatańskim stosie, Szatańskich omamów będąc złym pokłosiem. Wszystko w głowie kukły w teatralnym stanie, Który wiarę w siebie rzuca w bok ospale, Pęta w nogach kroki łamią uporczywie, Krzyk, co słyszy ciszę, krwi mu jest spoiwem. „Czy to człowiek? Kukła? Lalka, trup, bogini? Cierpi to przez świat ten? Czy w czymś sam zawinił? Czy się w sen zanurzy? Łańcuch z rąk umyje? Czy z kimś porozmawia? Czy sam w śniegu zginie?". Szum telewizora, procenty na stole, Spektakl bez widowni z podziałem na role, Głowa doczepiona do sztucznego ciała, W środku sztuczny człowiek, z zewnątrz – sztuczny dramat. Pięć kroków do łóżka, każdy co pięć minut, Byle swego planu dochować minimum. Kołdra swoim ciepłem ciało sztywne chłodzi, I do mózgu żadna myśl już nie dochodzi. Wszak myśl jedna, której nazwać sam nie umie, Tańczy tango strachu i przez ciało sunie, Jak prąd umysł nagle w jednej chwili bierze, Roztrzaskuje strzępy i każe tak leżeć. Jednak rankiem patrzy prosto w sufit, który Jest obmalowany niebem szaro-burym. Nie patrzy już w górę, nie patrzy przed siebie, Oczy mu gdzieś stoją, myśl patrzy za siebie. Telewizor działa cały czas poprawnie. Procenty czerwone, białe i wytrawne Leżą wciąż na stole czekając na pana, Żeby znów utopić smutek w miligramach. „Co będzie następne? Kiedy dzień nastanie, Czy ten człowiek chociaż raz wstać będzie w stanie? Czy się wszak za siebie weźmie nim zła ręka Przyszłość mu odbierze w zamierzchłych udrękach...".6 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
Portyk odsłania w porannym słońcu schody kamienne wciąż doskonałe co proszą buty niegdyś wspaniałe by znowu z gracją nimi przebiegły Na ścianach farby spękane białe fason trzymają starych zwyczajów choć płoną one w chamskich napisach głupich wioskowych przechwałek wyznań Na dachu blacha w starości leży zamiast karpiówki w gont ułożonej wykusz przybrany w ozdobnej szacie smuci me oczy w szarej poświacie Z werandy w okno ciężko wchodzimy szybko wpadamy na złogi gliny którą do wnętrza nanieśli chłopi czyszcząc obejścia żywej miernoty Oczy zza drzewa wejście lustrują do czego Państwo się dziś szykują kto im pozwala przekroczyć poły tej starej bryły - Boskiej Stodoły Otchłań w drzwiach widzę światła brakuje ciemność oczami przefiltrowuję i nie potrafię z ludzkiej mej woli patrzeć w ambonę mrocznej budowli4 punkty
-
Przesłałaś mi wiadomość krótką, słowa jak krople deszczu — tchu, świeże, niosące życie, krótkie, kryształki wiosennego snu. Widziałem cię z kopertą w dłoni — poranek srebrzył mokry bruk, a twoje oczy, gdzieś spóźnione, błądziły między cieniem dróg. Szłaś lekko, jakby w innym świecie, gdzie cisza ma znajomy głos — i nagle w kilku słowach przecież usłyszałem twój ukryty los.4 punkty
-
Poezja rodzi się z emocji! Ja emocje naśladuję! Kiedy idzie coś napisać Jak się czuję? Jak się czuję?! Czy to łza się kręci w oku? Czy to dusza hula w niebie? Może gniew i krew zalewa? Jak się czuję? Nie wiem. Nie wiem! Skąd się wzięła tu u licha Taka klątwa podła, wstrętna, Że nim nowa myśl tu wyjdzie Ta już gnije niepoczęta? Jak z tym walczyć? Jak się chronić Przed czymś co tak nie istnieje? Rzucę włócznią w czarną dziurę. Grawitacja włócznię zwieje.4 punkty
-
to nie haiku I. lód na jeziorze tylko ona jej zawiść - łysa polana II. banicja ducha milczenia, zazdrości mur - triada w tym wierszu III. patrz tu pierwiosnek przytulił się do liścia- do ciepła wiosny4 punkty
-
Pójdziemy w las? Chodź, Pójdźmy w mrok, w mgielny bezkształt nicości. Spójrz, ja idę tym krokiem powolnym i cichym. Wiesz, dzisiaj jest wiatr. Wiatr bezwonny i tkliwy. Taki wiatr majaczący na skroniach. I ten wiatr. Ten wiatr, który wciąż... Ten nadmiar powietrza... Nade mną. Wokół. Wszędzie… Gałęzie mnożą swoje sklepienia. Bezlistne konary. Wiotkie łodygi, których każde poruszenie. Których najmniejsze nawet drgnięcie… I coraz bardziej szeleszczą, szumią białą ciszą. Takim szemrzącym szmerem spadającym na membranę ucha drobniutkimi cząsteczkami czasu. Tego czasu, który został w tobie. Nietknięty przez epoki zapomnienia. Tego czasu, który we mnie… Między drzewami rzeźby na wpół zamglone. Wykute twarze brodatych faunów. Obojętne oblicza na wskroś śmiertelnych, pustych spojrzeń. W wijących się korzeniach przytłoczonych omszoną ciszą, która wryła się w każdy załom, kamień, strumień płynący pod kładką. I w coś jeszcze, co burzy to wszystko. W przeżarty rdzą kawałek złomu wystający z topieli. Industrialny element niepasujący do całości. Fragment karoserii ze ślepym oczodołem reflektora…. I podążamy nadal w tej mgle która nam włosy zalewa i oczy. W tym milczeniu, które narasta w twojej twarzy zwróconej do mnie profilem... (Włodzimierz Zastawniak, 2026-04-09)4 punkty
-
oczy sprzedawczyni wpatrzone w horyzont jak przedsmak śpiący i cichy wciska się na półkę obietnica bez pokrycia na poetycko-literackiej płaszczyźnie gdzie zawsze jest piękniej w zamglonych krajobrazach między Marsem i Jowiszem po promieniach biegną kształty o rysach głęboko dłutowanych nocnymi albo dziennymi puentami wplecione w pustkę piękno niedoskonałe wyrwane z naszej pamięci zmienia stopień wtajemniczenia w domu ziemskich wariatów wciąż jesteś powtórką repliką plagiatem3 punkty
-
na ziemi, co pamięta krew i uderzenie łopaty o kamień rosną brzozy z korzeniami w mundurach tyle zostało - numer na nieśmiertelniku fotografia bez twarzy ślad buta w glinie cisza ma tu wagę ołowiu nad Wisłą płynie echo co nigdy nie wróciło ze wschodu nawet cień nosi tu ranę a jednak - wśród popiołu, wśród ruin alfabetu - wciąż składa się rozstrzelane imiona3 punkty
-
Patrze - figury o wyrwanych rękach Stygnące jeszcze w stopniałym bólu Skruszony beton , tkanki ich ciał , pokryte mchem , naturą leczone Powoli znikają w zieleni , schowane w puchu Widzisz jak wiele ich stoi ? Całe szeregi , brygady ciszy Kamienne oczy setek postaci , pod wiatr postawione , na promienie słońca Ukojeni rosą , zamyśleni porankiem Trworząc sobą filary światyni Chłoną świty , zachody Skończeni czekają cierpliwie3 punkty
-
Ów znów bogaty w coś, kogoś, okoliczności, sprawy, rzeczy, drobiazgi i inne miłości i przypadłości gdyby tego nie bagatelizował, przynajmniej od czasu do czasu, przynajmniej nie troszkę, oj, nie miałby łatwego życia, oj, nie miałby. Warszawa – Stegny, 08.04.2026r.3 punkty
-
W szóstej szufladzie w czwartym rzędzie w bibliotece pamięci wspomnień kartki zapisane bezładnie łza się w korytarzach kręci między regałami rodzą się dzieci z jednego rodzica kopie wierne zrodzone z czułością dłoni wiersze nieśmiertelne przeżyły poetę który był nieżywy wdzięczne że mimo śmierci dawał życie ojca w rozpaczy nie zostawiły nawet martwy może tworzyć poezję kiedyś umrze prawdziwie osieroci tysiące wierszy lecz póki jeszcze pisze kochać będzie nawet ten najmniejszy3 punkty
-
Czas w parku mierzony jest powolnym pulsem fontanny. Wejścia strzeże brama z dawnej Świątyni Przebudzonych, na której widnieje napis: „Nie lękaj się przegranej”. Drugie przykazanie głosiło, że proste drogi prowadzą do zwycięstwa. Wtajemniczenie trzecie znają tylko przebudzeni. Wokół fontanny, niczym na tarczy zegara, stoją ławki. Sekundy zmieniają się w godziny. Rozmowy nie są tu mile widziane. Park przypomina bibliotekę, lecz zamiast słów gromadzi ciszę. Nieopodal szachiści celebrują ruchy. Pomiędzy „szach” a „mat” zapadam w drzemkę. Kiedy się budzę, odkrywam miejsce poza czasem. Myśli, jak rzeki, przestają płynąć. Trzecie wtajemniczenie: nie jesteś figurą – pionkiem na szachownicy. Droga staje się prosta: e4.3 punkty
-
@Waldemar_Talar_Talar @Rafael Marius @MIROSŁAW C. @KOBIETA @Berenika97 @violetta @Gosława @huzarc @Poet Ka dziękuję3 punkty
-
Ty masz to coś w sobie Ciebie się wspomina Do Ciebie się tęskni za Tobą przeklina Mnie jest łatwo chcieć we mnie się zatraca Mnie łatwo zapomnieć do mnie się nie wraca bez ognia bez dymu w samotnej pościeli nic nas nie połączy nic nas nie podzieli chociaż chce iść dalej nic mnie nie podnieci chciałabym nie kochać chciałabym już nie pić3 punkty
-
A: (z wyrzutem) Czemu nie jesteś taki jak inni? Czemu nie gonisz za zwykłym światem? Czemu odrzucasz nadane wzorce? Czy wiesz coś więcej? Kim jesteś zatem? B: (buntowniczo) Nie mów mi, kim mam być, nie pisz za mnie moich dni! A: (nakazowo) Czemu nie idziesz utartą drogą, starte kolana pokoleń wielu dają Ci wzorzec - szukasz przykładu. Przykład masz z góry, nie psuj ogółu. B: (asertywnie) Nie chcę świata z cudzych map, nie chcę ścieżek, które znam. Jeśli błądzę... no to cóż... w końcu sens odnajdę sam. Niech powiedzą, że to błąd — że się zgubię pośród dnia, bo wybieram własny głos. I to moje „JA”. B: (miękko) I choćby świat mój słabo wyglądał i nie był kanwą żadnej piosenki - to nadal MÓJ świat, z niego się cieszę. Dla mnie jedyny i dla mnie wielki.3 punkty
-
Na nowo Od końca Pomieszane Chodzenie po lesie Z zupą Poplątane westchnienia Smutkiem zmyślone Pełzają po skórze Razem Komuś narysuję Albo odetnę Tlenu potrzeba Albo zniknięcia Z mapy dnia na chwilę3 punkty
-
marzysz śnisz spoglądasz nieśmiało w siebie w plany marzenia a tam tam na niebie zdobywają księżyc już wracają na ziemię może i ty nabierzesz odwagi będziesz … pokażesz się w świetle pamiętaj jesteś na …podobieństwo 4.2026 andrew Lot na drugą stronę księżyca3 punkty
-
Wąż pojazdów coraz bardziej się wydłużał. Choć jego czoło nie poruszyło się prawie wcale w czasie ostatnich piętnastu minut. Korek był tym większym utrudnieniem, że blokował jedną z głównych, miejskich arterii w czasie popołudniowego lecz na szczęście powoli rzędnącego szczytu. U podnóża wjazdu do wiaduktu zablokowane były dwa z trzech pasów ruchu. Wypadek był potężny i z pewnością tragiczny w skutkach. Lewy pas okupowały pojazdy karetek, radiowozy i dwa zastępy straży. Betonowy słup wiaduktu, zlał się w jedną makabrycznie, fantasmagoryczną strukturę, z wrakiem osobowego pojazdu. Moje auto ze mną za kierownicą stało praktycznie obok tragicznej sceny. Widziałem cały ten dramat jak na dłoni. Choć po prawdzie starałem się zbyt wiele nie oglądać, nie dlatego bym doznawał uczucia wstrząsu czy szoku na skutek gwałtowności zdarzenia a raczej dlatego, że nie była to moja sprawa. Nie moja tragedia. Nie moje życie. Nie moja śmierć. Moja ukochana, siedzącą na fotelu pasażera, nie chciała patrzeć za okno kierowcy. Bała się widoku krwi czy ciał. Zawsze była delikatna i zbyt czuła by żyć w zgodzie z tym okrutnym światem. Ponaglała pod nosem, pojazdy przed nami by zmienić perspektywę widoku za oknem. Dojeżdżając do miejsca akcji ratunkowej, uniosłem szyby jak najwyżej by skutecznie zagłuszyć uciążliwy harmider. Włączone koguty radiowozu oślepiały mnie lekko, lecz nie na tyle bym nie widział szczegółów. Rozległ się metaliczny trzask tarcia. Strażacy starali się oderwać wrak od słupa. Dźwięk jeżył włosy na karku i rękach. Specyficzny , połączony z odgłosem spękanego szkła i piskiem osi. Samochód musiał być nieduży. Czarny z trójramienną gwiazdą na tylnej, ściętej na prosto pokrywie bagażnika. Nie zostało z niego wiele. Kłębowisko blachy, części i elementów kabiny. Cała przednia część przestała istnieć. Nawet silnik był rozbity w perzynę. Prędkość musiała być olbrzymia. A na asfalcie, próżno było szukać śladów hamowania. Kierowca pędził tak w warunkach ulewnego deszczu, który padał od kilku godzin. Stracił panowanie i znalazł swój koniec na betonowej przeszkodzie. Pojazdem jechały trzy osoby. Dwa białe worki na ciała, spoczywały niedaleko przy ostatniej zaparkowanej karetce. Były pełne. Akurat gdy na nie patrzyłem, grupka policjantów rozstawiła wysoki parawan. Odcinając zmarłych od świata żywych. Karetka była otwarta. Na noszach spoczywał młody chłopak a lekarze właśnie robili wszystko by nie podzielił losu tych dwojga. Reanimowali go dość długo. Nie przestając jednak ani na chwilę. Jego serce nie chciało wbić pierwszego biegu. Tracili go z każdą chwilą bardziej. Wąż samochodów i służby ratunkowe no i wrak auta. A jednak był tam ktoś jeszcze. I to było najdziwniejsze. Na akcję reanimacyjną patrzył młody chłopak. Mógł mieć najwyżej dwadzieścia lat. Blondyn o zielonych oczach i słusznej, postawnej budowie ciała. Był autentycznie przerażony. Sparaliżowany i zszokowany ciałem, lecz zupełnie świadom tego co rozgrywało się wokół. Początkowo wziąłem jego osobę za kolejnego pasażera auta, tym bardziej że nie był sam. Rękę na jego ramieniu w geście niebiańskiego spokoju, trzymał facet około trzydziestki w bardzo ładnym i stonowanym garniturze. Garnitur był kremowy, prawie tak samo jak długie i rozpuszczone włosy jegomościa. Był bardzo wysoki i szczupły. A wyraz jego twarzy był zupełnie dziwaczny jak na obrazy scen jakie przyszło mu oglądać. Bił od niego niezmącony spokój i harmonia. Był jak anioł, gdyby tylko takowe istniały. Chłopak nie przyjmował widać energii z jego dłoni. Szarpał się, wił, wiercił i krzyczał wniebogłosy. Odejdźcie! Ja nie chcę żyć! Nie chcę dalej żyć! Chcę umrzeć! Chciałem umrzeć! Pozwólcie mi odejść! Należało im się! Nie żyją! Ona nie żyję! Zginęła z nim! Ja też chcę! Zdradzili mnie! Obydwoje mnie zdradzili! Ona z nim… rozumiecie! Musieli umrzeć! Tak tylko mogłem rozstrzygnąć to sprawiedliwie! Muszę umrzeć! Zdradziła mnie! Ale to nie zemsta, to ulga! Nie możecie mnie ocalić! I tak umrę! Tak samo jak ona! Dla niej!... Po tych słowach obaj ruszyli w stronę karetki. Weszli do środka gdzie ratownicy robili wszystko co w ich mocy by ocalić go ze szponów śmierci. Zniknęli obaj a gdy to się stało ratownik prowadzący resuscytację krzyknął. Mamy go! Wrócił do nas! Odwróciłem się do ukochanej Z trudem spojrzałem w jej pełne łez oczy. Nie ma sprawiedliwości pomyślałem. Wiedziałem o tym dobrze, że na jego miejscu, zrobiłbym dokładnie to samo.3 punkty
-
Błękit pociemniał. Anioły pękate siały planety huczące w krąg w deszcze i grady zdrobnione. Zabierzcie mnie, zabierzcie stąd. A ludzie tworzyli z ziemi, morza i chmur jakby do nieba schody, jak spęczniałe troską ciała gór na płask rozmiażdżone w groby. I mówili: to nic, że w śmierć ubrany dziś ten świt, powietrze. Nam jeszcze słońce dusi sny i wiatr się jeszcze o nas trze. Anioły - w żałobne płomyki świec ucichły, jak ciepło drżących rąk i jak para łez ciepłych milkły. Zabierzcie mnie, zabierzcie stąd.3 punkty
-
W tajemniczym ogrodzie wieczornym dwa jeżyki na siebie fukały. Osłaniała je ciemność przezornie. Kto usłyszał, czuł dreszcze i ciary. Jeż pan większy rozpoczynał schadzkę. Wtórowała mu kulka jeżowa. Nieprzywykły nasz ogród do dźwięków, zamiast bać się, z nimi baraszkował. Rozpulchniły się liście przegniłe. Zew butwienia pod skrzynią z pałąków. Rupieciarnia poczuła, że żyje, albo tylko pomyślał tak w piątki człowiek, znów się wybierze z motyką na słońce, wczas wychodzi co rana, ale wcześniej mu przeczekać wieczór pełny w rewir jeżo-ofukania. W tejże chwili wszedł furtką z sąsiedniego ogrodu stary człowiek z łopatą na ramieniu. (...) Miał starą, pomarszczoną twarz i wydawał się bardzo niekontent, gdy zobaczył dziewczynkę. Frances Hodgson Barnett Tajemniczy Ogród3 punkty
-
@Marek.zak1 Bardzo dziękuję! Też mam podobne wyobrażenia. Oczywiście interpretować można różnie - bardzo lubię tę różnorodność w odczytywaniu wierszy. Serdecznie pozdrawiam. @Christine Bardzo dziękuję! Ucieszyła mnie Twoja opinia - bronię się przed zaszufladkowaniem i dlatego lubię eklektyzm. :) Serdecznie pozdrawiam. @Robert Witold Gorzkowski Bardzo dziękuję! Chyba bym jednak w końcu się znudziła! :))) Ale to przemiłe słowa! Serdecznie pozdrawiam. @MIROSŁAW C. @Natuskaa @Leszczym @wiedźma @Rafael Marius @Andrzej P. Zajączkowski Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam.3 punkty
-
w cichości twojej dojrzewam ja Anna wtłoczona w codzienną rutynę w której to po pachy ręce urabiam gnąc kark przy byle koromyśle tak że z wiadra uścibiam wody wszystkie te haftki zapaski co przedniejsze sprzedałam już mi one jakoś tak zbrzydły wolę dłoń w dłoń śliną w piach albo pod obojczyk nie mów że wiesz co czuję wzuwając co rano nie swoje chodaki przeszłam nie jedno życie za życia a końca nie widać z początku i nazat po śladach dawnej mnie na zatracenie obraz Pinterest3 punkty
-
Burze historii, rewolucje, zmiany granic, przejścia frontów i wojsk zrujnowały dwory, domy, pałace i zamki i tak to nieraz wygląda. Czesi mieli pod tym względem szczęście, tak jest jak było przed stoma laty. Taka refleksja na dzisiaj. Pozdrawiam3 punkty
-
Podlałem ci storczyki, afrykańskie fiołki. Puściłem szybki blik na parędziesiąt złotych. Ta staruszka, co minąłem ją w tramwaju, krytykuje, czym jest blik. Na to trzeba więcej czasu, a czas goni - tik-tak-tik. Ja - wiesz - ja się czasem plączę, ja się czasem gubię. Czasem strącę fiołek, storczyk nieopatrznie, bezrozumnie. Coś mnie czasem gryzie jak gryzące krzyki sójek - przyznam, że choć lubię życie, ja się z życiem nie rymuję. 16 I 20253 punkty
-
Pokój faluje. Sklepienie pęka. Purpurowe wstążki tętnią jak przecięte arterie. Związałam je w supeł na skroni - pulsujący, ciasny. Pamięć to teraz twardy guz pod skórą, który nie chce zasnąć. Ściany ruszają w podróż. Gubię stopy w labiryncie pościeli, która parzy. Moje włosy jak czarne kable - ciężkie, ołowiane sploty ciągną mnie w dół, piją pot z mojego karku. Obetnij je - niech spadną jak martwe węże, niech zostaną spalone. Takie włosy miała Joanna d' Arc gdy szła w objęcia ognia.2 punkty
-
w domu nad rozlewiskiem ktoś cichą na gitarze melodię gra melodie której kłania się trzcinowy las i królewski ptak w domu nad rozlewiskiem słychać płacz miłości którą wchłonęła toń i mgła2 punkty
-
możliwa nawet z Bogiem jeśli jesteś otwarty na maksa ale ty chcesz wiedzieć o nim wszystko mówiąc o sobie tylko troszeczkę2 punkty
-
@violetta faktycznie…niedobrze, że podupadłaś.! Pozdrawiam.! @FaLcorN rzucanie patykiem…hmmm, mam skojarzenie „ na pieska”…to znaczy z pieskiem 😉😘 myślę, że przed „po” warto stworzyć odpowiedni nastrój…🤭😉2 punkty
-
2 punkty
-
Dedykuję ten wiersz pamięci Orląt Lwowskich oraz innych Polskich Patriotów – za ich odwagę, poświęcenie i niezłomną wierność Ojczyźnie – Polsce. Jan Jarosław Zieleziński +++++++++++++++++++++++++++++++++ „Na zawsze wierni – Tobie Polsko” Orlęta Lwowa w murach dzielnie stały, Podczas gdy wróg przejąć miasto chciał. Serca, odwagi, krwi – nie żałowały, Pan Bóg Polakom zaś zwycięstwo dał. Stanęły zwycięstwa nad Lwowem pomni, Lwy Polskie z tarczami – tak jak Polskie Wojsko. Na pierwszej wyryte: Na zawsze wierni, Na drugiej zaś dumnie: Tobie, Polsko. Nie da się zbrodni zakopać w ziemi, Nie da się prawdy zagłuszyć milczeniem. Polacy zza Buga, choć już dawno niemi, To krzyczą głośniej niż ludzkie sumienie. Polskie lwy dzielnie, pomimo cierni, Na straży poległych – jak wierne wojsko. Było na tarczy: Na zawsze wierni, Na drugiej zaś było: Tobie, Polsko. Wcześniej Lwów, Wołyń, a teraz Przemyśl? Tarcz Lwów rozkazy przepełnione troską. Pierwszy z rozkazów: Na zawsze wierni, Drugi zaś mówi: Tobie, Polsko. Zamiast pretensji, dąsów, wybryków, Roszczenia postaw wciąż pielęgnować, Godzi się spraw ekshumacji Polaków oraz obietnic wcześniejszych dochować. Polskie lwy dzielnie pomimo cierni Na straży poległych – jak wierne wojsko. I niezależnie jak było – tak będzie: Na zawsze wierni – Tobie, Polsko!2 punkty
-
Przez całe życie, aż do pewnej chwili, byłam samotna mimo, iż mnie lubili. Wracać do domu mi się nie chciało, gdyż tam łóżeczko tylko czekało. Kolory wyblakły, słoneczko zaszło, mimo ciemności nie mogłam zasnąć. Dym do płuc leciał, pamięć zanikła, trafiłam na dno; przypinka " DZIWKA ". *** Jaskrawe światło, brunatny odcień, dotarł do oczek, rozjaśnił głowę. NIE w TAK przemienił, w życiu namieszał, amnezja to przeszłość, powraca " BESTIA ". Swym dobrem nastraja zniszczoną głowę, samotność rozumie, że nadszedł koniec. Czystą miłością, udowadnia stale, że skończymy razem na piedestale.2 punkty
-
Zdejmij z moich dłoni pył tej nocy, który jeszcze noszę, choć świt już przyszedł. Zaprowadź mnie tam, gdzie jesteś bliżej niż krew w żyłach. Naucz mnie obecności, która nie odchodzi. Gdy pytam, dlaczego me serce płacze i kogo tak naprawdę szuka - odpowiedz mi w ciszy, Ty, który znasz moje imię. Bo patrzę i nie rozpoznaję. Słucham i wciąż się uczę słuchać. Z życzeniami, by każda troska zamieniła się w wiosenną rosę, a każdy nowy dzień brzmiał echem odrodzonego życia. Pełnych nadziei Świąt Wielkiej Nocy.2 punkty
-
wczoraj łzy i smutek dziś uśmiech nie tylko słońca wczoraj było pod górę dziś wiele lepiej aż miło iści wczoraj zagubienie teraz o niebo lepiej łatwiej sobą być wczoraj i dziś niby ten sam los a mimo to inny ma cień2 punkty
-
@Poet Ka Lans w wodorostach Ela w koralach cardio trenuje, Choć w litoralu ledwo sapuje. Z jęzorem na wierzchu kręci kółeczka - Modelka? Nie, raczej mokra owieczka!2 punkty
-
2 punkty
-
@Robert Witold Gorzkowski z przełomu wieków- nie taki stary ten dwór, tylko zniszczony. Opis ruiny wśród chaszczy malarski jest i misterny, a co najmniej realistyczny, wyczulony na detale. Rezonuje z Mickiewiczem.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Pięknie płynący wiersz, w którym można się odnaleźć. Pozdrawiam 🌼 Tym wyeksponowanym przecież wydaje się nawiązywać do Miłości MPJ2 punkty
-
@Poet Ka, @Berenika97, @Natuskaa, @Rafael Marius, @Andrzej P. Zajączkowski Dziękuję bardzo za poświecenienie uwagi . Pięknego dnia.2 punkty
-
@Alicja_Wysocka Dziękuję Ala . Właśnie dlatego cieszę się , gdy coś napiszę a "Ty" to przeczytasz. I zaczynasz się zastanawiać - czy to ich spotkało, czy może... Pozdrawiam 😉2 punkty
-
@A.Between Najpiękniejsze w tym wierszu jest to zawieszenie: Bo nie wiem czy: ona naprawdę napisała on naprawdę ją widział czy to wszystko wydarzyło się tylko w jego tęsknocie I może właśnie o to chodzi. To jest wiersz o chwili, która mogła być początkiem ale została tylko śladem. Ulotnie piękne - jak dla mnie :) Właśnie takie nienazwane, niedopowiedziane...2 punkty
-
@Robert Witold Gorzkowski Jak sentymentalna podróż, taka niemal filmowa. Zaczyna się jak spokojna podróż, a kończy jak spotkanie z czymś, co już nie wróci. Ten dwór bardziej umiera niż wspomina.2 punkty
-
@Robert Witold Gorzkowski nie ma mowy o znużeniu, ale warto stopniować ciekawość, może zakończysz to publikacją papierową?2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne