Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 26.02.2026 w Odpowiedzi

  1. Czekam na wiosnę, na jej dotyk i pójdę za nią w kwietne pole. Zrzucę z nóg buty, z serca smutek, odprawię wszystkie niepokoje. Wsłucham się w świergot, w oddech ziemi, głowę umyję ciepłym deszczem. Pozwolę słońcu pieścić skórę, westchnę miłośnie..jeszcze..jeszcze.
    18 punktów
  2. Nie chcę się patrzeć przez okno wspominać najlepsze lata nie chcę obrazów już widzieć na litość czekać od Świata. Nie chcę też razem dryfować trzymać płomiennie za ręce nie chcę byś była jak mlecze w wianku uwiędłym po lecie. Przenieś poza świadomość zlikwiduj niedołężności tam gdzie nikt po nas nie płacze gdzie smutek więcej nie gości. Gotowy jestem już odejść nawet otchłanie przemierzyć lecz jak mam przekonać rozum by w tą sielankę uwierzyć.
    13 punktów
  3. Mamo, Tato — piszę nocą, gdy ziemia przestaje oddychać, gdy między wystrzałami można jeszcze usłyszeć własne serce. Kartka drży jak moje dłonie, a atrament miesza się z kurzem, którego nie zmywa deszcz. Pamiętam zapach kuchni o świcie i skrzypienie drzwi, które zawsze otwieraliście pierwsi. Tutaj poranki są ciężkie jak kamień, a słońce wstaje tylko po to, by policzyć poległych. Mamo, mówiłaś kiedyś, że wojna jest słowem z książek — dziś wiem, że to twarze bez imion i oczy, które gasną zbyt szybko. Noszę w kieszeni zdjęcie z wakacji nad rzeką, już prawie nie pamiętam dźwięku waszego śmiechu. Tato, chciałem być silny jak Ty, ale siła nie polega na tym, by nie płakać. Najtrudniej jest patrzeć na chłopców młodszych ode mnie, którzy zasypiają w ciszy, z której już się nie budzą. Jeśli wrócę — usiądę przy stole i będę milczał długo, bo nie ma słów na rzeczy, których oczy nie powinny widzieć. Jeśli nie wrócę — nie szukajcie winy w sobie, wojna wybiera szybciej niż człowiek potrafi zrozumieć. A kiedy nadejdzie wieczór i wiatr dotknie okien naszego domu, pomyślcie, że to tylko mój szept wracający przez pola. Nie płaczcie nad losem, którego nie mogliście zmienić — kochajcie mocniej świat, aby nikt już nie musiał pisać takich listów.
    13 punktów
  4. jestem a jakby mnie wcale nie było wszystko się dzieje a nic nie dotyka mydlana bańka ułudą się wznoszę kroplami złudzeń bezpowrotnie znikam nie ma mnie tam już gdzie byłam przybita gwóźdź doczesności rozpruwał mi duszę dzisiaj niebytem jak cisza rozkwitam na nic nie czekam niczego nie muszę to co pętało już nie ma znaczenia supły gordyjskie przez los zawiązane rozbite wiarą która wszystko zmienia wszystko przemija nie na zawsze dane ja jestem prochem motylem i duchem wszystkim i niczym nonsensem i siłą kobieta kamień cała marnym puchem jestem a jakby mnie wcale nie było
    9 punktów
  5. długa noc rozciąga się we mnie aż gubię godziny i własne ciało leżysz obok twoja obecność wyznacza granice mroku myśli przestają rwać się i plątać noc trwa dalej - miękka, głęboka powietrze krąży między nami a ciszą nad ranem woskowy blask wycieka ze szczelin w sklepieniu odsłaniając prawdę o nas dwojgu twoja skóra to tylko stary pergamin a pod moimi palcami zamiast rytmu serca szumi jedynie piach i suchy liść mrok wcale nas nie puścił - to ja stałam się jego jedynym domem a ty jesteś tylko echem które uwięziłam pod pękniętym spojrzeniem zostaję w tym martwym bezruchu czekając, aż kurz całkowicie nas przykryje
    8 punktów
  6. Ty byłaś Moją spokojną przystanią Która prowadziła mnie W dobre rejony I dzięki której Nigdy nie byłem stracony Nawet z bliznami Na rękach Nawet z bólem W sercu Trwałem I nigdy nie przestałem Myśleć o tobie Gdy mijały dni
    7 punktów
  7. "Pająk i muchy" Trzy muchy przy pająku przysiadły, Przylgnęły do elewacji ściany. Szkoda, że w pajęczynę nie wpadły – Miałby pajączek obiad podany. Siedzi on tam pod strzechą cichutko, W swojej norce gniazdka pajęczego. Pomyślał: „O, jest całkiem milutko! Jeszcze nie miałem tłumu takiego!”. Więc zagadał z grzecznością do gości: – Witam was miło, przybysze moi! Wielmożne mi wasze muchowości, Zaprosić do mnie was mi przystoi. Muchy nic – cisza, zero odzewu, Tak jakby go nie zauważały. Doprowadziło go to do gniewu, Uznał, że źle się zachowywały! Wyskoczył z norki w gniewie jak strzała, By nauczyć je manier posłuchu. Wtem jaskółka go w locie porwała, Muchy dalej zostały w bezruchu. Przemyślcie więc innych zachowania, Nim złudną ocenę uczynicie. Bo może dla siebie ratowania Wystawiają na cel wasze życie? -Leszek Piotr laskowski
    7 punktów
  8. szukam duchów z dawnego miasta szukam siebie o czwartej nad ranem po drugiej nieprzespanej nocy wracałem kieszenie pełne pieniędzy zgrany jak nigdy tętno sto czterdzieści szczękościsk powoli wchodząca paranoja wtedy na chodniku minąłem siebie z przyszłości
    6 punktów
  9. Wiersz dedykuję mojej siostrze Kaśi. Była tyle lat zawsze i na wyciągnięcie dłoni uśmiechem ratowała świat na przekór wiatrom, co do tańca uskrzydlały nie tylko jesienne liście. Zapadła w sen zimowy zabielił pamięć i chęć rozmowy, a słońce szkarłatem zachodzi jeszcze i zdjęcia dopieszcza cieniami na ścianie. Oczy ma takie zapatrzone jakby widziały więcej i czuły zapach kwiatów zbieranych o świcie naprędce... Matka odchodzi lecz jest tuż obok drżącą tęsknotę tuli do snu sercem... *Wiersz inspirowany tomem poezji T. Różewicza pt: " Matka odchodzi" Autor fotografii: M. Lewandowska
    6 punktów
  10. Ty nauczysz mnie śpiewać tak, jakby nikt nie słuchał, tańczyć tak, jakby nikt nie patrzył i kochać tak, jakby nikt mnie nigdy nie zranił. E. Henry będę trwaniem przy tobie niedostrzegalnym niczym ciepło którego nie czujesz bo temperatura jest dokładnie taka jak trzeba każdy dzień rozpoczynam dla nowych starań i nowych kwitnień niech składają się samoistnie w przyszłość w historię bez granic w czasie kiedyś co wieczór sen innym kwiatem zakwitał w mojej dłoni dziś wspomnienie zapachu skrapla się w kąciku oka ale kocham cię jeszcze bardziej nie chcę pozostawić po sobie zranień ani miejsc bez światła wszystkie popełnione błędy są pewniejszą rękojmią wierności niż przysięgi na śmierć i życie
    6 punktów
  11. spójrz kochany pojaśniało w stodole w takt walczyka wiruje dziewczyna wraz z nią chłopak przez życie z mozołem krok w krok przed nią to za nią w wiecznym wirze spraw niezałatwionych tam jest podskok jej wyskok i powrót coraz trudniej podźwignąć się z kolan tu są dzieci i pole i żona ta kochana i upragniona co powoli pcha całą niedolę jest też burek i krowy i kury wszechobecna udręka i marazm trochę wódki i garstka goryczy potem pętla na szyi i... dramat? tam w oddali dopala się niebo srebrnosinym miesiącem okute teraz walczyk zabierze precz smutki na tę swojską znajomą mi nutę
    5 punktów
  12. trzęsawisko moczary wzork za horyzontem w diabelskiej gardzieli hormonów nie zbywa tęsknię mroźna mgła księżyc kroi powietrze prosty impriting i nic nie chcę pragnę szukam na linii ust pomiędzy palcami w cienkiej skórze przegubów nieustannie
    5 punktów
  13. ostatnich gryzą psy zawsze byłeś kiedy ja z całą bandą już za siódmym płotem żonglowałem jabłkami ty przy pierwszej furtce głaskałeś astry Pani Teodory heh i gadałeś od rzeczy kosmos łączy się ze mną przez te kwiaty i upycha moje kieszenie wierszami ... dziś na oddziale nas samych w sobie jakby mniej i woda spływa kaskadami na ścianie duchy po nas przyszły i zanim dołączysz poczekam przy Orionie aby po raz ostatni zagrać w dwa ognie po czym zmienię ciało i pierwszą lepszą kometą wrócę na ziemię ... kosmos łączy się ze mną
    5 punktów
  14. Czy to słowik tak śpiewa — swej wybrance? Nie wiem — płatek kwiatu jest — w mojej filizance... W południowym ogrodzie — śpi dzika marchew i śpią rododendrony. Nie zajdę tam — zaprzepaszczać ich snów: nietoperze są od ich strony. Dziś nocny motyl siadł mi na dłoni. Srebrzysty miał odwłok — i krew na skroni. Wtem — rozwiała się wstęga spod mych stóp: poczerwieniał mój motyl — poczerwniał nów. Blask bił od wieży: zielonej i szklanej — bił — choć może zgasł. Pyta mydlana bańka: Czy to nowy Parnas?
    5 punktów
  15. Spotkali się na sądowej sali. On prosił o rozwód błyskawiczny. Ona łkała, że się nie dobrali: " Przed ślubem byłam cennym klejnotem, z limitowanej serii aniołem, po ślubie - babą, zrzędą, kłopotem. "Nie wiem, skąd u niej taka przemiana - bezradnie wydukał małżonek- może to seria wybrakowana?" Ona zaś krzyknie: "A on? Spójrzcie sami! Był luksusowym produktem z salonu, dziś to jest bubel z wielkimi brakami. A na to sędzia odparł brutalnie: "Miłość jest sezonowym towarem, po gwarancji zmienia opakowanie".
    5 punktów
  16. W soczystej zieleni cię widzę, chociaż jeszcze zima, w kalendarzu. Czekasz, czy słońce przekroczy równik. A ja wciąż chłonę odległe promienie twoich, wilgotnych dłoni. Rozświetlam nasycenie ust. Budzisz się słysząc śpiew żurawi. Przylatują, przed bocianami.
    5 punktów
  17. miłość jak narkotyk kto raz spróbuję czuje niedosyt jest jak ocean ma horyzont zwany wyzwaniem jest górą rzeką ceni rozmowę las i polane miłość to uśmiech i pogrzeb znaczy trudne drzwi jest chlebem który smakuje a czasem troszkę boli jest piękną drogą raz krętą a raz nie ale twoją
    4 punkty
  18. okruchy chleba na stole to nie bałagan to smutna rozmowa rozmowa o łzach i głodzie które niestety świat szpecą okruchy chleba na stole to nadzieja na coś lepszego coś co smakuje ma w sobie moc która żyje
    4 punkty
  19. Mój dom w środku lasu jest położony wokoło panuje cisza otulony jest zielenią. Gałęzie drzew zaglądają w okno wokoło rosną kwiaty i mieszkają kolorowe ptaki. Dusza ludzka która za życia była złym człowiekiem odwiedza stare piwnice. Człowiek u schyłku życia się nawrócił jego zbrodnie w pamięci pozostały nie wiem czy mu wybaczono. W jesienne dni w fotelu przed kominkiem zasiadam wpatruje się w świece które na nim stoją. Ogień płonie ciągle w niego patrzę nic w nim nie widzę tylko trzask płonącego drewna słychać. Ci którzy złymi byli po śmierci złymi pozostali nikt im nie wybaczy i ich czynów nie zapomni. Stoję oparty o kolumnę patrzę w las zwierzak który tam mieszka między drzewami stoi. Podzielę się miejscem w swoim domu niech przyjdą bezdomni jedzenie na stole stoi. Porozmawiam ze zbrodniarzem o wojnie niech nie prosi o wybaczenie bo ja nie wybaczam.
    4 punkty
  20. Link do piosenki: Dziś inaczej wszystko brzmi Słońce świeci – lecz smutno tak A poezja ze mnie drwi Bo niby jak Napisać wiersz, gdy Humor zły Tak smutno i pochmurno w duszy Serce zimne – lodem skute Więc zamykam uszy Na poezji durną nutę Nie pomoże Petrarka, Tetmajer Gdy nie dopisuje humor Ani Własta tani bajer Poezja dziś durną Się wydaje, gdy Humor zły A jakby tak polecieć wzwyż Dotknąć nieba, pogłaskać chmury Ach, cóż by się stało? Czyż Łatwiej wzbić się do góry Niż…, gdy Humor zły Wyobrażam sobie – i humor się poprawia Ciebie – tak zwyczajną I to sprawia Że poezja nadzwyczajną Na nowo się staje A muzyka gra – Nie ustaje I uśmiech twarz rozjaśnia I pióro lekkie się zdaje Baśń – pal licho! Niech będzie baśnia Dla rymu – cicho! Niech zbudzi się demon Co drzemie w atramencie Właśnie on! Ręką mą, tak zawzięcie Rymy układa – A sztuka to nie lada! Humor zły…
    4 punkty
  21. oto jasny dzień nastał dobrze że wszystko poukładane księżyc piękny na niebie niebo prawie bezchmurne i tak jakoś jaśniej zrobiło się w głowie i w niebie załóż kapelusz
    4 punkty
  22. Z wysiłkiem księgę pod połą płaszcza trzymałem By przed niepożądanym zasłonić ją wzrokiem; Przez przystani stare uliczki przemykałem Z rozedrganym spojrzeniem i nerwowym krokiem. Matowe okna, skryte wśród cegieł odartych Zerkały podejrzliwie jak gna mnie potrzeba. Na myśl o tym co kryją, czułem nieprzeparty Zew zbawczego widoku błękitnego nieba. Nikt nie widział jak wziąłem tę rzecz, a mimo to, Echo tego śmiechu w mej głowie wciąż krążyło, Mogłem tylko zgadywać z jak ciemnych światów zło Czaiło się w tomiszczu, które mnie skusiło. Każdy krok cięższy - mury jednakie i mroczne - A w dali za mną człapały stopy niewidoczne. I Howard (Fungi from Yuggoth, sonet nr. 2. Teraz widać, że to poemat w odcinkach w formie sonetów. Jeszcze niedawno nie wiedziałem, że Lovecraft był też poetą, a co dopiero że takim...): I held the book beneath my coat, at pains To hide the thing from sight in such a place; Hurrying through the ancient harbor lanes With often-turning head and nervous pace. Dull, furtive windows in old tottering brick Peered at me oddly as I hastened by, And thinking what they sheltered, I grew sick For a redeeming glimpse of clean blue sky. No one had seen me take the thing—but still A blank laugh echoed in my whirling head, And I could guess what nighted worlds of ill Lurked in that volume I had coveted. The way grew strange—the walls alike and madding— And far behind me, unseen feet were padding.
    4 punkty
  23. Któreś oko widzi przyszłość. Prawe czy lewe? Zez. Widzę podwójnie, potrójnie, poczwórnie. A zawsze jest pojedynczo, ale zawsze wtórnie! Oko wiedziało. Ale które?
    4 punkty
  24. Obława 2 Wyszli o świcie, w świetle ekranów, Zamiast pochodni – zimne neony. Tropią po śladach z pikseli i planów, W ciszy serwerów, w szumie ochrony. Las już nie szumi – stoi z betonu, Drzewa to maszty, liście – kamery. Biegnę bez ścieżki, bez azymutu, W sieci bez końca, w gęstwinie numerów. Czuję ich oddech w kablach i murach, Widzę ich cienie w oczach przechodniów. Każdy mój krok zapisany w chmurach, Każde milczenie brzmi jak dowód. To znowu obława, krąg coraz ciaśniej, Światła ich dronów tną noc na pół. Nie ma gdzie uciec, nie ma gdzie zasnąć, Miasto to klatka, a wolność to kurz. Lecz póki oddycham, póki mam głos, Będę wył w ciemność, choćby na złość. Nie niosą strzelb, lecz niosą paragraf, Nie szczują psami, lecz strachem w wiadomościach. Hasła jak sidła, słowa jak kaganiec, Tłum stoi cicho w jasnych galeriach. Wilki są same, rozproszone w blokach, Każdy osobno, każdy na ekranie. Uczą nas wyć w wyznaczonych porach, A potem milczeć na ich wezwanie. Czuję ich wzrok w cyfrowym lustrze, Słyszę komendy w uprzejmym tonie. Mówią, że robią to dla nas, słusznie, A krąg się zwęża po każdej stronie. To znowu obława, krąg coraz ciaśniej, Echo megafonów niesie się w dal. Nie ma gdzie uciec, nie ma gdzie zasnąć, Wolność jak iskra wśród betonowych skał. Lecz póki oddycham, póki mam kły, Będę wył głośniej niż oni i psy. Może nas mało, może za cicho, Może się boję jak każdy z was. Ale w tej ciszy rodzi się licho, Gdy jeden głos zamienia się w chór. Nie chcę być cieniem w cudzym raporcie, Numerem sprawy w zamkniętym pliku. Chcę biec po swoim, choćby pod prąd, Choćby po śladach własnych krzyków. To znowu obława, krąg coraz ciaśniej, Miasto oddycha jak rozgrzany piec. Nie ma gdzie uciec, nie ma gdzie zasnąć, Lecz serce w piersi wciąż każe biec. I choć nad nami zawisa kurz, Wyjemy razem – a mur to już gruz.
    3 punkty
  25. Odbiłem od Ciebie Odpłynąłem w głąb siebie Fale wspomnień wylewały się powiekami topiąc to, co kiedyś mnie unosiło.
    3 punkty
  26. 42. Grób Sardanapala (narrator: hypaspista) 1. Na kamieniu napis — jakby ktoś śmiał się z naszych marszów. 2. „Jedz, pij, baw się — reszta nie warta nawet tego”. 3. Tylko tyle, królu? Kilka słów na głazie, by opisać człowieka? 4. Kto to wyrzekł? Mądrość i strach mają wspólne echo. 5. Łatwo podsumować, gdy droga już za tobą. 6. Zrozumienie przychodzi zawsze wtedy, gdy zęby już wypadły. 7. Jedna ścieżka. Dla mędrca i dla głupca. Obaj dojdą do nocy. 8. A jednak te słowa idą za mną w marszu jak niechciany cień. cdn.
    3 punkty
  27. pan czesław ma osiemdziesiąt lat, bez dwóch zębów i jedno kolano, które prognozuje pogodę, kiedy skrzypi - będzie deszcz, kiedy milczy - będzie genowefa. pani genowefa ma siedemdziesiąt trzy lata, aparat słuchowy w kolorze malinowego landrynka i spojrzenie, którym potrafi rozebrać mężczyznę z samotności do ostatniego guzika. poznali się przy dystrybutorze wody. on trzymał kubek tak, jakby to był kielich zwycięstwa, ona poprawiała biodro, a biodro poprawiało wszechświat. kiedy spojrzała na niego jak na ostatni w całym wszechświecie kawałek sernika wielokrotnego użytku, z lukrem tak bezczelnym, że nawet droga mleczna musiała przetrzeć oczy. czesław poczuł, że jego rozrusznik nie tyle tyka, co domaga się bisów jak perkusista na weselu, który dawno powinien iść spać, ale ktoś mu dolał procentów do kompotu. – pani genowo… zaczął, poprawiając perukę, która łapała sygnał młodości z nadajnika "jeszcze nie umarłem fm". – pani pachnie jak potańcówka w siedemdziesiątym trzecim. – a pan świeci, odpowiedziała, jak dezodorant wrzucony w ognisko hormonów. - i niech pan nie udaje ofiary, bo ja widzę w panu wulkan. kiedy dotknął jej dłoni, jego reumatyzm wycofał się jak obrażony lokator, a stawy zaczęły skrzypieć nie z bólu, lecz z ciekawości. kiedy ją objął, jego kręgosłup wyprostował się jak uczeń przy tablicy, który nagle zna odpowiedź. a jej skóra marszczyła się nie ze starości, tylko ze wstydu, że tak długo czekała na aplauz. kiedy ją przytulił, jego proteza serca zachowywała się jak czajnik na gazie, gwizdała, parowała i groziła eksplozją uczuć, choć nikt jej nie włączył do prądu. i wtedy miłość wybuchła. nie jako abstrakcja, lecz między jego dłonią z plamami po czasie a jej szyją, na której zmarszczki nie były zmarszczkami, lecz szczelinami tektonicznymi, przez które wyciekało światło sprzed potopu. kiedy się pocałowali, jej aparat słuchowy zapiszczał, bo pierwszy raz od lat coś było głośniejsze niż telewizor. kalendarz dostał padaczki, kartki trzepotały jak gołębie po dopalaczach, a śmierć zajrzała przez okno z poprawioną kosą i zapisała w notesie: „dziś nie pracuję”. tańczyli w stołówce. on liczył kroki, bo biodro bywa pamiętliwe, ona liczyła jego oddechy, żeby żadnego nie zgubić. ich taniec wyglądał jak instrukcja obsługi dwóch organizmów, które zgubiły gwarancję, ale nadal działają po lekkim stuknięciu w obudowę. ich balkoniki zaplątały się w siebie jak dwa psy na spacerze, a oni udawali przypadek, choć oboje wiedzieli, że to plan operacyjny "bliskość”. to nie był taniec. to była erupcja wulkanu, który przez pół wieku udawał pelargonię. to była próba jądrowa w kapciu z owczej wełny, tak potężna, że ziemia przesunęła się odrobinę w bok, żeby zrobić im miejsce. a potem usiedli na łóżku jak dwie torby z lekami, które nagle odkryły, że są fajerwerkami. na stoliku nocnym tabletki uspokajające pociły się z zazdrości, ciśnieniomierz udawał, że nie patrzy, a krople nasercowe pachniały jak zapowiedź skandalu. – jesteś moim wi-fi, powiedział czesław z powagą kosmonauty przed startem. – połączyłam się bez hasła, odpowiedziała genowefa, poprawiając mu kołnierzyk piżamy jakby to był smoking na galę wszechświata. zgasili światło, żarówka westchnęła z ulgą, bo nie była gotowa na taką ilość chemii w jednym pomieszczeniu bez wentylacji. między ich ustami powietrze było tak gazowane, że woda w dystrybutorze zagotowała się z zazdrości, a nawet czujnik dymu na suficie zastanawiał się, czy to już pożar, czy tylko miłość w fazie samozapłonu. nawet księżyc, który zwykle udaje profesjonalistę, tej nocy zawiesił się nad budynkiem jak reflektor na premierze "romea i julii dla zaawansowanych w reumatyzmie”. a kiedy rano znaleziono ich śpiących obok siebie, trzymali się za ręce jak dwie czarne skrzynki po katastrofie czasu, w których nagrano jedno słowo: "jeszcze”. miłość po siedemdziesiątce jest jak wyciek plutonu z pękniętej chłodnicy czasu, świeci, syczy, śmieje się przez protezę i podpala dezodorant wieczności. jeśli Bóg naciśnie reset, system odpowie: „błąd. uczucie nieusuwalne”. a czesław z genowefą poproszą o dokładkę sernika i jeszcze jeden wolny taniec, bo skoro już wysadzać wszechświat, to w kapciach, z godnością, z reumatyzmem w odwrocie i z miłością tak bezczelną, że nawet kalendarz zapina pasy.
    3 punkty
  28. Pewien poeta chyba nieco zgłupiał i może nieco się zatracił, a zatem pokłócił się z własnymi kieszeniami. Osobliwe to było doświadczenie, zważywszy, że w kieszeniach miał i pieniądze i klucze i dowód osobisty i i chusteczki higieniczne i telefon komórkowy i karteczkę z numerem telefonu tej właśnie kobiety i notes z prawie wszystkimi swoimi wierszami. Dziwna to draka była i miała osobliwe konsekwencje. No ale przecież poeci znani są ogólnie i ogółem z nieco dziwnych i niestandardowych zachowań. Śmieszne to było, ale przecież poeci często bardzo uchodzą za nieco śmiesznych. I była w tym zabawa, ale przecież nie od dziś wiadomo, że poeta robi w branży rozrywkowej. I był w tym tragizm, ale przecież życia poetów przybierają czasem dramatyczne scenariusze. Smutek też tam był, ale przecież ogólnie jest wiadomym, że świat jest smutny. Słodko – gorzkie to było, ale przecież życie miewa właśnie taki smak lub niesmak. Bo to ogólnie było i w smak i nie w smak, a nawet pomiędzy. Warszawa – Stegny, 26.02.2026r. Inspiracja – Poeta Starzec (poezja.org).
    3 punkty
  29. 41. Salmakida – Gdy umiera nadzieja (narrator: grecki najemnik w służbie Dariusza) 1. Przyszła nowina — Memnon nie żyje. Nikt nie spytał jak. 2. Jedni modlili się, drudzy odmierzali wodę. Tak wygląda żałoba. 3. Ziarno w spichlerzu czerniało. Nadzieja też lubi pleśnieć. 4. Kiedy szczury przestają się bać, ty zaczynasz. 5. Bez wiary każdy szuka winy w cudzych oczach. 6. Już nie razem — tylko obok. To też rodzaj końca. 7. Braterstwo broni pęka szybciej niż gliniane dzbany. 8. Na murach cisza. Tylko gwiazdy liczą nas jak trupy. cdn.
    3 punkty
  30. wieczór pachnie obietnicą wazon pełen kwiatów podziwia piękną sukienkę myśli nie szukają jutra jesteś odbicie w lustrze uśmiecha się do marzeń oknem zagląda gwiazdka z nieba co dziś przyniesie może … 1.2026 andrew
    3 punkty
  31. Od wczesnego rana idę z psem Lawirując między kupami Bo nie chce się panu i pani Posprzątać po swoim psie Dlaczego nie chce, któż to wie I taka myśl mi świta może niejednemu już znana Że ta nasza stolica tak piękna i kulturalna Jest po prostu strasznie zasrana
    3 punkty
  32. kłamstwo goni prawdę po polach łąkach i lasach jednak ciągle jest o krok za nią prawda się uśmiecha mówi aleś wariat przecież dobrze wiesz że mnie nie dogonisz to ja jestem gwiazdą a ty tylko kłamstwem które wmawia sobie że jest czymś fajnym
    3 punkty
  33. jakże wspaniały kobiecy wiersz lecz czasem bywam zwrotnicą dziejów bo zmieniam tory ludzkich ekspresów zmieniłam życie facetów wielu jedni rozkwitli po innych echo Pozdrawiam
    3 punkty
  34. @iwonaroma Dziękuję za ten komentarz :) Światów tyle ile oczu albo nawet ile ciał. Ja często myślałam o tym, żeby stać się wiatrem i poczuć wszystko bezosobowo. Choć ta wizja mnie trochę przeraża. O i faktycznie wszystko się ładnie spina, że stan wyższej świadomości został nazwany właśnie dodatkowym okiem. Pozdrawiam :) @Berenika97 Ciekawe...Myślę, że życie przyszłością zamiast bycia tu i teraz, można metaforycznie nazwać właśnie takim zezem. Dziękuję za komentarz :) @violetta Dziękuję za komentarz, moje prawe chyba lepsze :)
    3 punkty
  35. będąc w Luwrze patrzałem na Mona Lisę myślałem że to ona jest najcenniejsza nie znałem wtedy JEJ 2.2026 andrew
    2 punkty
  36. Nie_gramartyczny podbierak węgorza nie chwycisz więc oko na okonia na jeziorach lód najbielszy odcień bieli góry śniegu jak zawalidrogi zimowej aury ulicami miasta podąża lud śpiesz się powoli człowieku wracać z powrotem to tak jakbyś cofał się do tyłu a życie mknie więc łap chwile bądź gorącym lodem i nie zamarzaj kiedy wichury nie pozwól się zamorzyć spożywaj masło maślane gdzie buk i cis oddychają toniką cis - moll a w niej aż cztery krzyżyki być może Bóg dopomoże że nad morzem nie będzie żadnego a jutro pokaz zimne ognie i sucha woda bursztyny nie_zbursztyniałe pękną dziwnie na równe połowy tylko podziwiać hart natury chartami zajmą się właści_cielce dla nich każdy żywy trup na wagę złota i palladu luty, 2026
    2 punkty
  37. kreślę na twoich plecach lemniskaty, małe nieskończoności. a w tobie mam miejsca rozpaprane, po więcej... i znów wchodzę ci pod skórę, bardziej i bliżej. i znów serce naderwane zacałowuję na okrętkę. w usta wcieram smak rdzy i kochania, trochę drżeń. skołatane nie wiedzą jak powiedzieć, więc kreślę ci na sercu lemniskaty, małe nieskończoności...
    2 punkty
  38. Na rubieżach logosu, gdzie światło jest tylko domysłem - trwasz jako bryła o niepokornym składzie, odarta z ziemskich, przymiotników. Nie szukasz miejsca w ciasnych nawiasach podręczników, bo próżnia nie zna pojęcia "wykluczenie" - rozumie tylko trwanie. Kiedy system przestaje mieścić cię w tabelach stajesz się bytem czystym, suwerennym. Wypadasz z orbit cudzych oczekiwań, jesteś wolny od grawitacji spojrzeń. Ty nie jesteś brakiem - lecz nadmiarem inności. W twojej lodowej tkance, w wielkim sercu z zamarzniętego azotu, zapisano prawo starsze niż astronomia - peryferia są centrum własnego sensu. Nie musisz płonąć ogniem, by istnieć. Nie musisz być nazwany planetą, by orbitować. Światło, które cię nie dosięga, nie ma władzy nad twoim zimnem, a cisza, którą cię otoczyli- to jedyny język w którym nie można kłamać.
    2 punkty
  39. słoneczny promyk tańczy na blacie stołu poranna radość
    2 punkty
  40. Kosmos łączy się ze mną Jestem prześwietlany wymaganiem spójności Podnieśli etykę Wywalili w kosmos sny
    2 punkty
  41. Są takie dwie rzeki, których źródła nigdy nie wysychają i stają się natchnionym zalążkiem dla spragnionych oczu i ust. Ich nurt bywa monotonny, powolny i sennie wręcz cichy. To znów wody ich piętrzą się na podwodnych, obłych kamieniach. Szturmują spienioną falą poszarpane, podmyte brzegi, liżą szerokim wylewem, osnute mgielnym przymrozkiem łąki i zielone skarpy z rudawymi plackami zgniłej od wilgoci trawy, nad której żywotem pastwiło się jeszcze niedawno w letnim zenicie stojące słońce. Wiry z powierzchni powstałe w dna zagłębieniach, czyhają drapieżnie na ospałe owady i małe rybki. Zatopione gnieniegdzie czarne, połowicznie odarte z godności kory drzewa. Rozsnuwają swe obumarłe gałęzie niczym nachajskie bicze w brudnych, mulistych zakolach. Szumią widmowe liście, sonety o marności bytu. Kto się w to piekło korzeni zapuści, ten żegna się ze światem. A bramą do otchłani są pyski szeroko rozwarte, leniwych, łuskowatych morderców. Co w korzeniach tych uwili sobie, fabryki masowej zagłady. Z falą płynie cały ten brud. Unosi się on z gracją dostojną, Tak by go z daleka dostrzegano i komentowano. By go uznano za sens i piękno. Fale płyną przed siebie bezwolnie. By rozbić się o porzucone, rybackie, połatane łajby. By popełnić samobójstwo na odartych z farby kadłubach. Ich krew wsiąka w wyżartą rdzą stal, zarzuconych i zapomnianych w dno kotwic. Łodzie stukają o siebie. Jak kości, powieszonych szkieletów. Tulą się i ocierają o siebie, jak glisty i robactwo w czerni trumny. Chadzają wesoło po labiryntach, spękanego, rozlanego w sukno gnijącego ciała. Są takie rzeki, których nurty się pięknie łączą. Śmierć i miłość. Płyną zgodnie. Jak siostry bliźniaczki. O tożsamych nawet charakterach. Bo śmierć to miłość i ukojenie. Koniec cierpienia w życiu. Po nic. Jeno by cierpieć i oszaleć. A śmierć jest naszą przyjaciółką najdroższą. Boli ją widok cierpiącego człowieka. Więc go zbawia od żywota. I powołuję do wiecznego mroku, w bezdni spokojnej, zimnej pustki. A miłość to śmierć i szaleństwo. Obłęd, który ma nas za zadanie zniszczyć. Byśmy rozumieli dlaczego, ginąć nam przychodzi. Ze swej ręki, co nią los jednak nie my rozporządza jak ulicznicą brudną. A czasem śmierć przychodzi wieczorem, staję w progu domu w swym płaszczu nocnego dżdżu i mgielnej masce o szkarłatnych ślepiach i błaga byśmy tą miłość zabili. Dla dobra jej i siebie. Serc i umysłów. Bo przecież krwawić jest rzeczą ludzką. I gnić również. Dlatego leżysz teraz w lodowej trumnie z kry Kochanie. Schowana w cichych szuwarach. Tam gdzie śmierć wpada do miłości i miesza się z nią w tyglu szaleńczego upojenia. Powiedzą zapewne. Zamordował ją. Zabił okrutnie. A ja chciałem tylko byś prędzej gniła. Tak rozkosznie na mych oczach. Codzień bardziej romantyczna i piękna. Kusząca bladością trupią. Tak teraz kusisz mnie nimfo w pozie jednej zastygła. Dłonie złożę Ci nad łonem a włosy płomienne rozpuszczę wśród zatopionych liści i traw. Oczy, nabiegłe zastygłą krwią otworze. A usta ucałuję lodowe. Tak Cię spętam w tej chwili na płótnie malując. I pragnąć zgnić i rozłożyć się w larw stadko. Dla tej przeklętej miłości. https://youtu.be/lDpnjE1LUvE?si=FhQvQZpGKM9AwpMp
    2 punkty
  42. @Jacek_Suchowicz ulala ! A to Ci się udało :) Dzięki za poruszenie wspomień i poprawę humoru :) Pozdrowienia ciepłe. @Nata_Kruk każdy może widzieć wiersz na swój sposób i dokładnie tak tez go interpretować. A im większe bogactwo interpretacji tym lepiej. Od tego właśnie też jest poezja. Dziękuje pięknie i ciepło pozdrawiam :)
    2 punkty
  43. Odkąd przekułam poczucie winy na wdzięczność - - bardziej ciąży nade mną niebo ...
    2 punkty
  44. @vioara stelelor nic się nie stało, przeczytałem twój teks sąsiadowi gorzko się uśmiał. Chociaż przez chwilę miał rozrywkę. @Berenika97 tak jak przejmujące jest ich starzenie. Znam ich ponad 40 lat i bardzo lubią słuchać jak im czytam wiersze niekoniecznie tylko moje, bardzo lubią wiersze Bereniki, Annny2 i Migreny. Zaskoczył mnie ostatnio Roman po przeczytaniu ostatniego wiersza Bereniki powiedział że czuje go bardziej niż ja sobie wyobrażam. I że jest bardzo mądrą i zmysłową kobietą. Myślę że jednak warto pisać bo gdy nie ma się już ochoty oglądać telewizji to jest jedyna wartość o której można myśleć wpatrując się godzinami w sufit.
    2 punkty
  45. @MyszolakTak, to jest ważne dla obydwu stron, chociaż każda wychodzi z innej głębi. @Berenika97Dziękuję. Spojrzałam dzięki Tobie na tej wiersz trochę z innej strony i zauważyłam w nim coś, co mi umknęło, a jednak nieświadomie pojawiło się w tekście i stanowi jego filar. @MigrenaDziękuję, od Twoich miłych słów aż zakręciło mi się w głowie :) @Jacek_SuchowiczLove story - może tak, może nie, ale budować nie da się na gruzowisku. @iwonaroma @Charismafilos Miło mi. Ale lepiej jednak, żeby nie trzeba najpierw naprawiać tego, co się zepsuło ;) Pozdrawiam wszystkich miło :)
    2 punkty
  46. padają krople bezimienne one mnie znają każdą chwytam wzrokiem spotykają się mokre spojrzenia łzami przez anioły nazwanymi rozpadam się z deszczem już wszystkie w czarnej chmurze łzy do nieba padające kroplom żałośnie płakać nie wypada jedne mżawką drugie ulewą tylko Bóg widzi gdzie padają wewnętrzne deszcze dlaczego życie jest ulewne gdzie wyschnięta studnia o wodę woła a z oczu potop w duszy zalewa ciało łzy burzowe grzmią mokrym smutkiem
    2 punkty
  47. stój na nogach niech Moskal uklęknie
    2 punkty
  48. wystarczy podzielić salę by strony zaczęły pluć wystarczy rozdać role by pojawiły się ofiary i kaci wystarczy biały kitel by ktoś naciskał przycisk do końca wystarczy jeden który odmówi
    2 punkty
  49. Witaj - cieszy mnie że ładnie i obrazowo - dzięki - Pzdr. @Robert Witold Gorzkowski - @Natuskaa - @APM - @Berenika97 - dziękuje -
    2 punkty
  50. gdzieś w Polsce Na portalu poetyckim największą fikcją nie jest metafora. Największą fikcją jest wiek. PESEL zostawia buty przed drzwiami. Czas wisi na wieszaku jak stary płaszcz. Metryka udaje, że nie zna hasła. On „Wieczny_Poeta_42”. Brzydki jak noc bez latarni i bez refundacji. Twarz jak źle złożone origami, które ktoś próbował wygładzić żelazkiem z filtrem upiększającym. Uśmiech przegrany z grawitacją. Powiek nie domyka już romantyzm, tylko reumatyzm. Zmarszczki układają się w mapę, z której dawno wycofano młodość. W opisie: „Dziki wilk z temperamentem wulkanu.” Wilk wyje do księżyca. Księżyc ma kształt tabletki nasennej i termin ważności do końca miesiąca. Ona „NamiętnaWiosna27”. Rocznik elastyczny jak jej deklaracje. Dłonie jak wyschnięte koryto rzeki, która pamięta powódź z epoki Gomułki. W awatarze skrzydła, zachód słońca, róż w kolorze "wieczna młodość”. W rzeczywistości zachód przychodzi szybciej niż słońce. Pod wierszem o przemijaniu zaczyna się spektakl. - Gdzie jesteś, mój płomieniu? - Lecę do ciebie, pantero nocy! Pantera szlifuje pazury pilnikiem do pięt. Wilk ostrzy kły o bułkę z masłem i protezę. - Do twoich ust chciałbym zajść jak pielgrzym… - Rozchylam skrzydła tylko dla ciebie… Skrzydła trzeszczą jak parkiet w sanatorium. Usta, suche jak pergamin konstytucji, szukają Coregi jak prawdy o sobie. - Rozpalasz mnie jak sierpień w Toskanii! Toskania kończy się na balkonie z widokiem na śmietnik i sąsiada w podkoszulku z poprzedniego ustroju. - Jesteś moją młodością! Słowa mają w sieci plastikowe kości, nie łamią się, nawet gdy są puste. Młodość ma siedemdziesiąt dwa lata i kartę seniora. On pisze: "Mam w sobie dzikość.” Ma. Dziko rosnące brwi i cholesterol bez kagańca. Ona: "Przy tobie czuję się jak dziewczyna.” Dziewczyna z rocznika, który pamięta czarno-białą telewizję i smak oranżady w proszku. W komentarzach tropiki. W rzeczywistości polar i termofor z doświadczeniem. - Leżę i drżę, myśląc o tobie… Drży. Ale to tylko powiadomienie o niskim stanie baterii w rozruszniku serca. - Zabiorę cię w świat namiętności! Świat zaczyna się przy kanapie, kończy na pilocie i ma zasięg do lodówki. A jednak piszą. Serduszka płoną jak fajerwerki w sylwestra, który pamięta trzy dekady wstecz. Emotikony eksplodują. Zmarszczki wylogowują się z twarzy. Czas dostaje bana. Miłość w trybie online nie ma zapachu skóry tylko zapach plastiku i kurzu z klawiatury. Wiek znika. PESEL milczy. Metryka udaje literówkę. On - origami z filtrem. Ona - filiżanka z odpryskiem, która wciąż chce być porcelaną z wystawy. Ale w sekcji komentarzy są Boginią i Wilkiem. Panterą i Wulkanem. Skrzydłami i Ogniem. Kochają się bezwstydnie między przecinkiem a kropką, między jedną dawką a drugą, między „ach” a „och”, między aktualizacją systemu a przypomnieniem o lekach. Bo tam nikt nie ma lustra. Nikt nie ma zmarszczek. Nikt nie ma lat. Jest tylko płomień. I klawiatura. A rano, zanim słońce obnaży kurz na monitorze, Bogini idzie do apteki po młodość w żelu i promocję dwa w cenie jednego. Wilk smaruje kręgosłup maścią na bohaterstwo i udaje, że to blizny po walce. Patrzą w swoje odbicia w wygaszonym ekranie. Czarny monitor oddaje twarz bez filtra. Bez skrzydeł. Bez wulkanu. Bez tropików. Kiedy ekran gaśnie. Czas wraca jak komornik po zaległe lata. I tylko oczy na chwilę są naprawdę młode. Bo w świecie, który już ich skreślił, tylko klawiatura mówi do nich "kocham”. Bo czekają na wieczór, by znów stać się bogami w systemie Windows. Tam zmarszczki są błędem renderowania. Tam serce ma nieograniczoną pamięć RAM. Tam czas nie ma dostępu administratora. Tam wiek jest tylko ustawieniem prywatności.
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...