Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 01.02.2026 w Odpowiedzi
-
na głowie nosi się kapelusz, a nie czyjeś oczekiwania kapelusz chroni przed słońcem, deszczem i cudzym ‘a może’ i to jest puenta, która nie prosi o zgodę12 punktów
-
Wiosny wyczekuje, stęskniony maluszek. A do mnie już przyszła, więc czekać nie muszę. Nie zerkam przez szybę raz po raz za słońcem. Mam czego trzeba, mam wszystko w końcu. On jeszcze nie wie, że czekać nie musi. Wiosna tak przyjdzie i obudzi duszę. Skoro wystrzeliły listeczki z cebulki, znaczy tylko jedno - teraz będzie "z górki".9 punktów
-
woda , światło , miłość to chyba przepis na niebo światłość ludzka opiera się na człowieku jego marzeniach i dążeniach dzisiaj mróz woda stoi i tylko trochę białego śniegu daje odblask8 punktów
-
pośród szelestu w bieli prześcieradła z delikatnością i pokorą splatamy dłonie nad złote rumieńce tam gdzie rzęsy pierzaste jak liście pieprzu wodzą na pokuszenie i tam gdzie błysk oczu w którym można na nowo zobaczyć świat w tych drobniutkich kropelkach co sączą się w usta mleczną poświatą twoich ud7 punktów
-
Gdy mi się dzisiaj rozsypał wokół cukier, co wcześniej był w cukierniczce, to ułożyłam się przy nim z boku. Teraz jesteśmy razem w rozsypce.7 punktów
-
Patrzymy sobie w oczy - już po raz ostatni. A Zapierzchłe usta zlizują smak brudnej rdzy, ssąc wodę z kałuży wytopionego śniegu. Śmierć milczy nad nami, jak nienawiść i rozkaz, które rzuciły nas przeciw sobie na wojnę. Teraz tylko powolny rozkład tkanek w trumnie mundurów - pogodzi nas między brzegami snu.6 punktów
-
Przeczytałem. Leżała na wierzchu - jak oskarżenie. Zarzucasz mi pewność, która odbiera ci język, ale to twoje milczenie jest najbardziej pewne siebie - daje ci prawo być ofiarą. Jesteś księgą, której nie mogę przeczytać do końca, bo zmieniłaś w niej alfabet. Boję się przyznać, że przestałem rozumieć treść - choć wciąż kocham okładkę i zapach kartek. Moja cisza to lęk przed potknięciem o słowo, które mogłoby zburzyć wspólnie ulepiony ład. Chciałaś rozdzierać powietrze, a więzisz swoje słowa! Czysta przemoc - kartka nie oddaje ciosów, nie ma twarzy, nie potrzebuje bliskości. Zacznij krzyczeć! Chcę usłyszeć.5 punktów
-
kupiłam szpilki - za ciasne pięty krwawiły przy każdym kroku chciałam je zdjąć iść przez miasto boso przerwać ten ból ale spojrzałam w okno witryny wyglądałam w nim zbyt ponętnie by przestać cierpieć wiem jak kochasz ten stukot5 punktów
-
przecież nie wyrządziłeś krzywdy galaretce każąc jej czekać aż posmakujesz tego co spina delicję w całość5 punktów
-
Chciałbym dać Tobie spokój, ale bez odchodzenia w mrok samotnych nocy. Chciałbym Tobie dać ten świat ukryty w moim oku, ale boję się demonów, niemocy. Boję się śmierci nie mając Ciebie u boku i że przedtem nie sprawdzimy jak to się potoczy. Postawić raz wszystko na nasze rozświetlone dusze w mroku, by poczuć coś ponad ten wymiar w którym nie potrafię czytać znaków - mam tylko Twoje oczy.5 punktów
-
W szufladzie, pod stosem spraw beznadziejnych, Śpi kartka zżółknięta, milczący mój świadek. Głos pełen słów głośnych, a jednak bezdźwięcznych, Mój błąd najstraszniejszy, mój serca upadek. Pisałem go nocą, gdy lęk dławił krtań, By zdążyć przed świtem, co wszystko zabiera. To miało być wyznanie, to miała być broń, Lecz dłoń mi zadrżała – i drży do teraz. Dziś żałoba nie nosi czarnych koronek, Ma kolor tuszu, co wsiąkł w nią głęboko. To niewysłany list, co na dnie szuflady drzemie, I łza, co na zawsze uwięzła pod powieką. Mogłem Cię zatrzymać jednym mądrym zdaniem, Zanim czas postawił kropkę nieodwołalną. Dziś karmię się ciszą i szeptów konaniem, Pustką po słowach, co stały się skalną… Świat pędzi, lecz dla mnie zegary stanęły, W tej jednej sekundzie, gdy papier zgiąłem. Wszystkie me szanse w tej kartce zasnęły, Bo bałem się prawdy – i tak Cię straciłem. Dziś płaczę nad listem, co nie zna adresata, Nad tym, co mogło zakwitnąć, a zwiędło w połowie. Najcięższym ciężarem na końcach tego świata Jest to, czego już nigdy nikomu nie powiem.5 punktów
-
nie jestem smutny tak wygląda świat gdy na niego patrzę ludzkie trwanie bez historii bez przyszłości jeszcze tu są życie wciąż krąży w zaciśniętych ustach w niewidomym oku celestyny w chudych palcach gitarzysty jeszcze tu są lecz inna już ich porwała rzeka5 punktów
-
,, Ubodzy duchem mają wstęp do nieba…,, Psalm bramą miłość bliźniego bogaci spełniamy sny zamykamy się w pięknie jakie otacza znaleźliśmy klucz do szczęścia los był łaskawy chronimy nasze gniazda a świat świat to i szarość tam często bliźni w ciemności jesteśmy jak ziarno kwitniemy dla niebia nie sami z siebie potrzebna jest gleba bliźni miłość do niego dzieląc się szczęściem otwieramy się na łaskę nieba 2.2026 andrew Niedziela, dzień Pański4 punkty
-
Wśród słodkich malinek Wąż urządził odpoczynek Głodny był więc żabę złapał I pod krzakiem se zachrapał Bo jak wiecie drogie dzieci Słonko czasem mocno świeci I w malinach, pośród cienia Poszukał schronienia Następnym razem Wyśpi się pod głazem I tam cień będzie, i bezpiecznie A to ważne jest koniecznie Lubi odpocząć po jedzeniu Gdy ulegnie zmęczeniu A żywi się żabami Czasem też myszami Zje rybkę, ptaszka Trafi się i ważka Jak głodny to nie wybrzydza Ale czy zje rydza? Jak już wiecie Dużo dziwów jest na świecie Rąk i nóżek nie posiada Syczy raczej niźli gada Ciało pokryte ma łuskami Często z zygzakami Długi, smukły – wygląda jak rurka Po jednej stronie dziurka Tam zęby jak noże ostre Zakrzywione albo proste Od gatunku to zależy Gdzie jaki ząb leży Jadowite, dusiciele Prawda, że niewiele? Więc jak pani w przedszkolu Zapyta: Stasiu, albo Olu Co to jest wąż i czym się żywi To eksperci jesteście prawdziwi4 punkty
-
A jeśli zaćmę miałbym na sercu, oczach i umyśle miłość bym dzielił z truskawkami, zachodem słońca, wyglądem kobiet i siedziałbym przed internetem samotnie, aż wino zamknęłoby końcówki mych powiek A jeśli mgła wokół mnie by krążyła winnych bym szukał swoich nieszczęść i projektowałbym ich smutek wdychając fetor niczym sąsiad - więzień A jeśli w końcu Miłość mi zetrze tę niewidzialną ego ślepotę, wówczas pomogę wrogiemu kłamcy i przez Parakleta wrócę na Drogę I jeśli wszyscy, których kochałem znajdą się kiedyś na miejskim cmentarzu Nie będę sam modlił się, śmiejąc, czekają na mnie na Drugim Brzegu I mam nadzieję o Piękny Panie, że zawsze będę klęczał z pokorą i czując Świętych w sercu i Niebie odrodzę się łącząc się z Tobą Bukłaki mając pełne nadziei bez Judaszowej beznadziei kroczę wśród burzy, gdy tak wielu biegnie dziękując, że „jestem” nie nadaremnie4 punkty
-
Zaufałam. W gorączce lipca, gdy Słońce oślepiło mnie blaskiem. Nie sądziłam, że tak szybko gwałtowność nieba przyniesie burzę i chłód.3 punkty
-
3 punkty
-
mówią że cisza nie boli ale nie ta która sama alejkami spaceruje ona tam mocno cierpi że aż ją słychać jak płacze tylko krzyż ją rozumie który to miejsce ozdabia3 punkty
-
,,Bo nie jest światło, by pod korcem stało...'' - C.K Norwid Ballada o Zasłużonym I Siedząc tuż przy ognisku, legend wznosi się żar W wielkim przejęciu milczenia, Szukając tych słów uwielbienia, By uczcić tych, którzy przynieśli wolność i dar, Wtem jeden starzec wstaje, wolno wzrokiem wodzi, Wy nie znacie - rzekł - legendy, O tym, jak mężny człowiek przez ciemne losy brodził, To prawda, a nie bajędy! II Był pewien to młodzieniec, ni bogactw, sław żądny O wielkim sercu, wielkiej dumy, Na tę krzywdę ludzką czuły, Zawsze był on daleko, od każdej tej wojny, Bo gdy oni topory gotują na potyczki, Ludzie od brawury krwawią Błędne drogi swe sławią On jeden znał na ślepy gniew skuteczne odwyczki, III Że jego ta Kraina, jego ta rodzima W krew, topory, broń bogata, Plemię wojów, gdzie rządzi Sarmata, Nie ma wsród nich Ateny, co by ich broniła, Jak żyć w takim narodzie? O krwi tej wampirzej? Gdzie brat bratu jest katem, Gdzie zło mieni się światem, A każdy dzień wygnania jest do prawdy bliżej. IV I runął gmach tej dumy, własna krew zburzyła, Bo rządził okrutnik, Sarmata, Zgubiła krwawa krucjata, Aż ta mgła zapomienia ten naród spowiła. Nie zapłaczą już po nich, nie wniosą moditwy, Cała chwała w gruzach legła Gdy Śmierć wreszcie ich dosięgła, Zostały tylko zgliszcza posród wielkiej bitwy. V On - Ateny wybraniec - przeżył te wojenki, Swą Dolinę Krwi zostawił, Głos Bogini go wyprawił, By w siłę przemienić te jego mroczne męki, Mijał państwa dumne, gdzie zdradę w złoto kuto, Gdzie kamień serca otula, Gdzie wicher Śmierci hula, Wtem kłamstwem i mrokiem już dusze im zepsuto. VI Mijał, mijał Krainy, Nawii i Tartaru, Tam gdzie czas w pył się obraca, Skąd nikt żywy nie powraca, Tam pod osłoną nocy braknie Nieba daru, Wtem on stanął i widział - jak gniew wszystkich zaraża, Jak dzuma, co szła z obcych stron, Niosąc ze sobą mroczny zgon, Lecz zdrowe serca twardo trwają u ołtarza. VII Dotarł więc do Krainy, co dotąd spokojna, Gdzie nikt nie znał tam oręża, Gdzie prawo zło wciąż zwycięża, Wnet z oddali już wyła ta Horda potworna. Nadciągali ci Siewcy, tej wielkiej Zarazy, Ich atrybutem bułaty, Pod nimi rącze bachmaty, Kurz ich kopyt okrywa ostatnie Oazy. VIII Wybuchła wielka trwoga, ludzkie serca mrozi, Krzyk rozpaczy po domach grzmiał, W drżących dłoniach miech każdy miał, Bo czuli, że ich życiom - pewny koniec grozi, Wtem modły swe wznosili, klnąc swe srogie losy, Szykowali się do boju, Wsród wielkiego dusz roztroju, A z ziemi wznosiły się, ku Niebu ich głosy. IX Wtedy wyszedł przed hufce, spokojny i blady, Chcąc uciszyć ten Chanów szał, Bo w duszy moc Bogini miał, By zamiast mieczem godzić - udzielać im rady, ,,Stójcie!'' - krzyknął, gdy blask Jej - sumienia ich budzi, Wszak krew ta bratnia wciąż płynie W szaleńczej świata godzinie, Mordu waszego pycha - Niebios ład przetrudzi! X Ugięli kark Chanowie, strachem pokonani, Gdy blask Jej ich już przeraził, Gdy duch ich się przeobraził, Padli twarzą na ziemię, Atenie oddani, Mędrcy, słysząc Bogini, co przezeń wołała, W tym, czym go wieczny los darzy, Wyżej niż trony cesarzy, Zasłużonym go zwali - Śmierć przy nim skonała, XI I nastał czas pokoju, co krew dawną zważył, Gdy radą swoją ich wspierał, Złe myśli z serca wypleniał, By nikt już o pożodze i rzezi nie marzył. Dla Chanów był jak Ojciec, mędrców żywe Prawo. Złączył ich jeden wspólny trud, Ocalić każdy świata lud, I rządzili tą ziemią - wspólną chwały nawą.3 punkty
-
w progu światło to przeszedł dzień w środku wiersza niezgaszona lampka i kilka przebudzonych słów za oknem powtarza się jedno i drugie cień miasta przedziera się przez żaluzje słońce drapie się w moje czoło3 punkty
-
Puste półki jak z k.....Syn Trochę seksistowskiego hip hopu O którym nikt nie wie W realu jestem za grzeczna Talerze, spodki wszystko dobrze tnie powietrze na romby, tańczące romby Jeszcze! Jeszcze! Tańczcie szalone struktury Dzikie i nieposkromione Ja się zapadnę i zjem później Bardzo dużo później. Nie ma na czym jeść Siedzę w fotelu milcząc Umiem tak robić podczas chodzenia i słów.3 punkty
-
Życie w życie W życiu jak w życie - Można się schować i pobuszować, na jednej nodze stać, na wietrze balansować albo w bezruchu trwać. W życie jak w życiu - ziarenko kiełkuje, mrówka podepcze ukradkiem, ptak ziarno wydziobuje, kłos chwieje się ostatkiem. Słońce sił dodaje, a noc je odbiera. Żyto życiem się staje, życie żytem umiera.3 punkty
-
@Charismafilos dzìęki, że jesteś. @Radosław przeszłam, jak każdy przez coś prędzej czy później ;) @hollow man lubię szczerość, u siebie i innych. @violetta za dużo samodzielności i domu odziera z kontaktów. Kino może jest po to, żeby pobyć w innej przestrzeni. ;) @Berenika97 tak. Dziękuję. @tie-break dwa pierwsze wersy to za mało do interpretacji relacji. Nawet jak się robi wszystko samemu to i tak nie o to chodzi. Puentą jest cała ostatnia zwrotka. @Marek.zak1 ścisksm sąsiedzie. Ciągle jeżdżę koło Ciebie, jakby to byĺa podstawowa ulica w okolicy. Ale chyba jest :D @Whisper of loves rain to miłe, że zrozumiałeś i pochwaliłeś. Dziękuję.@Waldemar_Talar_Talar Są takie chwile. Wnioskuję Waldku że też je znasz. @Christine ja też go lubię, za prostotę i otwartość. Drodzy, dziękuję za lekturę. Ciekawa jestem, czy ktoś piosenki odsłuchał. Brzmi mi w pamięci refren, ale to moje, więc nie mam pewności, że w innych zostaje. Dobrego, słonecznego dnia, bb3 punkty
-
Do niczego się nie przyznawaj. Uciekaj. Ciepła letnia noc, światło powietrza wypełnionego neonami lateksowego blasku. Przeczekaj. Tatuaż kroczący czarnym kształtem skorpiona. Doskocz. Szklanka rozbita na twarzy, nie pierwszy raz, jak deszcz w pamięci drzewa. Pozostań. W pętli. Spojrzenie salamandry, okaleczonej brzytwą wyostrzoną o krawędzie zaciśniętych pięści. Odejdź. Ostatnia pieczęć. Siódma.3 punkty
-
Stańmy obok tego drzewa. Spójrz jak spada na nie milczący krajobraz. Milczące niebo prószące mżącymi kryształkami lodu. To drzewo jedyne. Samotne. Gdzieś w polu nieskończonej pustki. I gdzieś w pół drogi, kiedy idę: Ty. I znowu: Ty. Te skrzące się drobiny osiadają na twoich rzęsach. Na moich. Naszych włosach. Oprószają srebrem skronie. I dłonie, kiedy wyciągamy je do siebie w rozterce i trwodze nieubłaganego czasu. Nie słychać niczego. Nawet wron, które zazwyczaj uświadamiają nam swoją obecność. W dalekich odgłosach grzęznących w gąszczu chropawych, brudnych nawoływań… Chodźmy. Pójdźmy. Gdzieś. … dokądś... Gdzie nie spojrzeć, olśniewająca biel. Tak bardzo lśniąca, że aż oślepia. I rani. I ta biel rozwija przeogromne skrzydła milczących oceanów. Oceanów westchnień idących skądś, dokądś… - znikąd i donikąd… Jakby ze snu wychodziły czyjeś oddechy, niknące w oddali. W jasnej przestrzeni nieskończonego śniegu padającego miękko. Coraz więcej na gałęziach i dłoniach mrozu. Na twarzy mojej i twojej. Na źrenicach naszych… Kiedyś tutaj, latem… Lecz teraz nie ma niczego. I chyba nigdy nie było. Bo gdzie spojrzeć, jedynie biel skrzypiąca pod stopami. Mżąca w spojrzeniach zlęknionych pustką. Wszechpotężną, bo obojętną. Wzgardzającą nami. Otulającą coraz bardziej mrozem. Nic nie mówimy. I chyba nigdy nic nie mówiliśmy. Bowiem zamarzły nam w tej obojętności usta. Szronem okryte. Śmiertelnie blade. I twarde jak kamień. Błyszczące… Lecz cóż mogłoby z nich ulecieć w przestwór? Jedynie ciche, zalęknione metafory. Wytarte jak okładka starej książki. Rzucona w kąt ciemnego pokoju. Już niczyja. Pokryta kurzem i srebrną pajęczyną smutku. Widzisz? Spójrz. Jesteśmy samotnie nadzy w swym jasnowidzeniu. Przejęci chłodem i ciszą. Co przed nami? Kamienna nicość. Dwa kamienie. Skute lodem lśniące obeliski... (Włodzimierz Zastawniak, 2026-02-01)2 punkty
-
Jego prekursorem był Le Corbusier Tworzył bryłu z surowego betonu Takie jak np. Boston City Hall Ciężkie, monumentalne, strukturalne Geometryczne kształty i minimalizm Surowość designu pod każdym względem Jak w filmie z Adrienem Brodym Ta bezpośredniość i szczerość formy Rozwinęła się w latach 50-70 tych Liczyła się architektura i estetyka Ten kontrowersyjny nurt powstał Na potrzeby rozwoju miast i technologii Z punktu widzenia filozoficznego Konstrukcja jest równa estetyce Cechują go masywne, ciężkie bryły Wyraźne często kanciaste formy Najczęściej łączony ze stalą i szkłem Estetyka oparta na formie i braku zdobień...2 punkty
-
kolorowa cerata ani biały obrus ba nawet bukiet polnych kwiatów nie upiększy tak kuchennego stołu jak najzwyklejsza kromka chleba w koszyku2 punkty
-
29. Pobojowisko (narrator: Agrianin) 1. Krew miesza się w piachu — tam już nie ma Greka ani Persa. 2. Ranny przy drodze, oczy jak u zwierzęcia złapanego w sidła. 3. Nie drżyj, żołnierzu: w twoim wzroku widzę własny koniec. 4. Ostrze znalazło serce — bez gniewu, bez modlitwy. 5. Jeśli patrzą bogowie, to bezradnie jak ludzie. 6. Zamknąłem mu oczy — gest bez znaczenia, w świecie bez znaczeń. 7. Odcinam palec z pierścieniem. Nie gniewaj się. Złoto przeżyje nas obu. 8. Idę dalej — z kieszeniami pełnymi łupów i jednym wspomnieniem. cdn.2 punkty
-
będąc w koreańskim kinie, na chwilę... układam płatki wiśniowe w deszczu bosych stóp w powietrzu pachnącym bulionem wije się makaron na niebieskie palce nawleczony wśród oczu czarnych spokojnych jak dusze przewijam minuty filmu a one mówią że przesyt jest niezdrowy2 punkty
-
Księżyc i gwiazdy Gwałtowny oddech Świat nie kończy się Na twoim słowie Ani na szybkim podnieceniu Totalne rozbicie...2 punkty
-
gdzieś daleko dalej niż noc uśmiech ze smutkiem kłócą się o to kto racje ma uśmiech się uśmiecha mówi bracie to ja mam klucz do bram gdzie nie ma łez smutek zaś się chwali to ja cierpieniem i bólem szpecę twarze ty tak nie umiesz podsłuchało to stare drzewo powiedziało nie kłóćcie sie każde z was ma racje kto jak kto ale ja to wiem życie bez was to pusty sens to wiecznie zimny wiatr warkocz bez splotu trudny wiersz2 punkty
-
@hollow man Chyba najbardziej boli nie to, co było złe — tylko to, że nigdy nie dowiemy się, jakie było naprawdę. @Berenika97 Dziękuję. „Relikwia” to bardzo trafne słowo — dokładnie tak chciałem, żeby ten list istniał w tekście: jako coś, czego się nie otwiera, tylko nosi. @Christine Dziękuję. Strach potrafi udawać tarczę, a zostawić po sobie ranę. Pozdrawiam.2 punkty
-
@Berenika97 Bardzo dziękuję!!! Trafnie napisałaś, że śmierć wszystkich zrównuje. Chciałem, żeby Agrianin zachował człowieczeństwo, jeszcze długa droga przed nim. Pozdrawiam @Christine Serdecznie dziękuję !!! Mądrość nie chroni. Tylko liczy rany bez zdziwienia. Grot leci prosto, póki wiatr nie zachichocze – oto cała prawda. Możesz znać mapy, lecz kamień pod sandałem napisze twą historię. Pozdrawiam :)2 punkty
-
Gdzieś w pięknej dolinie U podnóży Alp szwajcarskich Stoi mały drewniany domek Gdzie czas stanął w miejscu Gdzie woda płynie strumieniami Gdzie ludność jest przyjazna Gdzie każdy dzień jest błogi Gdzie pasą się owce i krowy Gdzie krajobraz jest oszałamiajacy Gdzie jesteśmy znowu razem Połączeni jak niegdyś i zakochani To nasz wymarzony dom, Pełen dzieci, miłości i szczęścia A tym domem jest raj....2 punkty
-
ono stawia kroki we mnie skwer marina bulwar stara podstawówka stara miłość wódka2 punkty
-
nie byłem dziś w najlepszym nastroju coś mi w głowie wibrowało zatrzymałem się zaniepokojony pojawił się przy mnie obłok spojrzałem na niego otoczył mnie i porwał znalazłem się w przestworzach zamknąłem oczy nie nie światło mnie oślepiło ale obrazy jakie zobaczyłem oswajałem myśli przesunięcie czasu było o minimum dwadzieścia lat to tam zobaczyłem JĄ nie nie ze mną czy to możliwe przecież ... bałem się otworzyć oczy stałem oparty o drzewo w parku przechodnie nie zwracali uwagi a ja ja rozważałem w myślach czy można coś zmienić postanowiłem to zrobić siłą woli nawet gdybym miał nie wrócić do rzeczywistości powoli otworzyłem oczy poczułem że moja jaźń przenosi mnie w inny wymiar zauważyłem moje drugie JA stojące obok nie tylko potrafi się przemieszczać ale sterować urządzeniami zapisu czasu podeszło do najbliższego transmitera skasowało malutką sekwencję niechcianych obrazów i wróciło do mnie myślę że te sceny zniknęły z przeszłości wróciłem do parku postanowiłem opuścić to miejsce pomyślałem o NAS nie wspomnę o tym będę… starał się być jeszcze bliżej Ona jest taka … 1.2026 andrew Sobota, już weekend2 punkty
-
2 punkty
-
@Berenika97 Drugie dno tej historii - to lisek zjadł słoninkę, a nie wróbelki:-) Dziękuję i pozdrawiam serdecznie ☺️ @Jacek_Suchowicz Bardzo ładna wersja:-) Początkowo miało być dla dzieci;-) Dziękuję i pozdrawiam:-) @Rafael Marius Wstrętny, ale też coś jeść przecież musi:-) Dziękuję i pozdrawiam ☺️ @Amber Bardzo się cieszę ☺️ Pozdrawiam i dziękuję za odwiedziny:-) @wierszyki Oryginalna, świńska słoninka;-) Dziękuję i pozdrawiam 😉 @Kwiatuszek @Sylvia @piąteprzezdziesiąte @infelia @Whisper of loves rain @huzarc Dziękuję bardzo za czytanie i serduszka☺️ Pozdrawiam cieplutko każdego z osobna!2 punkty
-
Życie Pobladłe drzwi zatrzaskują przestrzeń. Mdlejąca klamka ugina się ze strachu. To mógłby być pokój dziecinny z pluszowym misiem i lalką na biegunach. Codzienność, zamieniona w dorosłość, krzyczy – stęka dębowymi sękami. Ułożona w formę do straszenia dzieci i staruszków przykutych wzrokiem do łóżka, do zasłonek, do różowego kubka z rurką. Życie toczy się pomiędzy – jak kulka po drewnianej podłodze, od kołyski do trumny. Spaceruje między drzewami pełnymi ptaków, wiatru i słońca. Samotnie. A przecież można nacisnąć guzik, nie patrzeć na mdlejące drzwi i pobladłą klamkę. Wysiąść jak na przystanku na żądanie i pobiec w pole, za motylami, do lasu dębowego – zanim zrobią z niego trumnę.2 punkty
-
Popatrz jak ładnie świeci Księżyc dla dziwek Dziwne, zadziwione Istoty bajkowe Rozsądku za grosik Takie maleństwa słodkie Mają oczy Gdzie mają oczy? Nie mów że nie mają jak trzy mądre małpy Znają się na rzeczy W trójcy jedynej prawdziwej Nie widzieć Nie słyszeć Milczeć2 punkty
-
Każdego jednego roku, ten sam rozkaz z dowództwa. Głupi, niedorzeczny i zupełnie pozbawiony sensu. Celu również. Bo od zarania ta droga jest zamkniętym szlakiem. A dla miejscowych jest drogą do samego piekła. Nie wychynie na nią nikt z pobliskich wsi. Choćby ją wybrukować studolarówkami a żwir zamienić na bryłki złota. Konie płoszą się gdy tylko poczują jej dotyk pod kopytem. Samochody psują się lub zachłystują nagłym odcięciem paliwa. Nie ma śmiałka co przemierzył Lincoln Road na stopach. A jeśli nawet kto kiedy próbował, to jego szkielet pewno nadal bieleje pośród dzikiej kniei lub w nurcie potoku Manson. Droga oficjalnie figuruję na mapach i przewodnikach. Mało tego, byłaby świetną, miejscową atrakcją. Lecz nikt nie chce igrać z siłami, których w pełni nie potrafi wyjaśnić. Z żywą legendą o starych czasach. Dziś jest ten szczególny dzień w kalendarzu. Dwudziesty siódmy grudnia. A kto tego dnia utknie na Lincoln Road, szczególnie niedaleko mogiły i starego mostku na Manson. Ten jest stracony dla świata. Jest to tak niedorzeczna acz wryta w świadomość miejscowych legenda, że od przeszło dwudziestu lat, wojskowi z pobliskiej bazy trzymają wartę na całej jej długości w tym jednym dniu. Od kilku lat panuje spokój, choć różnie bywało. Wiele patroli przepadło bez wieści. Odnajdywano po nich broń, mundury, czasem zbłąkane i przerażone konie. Inni odnajdywali się po wielu tygodniach lub nawet miesiącach. Odarci nie tylko z ubioru ale i zmysłów. Lądowali w szpitalach dla obłąkanych. Bredzili w kółko o Lincoln Road. O mostku na Manson. O postaci, która pojawia się na jego spróchniałych deskach, dwudziestego siódmego grudnia. O masakrze z czasów secesji. O dziejach przeklętej kompanii konfederatów. Może to tylko głupia legenda. A może fakty w postaci zaginionych i pomylonych żołnierzy, są dostatecznym dowodem ku temu, że w te końcowe dni roku, patrolowanie Lincoln Road jest koniecznością. Dla spokoju duszy i sumienia żyjących. Był to ich ostatni nawrót, niedaleko rogatek Pinehead w stronę mostku. a dalej za nim Lincoln wpadała i kończyła się na międzystanowej ku Chesterfield. Tam klątwa i legenda już nie sięgały. Wieczór przechodził powoli we wczesną noc. Śnieg znaczył drogę szeroką, białą wstęgą. Nie było go wiele. W tym roku zima nie przyszła jeszcze w całej swej pełni. Światła ich ciężarówki wrzynały się jak noże, daleko w pustą przestrzeń. Las wydawał się wtedy jeszcze mroczniejszy i pełen złych przeczuć i istot, którym zupełnie nie w smak była obecność ludzi. W szoferce jechało ich dwóch a pięciu pod bronią jechało na pace pod płachtą z brezentu. Na figlarzy, głupców i rozbójników wystarczy, lecz czy takie środki będą skuteczne na przeciwdziałanie klątwie. Żaden z nich wolał tego nie sprawdzać. Pokonali ostrożnie, wyboisty łuk i wyjechali naprzeciw zjawisku, które całkowicie ich zaskoczyło. I nie, nie było to nic nadprzyrodzonego. Wręcz przeciwnie, były to rażące ich światła osobowego wozu zaparkowanego na poboczu. Obok otwartych drzwi od strony kierowcy, dostrzegli ludzką postać, gdy oświetlił ją błysk reflektorów, żołnierze rozpoznali w niej nie potwora a niewiastę o bardzo przerażonej lecz naznaczonej ulgą ratunku minie. Zatrzymali się praktycznie u jej stóp. Wysiedli dopiero po dłuższej chwili. Nie byli pewni w środek czego tak naprawdę trafili. Jadąc tym odcinkiem pół godziny wcześniej natrafili tylko na pustkę. Czy kobieta była tu zupełnym przypadkiem? A może słyszała o tym co dzieje się tutaj w tym dniu i szukała mocnych wrażeń. Jedno było pewne. Nie znali jej, więc nie mogła pochodzić z Pinehead. A do tego jej samochód był wyssany z paliwa do cna. Gdyby wjechała tutaj godzinę później, musiałaby wracać na własną rękę przez las i uważać na postać jeźdźca zza plecami. Mogła to być też podpucha albo pułapka. Nie mogli tego wykluczyć. Kapral wysiadł pierwszy i uderzył kilka razy otwartą dłonią w karoserię dając znak tym z tyłu by ich osłaniali. Nie minęła nawet minuta a już muszki pięciu garandów były wycelowane w przerażoną kobietę. Nie wyglądała jakby zamierzała walczyć a raczej uciekać gdzie pieprz rośnie. Nie przejmując się wycelowanymi w siebie karabinami, rzuciła się z płaczem ku kapralowi. Nieważne dokąd prowadzi ta przeklęta droga ale chcę jak najszybciej znaleźć się jak najdalej stąd. Zabierzcie mnie stąd błagam. Kapral dał jasny sygnał by opuścić broń. Wykonali rozkaz. Lecz nadal byli w niemałym szoku, że w tym dniu natrafili tu na żywą osobę. Niech Pani wsiada czym prędzej do szoferki, droga jest zamknięta … szczególnie dzisiejszej nocy… po drodze wszystko Pani nam opowie. Niestety na wstępie zaznaczę, że jesteśmy zmuszeni dokończyć wykonanie patrolu. Przejedzie z nami Pani jeszcze kilka kilometrów do drogi stanowej a potem zawrócimy do Pinehead gdzie zostanie Pani u nas w bazie. O samochód proszę się nie martwić. Odholujemy go jutro za dnia do Pinehead. Kobieta wpadła w histerię już po kilku pierwszych słowach kaprala. Wracać do drogi stanowej!? Przez ten stary most, który mijałam jadąc tu!? Więc proszę mnie zastrzelić tu i teraz, bo nie wrócę na ten most choćby i z uzbrojoną po zęby dywizją wojska. Zresztą na nic Wam te śmieszne karabiny. Tam mieszka coś, czego kule się nie imają. Zastrzelcie mnie albo zostawcie tutaj. Wolę czekać na śmierć tutaj, niż jechać prosto w jej objęcia. Jeśli wjedziecie na most, nie wrócicie już. Macie moje słowo. Byliśmy na nim tylko tego dnia co najmniej dziesięciokrotnie i jak widać żyjemy. Boi się Pani w nagłym szoku, własnego cienia. A cieni nie należy się bać. Cienie to cienie. A jeśli to cienie przeklętych dusz!? Widziałam ich jak teraz widzę Was. Kompanię pod bronią, lecz bez głów. Nie wrócę na most. Nie ma Pani wyjścia. Mam rozkaz odstawiać wszelkich cywili do bazy tak by nikt nie włóczył się po tej drodze. Nic dziwnego to przeklęta droga! Niebezpieczna i stara, ze skruszałym mostem, który grozi zawaleniem. Pilnujemy porządku a nie śledzimy duchy droga Pani. Dał znak dwóm podkomendnym a Ci bez zbędnych wyjaśnień i ceregieli, siłą wrzucili wręcz kobietę do szoferki. Poza wzrokiem kaprala ale jeden z nich wracając na pakę dyskretnie się przeżegnał i ucałował krzyżyk zawisły na szyi...1 punkt
-
1 punkt
-
@FaLcorN To jest przenośnia :) @Bożena Tatara - Paszko Bożena Tatara - Paszko, dziękuję :)1 punkt
-
Nie Marku, to jest raczej o nie wchodzeniu na głowę, pozdrawiam : @Jacek_Suchowicz Jaki znów orzech, to nawet nie jest pestka, pozdrawiam :)1 punkt
-
1 punkt
-
Widziałam taką Panią co pękneła Madzia wiesz trzeba tak średnio jeść Czterolat wie czego ja nie Ja chcę wierzyć Taki prosty krzyk Między poduszką a niebem Czterolat wszystko dobrze wie Wie czego ja już nie wiem Madziuś a co to za wiersz Ona tak pękneła Tak puffff i jej nie ma1 punkt
-
W przedszkolu, w mieście M. pluszowy miś leży samotnie z urwaną nogą. Na nikogo nie czeka. Cieszy się, że zostało mu oczko. Może spoglądać na okaleczony rysunek: słońce bez promieni, drzewo bez liści, dziecko bez twarzy, nie zdążyło dorysować mamy. Nie płacze, nie pyta, przytula lalkę, rakieta urwała głowę. Krzyk zamarł w porcelanowym gardle, gdy pękło powietrze. Ktoś policzył pociski z żelazną precyzją, lecz nikt nie zważy ciszy, która po nich została, ciężkiej jak gruz, zimnej jak strach.1 punkt
-
on wydziela grosze i czułe słowa odrzuca połączenia przed uczuciem się chowa anuluje obietnice ona wyrzuca go z serca nadziei już nie ma tęsknić nie umie na czułość brak miejsca ucieka w marzenia codzienny dramat się rozgrywa kurtyna nie opada krytyk teatralny milczy wie że ten spektakl nigdy nie zejdzie z afisza.1 punkt
-
Warmia - kraina w czerwonym szalu, miękka od zboża, cicha od żalu. Krucha jak rosa w pajęczej nici, gdy świt nad Łyną rozciąga sieci. Ziemia, co pachnie deszczem i sianem, przeszyta ścieżką, krzyżem drewnianym. Płynie przez nią wspomnienie i pieśń, jakby mówiła:"Zostań, życie zmień". ps. Inspiracja Anny21 punkt
-
nie miałaś innego wyjścia musiałaś przyjść na świat sama z tobą rodziły się tylko skarga i niechęć ona splatała twój warkocz z pretensji że ośmieliłaś się wejść do jej życia była szorstka raniłaś się potykając o jej cierniste słowa nic nie wiesz o kolorze jej oczu ani jak delikatna może być skóra matczynej dłoni pojawiała się by znikać pachniała egzotycznie wonią Lewantu nigdy domowym ciastem masz już oblicze dorosłej kobiety wyciągnij do niej rękę jak do rannego ptaka spójrz w oczy poznaj ich barwę i powiedz "wybaczam"1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne