Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 24.12.2025 w Odpowiedzi

  1. Gdy pierwsza skrząca gwiazda, Jakby zagubiona, maleńka, samotna, Zamigoce na tle wieczornego nieba, Oznajmiając wigilijnej wieczerzy czas… A we wszystkich Polski zakątkach, W przystrojonych odświętnie domach, Trwająca od rana krzątanina, Z wolna dobiegnie już końca… W blasku świecy przy wigilijnym stole, Zatańczą nasze świąteczne emocje, Niewidzialnymi nićmi z sobą splecione, Niczym złote włosy anielskie. Strojna w bombki i łańcuchy choinka, W blasku wielokolorowych lampek skąpana, Ucieszy oczy każdego dziecka, Błyszczącą betlejemską gwiazdą zwieńczona… A pod choinką stareńka szopka, Z pieczołowitością misternie wyrzeźbiona, Opowie malcom bez jednego słowa, Tę ponadczasową historię sprzed tysięcy lat... W blasku świecy przy wigilijnym stole, Biorąc ułożony na sianku opłatek, Zbliżając się z wolna ku sobie, Wszyscy wkrótce obejmiemy się czule, Wnet z głębi serc, Popłyną życzenia szczere, W najczulsze słowa przyobleczone, By drżącym od emocji głosem wybrzmieć… Wszelakich sukcesów w życiu codziennym, W szkole, w domu i w pracy, Szczęścia, bogactwa, pieniędzy, Lat długich w zdrowiu i pomyślności… W blasku świecy przy wigilijnym stole, Jedno pozostawione puste nakrycie Echo dawnych zapomnianych już wierzeń, Przypomni tamte stare tradycje, Gdy pełna czerwonego barszczu chochla, Dotknie ze stukiem każdego talerza, A po przystrojonych odświętnie wnętrzach, Rozniesie się już jego aromat, Wybijający kolejną godzinę stary zegar, Przypomni o upływających latach życia, Gdy w kącie stara pozytywka, Zagra kolędę znaną z dzieciństwa… W blasku świecy przy wigilijnym stole, Gdy za oknem prószy wciąż śnieg, Tlą się w pamięci wspomnienia odległe, Czasem mgłą niepamięci zasnute. Przy wigilijnych potrawach, Zajmie nas niejedna długa dyskusja, O tym jak z biegiem kolejnych lat, Zmieniała się nasza Ojczyzna… A na przyszłe lata pewnie snute plany, Przecinane przez głośne krzyki W sąsiednich pokojach bawiących się dzieci, Wzbudzą często serdeczne uśmiechy… W blasku świecy przy wigilijnym stole, Dadzą się czasem słyszeć szepty anielskie, Tak melodyjne choć cichuteńkie, W myślach naszych niekiedy odzwierciedlone. Długie refleksyjne rozmowy, W gronie rodziny i najbliższych, Pozostaną w wdzięcznej pamięci, Powracając na starość przyobleczone w sny… A gdy czas włosy siwizną przyprószy, Wspomnienie tamtych z dzieciństwa Wigilii, Z oczu niekiedy wyciśnie łzy, Otarte ruchem pomarszczonej dłoni…
    8 punktów
  2. przygotować stół i nastroić serca a listę składników niech zepnie w klamrę miłość taka przez duże M pisana reszta opcjonalnie według uznania
    5 punktów
  3. W blasku światełek choinka stoi, cicho szeleści śnieg za oknami, Mikołaj w saniach już bardzo blisko, niesie prezenty, marzenia, plany. W domach zapachy cudnie świąteczne, w oknie wypatrzeć można już gwiazdkę, siadamy wszyscy razem do stołu, w obecnych czasach to coraz rzadsze. Niech nam Mikołaj przyniesie spokój od cudzej biedy, radość i zdrowie, jesteśmy razem tutaj z bliskimi to jest szczęście - niech każdy się dowie.
    4 punkty
  4. Błądząc po pustynnych piaskach, w miejscach, w których dosięgniemy przykrytego mgłą nieba, każdy pozostawiony na ziemi ślad zamienimy w oazy. Tym tropem będą mogły podążać karawany spragnionych. Kropla po kropli zaczną spływać strumienie wody, wypłukując piach z zaschniętych ust. Już wiesz, wiesz więcej, więcej na pewno, na pewno, gdzie trzeba, gdzie trzeba wież. Wiesz, gdzie mgła spłynie z nieba. https://suno.com/s/hlmC4aCuXahVfuWl
    4 punkty
  5. O nocy! W cichej i bezgranicznej wibracji przywodzisz nas na pokuszenie w mistycznej drodze orzeźwiasz a grudniowym porankiem przepajasz. Idąc gwiazdy gubisz a czerń blednącej na horyzoncie materii rozświetla porannym blaskiem drogę idącym na modlitwę. Błądząc po świecie naszych cierpień, ujmij pod rękę ludzkie słabości, odczaruj świt i wróć do życia wraz ze wstałym brzaskiem. Rozpal zmysły i w kruchości poranka rozepnij nić pajęczą w bladoróżowych tkankach wykwitłych pod powiekami. Ułóż utrudzonych by spać się kładąc snem wieczornym w śmierci nie struchleli rano spraw by przy przebudzeniu grzechy swoje utracili. Usiądź przy wigilijnym stole mocą swoją chroń obecnych a przywołaj zmarłych połącz nas duszami racz przyjąć błagania nasze. Zgaś żądze i rozpal wiarę ogrzej całkiem nie umarłe kości oczyść ciało by dusza szła przez wieczność z Twoim błogosławieństwem. Amen
    3 punkty
  6. szumi morze szumi fala po fali dotyka mnie piasek wodorosty wiją się wokół ud jest zimno ale nie boli patrzę jestem patrzona światło przebija przez źrenicę pod paznokciem kropla żywicy nie mogę odnaleźć słów powiązać z dźwiękami obrazy nie odsyłają do znaczeń gubię się w pnączach w odbiciach zwielokrotnionych luster sen że śnię że potrafię potrafiłam tylko zapomniałam liście opadają na kołdrę poduszkę wypełnia dym zimny grudzień tak czarno za oknem zbieram co zostało już czas
    3 punkty
  7. nie szukałem cię bo zawsze myślałem że takie rzeczy trafiają się innym albo w książkach które kłamią lepiej niż ludzie a potem przyszłaś bez fanfar bez obietnic po prostu usiadłaś obok jakbyś znała to miejsce od zawsze i nagle świat ten stary sku*wiel przestał mnie bić codziennie zostawił tylko lekkie siniaki żebym pamiętał jak było wcześniej kocham cię w ten brudny, ludzki sposób kiedy myślę o tobie przy pustym kubku o trzeciej nad ranem i wiem że nawet cisza z tobą ma sens tęsknota? jest jak niedopałek w kieszeni ciągle o sobie przypomina ale nie boli bo wiem że istniejesz że gdzieś oddychasz śmiejesz się może właśnie patrzysz w sufit tak jak ja i to wystarczy żeby jutro znów wstać nie wierzę w bajki ale wierzę w ciebie a to więcej niż kiedykolwiek odważyłem się mieć bo po raz pierwszy nie boję się stracić tylko cieszę się że w końcu znalazłem dom w drugim człowieku
    2 punkty
  8. być ze sobą w łączności jak ptaki na linii wysoko lecz nie pod wysokim napięciem nie dziobać a karmić słowem bliskości dać otwartą przesrzeń
    2 punkty
  9. Lata mijają czemu niby mam to tlić Choć smutek dopada mnie, to chyba tak musi być Mija kolejny rok, ja dalej nie mam nic Jestem coraz bardziej pusty, jestem coraz bardziej zły Nasze sprawy? Chyba co najwyżej wasze Telefonu nie odbieram, kłamię, że tracę zasięg Na starcie dławię się, łzy są moją metą Miałem głębię oceanu dzisiaj jestem płytką rzeką W oczach moich obojętność, życie ma cel jaki? Aż się dziwię, że ten smutek nie dał mnie rady już zabić Ambrozja za pięć patoli, serio bliski paranoi jestem To, co wdycham w płuca, to już nie powietrze Jakbym iskrę w sobie miał, to nie wchodziłbym na dach Patrzę w górę, co na dole jest to już dobrze znam Życie z dnia na dzień ucieka, niczego nie jestem pewien Czeka na mnie ogień piekła, a może czeka już Eden? Tego nic już nie zasłoni, mam w sobie tylko gorycz Miałem w sobie kiedyś iskrę, teraz o niej nie ma mowy Nie mam głowy, żałosny jak wydmuszka jestem To, co wdycham w płuca, to już nie powietrze Schylasz wolno głowę, to chyba się skończy źle Dwie świeczki w salonie w końcu dogaszają się Łzy po twym policzku schludnie poruszają się, już wiem Myślałaś, że ukryjesz to w swoich okularach Chanel.
    2 punkty
  10. Autorzy: Michał Leszczyński plus AI. Piosenka nr 34 pt. Aktywne wysłuchanie Mężczyzna przed pięćdziesiątką czasem idzie w skok skok to może być szansy ostatniej i ostatniej możliwości zbiera się na wyczyn wzdłuż i wszerz nawet przez kilka lat w ciągu których jest rozkazany dużo sobie wybaczyć I spotyka tę podobno tę jedyną, która i stanie obok popatrzy namiętnie i chętnie po trochu przytaknie ona wie z teorii cóż znaczy aktywne wysłuchanie dynamiką różnych zachowań uprasza się o dialog Rąbek sukienki i uroczy dekolt tylko w tym pomogą i pytanie naprowadzające i ala wzruszenia ala historią padnie iluzoryczna prośba nie mów już do mnie więcej mój miły przecież dobrze wiesz, że chcę twojej opowieści (witaj kochany u handlarzy wiedzy i doświadczenia) Ref. Moja droga sorki sorki, sorki, że nasza rozmowa idzie w monolog dziwnie wielu niebezpiecznych słów i nawet gdy mnie lubisz i wysłuchasz uważnie wiedz, że moje życie tylko skrzypiało wiedz, że moje życie tylko skrzypiało no cóż no cóż no cóż i już i już Monologi nie kończą się w tutaj czymś najlepszym opowieść mena po czterdziestce toż to taka przeszłość przeszłość nigdy nie będzie snuciem planów dnia jutra wiedz że ta pajęczyna śmiało może się nie udać Jesteśmy grzeczni ludzie i przytakujemy z dystansem świat - co widać - rozwarstwia się nam jedynie i netowieje sprawstwo i wina to jedno, a uzależnienia są drugim ale bardzo złe były również zewnętrzne okoliczności (krawiec szyje tylko tak jaki miał materiał ole i ojej i ojej) Ref. Moja droga sorki sorki, sorki, że nasza rozmowa idzie w monolog dziwnie wielu niebezpiecznych słów i nawet gdy mnie lubisz i wysłuchasz uważnie wiedz, że moje życie tylko skrzypiało wiedz, że moje życie tylko skrzypiało no cóż no cóż no cóż i już i już Im więcej opowiesz, napiszesz wierszy i zaśpiewasz niestety tym więcej padnie słów nie do wycofania fałszywe akordy, krzywe melodie i nie takie nuty tylko wyborny bard lub naj poeta mogą się z tym mierzyć Najważniejszego i tak przecież nie ubierzesz w słowa najciekawsze tutejsze spowiedzi świat wycina i pomija dobre opowieści mają nudzić i nie ciekawić i się dłużyć świat chce tańca i oczekuje przytuleń, nie pragnie zmartwień (ona mówi, mój tani tego wieczoru chcę tylko już odpoczywać) Ref. Moja droga sorki sorki, sorki, że nasza rozmowa idzie w monolog dziwnie wielu niebezpiecznych słów i nawet gdy mnie lubisz i wysłuchasz uważnie wiedz, że moje życie tylko skrzypiało wiedz, że moje życie tylko skrzypiało no cóż no cóż no cóż i już i już
    2 punkty
  11. Most Bronisław na Wiśle — Bronek z drewna się trzyma. Wiry z brązem się mielą tuż za haustem olbrzyma. Czaple nad Bronisławem majestatycznie w brzosty przelatują, a dalej człowiek za złożem, wzrostem szybów przegania wiatry ponad groble i pola. Za starorzeczem dudnią na Bronisławie koła. ------------------------- berstьje — z języka staropolskiego — las brzostowy (wiąz górski)
    2 punkty
  12. Białe żagle dryfują letargicznym snem ukojone kołysanką szeptaną przez szafirowe morze. Za horyzontem błękit rozproszonych myśli obejmuje czule chwilę muskaną promieniami eterycznej nieskończoności. Autor fotografii: M.Lewandowska
    2 punkty
  13. Dziś rozbieram się przed Tobą do naga. Zdejmuję każdy płat mej bladej skóry. Czy znajdzie się na to jakaś rada? zdejmuję tu wszystko bez cenzury. Każdy mój pieprzyk jak guzik odpinam, każdą bliznę rozsuwam niczym zamek od torby. Żebra bez pośpiechu pojedynczo rozpinam. Nie boję się już żadnej chłodu groźby! Czy docenisz mnie taką bez kości i szyku? Bardziej niż nagą, w intymności mej szaliku? Czy docenisz nieprawdziwość mego ludzkiego ciała? tutaj dusza ma nie będzie kłamała.
    2 punkty
  14. Tuż przed świtem Anka z Jankiem Dostają pstryczka w ucho – „pobudka! Drew nanieść, a ty wody ze studni” W kuchni rwetes, pies węszy zakąskę I biega wkoło stołu, babcia, wylegująca Się na zapiecku, tylko uniosła kciuk. Na stole ląduje poszewka od poduszki, Pełna mąki, a sprawne ręce gospodyni W mig przesiewają ją przez wielkie sito. Jajek trzy, soli łycha, masełko, woda. Dłonie zaprawione w takich bojach zaczęły Ugniatać ciasto, łup o stolnicę, raz i drugi. Wałek zaskrzypiał, ojciec wykrawa krążki. Farsz w gotowości wypełnia michę, Kapusta kiszona z marchewką i leśne grzyby. Podczas lepienia pierogów jakoś pusto się Zrobiło i cicho, dopiero gdy z wrzątku Wypłynęły smakołyki, pojawiło się dziesięć Par oczu głodomorów, gapiących się na garnek. Języki wisiały im po brody i ślinka ciekła. Szturchali się łokciami, a każdy z widelcem Gotowym na połów cudnych smaczności, cap! „Dla mnie ze szmalczykiem i cebulką, proszę!” Woła babcia, a wnuki machają, jak na kelnera… A gdy wzeszła pierwsza gwiazdka, Choinka zabłysła i zaśpiewano kolędę, Dzieląc się opłatkiem, na wigilijnym stole Zabrakło jednego z dwunastu dań…
    2 punkty
  15. Przed nami Święta - Nowy Rok za pasem - życzę nam wszystkim, byśmy mieli kasę na moc wydatków, jakie tu czekają .. Zdrowia też życzę - wszelkiej pomyślności - i tak (po prawdzie!) niezbyt wielu gości takich, co cichcem (poźniej) obmawiają .. Precz z polityką przy biesiadnym stole!! Poglądy nasze wielu w oczy kole - więc innych również ostrzegajmy w porę .. Jedzmy z umiarem, pijmy .. co kto może, częste spacerki gdy ciepło na dworze - spędźmy ten okres z radosnym humorem ..
    2 punkty
  16. Pierwsza gwiazdka na niebie (dom w Rykach) szybko znikła w źrenicach Józika. Gdy zjadł miskę sałatki, mruknął do swej Agatki, czy na deser dostanie lodzika. *** Przed opłatkiem Jan Kutia pod Ełkiem wysmarował podłogę masełkiem. Więc kto szedł, padał z nóg, a on siedział i mógł się zajadać, sam jeden, żarełkiem.
    2 punkty
  17. -Mistrzu, wierzysz, że znaki zodiaku wpływ mają na życie ludzi, co się ku sobie skłaniają? -Mogą mieć pewien wpływ, jak mówią niektórzy, lecz nie wiadomo, czy jest on mały, czy duży.
    1 punkt
  18. Teraz szukacie powodu. Pytacie o sumienie. O powód tego całego okrucieństwa i zła. Lecz czy to ja szukałem Was, czy to Wy przyszliście do mnie? Powodem jest sprawiedliwość i zemsta. Sumienia we mnie brak. Powodem również ludzka nienawiść i moja niejedna łza. Co Wy wiecie o bestii, która się tu wylęgła. Trzymaliście się z dala od mroku tych ścian i ciasnej klatki. A bestia w niej uwięziona, szarpała wściekle pręty. I wyła żałośnie do księżyca aż do gardła zdartego. Później odkryliście przypadkiem ślady krwi od posesji prowadzące w las. W głąb kniei prowadził Was, jej blask szkarłatny. Zaprowadziły Was aż na polanę, gdzie przy zwalonym nocną burzą świerku, leżał chłopiec. Dusza umknęła już z ciała martwego. Po pogrzebie. Odkryliście jego pokój. Jego za życia zbudowany grobowiec. Gdzie wszędzie walały się pamiętniki, wiersze. Słowa wśród ścian zbłąkane, szukały niedokończonych prac. I wtedy zrozumieliście, że kiedyś nie była to bestia a zraniony, zniszczony człowiek. Lecz teraz mimo wszystko. Dziękuję Wam. Zabiliście we mnie wszystko. Zamęczyliście coś, czym i tak nie chciałbym być. https://youtube.com/watch?v=LXIWRan3XGY&si=rBS_NUi37mts1sLm
    1 punkt
  19. w hematytowym stroju kąpać się spadać lekkimi zielonymi kroplami pachnieć tropikalnymi owocami kolorowe kwiatki wkładać we włosy w ciepłym słońcu bawić się bajkowo
    1 punkt
  20. Niech te święta nie bolą nie będą solą na rany niech nas cieszą a Jezus będzie kochany Niech gwiazdka na niebie nadzieją jutra będzie a łamany przy stole opłatek kłania się kolędzie Niech te święta nie płaczą uśmiech niech nimi rządzi by każdy znalazł krzesło niech nikt nie błądzi Niech owe dni świąteczne weselą nas a nie smucą niech Józef i Maryja kolędę z nami nucą Wszystkim którzy przeczytają ten świąteczny wiersz życzę spokojnych radosnych świąt Bożego Narodzenia - Waldemar Talar
    1 punkt
  21. Pijanych aniołów zgubione pióra kołyszą powietrzem Pijanych zimą, jak wina białego chłodnym szeptem Iskier zamarzłych trupi pląs, pióra i śnieg i lęk motyli o rychłą śmierć, i brzeg W zimowym akcie napuchłe mrozem pękły mi oczy Sny skrzepły nagle, jak sople lodu wiszą u okien Czekam na lek, na Ciebie, na oddech i śmiech W wełnianą torbiel czekam owinięty czekam pęknięty przezroczysta broczy krew
    1 punkt
  22. Kiedyś to byli magnaci, wprost „królewiątka ukrainne”, Co „Polski wszystkich nieszczęść wyłącznie winne”. [1] Był więc największy ród magnatów Ostrogskich, Lecz ciut wbrew tezie, bo Konstanty był pod Orszą zbawcą Polski! Był ród hrabiów, (więc na wskroś złych) Chodkiewiczów herbu własnego, Znów wbrew tezie, bo Jan Karol sprawcą zwycięstwa kircholmskiego. Postawię tezę odwrotną: Król Polski jeśli nie był idiotą, – Przy wielkości Polski mus podejrzewać część o to; Przez wpływ kto magnatem, bo był w łaskach jego; Skoro mógł, więc często używał do ratunku państwa swego. Przecież, niektórzy z ich potomków to były czarne owce, Przecież, to przez ich ambicję…; to przez, że każdy robił co chce… Cóż z takim zrobić? Gdy cecha zbawienna, ma ciemną stronę? W Polsce cóż prócz narzekań…? Gdzie indziej cudzym leczono tronem: I tak Francja wspierała na tron Polski elekcję Wielkiego Kondeusza, Co dzielny, ale od Regentki za Frondę dostał po uszach, Potem Ludwik wpadł, by jego ambicji dać „kopa w górę”, Bo: i Polska cny aliant i Ludwika nie podsiądzie królem… To się wprawdzie nie udało, ale panien francuskich chmara Na Warszawę wpływała, gdy wnuk Hiszpanii tronem się parał. [2] I chmara książąt niemieckich trony Europy obsiadła, Nie tylko w dłoń Habsburgów Niderlandy i Hiszpania [3] wpadła, Lecz i Florencja, [4] a nawet dalekie Cesarstwo Meksyku, [5] A Polska? – wprost nie wpadła w skutek pod Byczyną uniku. [6] Anglia w Welfów z Hanoweru i krewnych do dziś tkwi rękach. Zaś Rumunia przed rodem Hohenzollern-Sigmaringen [7] klękła. Bułgaria Battenbergów i Koburgów, Rosja Holstein-Gottorf. I tak dalej. Czy Polsce droga to obca? Błąd, albo nie błąd! Osiedli Jagiellonowie dwakroć na Węgrzech, raz w Czechach, Lecz oni Litwini z matek na Holszanach i Rakusach. Jakub Ludwik Sobieski siadł na Oławie [8] pośród księstw Śląska, Lecz matka francuska, a księstwo w wianie szczęśliwie dostał. Zaś Wazów były księstwa Nyskie [9] i Opawsko-Raciborskie, [10] Lecz pochodzenie ich wszystkich szwedzkie, po matce też nie polskie. Był ciąg prób dymitriadzkich związanych z Maryną z Mniszchów, Nawet wzięcie Moskwy po Kłuszynie… Wszystko bez dłuższych zysków. Pod koniec Rzeczypospolitej przejściowo Maurycy Beniowski Miał zostać obwołany „wielkim królem” Madagaskaru. Wnioski? Gdybyż późne stronnictwa posadziły ambicje na trony Obce, skąd Polskę wsparły, czyż jej finis mógłby być spełniony? Przykład: Berlin już był przez wojska carycy Elżbiety wzięty, Gdy „nagle” „Cud Domu Brandenburskiego” [11] i żołnierz cofnięty… PRZYPISY [1] Nie jest to cytat konkretny, tj. ze źródła i osoby, ale sprowadzenie wszystkich zarzutów tego rodzaju do jednej linijki wiersza. [2] Nie udało się Ludwikowi XIV obsadzić tronu w Polski królem z Francji, choć 2 razy udało się królową z Francji, a mimo to tendencja do eksportu książąt własnych na obce trony jest aż nadto jasna, choćby po objęciu tronu Hiszpanii przez wnuka Ludwika XIV, ledwie 17-letniego w roku 1700 Filipa (1683-1746), księcia Andegawenii, który był drugim synem Ludwika, Wielkiego Delfina (1661-1711), następcy niedoszłego do tronu Francji, najstarszego syna króla Ludwika XIV. [3] W Hiszpanii 1516-1700, ale w związanym z nim Neapolem 1516-1707, an następnie 1713 do 1734/1738, po czym zastąpili ich wcale nie rodzimi królowie, ale Burbonowie. [4] Po wygaśnięciu dynastii Medyceuszy w latach 1737-1801, z przerwą na Napoleona i następnie znów w latach: 1814-1860. [5] Maksymilian I, właśc. Ferdinand Maximilian Joseph Maria von Österreich, hiszp. Maximiliano I de México, Fernando Maximiliano José de Habsburgo-Lorena (1832-1867) – arcyksiążę austriacki, brat Franciszka Józefa I: – wicekról lombardzko-wenecki w latach 1857–1859, – cesarz meksykański w latach 1864–1867. [6] Polska nie wpadła wprost w Habsburgów ręce męskie, bo w żeńskie owszem – królowych Rakuszanek (tj. Austriaczek) mieliśmy mnóstwo. A w męskie też nie licząc rozbiorów i Królestwa Galicji i Lodomerii, które nie było niczym innym jak częścią Polski, której nie ośmielono się wymienić z nazwy tylko pod naciskiem pozostałych zaborców. Polska wprost nie wpadła, ale nie z braku zainteresowania Habsburgów! Przeciwnie to zainteresowanie było i miało (można to tak podsumować) charakter zarówno obsesyjny jak i dziedziczny, począwszy od Wilhelma Habsburga, tego związanego z królem Jadwigą Andegaweńską a na pretendujących Habsburgach Żywieckich w początkach II RP skończywszy, – albo i nie skończywszy, może warto by zapytać którego arcyksięcia: „Czy Wasza Miłość nie zechciałby zasiąść w Warszawie?” Albowiem arcyksiążę Ferdinand Zvonimir Habsburg-Lothringen (1997-) wyrażał zainteresowanie na razie nieistniejącym z racji republikańskiego prezydenta tronem w Pradze, vide: „Ferdinand na Hrad!”. [7] Książęta Hohenzollern-Sigmaringen panowali w Rumunii w latach 1866-1947. [8] Jakub Ludwik Sobieski, książę oławski w latach 1691-1737, (z przerwą 1719-1722) wszedł w posiadanie Księstwa Oławskiego, przez ożenek z księżniczką Jadwigą Elżbietą Amalią von Neuburg, córką palatyna Renu, Filipa Wilhelma, a zarazem z siostrą biskupa wrocławskiego Franciszka Ludwika i tym samym ze szwagierką cesarza Leopolda I. Wspomniana przerwa wynikła z odebrania mu księstwa przez Cesarza Karola IV w roku 1719 w związku z zgodę na ślub córki Marii Klementyny Sobieskiej z Jakubem Franciszkiem Stuartem, ale w roku 1722 wystarał się o zwrot. Prócz tego Jakub Ludwik Sobieski (i dlań jego ojciec Jan III Sobieski) starał się o inny tron w 1684: Siedmiogrodu, w 1686, 1687, 1691 Mołdawii. [9] Księstwo Nyskie było związane personalnie z biskupstwem wrocławskim, a biskupem wrocławskim, zatem i księciem nyskim był Karol Ferdynand Waza w latach 1625−1655. [10] Księstwa Opolsko-Raciborskie zostały zastawione na 50 lat w 1645 Władysławowi IV Wazie (książę Opolsko-Raciborski 1645-1648), z tytułu posagów żon Zygmunta III Wazy. Potem przejściowo Jan Kazimierz Waza (1848-1849); po nim jego brat biskup wrocławski Karol Ferdynand Waza (1849-1655), później Ludwika Maria Gonzaga w latach 1655-1666, której cesarz Leopold I odebrał jej księstwo przed czasem w związku z zamiarem przekazania go konkurencyjnej dynastii, bo w ręce Henri Julesa de Bourbona, (syna Wielkiego Kondeusza), a to z kolei w związku z planami jego elekcji na tron Polski. [11] „Cud Domu Brandenburskiego” – „Mirakel des Hauses Brandenburg”, bo tak to nazywał Fryderyk II. „Nagle” w cudzysłowie, bo nic tu nie było nagle, gdyż wszyściutko tu było dyskretnie ale dobrze zaplanowane: Caryca Elżbieta Piotrowna zmarła a carem został Piotr III Romanow, to znaczy, jaki tam znowu Piotr? i jaki Romanow? Nie Romanow tylko Karl Peter Ulrich von Schleswig-Holstein-Gottorf ożeniony z księżniczką Sophie Auguste Friederike von Anhalt-Zerbst, zwaną Katharina die Große (Hure). Ilustracje monarchicznych „towarów” eksportowych: Hyacinthe Rigaud (1659-1743) w „Portrait de Philippe V, roi d'Espagne” („Portret Filipa V, Króla Hiszpanii”), 1700 . Franz Xaver Winterhalter (1805-1873) „Porträt von Maximilian I. von Mexiko (1832-1867)” („Portret Maksymiliana I Meksykańskiego (1832-1867)”), 1864.
    1 punkt
  23. @Lenore Grey Dziękuję bardzo. Długo się zastanawiałem co dziś tutaj wrzucić.
    1 punkt
  24. I na odwagę mnie wzięło By otworzyć następne pudło To z czerwoną kokardą Z duszą na ramieniu Z drżeniem dłoni Ciągnę wstęgę I zdziwienie mnie bierze Niepewne oczekiwanie Na grzmot jakiś W cichej nadziei Myśl bojaźliwa Pandora odpuściła?
    1 punkt
  25. @Simon Tracy Dziękuję bardzo :) bardzo mi miło
    1 punkt
  26. @tie-break uuu tej to się trudno francy pozbyć Ale rzeczywiście hałasu robi co niemiara 🙂
    1 punkt
  27. @Leszczym to na bank mikołaj po dachu się wspina a że mróz to się chłopina zmęczył 🙂
    1 punkt
  28. Witaj - wyszło jak wyszło - może innym razem będzie ciekawiej - Pzdr.
    1 punkt
  29. nocą chwycił mróz poranek w pustym domu rozlane mleko
    1 punkt
  30. Ściana miasta drży od ich oddechów, ręce szukają, szarpią, wgryzają się w skórę. Nie ma słów, tylko puls ulicy i ciała w ciałach, gorące jak beton po deszczu. On pali nerwowo papierosa, dym wplata się między ich ciała. Ona spogląda, rozgląda się niespokojnie, jakby cień za rogiem mógł przerwać ten moment. Palce jej drżą, a jego uścisk staje się ostrzejszy, krzyk sygnalizacji świetlnej miesza się z biciem serca, przechodnie to tylko cienie – oni, huragan między latarniami, cały świat zredukowany do dotyku, ciała, oddechu. Nie ma czułości wyuczonej, nie ma poetyki – tylko skóra i asfalt, i uścisk, z tym słonym oddechem strachu, który widzi migotanie latarni w otwartej nocy, dzika dopamina między nimi. Chłód ulicy kontra żar ich ciał, które znają siebie w półsekundzie spotkania, między splątanymi nogami i drżącymi ramionami. Jej włosy szeleszczą przy jego policzku, jego usta szukają jej w kłębach dymu, palce wplatają się w mięśnie, ubranie, w napięcie, drżenie jej kolan kontrastuje z jego twardym staniem, niepokój i pożądanie tańczą razem na bruku. Każdy ruch, każdy gest jest pełen napięcia, serca biją dziko, oddechy kradną powietrze przechodniom, miasto wciąga ich z powrotem w chaos, a oni jeszcze drżą, jeszcze dzicy, jeszcze w sobie, jeszcze na ulicy, jeszcze niepokorni, jeszcze ciałem obecni, jeszcze zmysłowo rozdarci między niepokojem a pożądaniem, jeszcze jednym, niespokojnym rytmem – na bruk wciągnięci z powrotem w miasto.
    1 punkt
  31. @Marek.zak1 Gwiazdy, astrologia i przeznaczenie - coś w tym jest! :))))))
    1 punkt
  32. @Robert Witold Gorzkowski Piękne, niczym z modlitewnika.
    1 punkt
  33. w pizdu od domu mleczarze dzwonią bańkami na roraty na klatce schodowej stoją w wojskowym szeregu drzwi bez klamek ze ślepymi judaszami na tle szarej ściany niezmienny pejzaż ogrzewam lampionem z trzema świecami w cieniu galaktyk tam gdzie chowa się dusza nasionko gorczycy delikatnie muśnięte promieniem słońca połyskuje ultrafioletem
    1 punkt
  34. @Radosław Krótka forma, ogrom treści.
    1 punkt
  35. Dziękuje za życzenia!! @Berenika97 są piękne i rownież życzę wesołych i spokojnych świąt :)
    1 punkt
  36. Lubię we wrześniu - ot - przysiąść na plaży, Wakacji koniec, już nie ma nikogo, Jest trochę chłodniej, słońce też mniej parzy, Ja się położę i będzie mi błogo. Kocham tak leżeć w piasku zakopany I słuchać ciszy wiatru szumiącego, Przy tym oglądać chmur pulchne rydwany, Dotknąć klepsydrę czasu płynącego. Lubię też wdychać to powietrze świeże (Go nam krajanie podobno zazdroszczą), Które owiewa beztrosko wybrzeże Muskając fale - a one się złoszczą. Kocham trans plusku, feeria barw głośna, W niej zapominam, a wszystko to brednia I reszta roku wydaje się znośna, w oddali, gdyż mam ten jeden dzień września.
    1 punkt
  37. @bazyl_prost Cóż ,metafory sprawiają nieraz trudności z odczytaniem. Dziwi ta oczywista. Nie dotyczy wyłączenie wiary... Może dotyczyć i polityków. Gdyby ich słowa się materializowaly,świat byłby... Pozdrawiam serdecznie
    1 punkt
  38. Czy pisać wiersze? Na łąkę wszechświata wybiegać? Zrywać śpiące gruszki i wiśnie? Wierzchem chmur jechać jak na wschodzącym słońcu? Duszę rozświetlać nadzieją? Czy pisać? Na tęczy zawisnąć znienacka? Uszczypnąć los w nos? Potargać szczęście za włosy? Czy wbiec schodami do nieba skacząc z mostu tonącego w kwiatach?
    1 punkt
  39. zielone drzewko barwnie przybrane jest bo dzień szczególny wręcz naoczny świadek szczęść magią Świąt spowitych
    1 punkt
  40. "Jedyną rzeczą, która ma jeszcze moc sprawczą w świecie po sensie, jest obsesja." Noc przełomu. Ostatnia a zarazem pierwsza. Stary rok odszedł przed dwiema godzinami a nowy narodził się jak zawsze ślepy i w ułudzie nadziei na poprawę bytu jednostek doczesnych. Jakaż to okrutna a zarazem prześmiewcza farsa. Święta i nowy rok. Bajeczki dla małych dzieci o jedności, pokoju, zgodzie i miłości. O cieple ognia rodzinnego i atmosfery wzajemnej godności i szacunku. Ja nie życzę nikomu dobrze, nie życzę jednakże też źle. Ale cóż mi przyjdzie z czyjegoś szczęścia i sukcesu nawet jeśli miałby się on magicznie zyścić pod wpływem słów, gestów czy guseł tych przeklętych dni? Nic się nie zmieni. Sukcesy innych nie motywują one ranią i jątrzą uczucie wstydu, hańby i zawiści. Ludzkiej, podłej i małostkowej zazdrości. A ja najadłem się w życiu dość hańby i wstydu. A zazdrość. Czego miałbym im zazdrościć? Uciesznych, grzesznych igier, tańców i hulaszczego pijaństwa do odcięcia się od ludzkiej myśli poznawczej? Grania w karty, kuligów czy zabaw na świeżym śniegu? Czasami widzę przez okno salonu, jak zdać by się mogło dorosłe i solidnie wykształcone jednostki zachowują się jak dzieci i to te rozwrzeszczane i rozpieszczone do granic. Patrzę jak bałwany lepią jeszcze większe bałwany. Swoje autobiograficzne pomniki. Mienią się w słońcu i iskrzą dumnie. Scala je mróz i ulotność. A potem idzie wiosna zielona a z nią ocieplenie. Patrzę z tego samego okna jak bałwany z każdą godziną marnieją, topią się aż wreszcie kruszeją i rozpadają się na części. A potem widzę ich twórców. Jak wracają z pracy lub uniwersytetu. Marni, w rozsypce, upadku pod ciężarem jestestwa. Widzę jak czas ich kruszy. Żadne z ich życzeń nigdy się nie spełni. Bo życzenia nie są do spełniania a do pustego karmienia skrzywdzonego ego. Błędne koło. Cierpią cały rok by w święta życzyć sobie oddechu. Choć wiedzą że to tylko słowa nie czyny. Bo codzienność wymusza na nich czyny podłe i niegodne losu i struktury człowieka. Walka o byt. Człowiek w centrum wszechświata. Człowiek jest kowalem swojego losu. Brednie humanizmu. Wszechświat kręci człowiekiem. I nijak nie ma na to lekarstwa. Jest tylko przekleństwo klatki codzienności. Część spotkań towarzyskich jeszcze trwała, inne dogasały powoli a goście na nie sproszeni, przenieśli się w dużej mierze na zewnątrz. Jedni by zaczerpnąć tchu i odsapnąć, inni by zapalić w spokoju a jeszcze inni by dać upust erotycznemu napięciu. Za oknem posłyszałem ściszone głosy grupki młodych osób najpewniej studentów lub uczniów gimnazjum. Weszli widać do przedsionka bramy mojej kamienicy a potem do dolnego hallu. Ciężkie dębowe drzwi stuknęły z impetem a głos kroków objął stukotem marmurowe schody. Słyszałem przytłumione, lekko podpite głosy. Żegnali się najpewniej, życząc sobie ostatni raz wszelkiego dobra. Jeszcze tylko odgłos kluczy w zamku drzwi, znów kroki, teraz mniej liczne. I znów błoga cisza. Koniec tych bachanaliów. Teraz tylko cierpienie i udręka. A dla mnie czas na zbawczy sen. Na stoliczku leżał kłębek czarnej wełny. Rzuciłem go mojego kotu by i on miał trochę radości i zabawy tej nocy. Oczywiście momentalnie wyskoczył spod stołu i rzucił się na ofiarę. Maltretując ją niemiłosiernie pazurami i zębami. Kominek dogasał z wolna. Sięgnąłem po lampę, podkręciłem płomyk i ruszyłem do sypialni. Będąc obok drzwi wejściowych dosłyszałem nieopodal odgłos lekkich, kobiecych kroków. Zdziwiłem się bo ostatnie piętro kamienicy, zajmowali raczej samotni i posunięci już znacznie w latach mężczyźni jak ja. Zanim to do mnie otwarcie dotarło, kroki znalazły się pod moimi drzwiami a kołatka zasygnalizowała nieśmiałe pukanie. Mam nadzieję, że to nie gość w dom o tak nie towarzyskiej porze a to że jakaś pijana latorośl zmyliła drogę do domu lub piętro. Rad nie rad zrobiłem kilka kroków i otworzyłem… Mówią że marzyć to nie grzech. U mnie to proste bo nie wierzę w marzenia ani grzech. Ale tej nocy nowego roku odwiedził mnie gość o którego postaci marzyłem i życzyłem sobie jego powrotu. A więc czyżby marzenie może się urzeczywistnić? Dostałem na to namacalny i najlepszy dowód. Choćby przerażający w swej istocie i metafizycznej głębi. Otworzyłem drzwi a w progu zastałem jej postać. Taką o jakiej dziś marzyłem, jakiej pragnąłem. Jaką kochałem i wspominałem co dzień od dnia jej rychłego zgonu. Była wręcz zwiewna i blada. Ledwie zaróżowione policzki wygięty się pod wpływem szerokiego uśmiechu. Jej kasztanowe, ułożone w dorodne fale włosy spływały jak wodospad na alabastrowe ramiona i piersi. Ubrana była w ukochaną, malachitową suknię wieczorową. Kolczyki i kolia z pereł oraz makijaż uczyniły z niej bezsprzeczne artemidowskie bóstwo pożądania. Zielone oczęta tak niewinne, miały w sobie niezgłębione pokłady miłości. Długo syciliśmy się nawzajem tą chwilą. Nie mogąc wydusić słów ani poruszyć zastygłych w nagłym szoku ciał. Wreszcie przemogła się i mogłem usłyszeć jej głos. Za nim było mi tęskno najbardziej. Polały się łzy. Chciałam przyjść osobiście i życzyć Ci szczęśliwego nowego roku i zapytać czy wszystko u Ciebie w porządku? To było Twoje życzenie. Czy chciałbyś nadal abym mogła spędzić z Tobą resztę tej nocy Simon? Rzuciłem się na nią i tuliłem jak największy skarb. Płakałem jak dziecko i nie mogłem przestać. Wreszcie osunąłem się na kolana i tuląc się do idealnej talii wyskomlałem wręcz Tak! Z Tobą chcę być już na wieczność. Och Natalie… Poddźwignęła mnie z kolan i ucałowała gorąco. A ja postanowiłem śnić i marzyć jedynie o niej już do końca swoich dni.
    1 punkt
  41. A gdy plany runą Niczym mury twierdzy, A gdy marzenia prysną Niby mydlane bańki, Gdy odrą Cię z litości Niczym zwierzę z futra, Zostajesz prawdziwy Ty.
    1 punkt
  42. to jest haram tamto jest haram usta zasłonięte a chciałyby krzyczeć że kocham że chcę widać tylko oczy łez zaś nikt nie widzi bo nikną w nikabie księżyc obnażony aż pali powieki nocą wszystko jest legalne za granicą prawa a jeszcze we Vrindavanie gdzieś za Styksem obok Edenu kiedy niebo jaśnieje wszystko obumiera znów wszystko jest haram tylko myślami objęci na płonących od żaru piaskach o tym piszą o tym mówią o tym śpiewają a jednak nikt nie odważy się nazwać miłości po imieniu Klaudia Gasztold
    1 punkt
  43. nawet w zimę pełną tajemnic zbiorą jagody nie spłoszy ich przechodzień nagły wiatr z ukosa i śnieg co mruży oczy a kiedy zmarzną watą z cukru okładają dłonie bez wzgledu na prognozy mają własną pogodę
    1 punkt
  44. jestem ciekawy twoich spojrzeń z wczoraj tych nienagannie skrywanych przed światem słów których nigdy usłyszeć nie zdołam myśli kreacji potarganej wiatrem stęsknionym wzrokiem dotykasz obrazów namalowanych czerwienią jesieni patrząc bezradnie w lustro bez wyrazu wiesz że nie zdołasz nic w tym wszystkim zmienić widzę jak idziesz z twarzą jakich wiele wybraną z szafy właśnie na ten spacer gdy dookoła pseudo przyjaciele nie chcą postrzegać takich słów inaczej płytkim oddechem malujesz pejzaże gdy deszczem spływa czarna melancholia a każdy skrawek ukrywanych marzeń chce się uwolnić boi się żałować jedno na pewno kiedyś córce powiesz chronić ją pragniesz więc fakty docenisz by nie do końca zrozumieli wszyscy może imiona bohaterom zmienisz
    1 punkt
  45. Miłości mojego życia tylko Twoich życzeń pustka zjadłem ciasto z czerwoną galaretką, otrzymałem pierwsze życzenia od osoby, którą zdradziłem Moje szuflady nie zamykają się od usprawiedliwień na łamańce wyborów Zdrada niestety nie boi się miłości Miłości mojego życia Słońce dziś karmi rośliny, które mają już dość deszczu, a ja czekam, aż zadzwonisz na numer, którego nie masz Babie lato wita i żegna rześkością zachody słońca, które nie kolorują już tylko obłoków, a ja czekam w kolejce Miłości mojego życia, aż przytulę Cię kiedyś w moje urodziny, bo chcę wierzyć, że nie znamy jeszcze swoich numerów
    1 punkt
  46. Już nie boli tak ostro. Ból stał się jak woda, Co stoi w martwym stawie i zgnić jej nie szkoda. Świat za szybą grubą przesuwa się niemal, Jak teatr cieni dziwny, co sensu w nim nie ma. Nie ma słońca na niebie, ni gwiazdy, ni burzy, Tylko szara zasłona, co nigdy się nie chmurzy. Wstaję – lecz po co wstawać, gdy dzień nocą pachnie? Mówię – lecz słowa więdną, nim wargi me natchnie. Ciało moje jak ołów, przykute do ziemi, Myśl każda jest kamieniem w tej studni bez cieni. Patrzę na barwy wiosny – i widzę popioły, Jakby ktoś zdmuchnął świecę na wielkim, pustym stole. To nie rozpacz krzycząca, to cisza, co dusi, Co niczego nie pragnie i nic nie wymusi. Jestem jak dom opuszczony, gdzie wiatr tylko hula, Gdzie nikt okien nie zamknie, nikt płaczu nie utula. I dźwigam ten kamień, co sercem się zowie, Choć nikt go nie widzi. I nikt się nie dowie.
    1 punkt
  47. wielki sztorm uspokajasz mnie dotykiem burza cielesna koi podwójny puls kominek iskrzy
    1 punkt
  48. Po Waszych komentarzach Drodzy Przdmówcy, nic ująć nic dodać. Dla mnie wiersz niezwykle obrazowy, przesiąknięty cynizmem, który miał być odczuwalny, ale żeby nie było; są też momenty bardzo wzruszające i czułe, co przełamuje nieco pesymistyczne podejście do życia, które mocno peela doświadczyło. Mocna cząstka z baławnami, podoba mi się. Przekleństwo klatki codzienności, też mocne i dosadne, prawdziwe. Przeczytałam z zaciekawieniem. Najlepszych Świąt. Pozdrawiam.
    1 punkt
  49. Tłum stoi pod błękitnym niebem czekają już bardzo długo wszyscy chcą usłyszeć Twój głos. Ciągle tylko milczysz patrząc im w oczy nie możesz wydobyć słowa. Twoje włosy wiatr rozwiewa płyną niczym chmury a każdy chce je policzyć. O czym chcesz dziś zaśpiewać smutną piosenkę źle dobrany tekst dlaczego mówisz żegnaj. W Twoich oczach widać łzy i pojawiający się zniekształcony głos nie zawsze wszystko jest proste. Wszystkie róże u Twoich stóp złożono same czerwone ciągle jest ich mało. Słońce przenika potok słów jego blask się z nim łączy a głos trafia do serc. Na małym placu pod małym posągiem parę słów napisano zatrzymują się czytają i idą dalej. Ja też tam byłem i tekst czytałem czekam na Twoje słowo powiedz cokolwiek nawet żegnaj.
    1 punkt
  50. Życie pisze najlepsze scenariusze i najlepiej dopasowane :) Tu akurat od wycieraczek wyszło, bo faktycznie siedziałam nad tą trzecią i się zastanawiałam po co mi ona, to tak głośno mi wybrzmiało w głowie, że końcówka tekstu praktycznie stanowiła punkt wyjścia do napisania całości. A reszta też jest faktem, z którym aktualnie mam nieprzyjemność się zmagać... tzw zranione ego mężczyzny odrzuconego... i z całą jego mściwością wrzuconą w atmosferę pracy. Bereniko wybacz, ale tak gęsto musi być, bo tak gęsta była narracja relacji... przytłaczjąca od początku i naszpikowana takimi perełkami, że tu i tak jest oszczędnie opisane. No ale musiałam podejść do tego, żeby zobaczyć finał... Co byłoby bez tego? Niedokończona historia, a przecież "Neptun wychodzi z ryb" i czas podomykać niektóre sprawy :) Dzięki za komentarz Pozdrawiam
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...