Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.01.2026 w Odpowiedzi
-
Sztuczka iluzjonisty: (roz)czarowanie inspiracja: Wiersz "O,czarowanie" autorstwa piąteprzezdziesiąte.10 punktów
-
Polska to nie koncert plenerowy, uśmiech z piernika, adres tymczasowy. Sypialnia i toaleta. To zdrada, bezimienność, pułapki cytatów. Grób zasypany jesiennymi liśćmi obok muzeum oprawców i wyrwa w sercu. Ptasi klucz znika. To pamięć i jej brak.7 punktów
-
Wlazł bo już czas płotek na kotka pierwsza zwrotka Płotek na kotku teraz mruga i tak w zarodku zwrotka druga Teraz trzecia zwrotka poleci moje kochane dorosłe dzieci dlaczego płotek wszedł na kotka o, to jest tajemnica bardzo słodka Ale powiem by nie było plotek bo się w kotku zakochał płotek choć taka miłość nic niewarta zwrotka czwarta Problem zrobił się wielki bowiem kotek zgubił szelki płotek z kotkiem się zaplątał zwrotka piąta Kochani moi pewnie wiecie ale powiem wam w sekrecie kotek ma mordkę a nie usta zwrotka szósta Kolejnej zwrotki już nie było kotkowi się strasznie nudziło i zamiast tej niby koalicji doszło do zmiany pozycji wlazł kotek na płotek niczym ten jeleń rączy... ************************ tu historia urywa się i kończy6 punktów
-
Musisz pojechać nad Atlantyk Gedeonie tu Cię potrzeba Celuj żebym była Celuj żebym była Wiatr pozbiera mi twarz Rzuci mnie do przyszłości Ostry piasek kłuje mokre łydki Na nic czekam Na nic Samo zgaśnie5 punktów
-
4 punkty
-
Jeden z tekstów, które piszę, był w gazecie. Ja wręcz w niebie! Lecz choć wyszedł, to nie wyszedł. Ale za to wyszłam z siebie.4 punkty
-
do tęczy się przytulić porozmawiać z wiatrem zaufać mocy nieba wykąpać się w prawdzie a potem się obudzić i opowiedzieć głośno o miłości do tęczy zrozumieniu wiatru jasnym świetle nieba o czystości prawdy czyli o czymś co nazwiecie fantazją którą mam nadzieję ciepło przyjmiecie4 punkty
-
Powidoku różowy, gdzie patrzysz — czy na zmierzch? Czyż nie dość ciepły źrenicy mej wierzch?4 punkty
-
Życie najczęściej zastaje nas z bagażem niewypowiedzianych słów i w lekko fałszywej pozie I harfę i róg dostraja groźny Bóg Potulne zdziwienie: "Jak to, to już?!" Panika. "Może." Dekalog, kierunek ... Miłość czy śmierć? Tym dwóm lepiej nie wchodzić w drogę. Chcą, żeby po nich deptać czy przez nie przejść? A Diabeł szarmancko: "Pomogę."3 punkty
-
23. Ołtarz zwycięzców (narrator: hypaspista) 1. Zamknęli bramy, jakby mur miał zatrzymać los. 2. Rzeź przyszła o świcie, z hukiem tarcz i krzykiem w sercach. 3. Ich furia nas zawstydziła, więc zabijaliśmy mocniej. 4. Uciekli do świątyń — szukając cudu, którego nie było. 5. Tam, gdzie był azyl, zrobiliśmy sobie miejsce ofiarne. 6. Kapłan błagał, z dzieckiem w ramionach — umarli razem. 7. Miasto upadło, ale my wciąż mieliśmy nóż w dłoni. 8. Zabijaliśmy ciszę, bo inaczej trzeba by słuchać. cdn.3 punkty
-
Na wiosnę Jasny płomień nieobłudnej wiary, wielki przypływ miłości – płaszczą się i łaszą. Za rękę trzyma ciekawość i nadzieja, moment, który nadaje wysoką godność. Latem Nasiąkam muzyką, zbieram zachwyty, emocje towarzyszą, przyciągają, pociągają. Wyjątkowe chwile światłoczułej materii, spokój i harmonia – zdania nie spieszą się do kropki. Na jesień Neurotyczne przeżycia diabeł przykrył ogonem, marzenia umierają w bólach. Nie można dać drugiemu tego, czego samemu się nie ma. Zimą Brak już zasobów, aby być kochanym. Los rozdał gorsze karty, zimna, zimowa zima. Ciężko o sobie myśleć jak o świni – lepiej jak o motylku. Na wiosnę Jasny płomień nieobłudnej wiary Wielki przypływ miłości... Zachwiany falą szukam oparcia Znajduje u Jana, trzy, szesnaście...3 punkty
-
Dziś nie będzie metafor bez ciała. Będzie skóra. Ciepło. Reakcje. Uczę cię mnie. Palcem. Powoli. Tak, żebyś wiedział, gdzie nacisnąć, a gdzie się zatrzymać, bo tam zaczynam oddychać inaczej. Połóż dłoń. Nie cofaj jej. Ciało nie lubi niepewności. Włosy — chwytaj je, nie pytaj, czy możesz. Za uszami — tam napięcie pęka pierwsze. Usta — rozchylają się same, gdy wiesz, jak patrzeć. Szyja jest słaba. Kark jest zdradliwy. Palec prowadzony w dół zawsze kończy się dreszczem — nigdy inaczej. Zjedź środkiem. Nie zbaczaj. Pępek — zatrzymaj się. Nie dlatego, że nie wolno, ale dlatego, że ciało chce jeszcze. Piersi? Tak. Teraz. Obejmuj je dłonią, jakbyś sprawdzał ich ciężar, jakby należały do ciebie od dawna. Nie śpiesz się. Ta lekcja nie ma zaliczenia. Ma reakcję. Na udach rysuj powoli, aż napięcie stanie się wyraźne, aż oddech przestanie się ukrywać. A potem w dół. Bez wahania. Tam, gdzie ciało już nie udaje, że chodzi o coś więcej niż pragnienie. Zostań. Dłużej. Tak długo, aż całe moje ciało zacznie prowadzić twoją dłoń. Jeśli robi się gorąco — to dobrze. Jeśli drżę — to znak, że czytasz poprawnie. Nie przerywaj. Nie przyspieszaj dla siebie. Zostań do końca. A potem, gdy opadnę na ciebie ciepła i naga, nie odchodź myślą. Dotykaj jeszcze, jakbyś wciąż był w drodze. Bo ta lekcja kończy się dopiero wtedy, gdy ciało przestaje szukać dłoni.2 punkty
-
2 punkty
-
Polski Portal Literacki, dziś wyprzedaż nam urządza Kupuj szybko, no i tanio nim ci ta przeminie rządza Produkty z Chin całą rzeką niech mieszkanie twe zaleją Zanim posty na tym forum każdy dział tu wykoleją Racz się spamem w każdej sekcji bo to jest prawdziwa sztuka Toż to jest poezja wielka, którą każdy z nas tu szuka.2 punkty
-
W sobotę, po śniadaniu, pani domu Ogłasza wielkie sprzątanie – tadam! Gary trzeba pomyć, dywany wytrzepać, Zetrzeć kurz i wypucować podłogi, Pranie wstawić, muchy wyłapać. Halo, halo, dzieciaki! Władek! Stary pryku, do jasnej ciasnej, Co z wami? cisza – to jakieś żarty! Nawet myszka z norki nie wyjrzy. Już ja was znajdę i za uszy wytargam, Mokrą ścierą dam po plecach! Nadal cisza; pod łóżkiem, ani w szafie Żadnego gagatka, na podłodze nikt Nie udaje włochatego niedźwiedzia, Ani żyrandola nie uczepił się jak małpa. Już miała rozstawić przynętę w postaci Ciastka z dżemikiem, by pochwycić Głodomorów za rękę na gorącym uczynku. Już pasek tatowy z haczyka zdjąć miała I o dłoń trzasnąć: „jeszcze mnie popamiętacie!” Nagle za jej plecami tumult wielki, Dziwne przyśpiewki i wołanie: mamooo! Dziś są twoje imieniny – porywamy cię Na wycieczkę sterowcem dookoła świata. Bilet jest w klasie biznes i wyżerka darmowa. Nie smuć się, zrzuć ten fartuch zaplamiony, Ciśnij miotłę w kąt, to w końcu święto. Lećmy! – wołają, hen po bezkresnym niebie!2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Co mówisz, panie ? "gotowość jest wszystkim, reszta jest milczeniem, być albo nie być" Co czytasz, panie ? " słowa ... słowa ... słowa ..." Ty płomień miast duszy nosisz w sobie i serce jak obłok! Ja wiem gdzie kres tej podróży - brudny smak zwłok.2 punkty
-
najpierw wypłukano z nas złoto glony chłonęły wodę mech obsiadł wyschnięte studnie tkaliśmy w słońcu misterne pajęczyny czekając na rosę by rozszczepiła światło kurz nie tworzył znaków na drodze widziałem jak horyzont zamyka człowieka w pięść słyszałem jak chichot zstępuje z nieba mości swoje gniazdo na dnie oka miasto stało się trumną i spłynęło do morza2 punkty
-
2 punkty
-
kiedy ciebie nie ma to czym jest życie śnieg topnieje tak szybko znienacka czas płynie nie pyta już noc i ciągle gra radio niby wiosna wypadałoby się cieszyć jak czekać jutra jak zasnąć2 punkty
-
W zbutwiałym domostwie, gdzie czas wykrwawił się wieki temu - pająki - niemi grabarze tkają w oczodołach okien lepkie całuny. To nie firanki, lecz sieci na zbłąkane dusze. Cisza tu nie koi - ona ogłusza - ciężka jak wieko dębowej trumny. Słodki fetor jaśminu wycieka z pękniętej wazy, mieszając się z wonią starej krwi, która udaje wiśniową słodycz na odłamkach porcelany. Pod stopami skomle zdarta podłoga - każdy jęk deski to wydech potępieńca, który nie może skonać pod ciężarem cienia. W mroku, za oziębłym piecem mieszka Smętek - pan beznadziei. Zaciska na gardłach intruzów pętlę z mrocznych wizji. Tu uczucia zostają pożarte przez wieczność, gdy Smętek wymazuje ich imiona z rejestru żywych. * Smętek - złośliwy diabeł trapiący ludzi, występujący w ludowych legendach mazurskich.2 punkty
-
@Łukasz Jurczyk Przeczytałam trzy razy, świetnie przedstawiłeś okrucieństwo! Wręcz genialnie! Jestem pełna podziwu.Pozdrawiam.:)2 punkty
-
@Mitylene Bardzo dziękuję! Pobyt w takim domu to niezwykłe przeżycie, aż chce się uwierzyć w "duchy" , cokolwiek by to znaczyło. Pozdrawiam. :) @Marek.zak1To dom, do którego było można wejść jeszcze rok temu, blisko granicy z Rosją (Obwodem Królewieckim) - tam teraz już nikt bez zgody SG nie może przebywać. :) @Amber Bardzo dziękuję! W przenośni - zawsze można spróbować i zmieniać na lepsze. Gorzej z dosłownym domem. :) Pozdrawiam. @Whisper of loves rain Bardzo dziękuję! Dziękuję za tak przenikliwą interpretację! "Gotycka miniatura beznadziei" to określenie, które idealnie oddaje klimat, jaki chciałam osiągnąć. Szczególnie cieszy mnie, że dostrzegłeś tę dwoistoścć Smętka - z jednej strony tak konkretnego (za piecem), z drugiej - absolutnego i nieubłaganego. Pozdrawiam :) @Rafael Marius Serdecznie dziękuję! Pozdrawiam. :)2 punkty
-
1 punkt
-
pooddychać słonym powietrzem pokazać wiosnę na pierwszych gałązkach zjeść bezczelną bułkę z kostką śmietany pić latte odciskami mewy1 punkt
-
prowadzące w dół bez końca szczebelki drewniane pachnące stęchlizną twoja dłoń płynąca po poręczy dotykiem ciszy... te schody po których codziennie schodziłaś po chleb i mleko z każdym oddechem lżejsza o miłość i wtedy gdy ciężarna w opiętej halce zeszłaś i nie wróciłaś1 punkt
-
Kiedy przyjdą przejąć dom, ten, w którym mieszkasz - poezja.org kiedy rzucą przed siebie grom kiedy runą spamowym chamstwem i pod drzwiami staną, i nocą bezczelnie w drzwi załomocą - ty, ze snu podnosząc skroń, stań u drzwi. szykuj cięty język, swoją broń! Trzeba odwagi! Parafraza znanego wiersza.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
@Rafael Marius mi się już nic nie chce:) opadam z sił:) do pracy to angielski jest bardziej potrzebny:)1 punkt
-
1 punkt
-
,, Przychodzę , Boże , pełnić Twoją wolę,, Ps 40 jesteśmy jak kwiaty cieszymy pięknem myśli kwitniemy w sobie możemy wydać dobre lub złe owoce wywołają uśmiech lub wykrzywią usta pełnię Twoją wolę idąc prawą drogą we mnie mieszka słowo Twoje świat nie pójdzie na dno póki Jesteś Panie 1.2026 andrew Niedziela, dzień Pański1 punkt
-
Jako poeta odczuwam: zaklęcia, moce, uroki. Jestem odwrócony ku niebu. Witam upadłe „anioły”. Wstępuje szybko Dramaturg. Odpowiada za kreacje. Jest satyrykiem i kpiarzem. Następny wstępuje Dżoker. Odpowiada za wybryki. Bywa wielkim ironistą. Przychodzi również Wielki gracz. Jesteśmy dla niego pionkiem. Grają duchy i anioły: w białe, czarne i szare. Diabły uderzają w bębny. Zagubiłem się i zląkłem. Za sprawą występnych mocy, nieświadomie głoszę koniec.1 punkt
-
1 punkt
-
@Charismafilos Czekaj! Czekaj! To już nie jest wiersz, to jest cała saga ! Akt I: Poszukiwania (suka szuka sztuki) Akt II: Rozczarowanie (pała!) Akt III: Ucieczka (pędem w bramę) Akt IV: ZEMSTA (biorę pałę i po głowie!) Pozdrawiam. :)))1 punkt
-
@Lenore Grey Mam wrażenie, że Twoja miniatura balansuje na cienkiej linii między czułością a porzuceniem. "Czyż nie dość ciepły , mej dłoni wierzch?" - to pytanie brzmi jak błaganie przebranej za delikatną konwersację. Bardzo podoba mi się ta delikatność.1 punkt
-
Dlaczego tak się na mnie patrzysz? To nie ty? Więc, kto się tak we mnie wpatruje tymi wielkimi oczami jak u sowy? Tymi wielkimi oczami wpatrzonego kota? Coś mi się znowu plącze. Wypada z rąk. Charles Bukowski chce się napić. Więc pije na umór, popalając papierosem. Dławiąc w sobie gęsty rakotwórczy, błękitnawy dym. Idzie mu uszami i nosem. Wydycha spaliny. Cuchnące wyziewy. Zdegenerowane resztki popiołu strząsa do porcelitowej popielnicy. I myśli nad kolejnym zdaniem swojego epitafium, opowiadania, powieści... Nie wiem. Zaciera mi się obraz. Trzęsą mi się dłonie. Zimno mi, to znowu gorąco. W pustym pokoju, w pustym domu niosą się liryczne słowa nie wiadomo czego i przez kogo wypowiadane. Kto tu jest? Nie wiem. Nie… Rozglądam się po zakamarkach pokoju. Pomiędzy książkami kurz. Szary pył zapomnienia. Pajęczyny falują w milczeniu nade mną, obok… Pomiędzy nimi czarne szczeliny. Pęknięcia ścian. Wokół mnie nawarstwiają się i kruszą fragmenty tynku. Ale, zaraz. Czy on to ja? Czy może na odwrót? Może to ja sam wznoszę toast do tego zdegenerowanego odbicia w lustrze serwantki? Nie, to chyba jednak on. Chociaż… Mam silną wolę, więc… Więc w ramach tej wolnej woli naleję sobie wielki kielich i wypiję do samego dna jak niestrudzony Wieniczka, podczas kolejowej podróży z Moskwy do Pietuszek. Charles kiwa głową z podziwem, stwierdzając moją słuszność wyboru. I ma rację… Ale zaraz. Ja to on? Czy on to ja? A może ja i on to ja? Albo ja i on to on? Niech to diabli. Rozlewa się ciepło alkoholu w przełyku i żołądku, rozleniwiając i rozluźniając wszystkie członki. Napiera na mnie cisza. Obejmuje i przytula mocno do siebie szara pustka przedziału. Przedziału? Jakiego przedziału? Nie. Jestem u siebie w domu. U siebie. Chociaż sam już nie wiem, gdzie ja jestem… Może to zamknięty oddział dla obłąkanych? Szumi we mnie i piszczy w głowie płynąca rzeka czasu. Rozpędzone w eterze cząsteczki uderzają w membrany uszu, wzruszając je i strząsając boleśnie resztki szarego pyłu z młoteczków i kowadełek. Dużo tu porzuconych metalowych fragmentów, szklanych okruchów i czegoś jeszcze, czego nie potrafię rozpoznać. Przyszedł mnie odwiedzić mój nieżywy od dawna ojciec. Przyszedł bez zapowiedzi w tym swoim popielatym garniturze i z białą chustką w butonierce. Elegancko i kulturalnie tak jak zawsze mnie odwiedza. Przyszedł do mnie w dniu swoich urodzin. Wiem, ojcze, zapomniałem przyjść do ciebie na cmentarz z kieliszkiem w dłoni i butelką brandy. Ale teraz odsuwa krzesło i siada przede mną przy pustym stole, opierając na trzech rozstawionych palcach dłoni skroń jak wielki myśliciel, jak filozof. I patrzy się. Patrzy się na mnie. I te jego oczy sowie. Takie wielkie oczy… Nie wiedziałem, że takie miał. Skrywał je zazwyczaj za okularami. Ale teraz nie ma ich na sobie. I patrzy się. Wpatruje się we mnie tym swoim młodzieńczym spojrzeniem piwno zielonkawych źrenic. Jego twarz skrywa się raz za razem w jasnej smudze zachodzącego słońca, tworzącej wokół jego głowy złocistą aureolę blasku. Ale to nie jest świętość. Żaden tam mistycyzm. Słyszę cichy trzask pocieranej zapałki. W jego dniach goreje płomień, którym zapala papierosa. Wdycha chmurę błękitnego dymu. Wypuszcza kłęby, wypluwając drobinki tytoniu. Podstawiam mu popielniczkę. Strzepuje do niej rozżarzony popiół. Chcesz się napić? Mówię do niego, niemalże łkając. Potakuje milcząco głową. Poczekaj, poszukam. Podchodzę do szafki i wyciągam wypitą do połowy butelkę Bushmillsa. Nie mam nic więcej. Chcesz? Znowu potakuje w milczeniu, nie przestając się we mnie wpatrywać. To jego wpatrywanie przewierca mnie na wylot jak ostrze gorejącego świdra. Wdycha dym i znowu opiera swoją skroń na trzech palcach, trzymając w drugiej tlącego się papierosa. No i co mam ci powiedzieć, ojcze? Nic ci nie powiem... Choć nie! Jest coś, czego nie zdarzyłem ci powiedzieć za twojego życia. Tobie i matce, bo zbyt wcześnie odeszliście. Oboje… Albo to może ja – za późno… Wiesz, zakochałem się. Jest piękna. Tylko nie wiem, czy ona… Zaciąga się powoli dymem. Wypuszcza obłok. Obraz się zaciera. Rozpływa się w błękitnawej mgiełce jego twarz z nikłym uśmiechem zadowolenia… Charles spogląda na mnie milcząco, stojąc przy otwartym oknie. Obserwował całą tę scenę nieoczekiwanej korespondencji z zaświatami. Opiera się plecami o lastrykowy parapet i wznosi kieliszek pełen wódki, opróżniając go jednym haustem do samego dna. Inscenizując namiastkę wesela, porusza ustami, jakby mówił. Mówi do mnie. Mówi! Boże! To jest jak ogromne milczenie z piskliwą w uszach ciszą! Z szelestem liści w letni wieczór. Z szumem wartkiego strumienia krwi w pulsujących żyłach. Dlaczego to jest wszystko takie milczące? Jawi mi się jakaś iluminacja. Jakieś senne zbawienie, które płynie leniwie jak dym nad uschniętym kartofliskiem. Coś się tam takiego dzieje wewnątrz mnie, czego nie mogę pojąć. * Byłem. Chodziłem. Błądziłem… Poszedłem nocnymi ulicami pustego miasta śladem księgarń, bibliotek, antykwariatów, szukając powieści, lecz zapomniałem tytułu książki. Co za pech. I gdy w jednym z nich, w jakimś zapomnianym zaułku właśnie sięgałem po pierwszą z brzega, usłyszałem stłumiony męski głos. Ktoś się mnie zapytał z ciemnego kąta (bibliofil, księgarz?) widząc jak kartkuję strony pod wiszącą obskurną żarówką w pajęczynach i kurzu... czy się zakochałem (Skąd nagle to pytanie? Nie mam pojęcia) Tak. Odparłem, wpatrując się w ciemność i próbując dostrzec usilnie jakikolwiek zarys twarzy mojego rozmówcy. Kiedyś. Dawno temu. I co z nią? Odezwał się znowu głos. Umarła. Nie w sensie fizycznym, rzecz jasna, tylko duchowym. Mentalnym. Po prostu milczy. Lecz to milczenie jest jak śmierć. Jak samotność, która strasznie boli. To podobnie jak u mnie – rzekł. I wtedy zobaczyłem w bladym świetle to oblicze. Te zapadnięte oczy. Blade usta… Wiedziałem… Wyszedłem na zewnątrz, próbując się otrząsnąć i z powracającą wciąż natrętną myślą „Przecież ją kocham, przecież ją wciąż kocham! Ona tu jest. Nie odeszła, mimo że milczy!” Na pustej, mokrej ulicy wionęło chłodem i niedawnym deszczem. Padało. A więc stąd ten szum w moich uszach. Zacisnąłem mocno powieki. Pod powiekami tańczyły rozmaite wzory jak w kalejdoskopie. Czerwone. Zielone. Niebieskie… To znowu rozsypywały się w niezliczone, mżące kropki, kropeczki… Otworzyłem oczy. Szeroko. Jeszcze szerzej… Nic. Już nic poza mną. Tylko przez chwilę owionęły mnie dalekie echa sennego rozgwaru, już niknące w topolach, w liściach... I gwiazd rozpływających się w niepamięci… * Zbyt długo tkwiłem wśród zakurzonych stronic antykwariatu, w labiryncie regałów niczym zdziwaczały książę w jedwabnych szatach odstawiony w zapomnienie, w lombardzie. W ciemności błądzę od drzwi do drzwi. Naciskam klamkę ostatnich. Otwieram je szeroko, na światło. Przede mną droga. Asfaltowa szosa. Niekończąca się szosa z drzewami po bokach. Rozglądam się. Wypatruję czegoś, kogoś, lecz niedowidzę, gdy tymczasem czuję jak słońce pielęgnuje w oddali dalie. A więc to już blady świt? Mrużę powieki. Czyjeś długie włosy omiatają moją twarz. Łzawiące od światła szczypiące oczy… Jesteś. (Włodzimierz Zastawniak, 2026-01-18)1 punkt
-
Dziś już tylko mrok Czarna rzeczywistość Jak czarna dziura Ciemność w koło Nawet cienia nie ma Odchłań nicości Smoła krwi Beznadzieja teraźniejszości Diabeł duszy Lucyfer jutra Zapach śmierci Cmentarz pustki Wojna zła Zły dom Zakażenie mentalne Unicestwienie moralne Święto zmarłych Amen1 punkt
-
1 punkt
-
@Radosław Pępowina jako metafora więzi z matką, rodziną, grupą, tradycją, miejscem pochodzenia. "Na początku jest wszystkim" - ta więź jest totalna, jesteśmy organicznie połączeni, niesamodzielni, zależni. "Gorzej jeśli wszystkim pozostanie" - ostrzeżenie przed niemożnością przecięcia tej pępowiny. Jeśli ta pierwotna więź pozostanie jedyną i całkowitą, jeśli nie nastąpi separacja i usamodzielnienie, człowiek nie stanie się sobą. Pozostanie w symbiozie, niedojrzały, niezdolny do własnego życia.1 punkt
-
@andrew Człowiek jako ogród Boży - piękna modlitwa. "Możemy wydać dobre lub złe owoce" - tak, mamy wolną wolę. "Świat nie pójdzie na dno , póki Jesteś Panie" - wiara jako kotwica w chaosie. :) Pozdrawiam.1 punkt
-
@Berenika97 Nie ma wiosny. Jest cudowna Pani Zima i śliczny Pan Oczar. My się Zimy nie boimy, gdy jej nie ma to tęsknimy... Dziękuję i pozdrawiam🌞 @Alicja_Wysocka Po przeczytaniu Twojego komentarza intensywnie rozmyślam nad ładniejszą formą pani bałwankowej i owszem jest bałwanka, ale ma podwójne znaczenie i się wkurzyłam, że jest tylko pejoratywne określenie "bałwanica"😡To skandal! Dziękuję i tak, my też świętujemy🤣 Pozdrawiam🌞 @wierszyki Ktoś wymyślił. Ktoś napisał. Bo czemu nie. Bo każdy powód jest dobry, by się pobawić, uśmiechnąć lub coś napisać. Dziękuję i pozdrawiam🌞 @Mitylene Uwielbiam personifikację i często wykorzystuję w tekstach. Dziękuję i pozdrawiam🌞 @Jacek_Suchowicz Ładna piosenka. Dziękuję i pozdrawiam🌞 @KOBIETA Miło mi. Dziękuję i pozdrawiam🌞 @violetta W maju🤣 Dziękuję i pozdrawiam🌞 * Wszystkim serdecznie dziękuję za czytanie i podobanie. Serdecznie pozdrawiam🌺 @bazyl_prost O, to miłe. Dziękuję i pozdrawiam🌞1 punkt
-
Idę parkiem. Wtem afera. Wbiega na mnie facet w bliznach i tak woła: „Stój, bo strzelam!”. Więc stanęłam. On zaś wyznał: „Strzelam w życiu przy wyborach, lecz strzał każdy jest chybiony. Kula za to bywa skora, by mnie trafiać z każdej strony”. W ten dzień drinka z nim strzeliłam. Rozszalały się pociski. Co nas czeka? Cóż, mogiła. Ostrzał własny jest nam bliski.1 punkt
-
A Ja widzę jako "Gotycką miniaturę beznadziei" Kulminacją utworu jest wprowadzenie postaci Smętka – "pana beznadziei". To nie jest zwykły duch czy upiór; to uosobienie absolutnej rezygnacji, która zamieszkuje mrok "za oziębłym piecem". Jego działanie jest ostateczne i bezlitosne. Wiersz jest krótką, lecz niezwykle potężną perełką poezji gotyckiej.1 punkt
-
@Marek.zak1 Bardzo dziękuję! Wiem, co masz na myśli - ten dystans obserwatora zamiast uczestnika. Ale czy zdarzyło Ci się wejść do całkowicie opuszczonego, starego domu. Bywałam z małżonkiem w północnych kniejach, a tam widzieliśmy ślady po wymarłych, poniemieckich wsiach, zrujnowanych zabudowaniach , ale też były całe opuszczone domy. Weszliśmy do jednego z nich - wrażenie niesamowite, tym bardziej, że dawni mieszkańcy zostawili sprzęty, naczynia i obrazy. Połączyłam tamte wrażenie z legendą o Smętku. I to tyle. Pozdrawiam. @Jacek_Suchowicz Serdecznie dziękuję! :)) Właśnie! To napisałam Markowi. Miałam też takie wrażenie, że zaraz wróca. Wstydziłam sie , że jestem intruzem i wiele pytań - kim mogli być mieszkańcy. A dom był opuszczony od lat 50-tych. Pozdrawiam. @Deonix_ Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. :)1 punkt
-
Mózg żołnierza zgnił mentalnie Przez syndrom stresu pourazowego Chłopak dzielnie walczył dekadę Lecz wojny tej nie wygrał Być może kilka z trudnych bitew Ale to nie wystarczyło żeby funkcjonować Osaczony, prześladowany I pojmany Przebywa w jednym z więzień Patrząc na świat zza krat rozmyśla Czy być może była inna droga? Ale chyba zrobił już wszystko Czy można cofnąć czas? Nie! Należy się podporządkować ściśle Aby móc skażonym tlenem oddychać W tej kaskadowej hierarchi W której jest gdzieś na samym końcu Ma nadzieję na kolejny wschód słońca Ale też nie ma gwarancji W zasadzie pogodzony z losem Żyję już tylko chwilą "Carpe diem" W bożych rękach jest jego karta Karta życia lub śmierci....1 punkt
-
No właśnie, ale czy on w tej swojej zuchwałości, zamrażając smutek, nie daje złudnej nadziei. Niby na wszystko nakłada biel, taką czystą i niewinną a jednak dmucha w oczy żebyś nie znalazł właściwej drogi, żebyś nie znalazł wiosny…., żebyś został z nim w zimie…. Całe szczęście lubię wiosnę i na pewno się jej doczekam 😁. Dziękuję za przeczytanie. @Jacek_Suchowicz Całe szczęście, że ta zima minie i mamy tego świadomość.💪1 punkt
-
Czy pisać wiersze? Na łąkę wszechświata wybiegać? Zrywać śpiące gruszki i wiśnie? Wierzchem chmur jechać jak na wschodzącym słońcu? Duszę rozświetlać nadzieją? Czy pisać? Na tęczy zawisnąć znienacka? Uszczypnąć los w nos? Potargać szczęście za włosy? Czy wbiec schodami do nieba skacząc z mostu tonącego w kwiatach?1 punkt
-
@M_arianna_ Czuję, że inspiracją mogło być tutaj mikroskopowe zdjęcie najmniejszego na świecie palindromu :)1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne