Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 19.02.2026 w Odpowiedzi

  1. Spotkaliśmy się wreszcie — nie tam, gdzie wtedy myślałem, nie w tamtym czasie, który tak starannie odkładaliśmy jak list bez znaczka. Nie pamiętam już twoich zdań, tylko ich temperaturę. Były jak jesień, która nie decyduje się czy zostać złotem, czy rdzą. Śmieszne — cała ta ostrożność, te kalkulacje serca, jakby uczucie było rachunkiem, a nie wypadkiem drogowym. Siedzieliśmy naprzeciw siebie spokojni jak dwie fotografie, które dawno straciły właścicieli. Nic się nie wydarzyło. I właśnie to wydarzyło się najbardziej. Bo nagle zrozumiałem, że wtedy naprawdę coś było — nie między nami, lecz między słowami. I że to one się kochały, a my tylko trzymaliśmy długopis. Teraz czas chodzi o lasce, praca ma twarz urzędnika, a życie — życie jest już tylko miejscem, w którym odkłada się okulary. Patrzyłem na ciebie długo, jak na zdanie sprzed lat, które wreszcie można przeczytać bez drżenia. I pomyślałem spokojnie, z ulgą prawie wdzięczną: dobrze, że nic się wtedy nie zaczęło.
    8 punktów
  2. bo nie muszę być robotnicą ani naukowcem męczyć się rękoma i mózgiem składam sobie słowa co przelatują mi przed czołem w sposób swobodny a efekt? no cóż... nie zawsze zadowalający ;) lecz co szkodzi bawić się słowami
    7 punktów
  3. Napisałam haiku, ale jest pozbawione wyrazu.
    6 punktów
  4. w przypływach istnienia pomiędzy Masywem Ślęża a Wzgórzem Golgota odnajduję ślad swoich snów i marzeń tu czas rozciąga się w nieskończoność zanim z pierwszym promieniem słońca nisko pokłonię głowę starym drzewom a śpiew przelotnych ptaków przetnie nieboskłon i uchyli rąbek tajemnicy świętej wiary praojców pośrodku wysokiego lasu rozsypię ziarenka maku naturalne remedium na upiory i jeszcze raz być może ostatni spróbuję poczuć nic w złocistej kropli bursztynu i pojąć siłę wieczną co wybuchła jasnym promieniem boskich metafor aż usłyszę krzyk z głębi duszy żyjemy w najlepszym ze światów (Lifting 2026)
    5 punktów
  5. Popiół jest prawdą która może boleć to nie znak śmierci lecz symbol wieczności gdy ludzie przed nim pochylają głowy rodzi się przestrzeń duchowych wartości. Post nie jest czasem wyrzeczeń i smutku ale zwolnieniem w zagonionym świecie zwróceniem siebie Bogu Najwyższemu w poście bezcenne dobro odnajdziecie.
    5 punktów
  6. zasłaniamy głód miłości czym popadnie miałkim słowem błahą myślą niedokładnie lecz nie uda się oszukać tej tęsknoty nie przekupi jej namiastka byle dotyk w głębi serca przeczuwamy przecież skrycie że pokochać trzeba najpierw własne życie
    5 punktów
  7. Alex do wojska czuł powołanie. Trzeba się bronić – czasy wątpliwe. Gdy wyszkolonym wojem się stanie, wróci pewniejszy, z nowym paliwem. Tak się złożyło, że go przyjęli do całkiem nowej, ważnej jednostki. Włosy zgolone, mundury w bieli, rękaw obcisły, spodnie do kostki. Trening od piątej aż do wieczora. Alex wciąż ćwiczył, strzały oddawał i chociaż padał, gdy przyszła pora, rad był, że co dzień rośnie mu wprawa. Gdy się dowiedział o nowym planie, nie mógł poradzić sobie z dreszczami. Nie miał pojęcia, że mordowanie przyjdzie mu ćwiczyć z androidami. Bał się niezmiernie, bo te roboty były najnowszej wręcz generacji – niemal jak ludzie. Nie miał ochoty czynić tak chłodnej eksterminacji. Wszczęli ćwiczenia na poligonie. Szwadron robotów był dość pokaźny. Alex, napięty, w samoobronie strzelił w sześć twarzy, wrogich i strasznych. Chociaż krzyczały, nie miały ducha. Łzy były sztuczne, krew podrabiana. Gdy Alex ujrzał kable w ich brzuchach, przestał się martwić. Walka udana. Twarze robotów uległy zmianom. Widział cywili niosących szable. „Strzelać we wroga!” – tak mu kazano, Alex więc strzelał, patrząc na kable. Przestał przejmować się ich krzykami. To algorytmy krzyczeć im każą. Choć tak prawdziwe, są robotami! Kto by się martwił ich sztuczną twarzą? Po dwóch miesiącach strzelał w każdego. Nawet przed dziećmi nie miał oporu. Nadal podziwiał kunszt robociego, tak realnego w swym fałszu tworu. Wreszcie czas przyszedł na test końcowy. Nocą wysłano ich gdzieś na misję. Alex był silny. Czuł się gotowy. Dzisiaj zachwyci swoją komisję. Plac boju bardzo był autentyczny. Razem ze swoją grupą żołnierzy wybił robotów zastęp dość liczny. Patrzył, jak ciało na ciele leży. Tylko, cóż… czegoś mu brakowało. Zajrzał na brzuchy, wejrzał w ich lica… Nie ma kabelków! To ludzkie ciało! Chociaż właściwie… co za różnica? Człowiek czy robot… Oba prawdziwe. Alex powrócił do swojej bazy. Test zaliczony. Uczcił to piwem. Jakie następne będą rozkazy?
    4 punkty
  8. A jednak jesteś. Zaskoczony odebrałem telefon. Jak zwykle otworzyłem drzwi. Czekam. Jak zwykle przytulas na powitanie. I o nic nie pytam. Czekam aż się rozbierzesz. Wiesz na którym krześle położyć ubrania. Czekam aż odłożysz torbę przy komodzie, jak zawsze. A jednak przepraszasz... Słucham zaskoczony. Mówisz, że to było niewłaściwe. Dwa różne piwa i pucharek. Nie ucieszyłem się, ale się uśmiecham. Nie będę mówił, że wypiłem już dwa a potem wypiję kolejne. Nikogo przecież nie obchodzi "dlaczego" i nikt nie pyta. Nie skarżę się, jak było. Zapisałem to na nadgarstku, ale nic nie powiem. Niczego nie oczekuję dzisiaj i o nic nie poproszę. Zostawiam miejsce. Bo to ja jestem dla ciebie a nie ty dla mnie. Nie wybrałem wcale takiej roli. To wynikło samo z siebie. Przez weekend poukładałem sobie rzeczy do zrobienia, wiedziałem co i jak, ale w tych planach nie było ani odrobiny ciebie. Ja, śrubki i trochę plastiku. Cutterem ostrożnie rozciąłem pudełka kostek pamięci. Nie schowałem ostrza. Jest sporo do otworzenia. Później popcorn, wieczór filmowy, ale nie tak blisko jak chciałem. Szanuję jednak twoje granice i potrzeby. Dzisiaj zostajesz na noc. A ja w końcu zasnę spokojnie.
    3 punkty
  9. Za oknem wiatr nie śpiewa, nie kołysze drzew wstrzymały oddech na widok zasypiających gwiazd modlitwa zastygła na ustach nie wyszeptała dnia między niebem a ziemią cisza odeszła bez słowa zamykajac oczy. Autor fotografii: M. Lewandowska
    3 punkty
  10. jesteś ... czasami giniesz z oczu tamte dni... morze nie zawsze wzburzone potrafi się zamyślić bawić piaskiem na plaży gdy praży słońce zanurza się głęboko tam nie tylko chłód ciemność gładzi zakrywa codzienność obmywa myśli nie zawsze jest ochota na bycie w świetle drobne fale na powierzeni spoglądają w niebo próbują odnaleźć sens poszukiwań złudzeń nigdy nic dobrego nie dały dinozaury zniszczyły planetę a my czy my ... 2.2026 andrew
    3 punkty
  11. Otwórz się nocy, uchyl swe zasłony, niech wejdzie dusza, w ciszę otulona. Gdy zdejmie ciężar tej cmentarnej gliny, to będzie gościem pośród swej rodziny. To jest czas cichy, w popiół zawinięty, kiedy granica między nami znika. Wieczór jesienny, ten mglisty i święty, tak bardzo mrocznym dreszczem nas przenika. Tu nie ma lęku, choć cień gęsto pada, nikt nie zamyka już drzwi przed zmarłymi. Ziemia głęboko w serca patrzy, bada, łącząc krew żywą z duchami dawnymi. To wielka uczta, co światy jednoczy, chlebem i miodem cieszy nasze oczy. Świat jest w jedności teraz ułożony, w gwiezdnym i ziemskim splocie skupiony. Dziady to dawny słowiański obrzęd zaduszny, obchodzony głównie jesienią, mający na celu uczczenie pamięci przodków oraz nawiązanie relacji z duszami zmarłych powracającymi do świata żywych. Organizowano uroczystą kolację, podczas której część jadła i napojów przeznaczano dla duchów, często wylewając je na ziemię lub grób. Palono ogniska na mogiłach, rozstajach i w miejscach "nieczystych", aby oświetlić drogę dobrym duszom, a odstraszyć złe. Przodkowie byli uważani za opiekunów domostwa, a odpowiednio ugoszczeni - gwarantowali dobrobyt.
    3 punkty
  12. Nie myśl Magda tylko jeden k.... krok do przodu metr nic więcej na nic nie patrz Dalej są przepaście, pamiętasz Idź po złote runo Herberta Buńczucznie jak tylko się da Przytupuj w miejscu skoro musisz Ale dawaj, idź do zieleni, jest inny świat Tośka śpiewała przecież, to musi być. Leśmian łudził braci ale było im lżej walczyć, idź k.... Idź nie mów do siebie źle, to radzą wszyscy Nie możesz tu zostać maleńka Gaszą światło wściekłe spadochrony Odważniacy stłoczyli się na niebie Są bardzo głośno zaraz będą obok Ciebie! Idź do nich zamiast oni do Ciebie
    3 punkty
  13. Zawsze cieszy się uznaniem, gdy wyłączą ogrzewanie.
    2 punkty
  14. droga po krańce nieczysty przetarg duszy dalej za zwyczajne by poczuć ciepło przekrwienia codzienny młot alkoholiczne kowadło już nie chcę się sprzed ciebie za rzeczywiście znanym wieczny pocałunek tu mogę odrzucić miecz dłonie wsuniesz w jasną miękkość
    2 punkty
  15. Lubię pisać słowa, które nic nie znaczą, Słuchać Twego głosu, bo mnie zauroczył. Lubię, pod przykrywką nocy, Słuchać Twych sekretów nieśmiałych, Które światła dnia nigdy nie widziały. Lubię myśleć o tym, Że gdzieś w oddali ktoś wrzuca nasze słowa do morza odchłani. Smutno zaś myśleć o tym, Że choć blisko, to daleko, Bo choć morze piękne, To w sieci nasze słowa zginą bez pamięci... Słyszysz ? Wołam Cię ! Ale w ciszy słychać tylko... ciszę Czy ona jest odpowiedzią ? Czy fala , która wyrzuci nasze słowa na brzeg I wtedy odkryjesz ich sens . Słyszysz ? Wołam " Kocham Cię ".
    2 punkty
  16. to już roztopy woda wartko płynie w strumieniu nieznośna rześkość chcę i marznę już niedługo zieleń przyjdzie z marcem póki co zmęczeni chłodem wariujemy o Islandii i jej czerwieni
    2 punkty
  17. Kiedy zamykam oczy widzę ją. Biegnie na autobus. Obiecała być na czas. Zdyszana, spocona. Uśmiecha się. Zdążyła. Autobus żółty, wysłużony, pamięta wiele podróży, wiele twarzy. Jest wdzięczna, bo już nie moknie. Siedzi w cieple, na miękkim, niebieskim fotelu, mokrym od łez, potu, szczęścia i zmęczenia. Jak księżniczka na ziarnku grochu. Trochę trzęsie i wtedy wracają wspomnienia. Zamyka oczy, zmęczone, spokojne. Wspomnienia, oczy i ona. Siedzi w bezruchu. Zerka do środka. Obdarowania przepływają w myślach jak świetliki mocy. Kiedy na nią patrzę czuję łagodność i słodki ciężar życia. Nie znam jej jeszcze za dobrze. Ale wiem, że ma wszystko. Ma siebie. Ma dokąd się spieszyć. I ma gdzie odpocząć. Taka piękna. Delikatna i pomarszczona, jak skórka pomarańczy tuż przed Wigilią. Krucha i potężna. Pachnie szczęściem. Oddaniem. Przygarnięciem. Mijają kolejne przystanki. A my siedzimy. Splecione. Bez pośpiechu. Ktoś czeka. Obecność coraz bliżej. Jakby rozsznurowała się przestrzeń Jakby czas przestał zajmować miejsce.
    2 punkty
  18. Nie ma mowy! Więc milczę i piszę.
    2 punkty
  19. @viola arvensis... ten "popiół" to także zaduma nad przemijaniem. Ładne przesłanie całości.
    2 punkty
  20. Brawo... z wężami tak właśnie trzeba, ale ich uroda, bezsprzeczna. @iwonaroma... hej zimowe.
    2 punkty
  21. W moim sercu jest dla ciebie staw, i całe jezioro. Oddaj mi swoją rybkę, lub uduś moją.
    2 punkty
  22. @Amber Bylebym tylko miał o czym pisać :-) @Wiechu J. K. Nie zniknąłem jeszcze, ale z energią u mnie nie najlepiej. Czekam na lepsze czasy :-)
    2 punkty
  23. masz cierpliwe ucho, czujesz nim mój oddech mój kochany, jak dobrze, że jesteś moje usta smakują twój dotyk zazwyczaj czuję gorąco, czasem zwlekam, twój chłód mnie sięga nie odpychając potrzebujemy siebie - może ja bardziej ciebie, niż ty mnie, bo nigdy mi tego nie mówisz jesteśmy wierni sobie od początku dorosłego życia mój Kubeczku do kawy
    2 punkty
  24. @Berenika97 ciągle roztopy humor szaleje w środku niespokojne dni
    2 punkty
  25. Noszę miłość jak bilet w kieszeni – ważny, lecz nieskasowany. Chcę wejść, usiąść przy kimś, a stoję w przejściu, pół kroku od życia. W myślach – zachwyt i alarm. Twe spojrzenie – jak klucz w zamku, chce przekręcić mą duszę. A ja wciąż słyszę: czekaj na wersję „bardziej”, jakby serce miało regulamin zwrotów. Śmieszne to, bo tęsknię jak bohater romansu, a uciekam jak księgowy od ryzyka: liczę procenty, ważę wady, robię bilans ciepła w człowieku. Bezdech lęku mnie ściska, więc udaję luz, a nocą gra w piersi małe kino: ja i Ty… i drzwi, których nie domykam… i budzi mnie serce drżące wciąż w trybie podglądu. Patrzysz tak, jakbyś już wiedziała, że moje „zobaczymy” to czułe kłamstwo, talizman przeciwko bliskości. Ale dajesz mi jeszcze szansę w tej grze na czas. A ja milczę – jakby od tego zależało czy zdążę w ostatniej sekundzie wybrać człowieka zamiast próżnego marzenia…
    2 punkty
  26. @Berenika97 :) Dzięki @KOBIETA :) Dziękuję @MIROSŁAW C. Podziękowania @Leszczym :)
    2 punkty
  27. "Surrealistyczna podróż" /Przerwa między atomami/ Rozszczelnia się nagle tkanka dnia, niepostrzeżenie, bez zbędnego echa. To nie koniec, to tylko prześwit, gdzie grawitacja przestaje pytać o imię. Jesteśmy z wszystkim co posiadamy, w tej szczelinie, której nie widzą oczy, niesieni prądem, co nie zna brzegów, ku pieśniom, co rodzą się z ciszy. Nie trzeba krzyku, by pękła szklana ściana powietrza. Wystarczy oddech, miękki jak mech na skraju lasu, gdzie czas nie ma zegarka i nic nie musi się zdarzyć. Rozluźnij dłonie. Pozwól, by niepokój spłynął jak kropla deszczu po szybie, którą noc przemywa oczy. Tam, gdzie jesteś, i tu, gdzie ja trzymam rytm, niebo ma ten sam odcień spokoju. Wystarczy być. Bez ciężaru oczekiwań, w tej krótkiej pauzie między jednym a drugim uderzeniem serca. Geometria tęsknoty rozpuszcza się w błękitnym kwadracie. Punkty bez powrotu stają się liniami, które nie pytają o cel. Pamięć to tylko kurz wirujący w snopie światła, które nie ma źródła. Przesiewamy milczenie przez gęste sita, aż zostanie tylko to, co nieważkie. Słowa to tylko cienie ryb płynących pod taflą nieistniejącego jeziora. Wszystko jest echem, które zapomniało, kto je wywołał. Jesteś kolorem, którego nie ma na palecie. Czekaniem, które przestało liczyć minuty. Pustka nie jest brakiem, jest tylko najczystszą formą obecności. Rozpryskują się galaktyki pod powiekami, atomy tańczą walca w próżni między myślami. Jestem pyłem, który śni o byciu słońcem, podczas gdy kręgosłup staje się osią świata. Nie ma góry, nie ma dołu, tylko nieskończone "teraz" rozciągnięte na ranie czasu. Cisza wybuchła supernową w pokoju. Wypijam mrok zamiast herbaty, czując na języku smak miedzi i gwiezdnego wiatru. Wszystkie mosty stały się horyzontem zdarzeń. Nie szukaj mnie w słowach. Szukaj mnie w przerwie między atomami, tam, gdzie muzyka sfer gra solo na nerwach. Jesteśmy tylko wibracją w wielkim nic, które jest wszystkim. Zegar wykrwawia się białą farbą na podłogę, z której wyrastają szklane żyrafy o oczach z bursztynu. Twoje imię, wymawiane wspak, zamienia się w klucz do drzwi, których nie ma. Śpimy na grzbietach wielorybów płynących przez piaski pustyni, podczas gdy nasze sny szyją ubrania dla wiatru. Wszystko jest już napisane w powietrzu, zanim pomyślisz, że w ogóle jesteś. Zgaś światło wewnątrz myśli. Słyszysz? To tylko my, stajemy się światłem, zanim zdążymy o tym zapomnieć. -Leszek Piotr Laskowski
    2 punkty
  28. Witaj - też tak sądzę - dziękuję serdecznie za czytanie i komentarz - Pzdr.serdecznie. @Berenika97 - @Rafael Marius - @vioara stelelor - @Czarek Płatak - dzięki -
    2 punkty
  29. Nie wiem, czy to życie, czy tylko sen śniący się samemu sobie przeze mnie jak przez organ pozbawiony nerwów. Nie jestem już śniącym. Jestem miejscem, w którym sen zapomniał wyjść na jaw. Może nigdy się nie obudziłem. Może przebudzenie też było snem, tylko o większej jasności, jak sterylna sala operacyjna w cudzym, wyczyszczonym wspomnieniu. Chodzę po dniach jak po miękkiej tkance, która ugina się, lecz nigdy nie pęka jakby świat panicznie bał się mnie zranić, bo rana zmusiłaby go przyznać, że istnieję. A przecież jestem tylko światłem, które zbyt długo stało w jednym punkcie i wypaliło dziurę w nicości. To, co widzę, to nie rzeczywistość, lecz strup na tamtym świetle, którym byłem. Ludzie mówią do mnie, a ich głosy są jak dane wysyłane na serwer, który dawno przestał przyjmować hasła. Słowa wpadają do środka, nie znajdują adresata i osiadają we mnie jak kurz w opuszczonym szpitalu: jest prąd, jest aparatura, ale nie ma już żadnego pacjenta. Dotykam świata i on odpowiada dotykiem, jak dwaj nieznajomi w ciemności, którzy ściskają sobie dłonie tylko po to, żeby sprawdzić, czy obaj jeszcze nie umarli. Czas płynie, lecz jest rzeką bez wody. To tylko koryto, które pamięta nurt i codziennie udaje, że go czuje. Jestem opóźnieniem sygnału. Informacją o życiu, która dociera na miejsce wtedy, gdy miejsce przestało istnieć. Wszyscy widzą blask i mówią: „oto on”. A ja wiem, że źródło dawno zapadło się w siebie i tylko bezwładność prawdy podtrzymuje mój kształt. Nie jestem ani snem, ani jawą. Jestem błędem w kodzie źródłowym dnia. Resztą po dzieleniu bytu przez sens. Resztą, której byt nie potrafi zaokrąglić do żadnej pełnej osoby. Świat mnie nie koryguje, bo musiałby przyznać, że jego równanie od początku było domknięte na siłę. Oddala się coś i wiem, że to ja odchodzę ode mnie. Najgorzej jest wieczorem. Czuję wtedy, że moje „ja” leży gdzieś indziej, podłączone do aparatury, której nie widzę. A to, czym mówię i czym kocham, jest tylko znieczuleniem, które dostało pozwolenie na ruch. Boję się przebudzenia. Bo jeśli się obudzę, okaże się, że całe moje życie było tylko sekundą między dwoma uderzeniami serca, z których drugiego nie było w planach. Więc trwam. Półprzytomny. Półprawdziwy. Jak błąd, który stał się częścią systemu, bo jego usunięcie wymagałoby napisania świata od nowa.
    1 punkt
  30. Nie mów Matko do mnie pieszczotliwie, bo w Twoich ustach jest jad żmii brzmi to jakby surrealizm A schizofrenia która mnie świat uraczył właśnie wzięła się z tej twojej cechy Kazałaś mi brać Nie pozwalając Podziękować To wyryło we mnie skazę Uczyniło nieudacznika, Kocham cię
    1 punkt
  31. @viola arvensis Wspaniałe ujęcie głębi Środy Popielcowej - popiół jako symbol zarówno kruchości, jak i nadziei. Post rzeczywiście może być darem, nie karą - czasem na odnalezienie siebie i Boga w codziennym pędzie. Pozdrawiam. :)
    1 punkt
  32. Powodzenia 🤓
    1 punkt
  33. @Tectosmith Dziękuję i wzajemnie. Fajnie, że jesteś! :)))
    1 punkt
  34. @Migrena Jesteś niesamowity! Wiesz, że uwielbiam Twoje teksty. Ale tylko tu mogę na nie reagować, bo zawsze mnie poruszają, fascynują.:)))) Wszystkiego najlepszego.:)))) Czekam ....
    1 punkt
  35. Słońce wzeszło w oddali z wolna podnosząc kurtynę by oto oczom świata ukazała się prawda. Szła w potarganej sukni bez butów jak rozbitek niby smutek jej bratem a śmierć niechcianą matką. Bez służby ani dworu samotnie gnała w przestrzeń jakby teraz nie istniało a jutro miało nie nadejść. Wytężała wzrok ukradkiem jak sokół na bezkresie by odnaleźć zagubionych co uciekli przed jej cieniem. Gdy tylko coś ujrzała biegła prędko przed siebie by odzyskać utraconych i ocalić siebie.
    1 punkt
  36. Dziękuję wszystkim za opinie! Wiersz miał być trochę niepokojący, a trochę wzbudzający refleksję... :)
    1 punkt
  37. Fajne, niespodziewane zakończenie, uroczy wiersz:):) pozdrawiam Alicjo:):)
    1 punkt
  38. @Leszczym zapewnie , to między wiersami.
    1 punkt
  39. @A.Between Tak, tak, ale i coś na contra legem wiersza też by się zapewne znalazło :))
    1 punkt
  40. @Leszczym Mam ładny widok z okna, na patio i ogród. Po zastanowieniu się, myślę, że najbardziej to wołają ptaki, koty, i każdy, kto jest częścią tej ogrodowej sceny - żywy i nieżywy, realny i wyobrażony. "Wołają" swoją obecnością, zapraszają do kontemplacji tego, co "bardzo bardzo" lub skoro dzień jest "bardzo bardzo", to woła się tam "ależ ależ ależ" - jak echo zdziwienia, zachwytu lub zniecierpliwienia. To może być wołanie do kogoś, kto ma przyjść, lub do samego ogrodu, który słucha. Wiele możliwości - miałeś rację! Pozdrawiam. :)
    1 punkt
  41. @UtratabezStraty Czekam więc ze stoickim spokojem. :)
    1 punkt
  42. @viola arvensis @Berenika97 Dziękuje pięknie
    1 punkt
  43. @dramatoporanku bardzo ładnie, spokojnie płyną wersy, treściwie i z sensem. Super. Pzdr.
    1 punkt
  44. gdy myślę o innych kobietach moje ciało wypełnia się nimi jak płuca dymem o trzeciej nad ranem są złotymi postaciami z klimta potworne w gracji wytrącają pył a ten osiada na powiekach bym zobaczył cię pierwszy raz
    1 punkt
  45. @Berenika97 Bereniko. te dwa wersy czytam jak gest radykalny. "nie ma mowy " to nie tylko sprzeciw, to odmowa uczestnictwa w hałasie, który wszystko rozprasza. przypo mina mi się to, co Martin Heidegger nazywał "gadaniną" , mową, która krąży po powierzchni i niczego nie odsłania. a Twoje "nie ma mowy' brzmi jak zamknięcie drzwi przed tą powierzchownoscią . a potem : 'więc milczę i piszę”. i tu zaczyna się prawdziwe wydarzenie. milczenie nie jest brakiem, lecz oczyszczeniem przestrzeni. jakbyś najpierw wygasiła światło rynku, żeby w ciszy mogło zapalić się jedno, skupione słowo. reflektor, laser ? to bardzo bliskie temu, co Heidegger rozumiał jako powrót do autentyczności . a więc do języka, który nie zagaduje bycia, lecz pozwala mu wybrzmiec . kiedy czytam te dwa wersy, mam wrażenie kamienia wrzuconego do studni. na powierzchni prawie nic się nie dzieje ale jest tylko grawitacyjny ruch w dół. i to właśnie ten ruch w dół, w głąb, robi największe wrazenie. bo ten kamień nie robi fontanny. on idzie w ciemność, w ciszę, w głębię !!! i ja, czytający, pochylam się nad tą studnią, probując dosłyszeć odległy dźwiek uderzenia. mogę tutaj przywołać takze Wittgensteina i jego zdanie o milczeniu wobec tego, czego nie da się powiedzieć. ale Ty Nika robisz coś więcej bo pokazujesz, że milczenie nie kończy się kropką . ono staje się początkiem pisania !!! jakbyś sugerowała, że prawdziwe słowo rodzi się dopiero wtedy, gdy odmowisz udziału w pustej mowie. dlatego nie widzę w tym miniatury. widzę kondensację postawy. esencję . wybór trudniejszej drogi. wybór ciszy, która nie jest ucieczką, lecz odpowiedzialnoscią za każde zapisane zdanie . i powiem Ci, że ja bardzo cenię ten gest w swiecie w którym wszyscy mówią a to Twoje "milczę i piszę " brzmi jak akt odwagi !!! i to byłoby na tyle .
    1 punkt
  46. Nieznana siła pcha nas tam, do przyszłości naszych bram. Nie wiemy, jak potoczy się los, Gdy wszystko robi nam na złość. Lecz mimo burz i cieni dni, Wciąż niesie nas nadziei świt. Choć czasem brak nam siły w tle, To serce krzyczy: "Jeszcze nie!" Nie poddaj się, gdy wątpisz w sens, Gdy każdy krok to nowy test. Bo każdy błąd i każdy trud, To część podróży, ważny cud. 15.02.2026r.
    1 punkt
  47. delikatnie rozbijam się o ciebie falami w miękkim rytmie słońcem muskam twarz powoli jaśniejącą wiosną
    1 punkt
  48. Krzew ubrany w pryzmy śniegu sypał przydrożnym brylantem dla sań prowadzonych do domu Wiatr wyrywał kolory granatu uwięzione w konarach gałęzi kibicował w ciemnościach werandzie Ona spokojnie gromadzi ptactwo żeby głos im nie zastygł na biało już od wczoraj przysiadły w jej ramach Dzierżące dźwięki odgłosy jak szklanki i kieliszki na nakrytych stołach uwieńczone przymarzły do klamki
    1 punkt
  49. @Lidia Maria Concertina Poruszający obraz egzystencjalnej samotności. Ten "pegaz na postronku" i "brak linii życia" - jakby wszystkie mityczne obietnice zostały uziemione, a człowiek został sam ze swoją trwogą.
    1 punkt
  50. Tam, gdzie fale Bałtyku biją o piaszczysty brzeg, a wiatr szumi w starych kniejach, żył niegdyś dumny lud Prusów. Choć mieczem i ogniem narzucono im władzę Zakonu Krzyżackiego, w sercach wciąż pozostawali wierni dawnym panom: Słońcu, Księżycowi i Ziemi. Najświętszym miejscem pruskich plemion, ukrytym przed wzrokiem najeźdźców, była świątynia w Romowe. To tam, w cieniu wiekowych drzew, rezydowali potężni bracia: Perkun – władca gromów i Ugnis – pan świętego ognia. Pewnego dnia bogowie ci, chcąc sprawdzić wierność swego ludu, przybrali postać zwykłych wędrowców. Przemierzali pruskie ostępy, zaglądając do wiosek i świętych gajów. Perkun kroczył z podniesionym czołem i uśmiechem, widząc, że wiara przodków wciąż tli się w sercach ludu mimo krzyżackiego panowania. Ugnis jednak chmurzył się z każdym krokiem. Jego bystre oko dostrzegło, że w wielu gajach święte ogniska przygasły, a opieka nad żywiołem ognia zeszła na dalszy plan. W sercu boga zaczęła kiełkować zazdrość i uraza. Tymczasem na ziemiach tych pojawił się nowy cień – komtur krzyżacki Mirabilis. Podstępny ten rycerz, władający z drewnianego zamku Lenceberg nad Zalewem Wiślanym, uknuł plan okrutny i krwawy. Rozesłał posłańców do najznamienitszych pruskich rodów, zapraszając wodzów i starszyznę na wielką ucztę. Obiecywał pokój i braterstwo, a zwabieni wizją końca walk, Prusowie przybyli tłumnie, nie przeczuwając zdrady. Stoły ugięły się od jadła i napitków, a gwar rozmów wypełnił salę biesiadną. Lecz gdy uczta dobiegała końca, a umysły gości były już mętne od miodu i wina, Mirabilis wraz ze swoją świtą chyłkiem opuścił komnatę. Na jego znak ciężkie wrota zatrzasnęły się z hukiem, a rygle opadły. Po chwili pod drewniane ściany podłożono ogień. Gdy pierwsze płomienie zaczęły lizać ściany, a dym gryźć w oczy, Prusowie zrozumieli, że znaleźli się w śmiertelnej pułapce. W obliczu straszliwej śmierci, ich głosy zlały się w jeden potężny krzyk rozpaczy. Wznosili modły do potężnego Perkuna, błagając go o ratunek przed żarem, który trawił ich ciała. Perkun, będąc wciąż w pobliżu, usłyszał wołanie swego ludu. Jego serce ścisnęło się z żalu, lecz nie miał władzy nad płomieniami. Zwrócił się więc do towarzysza: — Bracie Ugnisie! Powstrzymaj żarłoczne języki! Nie pozwól, by ten zdradziecki ogień strawił naszych wiernych! Lecz Ugnis, pamiętając zaniedbane paleniska w świętych gajach i słysząc, że konający wzywają tylko imienia Perkuna, odwrócił wzrok. Zazdrość o sławę brata, którą ten cieszył się nawet wśród dalekich Słowian, zaślepiła go. — Nie do mnie wołają, więc nie ja im pomogę — rzekł chłodno, pozwalając, by pożoga dokończyła dzieła zniszczenia. Widząc nieugiętość brata, Perkun podjął błyskawiczną decyzję. Nie mógł ocalić ciał, które zamieniały się w popiół, lecz mógł ocalić to, co najcenniejsze. Zanim ostatnie tchnienie uszło z piersi Prusów, bóg gromu chwycił ich dusze i przeniósł je w pobliskie, potężne dęby. Drzewa, przyjmując w siebie cierpienie płonących ludzi, w jednej chwili zmieniły swój kształt. Ich pnie powykręcały się w agonii, a konary skurczyły, przypominając ramiona wzniesione w błagalnym geście. Od tamtego strasznego dnia, żaden Prus nie ważył się podnieść siekiery na te sękate dęby. Wierzono, że drzewa te czują ból tak samo jak ludzie, a w ich wnętrzu wciąż żyją zaklęci przodkowie. Zniszczenie takiego dębu skazałoby duszę na wieczną, mściwą tułaczkę po świecie. I choć minęły wieki, a po zamku Lenceberg nie został nawet kamień, gdzieniegdzie na dawnych pruskich ziemiach wciąż stoją samotne, powykręcane dęby. Mają już ponad tysiąc lat i wciąż szumią dawną pieśń. Gdy mijasz takie drzewo, wstrzymaj krok i pochyl czoło. Pamiętaj, że nie są one naszą własnością. Należą wciąż do dusz, które przetrwały ogień zdrady.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...